Jakóbik: Lekarstwo na drożyznę może być gorsze od choroby (FELIETON)

26 listopada 2021, 07:20 Energetyka
The coronavirus sinks the global stock exchanges.
Koronawirus na giełdzie. Fot. Freepik

Ledwie nagraliśmy Spięcie BiznesAlert.pl o wzrostach cen energii w 2022 roku, a rząd przedstawił tarczę inflacyjną, która faktycznie może je nieco ograniczyć i to jest dobra wiadomość. Tymczasem może przebić ją zła wieść z ostatniej chwili. Nowy szczep koronawirusa już teraz straszy rynki spowolnieniem, które obniży ceny, ale może być lekarstwem na drożyznę gorszym od choroby – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Rząd ogłosił tarczę antyinflacyjną. Obniżki obciążeń mają zmniejszyć wzrost cen energii, gazu i paliw. To rozwiązanie rynkowe i rekomendowane przez Radę Unii Europejskiej, moim zdaniem lepsze niż wieczna redystrybucja w postaci rekompensat globalnych znanych z czasów mrożenia cen energii w 2018 roku krytykowanego wówczas przeze mnie. Nie zabrakło jednak i recepty na dalsze drukowanie pieniędzy, czyli w sumie 3,6 mld złotych na dodatek osłonowy dla najbiedniejszych, który oprócz rekompensat szykowanych przez resort klimatu ma złagodzić podwyżkę cen energii według określonych kryteriów dochodowych. Wobec rozwiniętych programów socjalnych wprowadzonych do tej pory i zapowiadanych w ramach Polskiego Ładu jest to rozwiązanie forsowne, szczególnie wobec faktu, że obniżka akcyzy i VAT na media energetyczne uszczupli przychody budżetowe, a budżet nie jest z gumy. Być może polityka Narodowego Banku Polskiego będzie pomimo galopującej inflacji? Warto na koniec podkreślić, że tarcza antyinflacyjna nie jest w stanie zniwelować podwyżek widocznych na całym świecie, może jedynie łagodzić ich oddziaływanie na portfele Polaków.

Rozwiązania tarczy antyinflacyjnej są tymczasowe i mają pozwolić przetrwać trudną zimę oraz początek wiosny. Wtedy ceny surowców mają zacząć wracać do normy. Jednakże stabilizacja ich cen była widoczna już wcześniej, a teraz trend może się wręcz odwrócić. Nie będzie to jednak skutek żadnych działań w Polsce czy Unii Europejskiej. Zaledwie 25 listopada pisałem w analizie poświęconej rynkowi ropy naftowej, że jej cena może znacznie spaść jeśli czwarta fala koronawirusa będzie miała jednak duże oddziaływanie na aktywność gospodarczą. Nie trzeba było długo czekać. Ropa notuje spadek wartości niewidziany od marca 2021 roku kiedy trwała trzecia fala pandemii i straciła trzy dolary w kilka godzin wobec wieści o kryzysowym spotkaniu Światowej Organizacji Zdrowia poświęconego nowemu szczepowi koronawirusa objawionemu w Afryce, który opiera się szczepionkom. Ta wieść towarzyszy informacjom o kolejnych krajach zachodnich przywracających restrykcje pandemiczne, ograniczających loty, a więc ślących sygnał o możliwości schłodzenia gospodarki.

Może się zatem okazać, że w ten Black Friday perspektywy spadku cen energii, gazu i paliw będą bardziej realne, ale niestety nie będą powodem do radości bo lekarstwo na drożyznę może być gorsze od choroby, to znaczy będzie nim powrót pandemii w nowej odsłonie.

To będzie smutny Black Friday. Spięcie