Gorgol: Atomowy deal z Iranem. Obama spłaca Nagrodę Nobla otrzymaną na kredyt

14 lipca 2015, 16:14 Atom
P5+1 Talks With Iran in Geneva, Switzerland Rozmowy atomowe z Iranem w formacie P5+1 w Genewie.

KOMENTARZ

Patryk Gorgol

Ekspert ds. stosunków międzynarodowych

W Wiedniu zawarte zostało porozumienie atomowe zwane Wspólnym Kompleksowym Planem Działania (Joint Comprehensive Plan of Action) pomiędzy E3/UE3+3, zwaną też grupą P5+1, z Islamską Republiką Iranu. Jednocześnie dwóch polityków spełniło swoje przedwyborcze deklaracje – Barack Obama obiecujący „change” w sprawie Iranu jeszcze w 2008 roku w czasie kampanii prezydenckiej oraz Hassan Rouhani, prezydent Islamskiej Republiki Iranu, obiecujący przełamanie izolacji i poprawę sytuacji gospodarczej w Iranie.

Zanim przejdę do oceny porozumienia warto podkreślić, jakie były dla niego alternatywy. Groźby ataku na irański program atomowy, autorstwa administracji prezydenta Busha oraz Izraelczyków, nie spowodowały cofnięcia irańskiego programu atomowego. Rozwiązanie zakładające atak z powietrza na irańskie obiekty związane z programem atomowym było rozwiązaniem lose-lose, ponieważ Amerykanie nie byliby w stanie na stałe zatrzymać postępów programu atomowego tym sposobem, atak mógłby się nie udać, doprowadziliby do destabilizacji sytuacji na Bliskim Wschodzie i prawdopodobnych ataków odwetowych ze strony Irańczyków i ich sojuszników (m.in. Hezbollah, Hamas, ale warto też pamiętać o wpływach irańskich w Iraku czy możliwościach w Afganistnaie), wzmocnienia twardogłowych i potencjalne problemy w Zatoce Ormuz, a z drugiej strony nastąpić mogłaby destabilizacja samego Iranu, pogłębienie irańskiej izolacji i kryzysu gospodarczego. Podobnie przegranym scenariuszem byłoby utrzymanie statusu quo w ramach którego Iran nie współpracuje z Międzynarodową Agencją Energii Atomowej, świat zaniepokojony jest jego programem atomowym, zaś izolacja polityczna i gospodarcza jest kontynuowana.

Zawarcie porozumienia to sukces negocjacyjny zarówno Amerykanów, Unii Europejskiej, jak i Irańczyków. Amerykanie i UE udowodnili, iż są w stanie sprawnie posługiwać się kijem (nałożenie bardzo inteligentnych i mocnych sankcji gospodarczych, które m.in. odcięły irański system bankowy oraz ograniczyły handel i dostęp do nowoczesnych technologii, a także spowodowały upadek irańskiej waluty), jak i marchewką (ulgi sankcyjne). Irańczycy wygrali, bo Rouhani, który zastąpił Ahmadineżada, doprowadzi do etapowo zniesienia sankcji. Prezydent Rouhani z ministrem Zarifem osiągnęli również jeszcze inny cel – przełamali polityczną i gospodarczą izolację Iranu. Oczywiście, pod warunkiem, ze postanowienia, restrykcyjne dla Iranu i zakładające stałą kontrolę jego poczynań, będą wprowadzane w życiu. Czy sytuacja, w której społeczność międzynarodowa zostanie zapewniona o pokojowym charakterze irańskiego programu atomowego, a Iran w zamian za to przełamie swoją izolacje jest, co do zasady porozumieniem, które można uznać za porażkę stron. W razie braku implementacji Amerykanie i Bruksela zawsze mogą przywrócić przecież sankcje.

Porozumienie jest niezwykle szczegółowe – to 159 stronic tekstu opisujących zobowiązania stron. Główne zasady porozumienia zakładają, że irański program atomowy będzie miał charakter jedynie pokojowy, Iran nie będzie dążył do posiadania broni atomowej, jego program atomowy zostanie poddany restrykcjom i kontrolom ze strony Międzynarodowej Agencji Atomowej. Porozumienia zawiera szczegółowe uregulowania dotyczące głównych gałęzi irańskiego programu atomowego tj. ośrodka w Natanz, Fordow, reaktora na ciężką wodę w Arak, reaktora w Busherze, reguluje ich prace, określa do jakiego poziomu może być wzbogacany uran (do 3, 67%, do produkcji bomby potrzeba wzbogacenia uranu na poziomie 90%), ile uranu może posiadać Iran, jakimi wirówkami może je wzbogacać, co z plutonem i materiałem radioaktywnym i wiele, wiele innych szczegółów, których jeszcze nie przeczytałem.

Struktura umowy zakłada, że to Iran będzie gonił króliczka w postaci zniesienia sankcji. Aneks V określa in., jakie postanowienia umowy Iran musi spełnić, aby doszło do pierwszej fazy zniesienia sankcji przez Radę Bezpieczeństwa, Unię Europejską oraz Stany Zjednoczone. Znoszenie kolejnych sankcji uzależnione jest od dalszej implementacji umowy. A oceniać ten proces będzie Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, do której obie strony mają zaufanie wypracowane w czasie prawie dwóch lat negocjacji, gdy MAEA pomagała w ocenie realizacji tymczasowego porozumienia. W pierwszej fazie mają być zniesione kluczowe z punktu widzenia gospodarki irańskiej sankcje dotyczące handlu i sektora bankowego, dlatego Irańczycy mają interes w tym, aby jak najszybciej dokonać implementacji tych warunków umowy.

Umowa jest, ale kluczowa okaże się jej implementacja. Parafrazując Winstona Churchilla można powiedzieć, że to jest dopiero koniec początku negocjacji. O ile zgodzić się można z oceną, że dopiero w przyszłości będzie można ocenić historyczną decyzję negocjatorów o zawarciu porozumienia, gdyż nie wiadomo, czy sam atomowy deal nie rozsypie się na poziomie wprowadzenia w życie lub w przypadku wydarzeń politycznych takich ja zmiana władzy np. w Ameryce (np. prezydentem zostanie Republikanin) czy w Iranie (reformatorzy odsunięci od władzy), o tyle same założenia dokumentu i jego poważna, szczegółowa redakcja wskazują, iż racjonalni negocjatorzy ustalili warunki handlu – program atomowy za przełamanie izolacji gospodarczej. Z punktu widzenia wszystkich stron ważne jest to, że mogą – na potrzeby wewnętrzne – twierdzić, iż osiągnęli swoje cele negocjacyjne.

Naturalnymi wrogami porozumienia pozostaną Republikanie oraz Izraelczycy. Izraelski premier Benjamin Netanjahu nazwał porozumienie historyczną pomyłką, z kolei prezydent Obama zapowiedział, że będzie bronił porozumienia przy pomocy weta. Przed nami pasjonująca rozgrywka w Kongresie. Postawa Izraelczyków wskazuje nam jednak na coś innego – zarówno Amerykanie, Irańczycy, jak i Izraelczycy to racjonalni gracze. Gdyby Izraelczykom zależało na irańskim programie atomowym to bardziej skupiliby się na restrykcyjności porozumienia w tym fragmencie i próbowali się włączyć, chociażby nieformalnie, do kontroli wypełnienia zobowiązań przez Iran. A Izraelczyków boli w innym miejscu – Iran przełamuje izolację gospodarczą i polityczną, a nastawienie obydwu podmiotów do siebie niewątpliwie pozostanie wrogie ze względu na ich przeciwstawne interesy w regionie. Amerykanie z kolei mają swój sukces – przynajmniej na razie zatrzymali irański program atomowy bez użycia siły militarnej, co kończyło się w rejonie Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej tylko nieszczęściem. Irańczycy z kolei dążą do umocnienia swoich wpływów w regionie i wzmocnienie gospodarcze będzie w tym celu niezbędne.

Co ciekawe, nie oznacza to jednak, że Waszyngton z Teheranem zapałają do siebie miłością, choć amerykańskie firmy szykują się do powrotu na irański rynek (m.in. w sektorze lotnictwa cywilnego). Nastąpiła wyraźna zmiana akcentu, ale interesy nadal mają przeciwstawne. Stany Zjednoczone będą ściśle współpracować z Izraelem i Arabią Saudyjską, kością niezgody są też rządy prezydenta Assada w Syrii i sytuacja w Jemenie. Sukces tych rozmów pokazuje, że mądra polityka to nie wystrzały z Tomahawka, ale umiejętność posługiwania się także instrumentami gospodarczymi i ten egzamin Amerykanie wraz z Unią Europejską zdali na 5. Ze strony Stanów Zjednoczonych i UE wymagało to duże determinacji, ale tez założenia, że po drugiej strony stołu siedzi racjonalny gracz, kierujący się swoim interesem. I tak się stało.

A kolejne rozgrywki przed nami. Kongres oraz spory dotyczące treści poszczególnych postanowień oraz ich wprowadzenia w życie. Pytanie, które powinniśmy my sobie zadać brzmi jeszcze inaczej. Jak Polska, a także Unia Europejska, wykorzystają szanse, jakie daje im porozumienie?