Kardaś: Kompromis z Ukrainą tylko na rosyjskich warunkach. Możliwy kolejny impas w rozmowach gazowych

22 października 2014, 12:20 Energetyka
Szymon Kardaś

Przedstawiciele Ukrainy, Unii Europejskiej I Rosji nie osiągnęli wczoraj w negocjacjach w Brukseli porozumienia w kwestii warunków dostaw rosyjskiego gazu dla Ukrainy. Następne spotkanie odbędzie się 29 października – zakomunikował europejski sekretarz energii Guenter Oettinger.

Kolejna runda trójstronnych negocjacji gazowych między Rosją, Ukrainą i Unią Europejską zakończyła się fiaskiem – komentuje dla BiznesAlert.pl dr Szymon Kardaś, ekspert Ośrodka Studiów Wschodnich. – Strony co prawda zgadzają się na ogólne założenia tymczasowego rozwiązania sporu wypracowane przy okazji wcześniejszych spotkań – przyznaje.

W tym kontekście specjalista wymienia „konieczność uregulowania przez Ukrainę do końca 2014 r. 3,1 mld USD długu gazowego za dostawy realizowane w okresie listopad-grudzień 2013 r. oraz kwiecień – czerwiec 2014 r. (pierwsza transza w wysokości 1,45 mld USD do końca października 2014 r.; 1,65 mld USD do końca grudnia 2014 r.); cena nowych dostaw Gazpromu na Ukrainę w okresie październik 2014-marzec 2015 na poziomie 385 USD za 1000 m3, rozliczenia za nowe dostawy oparte na zasadzie przedpłaty”.

– Istnieją jednak fundamentalne różnice stanowisk co do wypracowania szczegółów prawdziwie kompromisowego rozwiązania. Ukraina domaga się tego, by strony sporu uznały cenę 385 USD za 1000 m3 za cenę rynkową, wprowadzając stosowne zapisy w prawnie wiążącym porozumieniu, pod którym podpisaliby się zarówno ministrowie energetyki Rosji i Ukrainy, jak i szefowie Naftogazu i Gazpromu; uzgodnienie w tej sprawie powinno stanowić także aneks do rosyjsko-ukraińskiego kontraktu gazowego z 2009 r – mówi naszemu portalowi dr Kardaś.

– Rosja nie chce zgodzić się na to, by cena 385 USD za 1000 m3 wyliczana była na podstawie modyfikacji formuły cenowej zawartej w kontrakcie; konsekwentnie proponuje, by jej wysokość była wynikiem zastosowania obecnej formuły cenowej w kontrakcie (po jej zastosowaniu w obecnym kształcie cena kształtuje się na poziomie 485 USD za 1000 m3) z uwzględnieniem 100-dolarowej zniżki, przyznanej na drodze postanowienia rosyjskiego rządu (obniżenie eksportowej stawki celnej). Poza tym z oświadczeń złożonych po rozmowach brukselskich wynika, że Rosja nie zgadza się na zawarcie jakiegokolwiek porozumienia o charakterze prawnie wiążącym – podaje przedstawiciel OSW. – Rosja kwestionuje także zdolność Kijowa do regulowania należności za ewentualne nowe dostawy i domaga się od Ukrainy (pośrednio również od UE) przedłożenia stosownych gwarancji w tym zakresie.

Nasz rozmówca przyznaje, że w dyspozycji Rosjan pozostaje kilka narzędzi destabilizacji sytuacji nad Dnieprem. – Kluczowym elementem jest brak rosyjskich dostaw gazu na Ukrainę. Nawet jeśli Kijowowi uda się przetrwać obecny sezon grzewczy (uwzględniając wysoki poziom zapełnienia magazynów gazowych, drastyczne kroki w zakresie oszczędności zużycia gazu, dostawy rewersowe z krajów UE – Słowacji i Polski oraz dostawy gazu norweskiego), problem deficytu surowca ujawni się w dużo szerszej skali wiosną przyszłego roku.

– Ważnym instrumentem jest także wywieranie politycznej i ekonomicznej presji na UE oraz kraje członkowskie: zarówno te, realizujące rewersowe dostawy na Ukrainę oraz inne państwa uzależnione od dostaw gazu z Rosji. Taktycznie celem Rosji jest torpedowanie zabiegów Kijowa o dywersyfikację dostaw gazu (poprzez rewersy z krajów Zachodniej Europy); strategicznie natomiast chodzi o przekonanie unijnych partnerów do poparcia rosyjskich planów dywersyfikujących szlaki dostaw rosyjskiego gazu do Europy: przyznanie Gazpromowi wyłączenia spod reguły dostępu strony trzeciej dla gazociągu OPAL (umożliwiłoby pełne wykorzystanie Nord Streamu) oraz wycofanie przez KE zarzutów wobec projektu South Stream – twierdzi Kardaś.

– Akceptacja postulatów rosyjskich mogłaby w perspektywie 3-4 lat (o ile udałoby się w tym czasie Rosji wybudować South Stream) doprowadzić do całkowitej marginalizacji ukraińskiego szlaku tranzytowego, co miałoby daleko idące konsekwencje dla sektora gazowego Ukrainy. Ważnym instrumentem jest również konflikt w Donbasie, przez który przechodzą rurociągi tranzytowe z Rosji do Europy – wskazuje w rozmowie z BiznesAlert.pl.

Zdaniem Szymona Kardasia Unia Europejska z jednej strony UE proponuje rozwiązanie, które ma charakter win-win czyli uwzględnienie postulatu Rosji o konieczności spłaty zadłużenia; uznanie postulatu ukraińskiego o ustanowieniu w zimowym okresie przejściowym ceny nowych dostaw na poziomie 385 USD za 1000 m3. – Z drugiej strony jednak, co logiczne, KE występuje jako reprezentant interesów europejskich odbiorców rosyjskiego gazu. Na razie, niezależnie od narracji rosyjskiej (przedstawiciele Rosji wielokrotnie podkreślają zbieżność stanowisk Moskwy i Brukseli), KE próbuje odgrywać rolę arbitra. Niewykluczone jednak, że w obliczu zagrożenia przerwami dostaw rosyjskiego gazu w okresie zimowym, wymusi na Kijowie akceptację porozumienia zbliżonego jakościowo do tego, co proponuje Rosja – uważa ekspert.

– Kluczowe w sporze jest stanowisko rosyjskie – utrzymuje Kardaś. – Brak zgody na jakościową zmianę w relacjach gazowych z Ukrainą (Rosja kategorycznie odrzuca możliwość renegocjacji obowiązującego kontraktu) wskazuje na to, że Moskwa nie jest zainteresowana wypracowaniem rzeczywistego kompromisu, a jedynie przyjęciem tymczasowego rozwiązania, którego trwałość uzależniona będzie od decyzji politycznej Kremla. Znamienne jest również wezwanie UE przez Władimira Putina do wzięcia współodpowiedzialności (również finansowej) za problem ukraińskiego zadłużenia gazowego; pozytywna reakcja państw UE w tej sprawie jest raczej wykluczona. Jest wiec mało prawdopodobne by kolejna runda rozmów przyniosła rzeczywisty kompromis.

– Ewentualne porozumienie, jeśli do niego dojdzie, zostanie więc zawarte na rosyjskich warunkach; względnie, dojdzie do kolejnego impasu, na który Rosja jest przygotowana. Markując dobrą wolę w negocjacjach (wcześniej Rosja domagała się spłaty w pierwszej transzy co najmniej 2 mld USD długu, obecnie jest gotowa w pierwszej transzy zaakceptować 1,45 mld USD), odpowiedzialność za ich niepowodzenie zrzuci po raz kolejny na Ukrainę – kończy rozmówca BiznesAlert.pl.