Gazprom przegrywa Turcję tak, jak może przegrać Polskę

4 września 2020, 07:00 Alert
Uroczystość uruchomienia Turkish Stream fot. Kremlin.ru
Uroczystość uruchomienia Turkish Stream fot. Kremlin.ru

Gazprom traci rynek turecki. Podobny proces może zajść w Polsce.

Poziom dostaw gazu z Rosji do Turcji może w tym roku spaść do 8-9 mld m sześc. nie widzianego od lat dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Turcy mogą porzucić także ten wolumen, pozostawiając ledwo wybudowany Turkish Stream w połowie pusty – ostrzega Kommiersant.

Gazprom ukończył z końcem 2019 roku gazociąg Turkish Stream o przepustowości 31,5 mld m sześc. rocznie wart 7  mld euro. Jednak od 2015 roku widoczny jest trend spadkowy importu gazu rosyjskiego do Turcji.

Jeszcze w poprzedniej dekadzie Turcja jawiła się jako potencjalnie największy kupiec gazu z Rosji w Europie. Zapotrzebowanie na surowiec rosyjski wzrosło o 30 procent między 2008 a 2014 rokiem. W 2013 roku Turcja zużywała około 44 mld m sześc. z czego około 60 procent pochodziło z Rosji. Miało to być już 60 mld m sześc. w 2020 roku. Rosja zdecydowała, że porzucony projekt South Stream do Bułgarii zostanie zastąpiony przez Turkish Stream do Turcji.

Jednak zapotrzebowanie na gaz w Turcji przestało rosnąć w 2014 roku. Wyniosło w 2019 roku 43,4 mld m sześc., czyli mniej niż w 2013 roku. Relacje gazowe Rosji i Turcji utrudnił spór o zestrzelenie rosyjskiego myśliwca w Syrii przez Turków. Turcja zdecydowała wówczas, że chce zmniejszyć zależność od gazu z Rosji.

Od tego czasu wybudowała dwa terminale LNG i zwiększyła import z Azerbejdżanu. Zliberalizowała rynek gazu, przekazując kontrakt długoterminowy BOTAS-u prywatnym firmom, którym umowy z Gazpromem droższe od tych dostępnych na wolnym rynku przestały się opłacać. Gazprom musiał dać rabat tym firmom, zmniejszając rentowność dostaw do Turcji. Po przewrocie wojskowym w Turcji i nacjonalizacji części tych podmiotów Gazprom nie chciał już dawać rabatów i wygrał arbitraże. Wówczas prywatni handlarze zmniejszyli zakupy z Rosji. Sprowadzili od Gazpromu jedynie 1,3 mld m sześc., czyli 13 procent wolumenu z kontraktu. Istnieje możliwość, że w tym roku nie zrealizują klauzuli take or pay zmuszającej do opłacenia około 80 procent wolumenu niezależnie od zapotrzebowania. Mogą jednak nadrobić braki w nadchodzących pięciu latach. Jeśli tego nie zrobią, to Gazprom i tak będzie miał problem z egzekucją kar, bo prywatni odbiorcy gazu w Turcji mogą zbankrutować.

Jednak również państwowy Botas, który sprowadza cztery mld m sześc. przez Turkish Stream i 16 mld m sześc. przez Blue Stream, może nie wywiązać się z zamówień. Nie zrobił tego w 2019 roku w przypadku Blue Stream, ale zgodnie z umową ma 25 lat na nadrobienie zaległości. BOTAS sprowadził w pierwszej połowie 2020 roku 2,2 mld m sześc. przez Turkish Stream i 1,1 mld m sześc. przez Blue Stream (poniżej 15 procent zakontraktowanego wolumenu).

Kommiersant ocenia, że największy problem Gazpromu w Turcji to cena gazu. Oferował on gaz BOTAS-owi za 257 dolarów za 1000 m sześc. w pierwszym kwartale 2020 roku i 228 w drugim. W drugim kwartale 2020 roku ceny spotowe gazu w Europie wynosiły mniej niż 100 dolarów. Turcja mogła sprowadzać LNG w średniej cenie 63 dolary za 1000 m sześć. w drugim kwartale. – LNG w dużym stopniu wypchnął gaz rosyjski – przyznaje gazeta. Kolejny konkurent to Azerbejdżan dostarczający gaz przez Gazociąg Transanatolijski (TANAP), który jednakże oferuje gaz drożej niż Rosjanie.

W następnych sześciu latach wygaśnie 80 procent kontraktów długoterminowych Turcji. Ankara może wtedy zrewolucjonizować portfel importowy. Kontrakty z Gazpromem na w sumie 8 mld m sześc. rocznie, z Azerbejdżanem na 6,6 mld m sześc., a także z Gwineą Równikową i Nigerią (po mln ton LNG rocznie) skończą się w 2021 roku. Kontrakty z Algierią na 4 mld m sześc. rocznie skończą się w 2024 roku, a z Gazpromem na dostawy przez Blue Stream o wolumenie 16 mld m sześc. oraz z Iranem na 9,6 mld m sześc – w 2026 roku.

Kommiersant przewiduje, że zmiany będą sprzyjać wzrostowi importu LNG. Turcja może sprowadzać 18,8 mln ton LNG rocznie, czyli 24 mld m sześc. rocznie. Oznacza to, że Turcy mogą zmniejszyć zakupy w Rosji o 8-10 mld m sześc. rocznie. Sytuację może pogorszyć z punktu widzenia Rosjan odkrycie złóż gazu na Morzu Czarnym szacowanych na 320 mld m sześc. rocznie, które według szacunków mogą dać 5-8 mld m sześc. rocznie.

Podobny proces może zajść na rynku polskim, który czeka zakończenie kontraktu jamalskiego w 2022 roku. Po dywersyfikacji możliwej dzięki terminalowi LNG w Świnoujściu oraz budowie gazociągu Baltic Pipe, a także sprowadzeniu FSRU do Zatoki Gdańskiej ma nastąpić dalsza liberalizacja rynku. Polacy podobnie jak Turcy będą mieli do dyspozycji gaz z różnych kierunków i swobodny dostęp do rynku spotowego. Scenariusz turecki może się zatem powtórzyć w Polsce z korzyścią dla konsumentów gazu.

Kommiersant/Wojciech Jakóbik

Jakóbik: Polacy są „gópi”, bo nie chcą taniego gazu z Rosji (FELIETON)