Jakóbik: Czy Polska sprowadzi gaz Nord Stream 2 z Niemiec?

9 września 2021, 07:35 Energetyka
Karpacz 2021. Fot. Bartłomiej Sawicki
Karpacz 2021. Fot. Bartłomiej Sawicki

Rosnące zapotrzebowanie na gaz sprawi, że Polacy sięgną po dodatkowy gaz z Niemiec. Trudno będzie odróżnić molekuły z Nord Stream 2, ale nie należy podpisywać kontraktu z firmą zależną od Gazpromu – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Polacy będą potrzebowali dodatkowego gazu z importu na poczet transformacji energetycznej z użyciem tego paliwa w latach dwudziestych. Jedno ze źródeł to rewers Gazociągu Jamalskiego. Nie wiadomo jednak czy PGNiG podpisze umowę terminową czy zostanie przy dostawach spotowych realizowanych już obecnie. Zapytałem o to prezesa PGNiG Pawła Majewskiego podczas panelu Forum Ekonomicznego w Krynicy, który miałem zaszczyt prowadzić. – – Należy pamiętać, że i tak byłby to gaz rosyjski, ale nie na bazie kontraktu jamalskiego – powiedział prezes. Nie mógł zdradzić więcej ze względu na tajemnicę handlową.

W przeszłości pisałem, że rosnące zapotrzebowanie na gaz w Polsce sprawi, że w 2023 roku po zakończeniu kontraktu jamalskiego z Gazpromem będzie ona potrzebować dodatkowo 2,1-3,8 mld m sześc. Część tego wolumenu może pochodzić z rewersu Gazociągu Jamalskiego. Nie ma mowy o rewolucji bo już dotychczas PGNiG sprowadza około 2 mld m sześc. z giełdy niemieckiej dzięki zakupom spotowym. Dostawy z tego kierunku w okresie bez rekordowych cen notowanych obecnie były bardziej atrakcyjne od tych słanych przez Gazprom na mocy umowy długoterminowej. Istnieje możliwość zwiększenia zakupów z tamtego kierunku. Już teraz molekuły z Nord Stream 1 znajdują się pewnie w partiach gazu odbieranych przez PGNiG bez związku handlowego z Gazpromem. Podobnie byłoby w przyszłości z molekułami pochodzącymi z Nord Stream 2.

Rewolucja mogłaby polegać na zawarciu umowy termin z firmą niemiecką. Krótki kontrakt na mały wolumen mógłby być atrakcyjny ekonomicznie pod warunkiem, że nie zostałby zawarty z Gazpromem ani podmiotem w jakikolwiek sposób związanym z tym koncernem, czyli na przykład klientem Nord Stream 2. To ryzyko rośnie wobec faktu, że istnieje możliwość, że ten sporny gazociąg będzie już pracował w 2023 roku, a partnerzy Rosjan będą odrabiać inwestycję w finansowanie tego przedsięwzięcia za pomocą atrakcyjnych cen dostaw z Rosji. Tym samym będą w stanie zaoferować niskie ceny kontraktowe, które mogą – ale nie muszą – być konkurencyjne do oferty giełdowej albo innych kontraktów, na przykład norweskich.

Gazprom może mieć wpływ na tę sytuację jak obecnie, kiedy ogranicza podaż wypróżniając magazyny zachodnioeuropejskie przyczyniając się do dodatkowej podwyżki cen i przedstawiając Nord Stream 2 jako jedyne rozwiązanie problemu. – To gra ze strony dostawcy (Gazpromu – przyp. red.), która ma na celu wywrzeć presję dotyczącą Nord Stream 2 i procesu certyfikacji. Nasze magazyny pozwalają na zabezpieczenie dostaw – mówił prezes Majewski w Karpaczu. Kontrakt PGNiG z firmą zależną od Gazpromu w Niemczech oznaczałby ryzyko wystawienia na podobne machinacje w przyszłości. Z tego względu dalsze zakupy spotowe albo kontrakt z firmą niezależną od Rosjan jest najlepszą gwarancją, że zwiększone zapotrzebowanie na gaz w Polsce zostanie pokryte w sposób bezpieczny i zgodny z polityką dywersyfikacji.

Jakóbik: Budowa Baltic Pipe rusza, ale czy Polska podpisze nową umowę z Gazpromem? (ANALIZA)