Jakóbik: Damy czasowi czas w sporze o Nord Stream 2

17 listopada 2021, 07:30 Energetyka
Bundesnetzagentur
Siedziba Bundesnetzagentur. Fot. Bundesnetzagentur

Zawieszenie certyfikacji Nord Stream 2 w Niemczech nie oznacza, że dostawy nigdy nie ruszą, ale zapewnia dalsze opóźnienie spornego projektu Władimira Putina, które daje przestrzeń do działania jego przeciwnikom – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Dodatkowe i ukryte koszty Nord Stream 2

Konieczność reorganizacji Nord Stream 2 AG oczekiwana przez niemieckiego regulatora Bundesnetzagentur oznacza, że Rosjanie będą musieli poświęcić dodatkowe zasoby na dostosowanie struktury właścicielskiej operatora do przepisów unijnych bez gwarancji, że te zmiany zostaną zaakceptowane. Sami w sporze przed sądem w Niemczech o dyrektywę gazową wdrażającą prawo unijne względem Nord Stream 2 ostrzegali, że konieczność dostosowania tego projektu może doprowadzić go do bankructwa. Opinia sądu w Dusseldorfie głosi, że „albo kolejna nitka gazociągu przez Morze Bałtyckie jest potrzebna, a wtedy finansowanie za pomocą regulowanych opłat sieciowych zapewni amortyzację tej inwestycji, albo koszty transportu zostaną „sztucznie” wyliczone jako niskie w celu wejścia na europejski rynek hurtowy na lepszych warunkach w punkcie wyjścia Nord Stream 2 niż w innych punktach wyjścia z połączeń gazowych, których operatorzy płacą regulowane taryfy. Jednakże byłoby to zaburzenie konkurencji – czytamy w opinii podanej w tekście o bankructwie Nord Stream 2.

Dodatkowe opóźnienie Nord Stream 2

Czas zrobi swoje. Kommiersant szacuje, że konieczność wznowienia certyfikacji po zmianach organizacyjnych, które według szacunków uczestników procesu z którymi rozmawiał BiznesAlert.pl mogą zająć kilka tygodni, oznacza opóźnienie rozpoczęcia dostaw przez Nord Stream 2 co najmniej do wakacji 2022 roku. Takie opóźnienie jest możliwe przy założeniu, że certyfikacja zostanie wznowiona od punktu, w którym została w listopadzie zamrożona. Tymczasem zdania na ten temat są podzielone. Przykładowo, zdaniem prof. Jerzego Buzka cytowanego przez BiznesAlert.pl procedura certyfikacji Nord Stream 2 musi ruszyć od nowa. – Powołanie nowej spółki oznaczać powinno rozpoczęcie całej procedury dopuszczania do przesyłu od początku – łącznie z przygotowaniem przez niemiecki rząd rzetelnej analizy wpływu gazociągu NS2 na bezpieczeństwo dostaw gazu do Niemiec i całej Unii – powiedział Jerzy Buzek w komentarzu dla BiznesAlert.pl. Oznaczałoby to konieczność wydania nowej opinii ministerstwa gospodarki i energetyki Niemiec na temat wpływu Nord Stream 2 na bezpieczeństwo dostaw gazu w Europie. Ostatnio jednak ten resort potrzebował zaledwie trzech dni na odpowiedź na opinię polskiego PGNiG opiniującego certyfikację. Polacy uznali, że nowa magistrala jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa dostaw.

Spory prawników

Zawieszenie certyfikacji nie oznacza, że Niemcy zmieniły front w sporze o Nord Stream 2. Jednakże  decyzja Bundesnetzagentur niesie konsekwencje polityczne. Rosjanie nie będą mogli uruchomić dostaw gazu przez sporną magistralę jesienią pomimo presji Kremla na jak najszybszy start w sezonie grzewczym z użyciem argumentu wysokich cen w Europie, które podnosi sam Gazprom ograniczając podaż. Ta presja nie przyniosła skutku. W grę wchodzi jedynie rozpoczęcie dostaw przez Nord Stream 2 „na nielegalu” z groźbą zapłacenia kary, jednakże legalistyczne podejście Bundesnetzagentur utrudnia takie działanie. Może także przynieść kolejne konsekwencje prawne trudne do przewidzenia na Kremlu. Spór prawniczy o Nord Stream 2 będzie trwał. Nowa certyfikacja będzie przedmiotem oceny Komisji Europejskiej, a ta – w razie zastrzeżeń – może zostać zaskarżona do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej przez uczestników certyfikacji jak spółki z Polski oraz Ukrainy. Trybunał może zabezpieczyć spór decyzją o zatrzymaniu dostaw do czasu rozstrzygnięcia batalii sądowej jak przez pewien czas było w przypadku sporu o OPAL wygranego ostatecznie przez Polaków. Tymczasem orzecznictwo Unii Europejskiej może być niekorzystne dla pomysłu wprowadzenia operatora jedynie na potrzeby odcinka Nord Stream 2 na wodach terytorialnych Niemiec zasugerowanego przez Bundesnetzagentur. Taki podmiot nie ma kontroli nad całym gazociągiem, a więc prawo unijne nie obowiązywałoby go w pełni wbrew oczekiwaniom z dyrektywy gazowej Unii Europejskiej. Okaże się po raz kolejny, która strona sporu ma lepszych prawników.

Dajemy czasowi czas

Podsumowując, nie można stwierdzić, że Nord Stream 2 nie ruszy nigdy, ale pewne jest jego dalsze opóźnienie, a pierwotnie miał zacząć pracę z końcem 2019 roku. Może ono urosnąć do dwóch i pół albo nawet trzech lat. Dostawy nie ruszą w dobie kryzysu energetycznego pomimo presji Kremla. Prawnicy będą się spierać, dając czas innym przeciwnikom Nord Stream 2 jak ekolodzy kwestionujący jego zgody środowiskowe czy Amerykanie spierający się o to czy jednak nie odwiesić sankcji wobec operatora Nord Stream 2 AG za użycie gazu jako broni przeciwko Europie w dobie kryzysu energetycznego. USA i Niemcy obiecały, że jeśli Rosjanie posuną się do takiego działania, wprowadzą nowe sankcje. Dyplomacja amerykańska zabiega już o to, by Francja, Niemcy i Wielka Brytania zagroziły Rosjanom dodatkowymi sankcjami wobec Gazpromu oraz Rosnieftu w razie dalszej eskalacji na Ukrainie.

Nord Stream 2 może rozpocząć dostawy dopiero w wakacje 2022 albo jeszcze później