Skrzypczyk: Komu polskie wiatraki nie w smak?

26 maja 2020, 13:00 Energetyka
Turbiny wiatrowe w Austrii
Turbiny wiatrowe w Austrii

Pomimo tego, że ceny inwestycji w energetykę wiatrową na lądzie znacznie spadają, a ich efektywność poszybowała w górę, turbiny nadal są w Polsce niechciane. Energia wiatrowa dałaby szansę na wzrost znaczenia odnawialnych źródeł, gdyby nie była skutecznie blokowana nieprzychylnymi regulacjami prawnymi. Czemu wiatraki w Polsce mają zły image i kto na tym najbardziej cierpi? – zastanawia się Agata Skrzypczyk w tekście dla BiznesAlert.pl.

Łączna moc zainstalowana w lądowych elektrowniach wiatrowych w Polsce wyniosła 5,9 GW na koniec 2019 roku. Tylko w aukcjach przeprowadzonych na koniec zeszłego roku, zostało zakontraktowanych około 2,2 GW nowych mocy pochodzących z tego źródła. Najtańsza cena na aukcji osiągnęła poziom 162,8 zł/MWh, co jest wynikiem wieloletniego trendu obniżania się kosztu tej technologii. Jednocześnie energia z wiatraków okazała się o połowę tańsza od energii z węgla. Uwzględniając koszty zmienne produkcji energii oraz koszty emisji CO2, cena energii z nowych elektrowni węglowych osiąga nawet 350 zł/MWh. 

Od paru lat, w kontrze do wzrostu efektywności produkcyjnej oraz cenowej turbin wiatrowych na lądzie, stoi ich skuteczne blokowanie przez regulacje prawne. W 2016 roku została przyjęta w Polsce tak zwana ustawa odległościowa. Regulacja ta określa, że elektrownie wiatrowe o mocy większej niż 40 kW można budować w odległości nie mniejszej niż 10-krotność jej wysokości wraz z wirnikiem i łopatami od zabudowań mieszkalnych i mieszanych, a także obszarów cennych przyrodniczo. Tym samym, wyklucza to budowę nowoczesnych turbin wiatrowych, gdyż z racji swoich rozmiarów wymagałyby one około 2 kilometrowego promienia bez zabudowań mieszkalnych, co jest w Polsce praktycznie niemożliwe. Według ekspertów z branży, ustawa uniemożliwia powstawanie nowych farm na 99 procentach obszaru kraju.

Ustawa odległościowa nie obowiązuje tych inwestycji, które uzyskały niezbędne pozwolenia  przed wejściem w życie nowego prawa. Łączna moc elektrowni wiatrowych na lądzie zakontraktowana w aukcjach w 2018 wyniosła 1,1 GW, podczas gdy w 2019 roku było to 2,2 GW. Przewiduje się, że na rynku są jeszcze projekty o mocy 800 MW z pozwoleniami na budowę wydanymi przed ogłoszeniem ustawy odległościowej. Gdyby wszystkie projekty z pozwoleniami na budowę zostały zrealizowane  daje to możliwość osiągnięcia łącznej mocy zainstalowanej w lądowych elektrowniach wiatrowych na poziomie około 10 GW.

Obliczenia te są zgodne z Krajowym planem na rzecz energii i klimatu na lata 2021-2030, który zakłada, że wzrost mocy osiągalnej w instalacjach wiatrowych na lądzie do ok. 9,6 GW w 2030 r. i utrzymanie tego poziomu do 2040 r bez planu o budowy kolejnych. Dokument podaje, że przyczyną zatrzymania wzrostu energii z wiatraków jest brak akceptacji dla ich budowy przez społeczność lokalną oraz niestabilność produkcji energii.  

Opór w stosunku do wiatraków to zwykły wymysł. Mieszkańcy są już gotowi na transformację energetyczną – mówi Jarosław Koźlarek, redaktor bloga Transformacja Wielkopolski Wschodniej. Mamy dużo nieużytków po kopalniach węgla, w tym hałd, na których mogłyby powstać farmy wiatrowe. Niestety zasada 10H wyklucza wykorzystanie większości tych terenów.

– Region Wielkopolski Wschodniej jest jednym z największych potrzebujących nowych inwestycji w zieloną energię. Mieszkańcy oraz samorządy tego górniczego terenu są gotowi na transformację energetyczną, a energetyka wiatrowa mogłaby odegrać w niej dużą rolę. – Wycofanie ustawy odległościowej przywróciło by wiatraki z impetem. Jeśli się to nie stanie, nie ma co liczyć na rozwój tego sektora – dodaje Koźlarek. 

– Technologia wiatraków na lądzie stała się na tyle efektywna cenowo, że praktycznie nie potrzebuje już wsparcia ze strony państwa, a jedynie gwarancji stabilności dochodów umożliwiających pozyskanie długoterminowego finansowania zewnętrznego – mówi Marcin Ścigan zajmujący się OZE w Forum Energii. Pojawia się też coraz więcej sposobów na bilansowanie produkowanej energii wiatrowej, za pomocą między innymi zarządzania popytem u odbiorców, wymiany energii z krajami sąsiednimi czy bilansowania lokalnego. Rozwój wiatraków na lądzie został stłamszony i zapewne nic się nie zmieni jeśli rząd nie wycofa się z zasady 10H – dodaje Ścigan.

Podobna sytuacja zaistniała pod koniec zeszłego roku również w Niemczech, kraju który przez długi czas zajmował pozycję lidera w rozwoju energetyki wiatrowej. W ciągu pierwszych dziewięciu miesięcy roku 2019 inwestorzy zainstalowali w Niemczech 150 nowych turbin o łącznej mocy 514 MW – jest to aż o 80 procent poniżej średniego tempa rozwoju energii wiatrowej w tym kraju przez ostatnie pięć lat i jednocześnie najniższy przyrost zainstalowanych mocy przez ostatnie dwie dekady. Niemiecki rząd chce, aby odnawialne źródła energii pokryły 65% krajowego zapotrzebowania na energię elektryczną do 2030 r. Tamtejszy think thank energetyczny Agora Energiewende obliczył, że aby to było możliwe, potrzebny jest roczny przyrost mocy energii z wiatraków na lądzie w wysokości 4 GW. Tymczasem w zeszłym roku nie udało się osiągnąć nawet przyrostu w wysokości 1 GW nowych mocy z tego źródła.

Problemem w tym wypadku jest także rosnący opór społeczny. Część mieszkańców organizuje protesty przeciwko nowym inwestycjom wiatrowym, powołując się na argument negatywnego wpływu turbin na dziką przyrodę, a przede wszystkim ptaki i nietoperze. Jednocześnie większość naukowców i aktywistów ekologicznych kwestionuje te argumenty nie wspierając rodzących się oporów społecznych. Krytycy dobrze rozwijającej się do tej pory w Niemczech energii wiatrowej, domagają się zrewidowania strategii energetycznej kraju, argumentując, że dotychczasowy rozwój energii odnawialnej był robiony na ślepo. 

W połowie maja bieżącego roku, koalicja rządząca w Niemczech doszła do porozumienia w sprawie wiatraków na lądzie, dając tym samym szansę na ponowny rozwój branży. Zgodnie z wprowadzonymi właśnie regulacjami, decyzje dotyczące minimalnej, lecz nie większej niż 1 km, odległości pomiędzy nowymi turbinami a zabudowaniami mieszkalnymi będą w gestii 16 niemieckich landów, co otwiera drogę do lokalnie podejmowanych decyzji.

Jak  sytuacja rozwinie się w Polsce? Zmniejszone zapotrzebowanie na energię elektryczną z uwagi na pandemię koronawirusa sprzyja rozwojowi OZE. Jako źródła z niskim kosztem zmiennym, mają priorytet w sprzedaży energii do sieci, co może im w obecnych czasach dać dobry imperatyw do rozwoju. Minister rozwoju, Jadwiga Emilewicz, zapowiedziała w grudniu zeszłego roku, że zajmie się nowelizacją ustawy o inwestycjach wiatrowych. Według jej wypowiedzi, z końcem 2021 roku ustawa odległościowa przestanie obowiązywać na rzecz lokalnie podejmowanych decyzji o nowych inwestycjach, podobnie jak w Niemczech. Nie wiadomo jednak czy tak się stanie, ponieważ rząd może nadal chcieć wspierać popadającą w nierentowność branżę węglową, a wiatraki ze swoją konkurencyjną ceną dodatkowo obnażają jej nieefektywność. W ciągu ostatnich lat rządowe dokumenty strategiczne dotyczące energii i klimatu były już wielokrotnie zmieniane wywołując dużo niepewności. Najbardziej kluczowa dla rozwoju branży w tym przypadku będzie stabilna wizja i strategia rozwoju źródeł czystej energii. 

Artykuł powstał we współpracy z Fundacją im. Heinricha Bölla