Héjj: Zgoda Brukseli tylko wzmaga wątpliwości wobec węgiersko-rosyjskiego projektu jądrowego

22 listopada 2016, 07:30 Atom

KOMENTARZ

Dominik Héjj

Współpracownik BiznesAlert.pl

Przed kilkoma dniami  Komisja Europejska zamknęła postępowania przeciwko Węgrom ws. podejrzenia naruszenia unijnego prawa dot. przetargów publicznych, które rozpoczęła rok wcześniej. Wątpliwości dotyczyły udzielenia zamówienia „z wolnej ręki” rosyjskiej firmie Rosatom i idący wraz z nim kredyt na inwestycję w wysokości 10 miliardów forintów rozłożony na 30 lat. Stanowi to 80% wysokości inwestycji, pozostałe 20% ma zapewnić rząd Węgier.

Czym jest Paks2?

To projekt dotyczący rozbudowy istniejącej od 1982 elektrowni atomowej, której cztery kolejne reaktory będą wygaszane w ciągu dwóch kolejnych dekad, do 2037 roku włącznie.

Elektrownia atomowa Paks na Węgrzech. Fot. Wikimedia Commons
Elektrownia atomowa Paks na Węgrzech. Fot. Wikimedia Commons

W styczniu 2014 roku premier Viktor Orbán i prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin podpisali umowę o współpracy przy rozbudowie elektrowni atomowej leżącej ok. 100 kilometrów na południe od Budapesztu. Szczegóły dokumentu, tak jak i całego projektu zostały utajnione na okres 10 lat. Rozbudowa elektrowni ma rozpocząć się w 2018 roku, a pierwsze reaktory uruchomione w 2025-2026. Moc elektrowni ma wynieść 1200 MWe.

http://biznesalert.pl/budowa-elektrowni-paks-ii-w-2018-roku/

Brak przeciwskazań jest dużym zaskoczeniem

Pomimo wątpliwości prawnych, rząd Węgier nie przerwał pierwszego etapu inwestycji, tj. przeprowadzania konsultacji z mieszkańcami oraz zdobywania niezbędnych zgód na rozbudowę elektrowni. W ubiegłym tygodniu do dwóch dzienników sympatyzujących z koalicją Fidesz-KDNP (Magyar Idők i Magyar Hírlap) dodano broszurę, w której informowano o tym dlaczego rozbudowa elektrowni jest niezbędna.

Problem transparentności przy udzielaniu zamówienia z wolnej ręki budził w Europie duże wątpliwości. W komunikacie Komisji Europejskiej podano, że Węgry zapewniły o tym, że inne części projektu rozbudowy elektrowni będą realizowane w ramach zasad zamówień publicznych jest kuriozalny, bo przecież nie chodziło o to kto zbuduje dojazdy do inwestycji, a główny etap inwestycji.

Nie ma wątpliwości, że koalicja Fidesz-KDNP decyzję Brukseli zakomunikuje jako sukces rządu, wskazując przy tym, że ataki Brukseli okazały się bezzasadne, a interes Węgier nie zostanie zagrożony.

Największym przegranym tematu Paks jest węgierski europoseł partii Párbeszéd Magyarországért, Jávor Benedek, na którego wniosek Komisja Europejska wszczęła postępowanie. Dyskredytująca go kampania na Węgrzech jest tylko kwestią czasu.

Wątpliwości mnożą się

Ale w sprawie interesujące są jeszcze dwa wątki. Pierwszy dotyczący tego, że KE wciąż nie zakończyła dochodzenia dotyczącego tego czy inwestycja w Paks nie wykazuje znamion niedozwolonej pomocy publicznej. Drugi zaś – zaangażowania w sprawę komisarza Günthera Oettingera, który w obecnej Komisji odpowiada za kwestie związane z gospodarką cyfrową i społeczeństwem, natomiast w poprzedniej kadencji był komisarzem ds. energii.

W maju bieżącego roku w Budapeszcie odbywała się konferencja organizowana przez Ministerstwo Gospodarki Narodowej, dotycząca autonomicznych samochodów. Wziął w niej udział komisarz Oettinger. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że przyleciał on prywatnym samolotem biznesmena Klausa Mangolda, b. członka zarządu Daimlera. Ale i to nie byłoby tak interesujące, gdyby nie inny fakt. Otóż po konferencji doszło do prywatnego spotkania premiera Orbána, komisarza Oettingera i p. Mangolda, w którym, jak podawał portal 444.hu, dwóch panów miało obiecać wsparcie, by Paks 2 nie upadł w Brukseli. Sam Mangold jest mocno zainteresowany inwestycją i to on miał (podaje znów 444.hu) nie tylko lobbować na rzecz rozbudowy Paks, ale także inicjować kontakty węgiersko-rosyjskie najwyższego szczebla. Niespełna tydzień po tym spotkaniu w Budapeszcie pojawił się szef MSZ FR Sergiej Ławrow.

Sprawa komisarza Oettingera jest obecnie przedmiotem postępowania Komisji Etyki. Opozycja na Węgrzech już stawia pytanie na ile decyzja KE o zakończeniu postępowania jest autonomiczna, a na ile wpływ miało na nią zewnętrzne lobby.

Wątpliwości zamiast się rozwiązywać, mnożą się, a sprawa staje się jeszcze mniej przejrzysta.