Jakóbik: Ankara każe Moskwie czekać ws. Turkish Stream

18 czerwca 2015, 08:34 Energetyka
Władimir Putin i Recep Erdogan
Władimir Putin (L) i Recep Tayyip Erdogan (P)

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Z nieznanych przyczyn zaplanowane na dzisiaj, 18 czerwca, spotkanie ministra energetyki Turcji Tanera Yildiza z dyrektorem rosyjskiego Gazpromu w Petersburgu nie odbędzie się.

Rosjanie liczą na to, że mimo odwołania rozmowy z Millerem, turecki urzędnik odwiedzi rozpoczynające się Forum Ekonomiczne w Petersbugu. Tematem spotkania miał być głównie Turkish Stream. Turcy otrzymali od Gazpromu propozycję koordynatów odcinka tureckiego tego gazociągu i mieli ustosunkować się do współpracy w tym zakresie. Turecki BOTAS podpisał jedynie memorandum o kooperacji, które nie obliguje go do rozpoczęcia prac. Wciąż trwają negocjacje cenowe w sprawie dostaw gazu dla niego od Gazpromu. Moskwa liczyła na przełomowe porozumienie na Forum. Ministerstwo energetyki informowało, że do końca miesiąca zostaną podpisane kluczowe dokumenty.

Portal Neftegaz.ru podejrzewa, że ruch Yildiza oznacza, że Turcy chcą się dalej targować, włączając w negocjacje na przykład kwestie Tatarów krymskich lub sytuacji w Syrii. Z informacji BiznesAlert.pl wynika, że Yildiz mógł dostać czerwone światło dla negocjacji po tym jak jego opcja polityczna przegrała wybory. Tymczasem Rosjanie przyjęli harmonogram wymuszający szybkie prace. Chcą do końca 2015 roku oddać do użytku pierwszą nitkę gazociągu o przepustowości 15,75 mld m3 rocznie.

Gazprom tłumaczy, że spotkanie z Yildizem nie odbyło się ze względu na nieobecność dyrektora Millera w kraju i zostanie ono przełożone na przyszły tydzień. Rosyjska firma chce zintensyfikować prace poprzez dopuszczenie do projektu nowych udziałowców. Jest za niego obecnie odpowiedzialna Gazprom Russkaja, która ponosi całość kosztów docelowo szacowanych na około 50 mld dolarów. Wicedyrektor Aleksander Miedwiediew dopuściło możliwość włączenia nowych udziałowców w budowę podmorskiego odcinka magistrali.

– Mamy kandydatów do części morskiej gazociągu. Zanim jednak ruszą jakiekolwiek negocjacje, musimy otrzymać wszystkie niezbędne pozwolenia, zgody i porozumienie międzyrządowe z Turcją. Wtedy będziemy wiedzieć, czy potrzebujemy wsparcia – powiedział Miedwiediew.

Tymczasem rządowi Tanera Yildiza zostało mało czasu na działanie. Jednak nawet ta ekipa zajmuje ambiwalentne stanowisko balansując w wypowiedziach od deklaratywnego poparcia dla Turkish Stream po pochwały z tytułu szybkich postępów w realizacji konkurencyjnego Gazociągu Transanatolijskiego (TANAP). Pomimo otrzymania propozycji szlaku lądowego odcinka rosyjskiego gazociągu na terytorium Turcji, nie widać perspektywy podpisania porozumienia międzyrządowego. Obecny ma przed sobą jeszcze około dwa tygodnie pracy, czyli za mało, aby dokumenty, na które liczy Gazprom zostały wystawione i pozwoliły na podpisanie umowy Ankary z Moskwą. Co istotne, Turcy informowali niedawno, że Rosjanie jeszcze nie zaaplikowali o zgodę środowiskową ani o dostęp do systemu przesyłowego w Turcji.

Kreml zapewnia, że formalności zostaną zakończone przed końcem czerwca, czyli jeszcze za rządów obecnej ekipy. Niezależnie od tego, projekt Turkish Stream będzie musiał prawdopodobnie poczekać na zmianę władzy, której Kreml mógł nie wkalkulować w ryzyko.