font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz Ropa 15 maja, 2014 godz. 12:06   

Jakóbik: O wspólną politykę energetyczną Europy

Wojtek Jakóbik

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Zamieszanie wokół wywiadu komisarza Gunthera Oettingera dla Frankfurter Allgemeine Zeitung przypomina burzę w szklance wody po pojawieniu się nieprawdziwej informacji o śmierci Wojciech Jaruzelskiego. Okazuje się, że komisarz ds. energii UE nie jest przeciwny polskiej idei Unii Energetycznej. Nie popiera jednak jej sztandarowych rozwiązań.

Rzecznik prasowy Komisarza ds. energii Gunthera Oettingera zdementował już informacje jakoby sprzeciwiał się on pomysłowi Unii Energetycznej. Taki wniosek można wyciągnąć z tytułu wywiadu, którego komisarz udzielił Frankfurter Allgemeine Zeitung, cytowanego przez Polską Agencję Prasową. Sprzeciwia się on wspólnym zakupom i cenie gazu dla Europy. Burza w szklance wody szybko się skończyła, ale można z niej wyciągnąć ważne wnioski.

Powołanie instytucji służącej wspólnym zakupom gazu i ustalenie wspólnej ceny dla europejskich klientów były najmniej realnymi pomysłami ze zbioru przedstawionego przez premiera RP Donalda Tuska. Opór komisarza Oettingera wobec nich można uzasadnić na kilka sposobów. Po pierwsze, Komisja Europejska próbuje depolitycyzować sektor energetyczny. Widać to na przykładzie śledztwa antymonopolowego przeciwko Gazpromowi, które pierwotnie miało zakończyć się wiosną, ale nadal trwa, bo Komisja nie chce zostać posądzona przez Rosjan o upolitycznianie procesu. Dlatego Oettinger przekonuje, że gaz to zwykły towar. Po drugie, wspólne zakupy i cena gazu uderzyłyby w interesy największych kupców – Niemców i Włochów, którzy w relacjach bilateralnych z Gazpromem mogą ugrać więcej. Na stanowisko Brukseli rzutują także daleko idące powiązania europejskiego biznesu z Rosją, na czele z relacjami polityków oraz biznesmenów z Gazpromem. Europejczycy nie mogą sobie pozwolić na sankcje przeciwko tej firmie i objęcie jej szefa zakazem wizowym jak zrobili to w przypadku dyrektora Rosnieftu mniej zależni od rosyjskich firm Amerykanie. W Europie biznes sam zabiega o dobre relacje z Rosją, pomimo aneksji Krymu działalności rosyjskich służb specjalnych we wschodniej Ukrainie. Potwierdzałyby to informacje anonimowego źródła Wiedomosti, które informuje, że firmy energetyczne z Niemiec, Włoch i Francji doprowadziły do usunięcia dyrektora Gazpromu Aleksieja Millera z nowej listy oficjeli rosyjskich objętych sankcjami. To one realizują prawdziwą politykę zagraniczną państw Unii Europejskiej i upolityczniają gaz ziemny. Dlatego premier RP słusznie, na przekór unijnemu komisarzowi, przekonuje, że gaz nie jest towarem i może być bronią energetyczną. Powtórzył to dzisiaj podczas konferencji GLOBSEC w Bratysławie. Mówił też o braku spójnego stanowiska na ten temat w Europie. Potwierdził wprost, że nawet w ramach Grupy Wyszehradzkiej, która powinna być fundamentem integracji energetycznej naszego regionu panują odmienne zdania na temat podejścia do Rosji.

Na stanowisko Oettingera mogą także rzutować zbliżające się wybory do Parlamentu Europejskiego. Być może w obliczu kampanii wyborczej Gunther Oettinger – polski głos w Brukseli jak nazywają go złośliwi – przypomniał sobie o tym, że jest Niemcem i że krzesło pod nim zaczyna się palić, dlatego zmienił swoje stanowisko w sprawie polityki energetycznej na bardziej zbliżone do niemieckiego. Wypowiedź Oettingera może być także wstępem do próby rozmontowania i zneutralizowania pomysłu Unii Energetycznej. Do opublikowania raportu Komisji Europejskiej na temat zależności Europy od rosyjskich surowców pozostało jeszcze kilka tygodni, w których można podjąć walkę medialną z rozwiązaniami proponowanymi przez Polaków.

Gunther Oettinger niezmiennie popiera jednak postulat rozbudowy infrastruktury gazowej w Europie, która jego zdaniem doprowadzi do uśrednienia cen gazu w Europie, bo pozwoli na jego swobodny przepływ. Dopiero wtedy rzeczywiście stanie się on zwykłym towarem, jak chciałby tego już teraz niemiecki komisarz. Postulat ten popiera także prorosyjski premier Węgier Wiktor Orban, którego wysiłki na rzecz sieciowania infrastruktury gazowej w ramach Korytarza Północ-Południe ważnego dla Polski należy docenić.

Zwiększenie dofinansowania unijnego dla projektów infrastrukturalnych do 75 procent to z kolei najbardziej realny punkt Unii Energetycznej. Polska dyplomacja powinna go forsować w pierwszej kolejności. Kiedy powstanie zsieciowana infrastruktura, Rosjanie będą mogli ją zablokować bez porozumienia z Unią Europejską jedynie za pomocą zamachu terrorystycznego. W ramach porozumienia z Europą będą mogli wywalczyć wyłączenia spod regulacji antymonopolowych dla swoich gazociągów, co sprawi, że nawet zsieciowana infrastruktura pozostanie pod przemożnym wpływem Gazpromu.

Skoro już wiadomo, że gaz nadal nie jest zwykłym towarem a relacje biznesowe z Rosją to tak naprawdę polityka, Europa powinna w odpowiedzi na ten stan faktyczny dalej tworzyć wspólną politykę w tym zakresie. Unikanie upolitycznienia śledztwa antymonopolowego i trzeciego pakietu energetycznego jest bezcelowe. To broń energetyczna Europy, z której powinna ona skorzystać, gdy Rosja używa swojej broni (gazowej) przeciwko Ukrainie. Stanowisko Europy będzie kluczowe dla przyszłości tego kraju, który 25 maja może polec w walce o przeprowadzenie ważnych wyborów prezydenckich a 3 czerwca może stracić dostęp do rosyjskiego gazu, jeżeli nie spłaci długu wobec Gazpromu.

Jeżeli rosyjskie firmy jak wspomniane Gazprom i Rosnieft są narzędziami polityki zagranicznej Moskwy, to zachodnioeuropejskie firmy są hamulcowymi europejskiej polityki. Krótkofalowo należy przezwyciężyć ich opór wobec słusznej polityki wspólnotowej. Długofalowo Europa musi zmniejszyć ich zależność od Rosji, aby nie krępowały ruchów naszym dyplomatom. Polacy powinni do tego celu m.in. dalej wykorzystywać chwytliwe hasło Unii Energetycznej i w jego ramach przemycać do debaty europejskiej kolejne rozwiązania korzystne dla naszego kraju. Naszym zadaniem będzie formowanie wspólnego rynku energii i gazu w taki sposób, aby szczytne postulaty nie pozostały jedynie na papierze albo nie zostały potraktowane instrumentalnie do realizacji odwrotnych zamierzeń po myśli Moskwy.