Energiczna Azja, odc. 1: Między Bliskim a Dalekim Wschodem

18 lipca 2016, 11:15 Energetyka
Haramachi_Thermal_Power_Station_2
Elektrociepłownia Haramachi

KOMENTARZ

Mariusz Dąbrowski

Współpracownik BiznesAlert.pl*

Po zakończeniu wojen napoleońskich rozpoczął się okres wielkich zmian w gospodarce światowej, który trwał do lat 50. XX wieku. Charakteryzował się on słabnącą pozycją Azji względem gospodarek Zachodu. Na początku XIX wieku Chiny były najpotężniejszą gospodarką świata i odpowiadały za 1/3 globalnego PKB. Po zakończeniu wojny domowej między komunistami a Kuomintangiem udział Państwa Środka skurczył się do zaledwie 4,5%. Udział całej Azji wynosił wówczas 18,5% i był prawdopodobnie najniższy w całej historii. Dla porównania Europa Zachodnia i Stany Zjednoczone wytwarzały łącznie 53,6% światowego PKB.

Na dominację Zachodu złożyło się wiele czynników, takich jak: otoczenie instytucjonalne, rozwój technologii, czy dostęp do surowców energetycznych. Wielka Brytania, największa potęga XIX wieku, przypominała trochę Arabię Saudyjską, przy czym rolę ropy naftowej pełnił wówczas węgiel. Era ropy narodziła się w drugiej połowie XIX wieku w Pensylwanii i od tego momentu Stany Zjednoczone bardzo szybko zaczęły zyskiwać na znaczeniu. W XX wieku ropa stała się najważniejszym surowcem, który decydował o wynikach wojen i bogactwie narodów, a dominację anglo-amerykańską umacniały wielkie koncerny naftowe, z których siedem najpotężniejszych zaczęto nazywać Siedem Sióstr.

Azja wraca do gry

W dość komfortowej sytuacji znalazła się Azja Zachodnia obejmująca rejon Zatoki Perskiej. W 1908 roku odkryto ropę w Iranie, w 1927 w Iraku, a w latach 30. w krajach Półwyspu Arabskiego. Odkrycie ropy naftowej uratowało Katar i Kuwejt, po tym jak Japończycy zalali rynki sztucznymi perłami, odbierając tym samym główne źródło dochodu tym niewielkim monarchiom Arabii Wschodniej. Od drugiej połowy XX wieku Azja zaczęła odzyskiwać utraconą pozycję, ale głównie za sprawą gospodarek Dalekiego Wschodu. Najpierw dzięki Japonii, a później Korei Południowej, Tajwanowi i Chinom. Jeśli do tego zestawu dodamy Indie to mamy 5 gospodarek, które są poważnymi importerami surowców energetycznych i decydują o ruchach cen na rynkach światowych.

Bliski Wschód –  ze swoimi zasobami ropy i gazu – oraz Daleki Wschód – z wielkim apetytem na surowce – nie mogą dzisiaj istnieć bez siebie. Kiedyś może to się zmieni, ponieważ marzeniem Dalekiego Wschodu jest zmniejszenie zależności od Bliskiego Wschodu. Podczas Doha Forum 2016 były wicepremier Kataru, Abdullah Al-Attiyah, powiedział że nie jest istotne, czy era ropy i gazu skończy się za 20, czy za 80 lat, ale najważniejsze jest to, gdzie będą wówczas kraje eksportujące te surowce. Obie strony doskonale zdają sprawę o co idzie gra, dzięki czemu nie grozi nam raczej niekontrolowany wzrost cen surowców energetycznych, ponieważ przyspieszyłoby to rozwój nowych technologii i ostatecznie uderzyło w Bliski Wschód.

Od Zatoki Perskiej po Wyspy Japońskie

Niniejszy artykuł jest początkiem comiesięcznego cyklu pt. „Energiczna Azja”, w którym będę opisywał rolę Azji we współczesnym świecie, a zwłaszcza w świecie energii. Niewątpliwie, od zakończenia II wojny światowej, jest to rola rosnąca. W XIX wieku Zachód zdetronizował Azję, a zwłaszcza pogrążył Chiny, ale trend już się odwrócił. W Polsce stosunkowo mało o tym się pisze, więc warto wypełnić tę lukę, aby spojrzeć na odległe rynki z bliższej perspektywy. Zwłaszcza, że Azja potrzebuje żywności, czyli paliwa dla ludzi, którego na szczęście nie brakuje w naszym kraju.

Inspiracją do rozpoczęcia niniejszego cyklu były dwa wydarzenia, odległe w czasie i przestrzeni, ale ostatecznie dało się je połączyć w całość. Pierwsze miało miejsce w japońskiej prefekturze Fukushima, do której jeżdżę regularnie od 2006 roku. Do 2011 roku – zanim tsunami dokonało zniszczeń – zatrzymywałem się obok elektrowni cieplnej Haramachi, dzięki czemu mogłem obserwować bezpośrednie dostawy australijskiego węgla oraz zastanawiać się nad konsumpcją energii w Azji i bezpieczeństwem szlaków morskich na Pacyfiku. Jednakże najważniejsze było tsunami, które doprowadziło do awarii w pobliskiej elektrowni jądrowej Fukushima I. Zniszczona została również elektrownia węglowa Haramachi (2 bloki energetyczne po 1000 MW), która wznowiła działalność 2 lata po katastrofie.

Elektrociepłownia Haramachi

Elektrociepłownia Haramachi

Drugim wydarzeniem, bez którego nie rozpocząłbym tego cyklu, było Doha Forum 2016. Dzięki uprzejmości Ambasady i Ministerstwa Spraw Zagranicznych Państwa Kataru miałem możliwość zobaczyć od środka jak wygląda świat OPEC i GECF, a także rozmawiać z czołowymi postaciami tego świata. Fukushimę i Dohę łączy jedno słowo – energia. Oba te miejsca leżą w Azji. Japonia kupuje surowce energetyczne, a Katar je sprzedaje, szczególnie widać to na rynku LNG, gdzie oba państwa są głównymi graczami po przeciwnych stronach boiska. Mam nadzieję, że seria „Energiczna Azja” spodoba się Czytelnikom portalu BiznesAlert.pl i spopularyzuje wiedzę na temat Azji. W przyszłym miesiącu napiszę o podróży do Malakki i transporcie surowców energetycznych.

* ekonomista, doktorant na Wydziale Ekonomii i Zarządzania Uniwersytetu w Białymstoku, komentator wydarzeń międzynarodowych, analityk w obszarze geopolityki i handlu zagranicznego. Prowadzi mikroblog inspirAzja. Współpracownik BiznesAlert.pl.