Eksperci: Dotacje na energetykę węglową wynoszą 7 mld zł rocznie

7 stycznia 2020, 15:00 Energetyka
z1
Elektrownia Bełchatów / fot. Piotr Stępiński BiznesAlert.pl

ClientEarth Prawnicy dla Ziemi i WiseEuropa wzięły pod lupę wszystkie formy publicznych subsydiów, z których korzysta polska energetyka. Z raportu „Subsydia: motor czy hamulec polskiej transformacji energetycznej?” wynika, że łącznie kilkanaście mechanizmów pochłania ponad siedem miliardów złotych rocznie z budżetu państwa i kieszeni odbiorców energii. – Korzystają z nich głównie elektrownie węglowe – argumentują eksperci.

Wsparcie energetyki węglowej a OZE

Raport „Subsydia: motor czy hamulec polskiej transformacji energetycznej?” w latach 2013-­2018 zawiera informację, że Polska przeznaczyła dwa razy więcej publicznych środków na pomoc energetyce konwencjonalnej (w przeważającej części węglowej) niż odnawialnej.

W latach 2013-2018 z budżetu państwa i rachunków za energię, do energetyki zostało dopłaconych około 45 mld złotych. 30 mld trafiło do energetyki konwencjonalnej. – Dla porównania, za równowartość tych pieniędzy można byłoby postawić w Polsce elektrownię jądrową, uważaną przecież za ekstremalnie drogą, lub dwie duże farmy wiatrowe na Bałtyku – mówi Wojciech Kukuła z ClientEarth, współautor raportu. Najwięcej, bo około osiem miliardów zł, trafiło do energetyki konwencjonalnej z bezpłatnych uprawnień do emisji gazów cieplarnianych, przyznanych w ramach EU ETS i z rekompensat za rozwiązanie kontraktów długoterminowych (tzw. KDT), które tylko w tym okresie kosztowały odbiorców energii siedem miliardów zł. Korzystała ona także ze wsparcia w ramach operacyjnej rezerwy mocy i interwencyjnej rezerwy zimnej, kolorowych certyfikatów dla współspalania biomasy z węglem i kogeneracji, czy ustawy o cenach energii. Eksperci zaznaczają, że energetyka odnawialna może liczyć na znacznie skromniejsze wsparcie. W latach 2013-2018 systemy wsparcia OZE kosztowały Polaków niecałe 15 mld złotych, czyli jedną trzecią łącznej wartości subsydiów, które w tym czasie otrzymała krajowa elektroenergetyka. – W perspektywie kolejnej dekady nie należy jednak spodziewać się zmian. W latach 2021-2023 koszt netto rynku mocy wyniesie około 11 mld zł, podczas gdy koszt netto aukcyjnego systemu wsparcia OZE – zaledwie 0,3 mld zł. Obydwa systemy są finansowane z rachunków odbiorców energii – czytamy w raporcie.

Aukcje OZE są konkurencyjne względem rynku mocy

System aukcji dla OZE – w opinii ekspertów – jest efektywniejszym sposobem wsparcia, zarówno pod względem korzyści dla konsumentów, jak i efektów ekologicznych. – Potwierdzają to wyniki ostatnich przetargów. Ceny uzyskane na rozstrzygniętej w czwartek aukcji dla nowych elektrowni wiatrowych i słonecznych, średnio niecałe 210 zł/MWh, po raz kolejny okazały się niższe od rynkowych. Natomiast grudniowa aukcja rynku mocy zamknęła się rekordowo wysoką ceną, niemal 260 zł/kW/rok – argumentują eksperci.

Dodają jednocześnie, że aukcje OZE przestają funkcjonować jak subsydia. – Mechanizm niebawem będzie przynosić oszczędności konsumentom energii. Rząd powinien więc postarać się o wydłużenie jego obowiązywania, tak aby aukcje mogły być organizowane także po 2021 roku – ocenia Kukuła.

– Taka dystrybucja subsydiów powoduje wzajemne znoszenie się efektów pomocy, konserwując polski sektor elektroenergetyczny i hamując jego transformację w kierunku niskoemisyjnych technologii – czytamy w raporcie. Eksperci podkreślają, że transformację spowalnia również postępujące powiązanie energetyki z górnictwem. Większość dotychczasowych systemów wsparcia dla polskiej elektroenergetyki należy uznać za nieefektywną kosztowo oraz środowiskowo, zwłaszcza w porównaniu do państw Europy Zachodniej. – Dotyczy to zarówno systemów wsparcia energetyki konwencjonalnej (w szczególności bezpłatnych uprawnień do emisji CO2 oraz mechanizmów mocowych), jak i odnawialnej – system tzw. zielonych certyfikatów przez lata wspierający współspalanie biomasy z węglem, które nie przyniosło żadnych trwałych efektów ekologicznych – argumentują eksperci.

Pomoc dla Bełchatowa

Eksperci wskazują także na nieefektywną pomoc państwa dla Elektrowni Bełchatów w kontekście długoterminowej transformacji energetycznej. – Średnioroczną wartość wsparcia dla tej elektrowni szacujemy na około 9­-10 procent jej całkowitych przychodów. W szczególności, w latach 2013-­2019 Elektrownia Bełchatów otrzymała około 2,5 mld zł z tytułu bezpłatnych uprawnień do emisji, a na lata 2021-­2025 państwo zagwarantowało jej drugie tyle wsparcia w ramach rynku mocy – czytamy w badaniu.

Rekompensaty za ceny energii a prawo UE

Prawnicy skrytykowali także system rekompensat za rosnące ceny energii w 2019 roku. – Antyrynkowe, nieefektywne mechanizmy zawarte w tzw. ustawie o cenach energii, która dodatkowo, w odniesieniu do pierwszego półrocza 2019 roku, jest niezgodna z wymogami unijnego prawa o pomocy państwa. Środki z systemu EU ETS, przeznaczane na rekompensaty, nie powinny ukrywać rzeczywistych kosztów konsumpcji wysokoemisyjnej energii, ale wspierać technologie niskoemisyjnej produkcji i oszczędzania energii – informują eksperci.

PFR i BGK

Wielomiliardowe zaangażowanie państwowych instytucji, takich jak Polski Fundusz Rozwoju (PFR) i Bank Gospodarstwa Krajowego (BGK), w projekty węglowe, zdaniem prawników, przekłada się na ograniczenie dostępu do finansowania, które mogłoby zostać przeznaczone na niskoemisyjne inwestycje PFR i BGK. Dzięki PFR udało się domknąć budowę nowego bloku na węgiel kamienny w Jaworznie. W celu uzyskania pewności prawnej, tego typu wsparcie powinno być zgłaszane Komisji Europejskiej. – Te instytucje mogą i powinny wspierać zieloną transformację. Wymieniają oni także pozytywne przykłady, przekładające się na stymulowanie polskiej transformacji energetycznej. – Chodzi o fundusze unijne, a więc około sześć miliardów złotych wsparcia dla energetyki odnawialnej w perspektywie 2007­-2020 roku oraz nowy system aukcji OZE. Podkreślają także, że w długiej perspektywie, oszczędności netto z kontraktów w ramach aukcji OZE przeważą nad kosztami, przekładając się na zmniejszenie rachunków odbiorców energii. „„- Jeżeli chodzi o zakontraktowaną już pomoc, która będzie przyznawana w kolejnej dekadzie, wsparcie jednostek konwencjonalnych w ramach rynku mocy będzie generować dla odbiorców wielokrotnie wyższe koszty niż pomoc dla nowych instalacji OZE – podkreślają prawnicy, dodając jednocześnie, że w latach 2021-2023 szacunkowy koszt netto rynku mocy wyniesie około 11 mld zł, podczas gdy koszt netto aukcyjnego systemu wsparcia OZE – 0,3 mld zł.

Pomoc publiczna a prawo UE

Eksperci zastanawiają się również nad kwestią spełniania przesłanek pomocy państwa. Budzą one wątpliwości w zakresie co najmniej czterech środków, które nie zostały oficjalnie notyfikowane Komisji Europejskiej. Chodzi o istniejące mechanizmy mocowe, w tym interwencyjna rezerwa zimna (IRZ) i operacyjna rezerwa mocy (ORM); możliwość dokapitalizowywania spółek energetycznych z nadwyżek przychodów Zarządcy Rozliczeń; a także system rekompensat z tzw. ustawy o cenach energii, a przynajmniej w odniesieniu do pierwszego półrocza 2019 roku.

– Państwowy interwencjonizm w sektorze energii powinien zaś służyć osiągnięciu dodatkowych korzyści środowiskowych, w szczególności poprzez promowanie rozwiązań znacznie ograniczających emisję dwutlenku węgla – kwitują eksperci.

Opracowanie Bartłomiej Sawicki

Lipka: W USA gaz i biomasa wypierają węgiel, a nie atom