Kowalewski: Śledztwem przeciwko Gazpromowi w blokadę rewersu dla Ukrainy

10 marca 2015, 08:07 Energetyka
Rura gazowa 1

KOMENTARZ

Krystian Kowalewski

Redaktor BiznesAlert.pl

Przeszło dwa i pół roku trwa już dochodzenie mające na celu ustalenie, czy Gazprom nie nadużył na terenie Europy swojej pozycji dominującej. Nadużycie to miało polegać na celowym zawyżaniu ceny za gaz dla firm z Europy Środkowo-Wschodniej i utrudnianiu przepływu gazu pomiędzy innymi państwami. W przypadku wykazania, że działania Gazpromu istotnie zakłócały konkurencję na rynkach, na koncern może zostać nałożona kara wynosząca nawet 10 procent rocznego dochodu. W lutym bieżącego roku Komisja Europejska zapowiedziała intensyfikację prac nad dochodzeniem i możliwie jak najszybsze opublikowanie jego rezultatów.

Przeciąganie się dochodzenia spowodowane jest, przynajmniej oficjalnie, dokładnym badaniem sprawy przez Komisję. Jak uzasadnia Margrethe Vestager, unijny komisarz ds. konkurencji, chodzi o to, by Komisja mogła obronić swoje racje przed Trybunałem Sprawiedliwości, gdy decyzja o ukaraniu Gazpromu zostanie przez koncern zaskarżona. Zapowiadanie przyspieszenie prac jest zaś rezultatem trwającego konfliktu na Ukrainie.

W ramach prowadzonego dochodzenia kontrolerzy KE przeprowadzili szereg niezapowiedzianych kontroli w biurach kontrahentów rosyjskiej spółki. W Polsce inspektorzy Komisji badali dokumentację PGNiG, Gaz – Systemu i będącej właścicielem polskiego odcinka gazociągu jamalskiego spółki EuRoPol Gaz. Już po zakończeniu tych kontroli, we wrześniu 2012 r. przedstawiciele Komisji Europejskiej informowali o wykryciu podejrzanych praktyk antykonkurencyjnych. Składać się na nie miały: podział rynku gazowego uniemożliwiający swobodny przepływ gazu pomiędzy państwami członkowskimi, blokowanie dywersyfikacji dostaw do krajów UE i narzucanie odbiorcom nieuczciwych, uzależnionych od cen ropy cen gazu. Ostatni z hipotetycznych zarzutów podnoszony był również przez PGNiG.

Konflikt na linii PGNiG-Gazprom został załagodzony przez podpisanie w listopadzie 2012 r. aneksu do kontraktu na dostawy gazu do Polski. Aneks dokonywał korekty przyjętej w kontrakcie formuły cenowej. Rosyjskie gazety informowały wówczas, że gaz do Polski trafiał będzie po cenach zbliżonych wówczas do niemieckich, to jest wynoszących ok. 450 – 500 dolarów za 1000 m.sześć. Dokładnie ustalenie treści aneksu nie jest możliwe, ze względu na jego tajny charakter. Wiadomo jednak, że zachowane została korelacja cen gazu i ropy oraz kontrowersyjna klauzula „take or pay”. Według Interfaxu w 2014 roku Polska płaciła za gaz od Gazpromu 379 dolarów za 1000 m3 a Niemcy 323 dolary za tę samą ilość.

Zawarcie aneksu z PGNiG miało według rosyjskich źródeł stanowić dla Gazpromu wsparcie w relacjach z Komisją Europejską. Analityk Raiffeisenbanku Andriej Poliszczuk oceniał wówczas, że decydując się na ustępstwa koncern utrzymać chce obowiązujące kontrakty i swój udział w europejskim rynku. Pokazuje to, że wola Gazpromu do stosowania się do obowiązujących w Europie zasad rośnie wprost proporcjonalnie do zagrożenia jego rynkowej pozycji.

Zdaniem Andrija Kobolewa, obecnego prezesa ukraińskiego Naftogazu, Gazprom nadużywa swojej pozycji dominującej również blokując połączenie rewersowe pomiędzy Słowacją, a Ukrainą. Na skutek takiego rozwiązania europejskie koncerny nie są w stanie dostarczać na Ukrainę wolumenu gazu adekwatnego do jej zapotrzebowania. Używane obecnie interkonektory (z Polską, Węgrami i tzw. mały rewers Wojany-Użhorod) są niewystarczające. Najlepszym dla Ukrainy rozwiązaniem byłoby zatem uruchomienie rewersu na drugim istniejącym połączeniu międzysystemowym pomiędzy Ukrainą, a Słowacją – Wielkie Kapuszany-Użhorod. Niestety, funkcję operatora tego odcinka przesyłowego pełni Gazprom. Prezes Naftogazu uważa, że Komisja Europejska powinna zażądać od Gazpromu przekazania zarządu nad tym gazociągiem Eustreamowi.

Realizacja takiego scenariusza wydaje się być jednak trudna i uzależniona od woli Gazpromu. Jest tego świadomy Miroslaw Bodnar, członek zarządu Eustream. W rozmowie z Energy Post poinformował, że ewentualne przejęcie zarządu nad problemowym odcinkiem sieci przesyłowej może nastąpić wyłącznie w wyniku trójstronnych negocjacji pomiędzy Gazpromem, Eustreamem i Ukrtransgaz (operatorem ukraińskiej sieci przesyłowej). Zbliżająca się publikacja ustaleń prowadzonego przeciwko Gazpromowi dochodzenia może tu stanowić dodatkowe wzmocnienie pozycji negocjacyjnej strony słowackiej i ukraińskiej.