Góralczyk: Praktyka pokaże co przyniesie AUKUS. USA są największym wygranym tego sojuszu (ROZMOWA)

1 października 2021, 07:25 Bezpieczeństwo
Fot. prof. Bogdan Góralczyk. Grafika: Gabriela Cydejko.
Fot. prof. Bogdan Góralczyk. Grafika: Gabriela Cydejko.

– Największym wygranym AUKUS są Stany Zjednoczone, które poszukują sojuszników w konfrontacji z Chinami. Obserwujemy wojnę handlową i strategiczną rywalizację. Ona zaczyna być przekuwana w czyny, a więc w sojusze o charakterze wojskowym – mówi prof. Bogdan Góralczyk z Uniwersytetu Warszawskiego, były ambasador RP w Tajlandii, w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: Na czym polega sojusz AUKUS i jaką rolę odgrywa w polityce międzynarodowej?

Bogdan Góralczyk: Sojusz AUKUS ma dosyć duże znaczenie, przynajmniej potencjalnie, bo dopiero praktyka pokaże, jak to będzie wyglądało. Dotychczas Stany Zjednoczone były w jednym sojuszu wojskowym, czyli NATO, wcześniej istniały podobne porozumienia na terenie Azji, ale zniknęły gdzieś w mrokach historii. Teraz wracają i USA zaangażowały się w trzy projekty, wszystkie skoncentrowane na jednym, nadrzędnym celu, jakim jest próba powstrzymywania Chin. Amerykańskie elity polityczne uznały to za największe wyzwanie w dziejach Stanów Zjednoczonych i zaczęły poszukiwać sojuszników.

Jednym rozwiązaniem jest Indo-Pacyfik (region biogeograficzny obejmujący wody Oceanu Indyjskiego i zachodnio-środkową część Pacyfiku – przyp. red.), nie do końca sprecyzowany, ale wiadomo, że chodzi o stworzenie łańcucha pereł wokół terytorium Chin, oczywiście otwarty na północy, ponieważ tam jest Rosja, która mocno współpracuje z Chińczykami. Drugi projekt, z którego wykluł się AUKUS, to sojusz wywiadowczy Five Eyes, w którym jest pięć liberalnych demokracji, czyli Australia, Kanada, Nowa Zelandia, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone. Oprócz tego, w ubiegły piątek mieliśmy pierwszy szczyt grupy QUAD (współpraca wojskowa w dziedzinie bezpieczeństwa – przyp. red.), który odbył się w Białym Domu. Uczestniczyły w nim Stany Zjednoczone, Japonia, Indie i Australia.

QUAD ma największy potencjał, żeby być odpowiednikiem NATO w regionie Azji i Pacyfiku, ale ten szczyt w Waszyngtonie nie przyniósł większego przełomu. Za taki uznaje się natomiast wyklutą wewnątrz Five Eyes współpracę AUKUS i ona zwróciła uwagę świata przede wszystkim dlatego, że bardzo mocno oburzyli się Francuzi, którzy mieli podpisane porozumienia zbrojeniowe z Australią na ponad 50 miliardów dolarów australijskich. Te porozumienia zostały zerwane, pojawiła się Wielka Brytania i teraz stratedzy z całego świata zastanawiają się czy jest to próba budowania sojuszu tylko sił morskich czy może odpowiednika NATO w regionie Azji i Pacyfiku. Jest to również ważne dla Polski, a już na pewno dla Europy, że Amerykanie skupiają całą swoją uwagę właśnie tam.

Czy ten fakt pociągnie za sobą osłabienie NATO i relacji z Europą?

Tego jeszcze nie wiemy, ale zobaczymy co się wydarzy w Niemczech, jak będzie wyglądać koalicja i kim będzie nowy kanclerz. Należy bardzo uważnie obserwować rodzące się relacje między nową administracją niemiecką, nowym kanclerzem a Stanami Zjednoczonymi z jednej strony i Chinami z drugiej. W przypadku pierwszych mieliśmy już Nord Stream 2 i zgodę jego funkcjonowanie, w przypadku drugich należy pamiętać, że Chiny są nadal najważniejszym partnerem handlowym Niemiec. Obserwujemy więc pełną dynamikę sceny międzynarodowej.

W jaki sposób na sojuszu AUKUS skorzystają jego członkowie i czy mogą na nim stracić?

Przede wszystkim nie wiemy, czy jest to współpraca zamknięta. Chciałbym zwrócić uwagę, że przy okazji szczytu QUAD były również spotkania bilateralne. Spotkali się tam premierzy Japonii i Indii, którzy ustalili, że będą tworzyli swój sojusz wojskowy, a te kraje są poza AUKUS. Indie zaczynają więc wyrastać na trzeciego rozgrywającego obok USA i Chin. Chcą być państwem obrotowym, które będzie współpracować raz z USA, raz z Japonią, a może nawet z Iranem. W razie czego, co już niejednokrotnie widzieliśmy w przypadku Indii, zamówią broń i rakiety u Władimira Putina.

Australia zyskuje bezpieczeństwo militarne, tak jak NATO w przypadku Polski. Wystawia się jednak na strzał, ponieważ Chiny są jej najważniejszym partnerem handlowym, gospodarczym. To jest ogólny problem państw tamtego regionu. Weźmy przykładowo Koreę Południową, która ma kontyngent amerykański na swoim terytorium, a jednak do takich sojuszów nie chce się zapisywać, dlatego że ma zbyt bliskie i intratne powiązania handlowo-gospodarcze z Chinami. Australia naraża się na to, ale już teraz ma zatargi i napięte stosunki z ChRL. Zobaczymy co z tego wyniknie.

Tutaj dochodzi jeszcze jedna istotna rzecz. Australia nie jest przecież państwem atomowym a w pakiecie związanym z dostawami broni i sprzętu wojskowego są rakiety dalekiego zasięgu oraz okręty podwodne o napędzie jądrowym. Amerykanie do tej pory dbali o to, żeby czegoś takiego nie robić, ale teraz zrobili wyjątek. W ten sposób Australia staje się pośrednio państwem jądrowym.

Jeśli chodzi o Wielką Brytanię, ona zajęła miejsce Francji. Odezwały się więc zaszłości historyczne tam, gdzie Francuzi nie mogli, tam weszli Brytyjczycy. To dowodzi, że Wyspiarze chcą wchodzić w porozumienia międzynarodowe będąc już po brexicie jako samodzielny, niezależny podmiot. To też trzeba obserwować, niewątpliwie jest to wielki sukces Wielkiej Brytanii, zarówno wizerunkowy, jak i biznesowy, ponieważ część sprzętu brytyjskiego będzie konsumowana.

Największym wygranym są oczywiście Stany Zjednoczone, które jak już mówiłem poszukują sojuszników w konfrontacji z Chinami. Przez kilka dekad, od Nixona i Kissingera, obserwowaliśmy politykę zaangażowania, współpracy z Chinami a od Trumpa, czyli od przełomu 2017-2018 mamy wojnę handlową i strategiczną rywalizację. Ona zaczyna być przekuwana w czyny, a więc w sojusze o charakterze wojskowym.

Czy tego rodzaju sojusze mogą rodzić zagrożenia dla innych państw? Czy reszta świata może spać spokojnie?

Zagrożenia czyhają zarówno na Amerykanów, jak i inne państwa. Stoimy na granicy nowej zimnej wojny a być może nawet rozwodu dwóch światów, amerykańskiego i chińskiego. Może to prowadzić do rozbieżności, takich jak np. w ruchu ulicznym. Jedni będą się poruszali z kierownicą po lewej stronie, drudzy będą ją mieli po prawej. Byłoby to złe rozwiązanie dla świata, bo gdzie dwóch się bije tam trzeci korzysta. Tutaj nie wiadomo kto byłby tym trzecim.

Amerykanie muszą uważać, żeby ta wyraźna, nowa, zimna wojna nie przerodziła się w wojnę otwartą, tymczasem takie zagrożenia istnieją, ponieważ następuje wyraźna eskalacja. Na początku 2020 roku trwała już wojna handlowa między USA a Chinami, a w czasie pandemii ona się rozszerzyła o spory technologiczne, takie jak Huawei i 5G. Doszła również wojna medialna, podczas której nawet w polskich mediach ambasadorowie USA i Chin okładali się argumentami kto jest lepszy. To się rozrasta i w świetle tego co się dzieje, szczególnie na Morzu Południowochińskim i wokół Tajwanu, rodzi się typowa pułapka Tukidydesa, czyli zderzenie interesów dotychczasowego hegemona z pretendentem do hegemonii, czyli Stanów Zjednoczonych i Chin. Zagrożenie jest takie, żeby nie przeszarżować, ponieważ grozi to wojną prawdziwą, która byłaby groźna dla całego świata.

Rozmawiał Jędrzej Stachura