font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 20 lutego, 2015 godz. 6:25   

Jakóbik: Obóz rosyjski w Europie może zagrozić Ukrainie i Korytarzowi Południowemu

South Stream offshore

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor BiznesAlert.pl

Rosja zachęca koalicję swych sojuszników w Unii Europejskiej do budowy rur mających zapewnić rosyjski gaz Europie Środkowej. Ta inicjatywa może zagrozić pozycji Ukrainy i kluczowemu dla Europy projektowi Korytarza Południowego. Oznaczałaby w rzeczywistości realizacji celów przyświecających porzuconemu (?) projektowi South Stream.

Węgry poparły stanowisko Trójkąta Sławkowskiego, do którego należą Austria, Czechy i Słowacja. Kraje te sprzeciwiły się sankcjom przeciwko Rosji i opowiadają się za bliską współpracą energetyczną z krajem Władimira Putina. Orban skrytykował także stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska w sprawie Rosji.

Kraje te wyraziły również zainteresowanie gazociągiem South Stream, mającym pozwolić na dostawy gazu z Rosji z pominięciem Ukrainy. Po zastąpieniu projektu gazociągiem Turkish Stream do Rosji, Moskwa nie wyklucza uwzględnienia przygotowywanej już infrastruktury South Stream do połączenia wspomnianych państw z rurą mającą łączyć przez Morze Czarne rosyjskie złoża gazowe z Turcją. Jeżeli Grupa Sławkowska sformalizuje się i nabierze na znaczeniu, może spostponować Grupę Wyszehradzką, do której należą Polska, Czechy, Słowacja i Węgry. Do tego długa droga.

Z punktu widzenia Rosji wystarczy jednak, że zapewni realizację jej geopolitycznego celu: pozbawienia Ukrainy roli kraju tranzytowego. Jeżeli rosyjski gaz przestanie płynąć przez kraj Tarasa Szewczenki do klientów europejskich, Moskwa będzie mogła do woli zakręcać Kijowowi kurek z gazem bez szkody dla nich i w ten sposób wpływać na ukraińską politykę zagraniczną. Do realizacji tego celu Rosjanom brakuje europejskiego odcinka dla gazu z Turkish Stream.

Słowacki operator gazociągów Eustream wyszedł z propozycją dostarczenia zachodnioeuropejskiego gazu klientom na Ukrainie, w Bułgarii, Rumunii I państwach byłej Jugosławii. Chodzi Eastring. To projekt zakładający modernizację istniejącej infrastruktury i budowę nowych gazociągów w Rumunii. Mógłby powstać w trzy lata i kosztować 750 mln euro. Bułgaria i Rumunia już poparły projekt. Słowacy chcą o nim rozmawiać z Unią Europejską, Austrią i Francją, aby ustalić źródła dostaw.

Chociaż Bratysława prezentuje projekt jako szansę na udostępnienie gazu z rozwiniętych rynków jak niemiecki w regionie Europy Środkowej, może on w rzeczywistości posłużyć do uzupełnienia luki po South Stream i dostarczanie rosyjskiego gazu z Turkish Stream. Do udziału w projekcie Władimir Putin zaprosił w Budapeszcie Wiktora Orbana, na co ten przystał. Po Węgrach także Słowacy sygnalizują gotowość partycypacji w rosyjskim projekcie. Przedstawiciele Eustream ogłosili 19 lutego, że są gotowi do przyłączenia słowackiego projektu Eastring.

Mirek Topolanek, przedstawiciel Eustream do spraw zagranicznych (nie mylić z b. premierem Czech) ocenił, że Eastring nie będzie rywalizował z Turkish Stream a wręcz mogą się one uzupełniać. Gaz słany z Rosji do Turcji nową rurą, mógłby jego zdaniem docierać przez Eastring do Europy Zachodniej. Eastring ma osiągnąć przepustowość do 20 mld m3, która mogłaby się zwiększyć nawet do 40 mld m3.

Wypowiedź Topolanka kontrastuje z pierwotnym założeniem przedstawionym przez Eustream, jakoby gazociągiem miał płynąć przede wszystkim gaz z Zachodu na Południe i Wschód Europy. Turkish Stream ma zastąpić South Stream. Oba rosyjskie projekty zmierzają do umożliwienia dostaw gazu do Europy Środkowej i Południowej z pominięciem tranzytu przez Ukrainę. Może zatem okazać się, że obóz rosyjski w Europie do którego zaliczają się wymienione wyżej kraje z południa kontynentu, pozwoli Rosji na dobudowanie do Turkish Stream odcinka europejskiego.

Więcej o powstawaniu obozu rosyjskiego

Oznaczałoby to realizację projektu South Stream w skomplikowanej wariacji i bez czekania na zgodę Brukseli, która zablokowała wcześniejszy projekt. Ta zostanie postawiona przed kolejnym faktem dokonanym i wyborem. Podobny manewr Rosjanie zastosowali przeciwko Polsce. Kiedy projekt Nord Stream nie został zablokowany przez Komisję Europejską, Rosja zaoferowała Polakom udział w przedsięwzięciu. Ponieważ nie wzięliśmy w nim udziału, możemy teraz ewentualnie odbierać rosyjski gaz z giełdy niemieckiej, co aktualnie nam się opłaca, bo jest tańszy od surowca słanego przez Białoruś i Ukrainę.

Faktyczną wadą opisanego rozwiązania jest fakt, że Eastring będzie musiał podlegać unijnym regulacjom. Jednakże zalew gazu z Turkish Stream może zarezerwować w umowach gazowych zapotrzebowanie na gaz w regionie Europy Południowej, przez co nie znajdzie się miejsce dla nowego, kaspijskiego surowca słanego Korytarzem Południowym, nawet jeśli Bruksela zarezerwuje wolną przepustowość. Wtedy oprócz pominięcia Ukrainy, Rosjanie zrealizują kolejny cel geopolityczny, czyli odcięcie Europy od kluczowego, alternatywnego źródła dostaw. W ten sposób osiągną swe zamierzenia, które wiązali dotąd z South Stream. Wisienką na torcie byłoby zablokowanie budowy Korytarza Południowego przez Greków, którzy wysuwają względem Azerów roszczenia większych zysków z Gazociągu Transadriatyckiego (TAP), który ma doprowadzić kaspijski gaz z Turcji, przez Grecję, do Włoch. Baku nie godzi się na żadne ustępstwa, więc populiści z Aten mogą zareagować nerwowo.

Czytaj także: Rezygnacja z South Stream to blef

Polityka Brukseli wspierana przez kraje spoza obozu rosyjskiego musi być aktywna. Dlatego Komisja Europejska, zgodnie ze swoimi zapowiedziami, musi przyspieszyć śledztwo antymonopolowe przeciwko Gazpromowi aby zabezpieczyć Europę Południową przed niewłaściwymi praktykami Rosjan, na wypadek gdyby ich projekty w regionie postępowały. Poza tym musi przyspieszyć prace nad realizacją koncepcji Korytarza Południowego, którym gaz musi popłynąć szybciej, niż wariacja na temat South Stream. W dobie sankcji Zachodu wobec Rosji i taniej ropy naftowej Gazprom nie ma pieniędzy na realizację najdroższej, podmorskiej rury Turkish Stream. Należy to wykorzystać. Okazją do impulsu politycznego będzie prezentacja założeń Unii Energetycznej zaplanowana na 25 lutego. W innym wypadku nie pozostaje nic innego jak obserwować kolejne przemyślane ruchy Gazpromu.

Należy pamiętać o tym, że obecne manewry Moskwy są możliwe tylko dlatego, że poległ projekt Nabucco ze względu na brak odpowiedniej współpracy państw Unii. Jeżeli Unia Europejska i tym razem nie stworzy alternatywy dla rosyjskich projektów gazowych, na nic zdadzą się zabiegi o kolejne połączenia gazociągowe. Rosyjski gaz zaleję Europę, a za nim pójdą coraz silniejsze wpływy polityczne.