Jakóbik: Hurraentuzjazm w relacjach z Chinami jest niewskazany

18 lipca 2016, 10:30 Energetyka
Polska Chiny
Źródło: Andrzej Hrechorowicz / KPRP

Nasilone w ostatnim czasie kontakty ze Wschodem: Chinami, Rosją czy Koreą Płd., nie oznaczają, że próbujemy balansować między Brukselą a Waszyngtonem i Pekinem, bo to byłoby szaleństwo; to kolejny etap otwarcia na nowe kierunki, a nie próba równoważenia relacji z UE – mówią PAP eksperci.

15-16 czerwca wiceminister rozwoju Radosław Domagalski uczestniczył w Forum Ekonomicznym w Petersburgu, największej imprezie gospodarczej w Rosji. 19-21 czerwca w polskiej stolicy gościł przewodniczący Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinping, a 20-24 czerwca wicepremier Piotr Gliński pojechał do Korei Południowej.

W trakcie wizyty Xi podpisano z chińskimi firmami i instytucjami około 20 porozumień gospodarczych. Wicepremier Gliński z szefem południowokoreańskiego rządu Hwang Kio Ahn rozmawiał m.in. o wprowadzeniu ułatwień dla importu niektórych produktów rolnych do Korei, a także rozwoju inwestycji koreańskich w Polsce w branżach chemicznych i wysokich technologii.

Hosuk Lee-Makiyama, dyrektor i prawnik mającego siedzibę w Brukseli niezależnego Europejskiego Centrum Międzynarodowej Ekonomii Politycznej (ECIPE) działania polskich władz postrzega jako próbę poszukiwania nowych rynków i inwestorów. „W całej Europie brakuje inwestycji, nie tylko w Polsce. I spada liczba tak inwestycji krajowych, jak i zagranicznych” – podkreśla w rozmowie z PAP.

W kontekście kontaktów polsko-chińskich wskazuje, że ChRL próbuje dokonać niewielkich, ale długoterminowych inwestycji o charakterze komercyjnym. „W czasie gdy Chiny dążą w stronę gospodarki opartej na technologiach i eksporcie jakości, ranga Europy nabiera znaczenia. Mają problemy z inwestowaniem w Japonii, USA i Australii, a popyt na produkty wysokiej jakości w Afryce czy na Bliskim Wschodzie jest relatywnie ograniczony” – powiedział Lee-Makiyama.

Z kolei ekspert Instytutu Jagiellońskiego Wojciech Jakóbik mówi PAP, że „Polacy na pewno pokazują, że nie izolują się w polityce zagranicznej i nie zamykają drzwi w żadnym kierunku„. „Z tym, że nie jest to żadne novum, ponieważ szef polskiej dyplomacji Witold Waszczykowski na samym początku sprawowania swego urzędu zastrzegł, że z Rosją chce rozmawiać tam, gdzie jest to możliwe i określił dokładnie, gdzie nie jest to możliwe, czyli np. w sprawie Ukrainy czy gazociągu Nord Stream 2″ – podkreśla.”Fakt, że mamy szereg kwestii spornych z Rosją nie oznacza, że od razu zamykamy ambasadę w Moskwie. Nasza dyplomacja musi działać” – dodaje analityk.

Przyznaje, że wizyta wiceministra Domagalskiego na forum ekonomicznym w Petersburgu może być odbierana negatywnie, ponieważ „niejako legitymizuje” Rosjan. „Kreml liczył na to, że zachodni politycy, przedstawiciele firm, licznie zjawią się w Petersburgu i w ten sposób pokażą, że Rosja nie jest izolowana” – wskazuje.

Według niego być może Ministerstwo Rozwoju uznało, że skoro szef Komisji Europejskiej Jean-Claude Juncker jedzie do Petersburga, to MR też może wysłać tam swojego przedstawiciela. Ale Jakóbik za ważne uznaje, że zarówno Juncker, jak i Polacy, nie ustępują w kwestiach spornych i nie obiecują w zamian za porozumienia z Rosjanami ustępstw politycznych.

„Domagalski chciał rozmawiać o potencjalnej współpracy, która nadal jest ograniczona sankcjami wprowadzonymi przeciwko Rosjanom. Np. w kontekście relacji z Gazpromem Polacy nadal wypowiadają się bardzo ostro. Więc żadnej rewolucji nie będzie” – zauważa.

Ekspert wskazuje jednocześnie, że jako rozwój nowego wektora w polityce zagranicznej rząd chciał przedstawić wizytę Xi Jinpinga w Polsce. „Fakt, iż nie podpisano żadnej kluczowej umowy, pokazuje, że jeżeli to w ogóle możliwe, to tworzenie tego nowego wektora będzie czasochłonne i będzie miało też ograniczony charakter ze względu na różnicę potencjałów naszych krajów” – tłumaczy Jakóbik.

„Chiny są odrębną cywilizacją o innej mentalności, o innych całkiem priorytetach. Polska może być dla nich atrakcyjnym rynkiem zbytu, podobnie jak atrakcyjne są Czechy, czy kraje afrykańskie. Polacy muszą jednak cały czas pamiętać o tym, jakie zastrzeżenia wobec działań Chin zgłasza NATO, jakie zastrzeżenia wobec polityki gospodarczej tego kraju ma Unia Europejska i poruszać się z uwzględnieniem tych ograniczeń” – podkreśla.

Analityk przypomina, że Chińczycy nie szanują praw człowieka, dławią ruchy wolnościowe i mniejszości religijne. „Tego nie mówią hurraoptymiści, którzy się cieszą, że Xi w ogóle tutaj przyjechał, a którzy jednocześnie wytykają +kolonializm amerykański+, co Chińczycy mają pomóc zrównoważyć” – zauważa.

Zdaniem Jakóbika Polska nigdy nie będzie dla Chin partnerem takim, jak Stany Zjednoczone, czy Niemcy. „Należy pamiętać o zagrożeniach. Warto wspomnieć, że NATO sygnalizuje, iż Chińczycy prowadzą wywiad gospodarczy, kradną know-how, chińscy hakerzy mają specjalne oddziały zajmujące się kradzieżą danych z Zachodu. Również Unia Europejska ma zastrzeżenia co do polityki gospodarczej tego kraju” – wskazuje.

„Przesadny optymizm jest niewskazany, ponieważ w relacjach z Chinami także są pewne problemy i analogie do relacji z Rosją” – wyjaśnia.

Według eksperta sukcesem mogłoby być włączenie Chińczyków w projekty węglowe albo w polski program energetyki jądrowej. „Ale jak na razie o niczym takim nie usłyszeliśmy” – zauważa.

Obaw jest znacznie mniej w stosunku do Korei Płd. „To jest silna gospodarka azjatycka, kraj demokratyczny, sojusznik Stanów Zjednoczonych. Myślę, że jeżeli są jakieś pola do współpracy, możemy ją nawiązywać” – zauważa Jakóbik.

Seul w jego ocenie ma wiele do zaoferowania: m.in. są tam firmy nowych technologii, przedsiębiorstwa jądrowe i technologie nuklearne. „Być może Polacy szukają jakiegoś sposobu na znalezienie bardziej spolegliwego partnera dla projektu jądrowego, bo w Ministerstwie Energii też były spotkania z Koreańczykami. Ponieważ amerykański Westinghouse, czy inne giganty branży będą narzucały swoje warunki, Korea Płd. być może byłaby bardziej wyrozumiała dla Polaków, zaprezentowałaby np. lepszy offset” – uważa.

Jakóbik wyraża pogląd, iż to dobrze, że rząd kontynuuje politykę otwarcia na nowe wektory i nie zawęża swoich interesów gospodarczych tylko do Europy Środkowo-Wschodniej. „Nasza gospodarka się rozwija i szuka partnerów także coraz dalej” – zaznacza.

„Nie sądzę też, by te działania miały na celu lewarowanie w sporze z KE czy w relacjach ze Stanami Zjednoczonymi. Nie wiązałbym tego ze sporem o Trybunał Konstytucyjny” – dodaje. Wyjaśnia przy tym, że Polacy nie prowadzą takiej polityki, jak np. Węgrzy, którzy próbują balansować między Brukselą albo Moskwą. „My nie próbujemy balansować między Brukselą a Waszyngtonem i Pekinem, bo byłoby to szaleństwo z naszego punktu widzenia” – zaznacza ekspert.

Według niego NATO i Unia Europejska stanowią gwarancję polskiego rozwoju gospodarczego. „Mamy 25 lat wolności dzięki temu, że udało nam się wejść w struktury ponadnarodowe, które wielokrotnie okazały się pomocne w obronie polskiego interesu. Dzięki temu przez ostanie ćwierćwiecze mamy stały wzrost gospodarczy i możemy sobie wysyłać delegacje dokąd chcemy, gdyż nie zagraża nam żadne egzystencjalne zagrożenie. Ten problem nie istnieje chyba po raz pierwszy w historii” – podkreśla Jakóbik.

Źródło: Polska Agencja Prasowa