Europejski Zielony Ład nie czeka na Polskę, a ustawa offshore stoi (RELACJA)

24 listopada 2020, 14:30 Energetyka
morskie farmy wiatrowe offshore oze
Morskie farmy wiatrowe. Fot. Wikicommons

Europejski Zielony Ład to szansa na przyspieszenie rozwoju gospodarczego po pandemii. Polska przygotowuje własną receptę na ten nowy porządek, która pomoże zrównoważyć jego negatywne konsekwencje, na przykład w regionach powęglowych. Jedno z narzędzi to rozwój morskiej energetyki wiatrowej, która nie może się doczekać przyjęcia ustawy umożliwiającej jej rozwój.

– Możemy skorzystać na transformacji energetycznej dostarczając produkty potrzebne do jej przeprowadzenia, tworząc miejsca pracy w Polsce. Nie chodzi o tylko polskie potrzeby, ale całą niszę łańcuchów dostaw, w których nasze firmy już teraz są obecne – ocenił wiceminister klimatu Adam Guibourge-Czetwertyński. – Nawet jeśli jeszcze nie wybudowaliśmy żadnej farmy wiatrowej na morzu, to nasze stocznie już wybudowały kilka statków, które je obsługują. Nawet jeśli nie mamy tej farmy, to kable i transformatory dostarczamy – tłumaczył gość konferencji.

Według ministra transformacja energetyczna może dać nawet 300 tysięcy nowych miejsc pracy. Wskazywał, że jest to więcej niż istnieje w sektorach tradycyjnej energetyki obecnie. – Niektóre miejsca pracy mogą znajdować się tam, gdzie dziś jest energetyka konwencjonalna, ale nie wszędzie – zastrzegł. Jego zdaniem należy wspierać inwestycje jak fabryki paneli fotowoltaicznych, samochodów elektrycznych, w regionach w których będzie wskazane zwiększanie zatrudnienia po transformacji.

– W nowym PEP-ie (Polityka energetyczna Polski do 2040 roku, strategia energetyczna – przyp. red.) przedstawiliśmy scenariusz uwzględniający wyższą cenę uprawnień już w 2030 roku bardziej odzwierciedlającą ambicje Komisji – ocenił wiceminister klimatu. – Pewnie za dwa, trzy lata się wiele zmieni i będą potrzebne regularne aktualizacje naszej polityki, czy też przygotowanie kolejnych strategii już na następne dekady. Na podstawie informacji dostępnych dzisiaj mamy w obecnej propozycji zidentyfikowany scenariusz pozwalający po najniższych kosztach przeprowadzić transformację tak, aby zapewnić zgodność z celami unijnymi oraz naszymi zobowiązaniami w ramach porozumienia paryskiego.

– Parlament Europejski chce jak najszybszej transformacji energetycznej nie licząc się z kosztami ludzkimi. Łatwo jest mówić o transformacji nie myśląc o utracie miejsc pracy i bezrobocie. Ciekawe, czy pandemia koronawirusa będzie zimnym prysznicem, bo przecież koszty transformacji będą trudne do udźwignięcia w obliczu recesji – oceniła Dominika Cosić, korespondentka TVP w Brukseli. Przypomniała, że przemysł Polski i Niemiec połączył siły na rzecz ograniczenia ambicji klimatycznych. – Zideologizowana zielona gospodarka może być większym zagrożeniem niż rozwiązaniem problemu. Jak w komunizmie będzie tworzyć problemy po to, żeby je dzielnie rozwiązywać – podsumowała.

– Należy wyróżnić dwa aspekty zmieniającego się otoczenia rynkowego. Z jednej strony BGK udziela kredytów i pożyczek, gwarancji, a z drugiej strony pozyskiwań środki na te cele. W dużej mierze są one pozyskiwane także od inwestorów finansowych – powiedział Paweł Nierada, wiceprezes Banku Gospodarstwa Krajowego. – Od kilku lat widać zmianę spojrzenia inwestorów i rynków przemysłowych na banki. Jest oceniany nie tylko wynik naszej instytucji, ale także bardziej holistycznie sposób wykorzystania środków i tworzenie dodatkowej wartości, zielonej. To nie tylko OZE, ale także cała grupa przedsięwzięć przyczyniających się poprawy jakości życia.

– Mamy duży potencjał poprawy efektywności gospodarki: termomodernizacji, przebudowy sektora z gospodarki węglowej, także poprzez usuwanie tak zwanych kopciuchów. Mniejszym problemem jest energetyka zawodowa oparta na zaawansowanych technologiach węglowych. Najważniejsze jest wyznaczenie ścieżki sektorowi energetycznemu. Wróciła na tapetę kwestia energetyki nuklearnej. Czy będzie to stara energetyka jądrowa, czy pójdziemy w kierunku małych reaktorów modułowych. Potrzebna jest nam ścieżka na nadchodzące lata, zanim dojdziemy do modelu docelowego – podsumował.

– Polska energetyka jest bardzo eksponowana na wzrost cen uprawnień do emisji CO2. Nie jest tak, że możemy wszystko zabudować farmami wiatrowymi i słonecznymi. Mamy wachlarz różnych technologii, które będą się dobrze uzupełniały. Źródła odnawialne potrzebują bilansowania jako niestabilne. W Krajowym Planie Odbudowy widać duży nacisk na wodór, czyli wykorzystanie elektrolizy do wypłaszczenia produkcji energii ze źródeł odnawialnych – tłumaczył Marcin Roszkowski, prezes Instytutu Jagiellońskiego odpowiedzialnego za organizację dyskusji. – Wodór jest tym samym, czym OZE było dziesięć czy dwadzieścia lat temu. Dzisiaj OZE są już nieraz tańsze od węgla.

– Morska energetyka wiatrowa może zmniejszyć emisyjność gospodarki. Inwestycje planowane przez rząd mogą wyeliminować konieczność importu energii. W tym roku zanosi się na to, że pobijemy kolejny rekord choć zużycie energii spada w dobie pandemii – mówiła Irena Gajewska z Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej. – To wielkie pieniądze, które zostaną wpompowane w gospodarkę i powstaną tysiące miejsc pracy. Według naszych danych pierwsze 10 GW offshore wind to nawet 34 tysiące etatów – wyliczała uczestniczka konferencji. Według Gajewskiej pojawiły się niepokojące informacje o problemach ustawy offshore na posiedzeniu rządu, które nie zakończyło się jej przyjęciem i będzie to wyzwanie dla strategii spółek skarbu, które wpisały morskie farmy wiatrowe do swych strategii. Opóźniamy dostawy tej energii do sieci, a nasze firmy w łańcuchach dostaw nie mają szans na wzmocnienie pozycji. Gdybyśmy przyjęli ustawę teraz, w ciągu dwóch lat byłyby pierwsze inwestycje w morskie farmy wiatrowe – dodała.

Opracował Wojciech Jakóbik