Sawicki: Liberalizacja rynku gazu nie oznacza automatycznego wzrostu cen

1 kwietnia 2021, 07:31 Energetyka
PGNiG
fot. PGNiG

Proces liberalizacji rynku gazu w Polsce ma zakończyć się za trzy lata. Z początkiem 2024 roku ceny mają zostać uwolnione, a taryfy na obrót tym paliwem mają przejść  do przeszłości. Proces ten trwa w Polsce praktycznie od 17 lat. Czy uwolnienie cen gazu może oznaczać podwyżki cen dla odbiorców końcowych? Niekończenie. Dlaczego? Co z ustawą o zapasach? – odpowiedzi szuka Bartłomiej Sawicki redaktor BiznesAlert.pl.

Proces liberalizacji rynku gazu w Polsce

Liberalizacja  rynku gazu w Polsce rozpoczęła się w zasadzie w 2004 roku, kiedy to zapoczątkowano proces rozdzielenia usług sieciowych od działalności w zakresie sprzedaży gazu. Pozwoliło to wprowadzić tzw. zasadę TPA przejawiającą się m.in. w tym, że odbiorcy końcowi mogą wybrać sprzedawcę, od którego zakupią paliwo gazowe. Zasada ta na poziomie ustawowym obowiązuje w Polsce od 2004 roku dla przedsiębiorców i instytucji, oraz od 2007 roku dla gospodarstw domowych. Mimo upływu lat trzeba jednak powiedzieć, że rynek gazu nie jest jeszcze w pełni konkurencyjny i zliberalizowany. Od wielu lat Prezes URE prowadzi monitoring zmian sprzedawcy energii elektrycznej i gazu, z których wynika że w przypadku rynku gazu tak naprawdę dopiero od ok. 2011-2012 roku liczba zmian sprzedawcy była zauważalna. Pojawiało się coraz więcej podmiotów prywatnych, które mogły zaoferować na tyle konkurencyjną cenę, aby odbiorcy – przede wszystkim w segmencie odbiorców biznesowych – chcieli skorzystać ze swojego prawa do wyboru sprzedawcy. –  Przez wiele lat rynek utrzymywał się mniej więcej na podobnym poziomie, poziom konkurencji stopniowo, choć powoli rósł, ale żadne szczególne kroki w celu dalszej liberalizacji nie były podejmowane przez ustawodawcę.  Można powiedzieć, że pewnym przełomem był dopiero wyrok Trybunał Sprawiedliwości UE (TSUE) z 2015 roku ze skargi Komisji Europejskiej, w którym Trybunał stwierdził, że Polska uchybia postępowaniom dyrektywy gazowej z 2009 roku w zakresie stosowania taryf – powiedziała naszemu portalowi mecenas Karolina Wcisło-Karczewska z kancelarii Brysiewicz, Bokina, Sakławski i Wspólnicy.

Dywersyfikacja ma ochronić Polskę przed skokowym wzrostem cen gazu

Liberalizacja od strony gotowości prawnej

W wyroku tym TSUE stwierdził, że Polska nie powinna stosować systemu interwencji państwa w postaci obowiązku taryfowania sprzedaży gazu, w sytuacji gdy ten obowiązek nie jest ograniczony w czasie. Konkluzją generalną wyroku było zatem to, że Polska powinna wyznaczyć datę graniczną, kiedy zwolni spółki obrotu z zatwierdzania taryf. Jak wiemy, taka data została przyjęta w późniejszej nowelizacji Prawa energetycznego i w 2017 roku uwolniono obrót dla odbiorców biznesowych i instytucjonalnych, przy zachowaniu obowiązku taryfowania cen dla gospodarstw domowych do końca 2023 roku. –  Można więc powiedzieć, że w wymiarze odbiorcy końcowego jesteśmy na drodze do pełnej liberalizacji, choć należy się spodziewać, że po uwolnieniu taryf dla gospodarstw domowych –  przynajmniej w początkowym okresie – ceny gazu nieco wzrosną, bo takie są prawa rynku – dodaje rozmówczyni portalu. Tu jednak pojawia się istotna rola organów państwowych, które zgodnie z obowiązującą dyrektywą gazową, powinny zabezpieczyć tzw. odbiorców wrażliwych, zagrożonych ubóstwem energetycznym – wyjaśniła rozmówczyni portalu.

–  Na tym polu mamy jeszcze sporo do nadrobienia. Przykładowo, obowiązujący w Polsce system wsparcia w postaci dodatków energetycznych zgodnie z Prawem energetycznym funkcjonuje obecnie wyłącznie dla odbiorców wrażliwych energii elektrycznej. Dla odbiorców gazu taki system nie został przewidziany. Od strony prawnej nie jesteśmy więc w pełni przygotowani. Obecnie mamy zresztą także do czynienia z rewizją dyrektywy gazowej z 2009 roku – aktualnie na poziomie unijnym trwają publiczne konsultacje założeń do nowych przepisów. Wprawdzie nowa dyrektywa będzie odnosić się w dużej mierze do tzw. gazów odnawialnych (biometan, zdekarbonizowany wodór), jednak jednym z jej celów generalnych jest także dalszy rozwój konkurencyjnego rynku gazu. Dalsza liberalizacja będzie zatem nieunikniona – podkreśliła Karolina Wcisło-Karczewska.

Ceny wzrosną czy spadną?

Analityk DM mBanku Kamil Kliszcz w komentarzu dla BiznesAlert.pl powiedział, że obecnie trudno jest przewidzieć jak liberalizacja rynku gazu wpłynie na ceny dla gospodarstw domowych. Zależy to od miejsca, w którym będziemy w zależności od cen rynkowych. Ceny regulowane zmieniają się w niewielkim stopniu w relacji do tego, co dzieje się na całym rynku. Regulator energetyczny stara się niwelować skutki rynkowych zawirowań taryf.

Obecnie po spadkach giełdowych cen gazu, które nastąpiły dwa lata temu, regulowane ceny dla odbiorców domowych zbliżyły się do rynkowych. Obecnie gaz ponownie zaczął jednak drożeć, dlatego też przyszłoroczne taryfy będą musiały to odzwierciedlić. Trudno jest więc powiedzieć, jak będzie wyglądać sytuacja w 2024 roku – powiedział analityk dodając jednak, że po 2024 roku marże dostawców zapewne nieco wzrosną. – Należy pamiętać, że przy taryfowym modelu, ceny nie dają szansy na wysokie marże. Przez ostatnie dwa lata ceny spadły, a więc PGNiG odzyskał rentowność na klientach domowych. Oczekiwanie jednak, że po liberalizacji ceny spadną nie jest uzasadnione. Muszą one po pierwsze odzwierciedlać sytuację na rynku i zapewniać marże sprzedawcom. Jeśli sytuacja się ustabilizuje i będą warunki do rozwoju biznesu, alternatywni gracze będą chętnie wchodzić na rynek gospodarstw domowych. Wówczas konkurencja będzie wymuszać optymalizację cen – powiedział.

Jego zdaniem na rynku może pojawić się konkurencja, ale dopiero wtedy, gdy marża będzie satysfakcjonująca. – Jeśli patrzylibyśmy tylko na rok poprzedni, a liberalizacja następowałaby w tym roku, to ceny mogłyby spadać. To jednak funkcja wielu zmiennych – wskazał.

W odpowiedzi na pytanie redakcji czy ceny gazu wzrosną po liberalizacji rynku, PGNiG podkreśla, że proces ten do 2024 roku doprowadzi do większego urynkowienia cen gazu dla odbiorców domowych – Ceny te będą w większym stopniu odzwierciedlały ceny na rynkach Europy Zachodniej i będą dynamiczniej reagować na zmiany zachodzące na tych rynkach, niż ma to miejsce w przypadku administracyjnie zatwierdzanych cen taryfowych – podkreśla koncern.

Względna sztywność cen taryfowych powoduje, że w pewnych okresach są one wyższe niż ceny rynkowe, w innych – niższe. – Nie ma możliwości, żeby powiedzieć, jak ta relacja będzie wyglądać na początku 2024 roku, dlatego nie możemy odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Należy jednak podkreślić, że na konkurencyjnym rynku nie ma możliwości narzucania zawyżonych cen odbiorcom – dodaje spółka.

Warto też zwrócić uwagę na działania PGNiG mające na celu dywersyfikację źródeł dostaw gazu do Polski. – Praktyka rynkowa, szczególnie w Europie, pokazuje, że dywersyfikacja źródeł dostaw gazu pozwala na utrzymanie cen, które są wysoce skorelowane z cenami odnotowywanymi w najbardziej płynnych europejskich hubach gazowych – czytamy w komentarzu dla portalu.

PGNiG zastrzega, że trudno z perspektywy roku 2021 przewidzieć jak będzie kształtował się popyt na gaz w Europie za kilka i kilkanaście lat. Firma dostrzega jednak zjawiska na rynku globalnym związane z procesem dekarbonizacji, które mogą dać możliwość zaspokojenia rosnącego popytu wewnętrznego importem z atrakcyjnych cenowo źródeł. – Na możliwość pozyskiwania przez PGNiG gazu na rynku globalnym szczególny wpływ ma trwająca rozbudowa terminalu LNG w Świnoujściu – dodaje koncern.

Przez ostatnie lata Polska była uzależniona od cen gazu, które były dyktowane na wschodzie, a nie miały odzwierciedlenia w sytuacji na rynku europejskim pomimo członkowska w UE już od 17 lat. Obecnie cena, po której PGNiG pozyskuje gaz, jest zbliżona do ceny na rynku europejskim. – Wynika to z odpowiedniego zarządzania portfelem kontraktów importowych oraz zakupów realizowanych na rynku spotowym gazu, w tym również LNG – podkreśla PGNiG. Największy wpływ na zmianę formuły cenowej i rozliczanie po cenach europejskich miało wygrane postępowanie arbitrażowe, którego wynik został ogłoszony w marcu 2020 roku, poprawiło ono sytuację PGNiG w tym zakresie. Wcześniej pozyskanie gazu po cenach zbliżonych do cen na rynku europejskim nie było możliwe, nawet przy najlepszym możliwym zarządzaniu źródłami pozyskania gazu przez PGNiG.

 

PGNiG wygrał z Gazpromem. Rosjanie będą musieli zwrócić ok. 1,5 mld dolarów

 

Czy LNG obniży cenę gazu?

W 2020 roku ponad 25 procent gazu ziemnego sprowadzanego przez PGNiG zza granicy to LNG. Import skroplonego gazu ziemnego w 2020 roku wyniósł ponad 3,76 mld m sześc. po regazyfikacji, co stanowi wzrost o blisko 10 procent w porównaniu z 2019 rokiem. W samym roku 2020 odebrano 35 dostaw, o cztery więcej niż rok wcześniej. Oprócz kierunku amerykańskiego, katarskiego i norweskiego, pojawiły się nowe dostawy LNG pochodzące z Trynidadu i Tobago oraz Nigerii.

Należy pamiętać, że rynek LNG, szczególnie spotowy, jest dynamicznym, o czym mogliśmy się przekonać obserwując liczbę dostaw kierowanych do Azji podczas ostatniej zimy, co było odpowiedzią na falę chłodów w tym regionie i wysokie zapotrzebowanie na gaz do celów wytwórczych energii elektrycznej.

– Rosnące zdolności skraplania gazu ziemnego na świecie pokazują, że na rynku spotowym będziemy mieć dostęp do wielu zróżnicowanych źródeł podaży, co jest czynnikiem mogącym zwiększyć atrakcyjność oferowanych dla nas cen. Część naszych kontraktów na dostawy amerykańskiego LNG będzie realizowana na zasadach FOB (Free on Borad – a więc to zmawiający będzie odpowiadał za gazowiec po załadowaniu w porcie macierzystym -red.). Sprowadzenie tego gazu na rynek polski lub jego sprzedaż na globalnym rynku LNG będzie przedmiotem optymalizacji portfela PGNiG. Taka możliwość wpływa korzystnie na cenę pozyskania gazu na rynek polski przez PGNiG – wyjaśnia spółka.- Nie da się stwierdzić, czy ceny importu z tych kierunków będą rosnąć czy spadać. Ceny będą odwzorowywały zmienność cen w najbardziej płynnych hubach gazowych Europy Zachodniej i światowych – podkreśla spółka.

 

Sawicki: Amerykanie ujawniają cenę LNG dla Polski

 

Rynek gazu w 2024 roku. Jak będzie wyglądał?

W 2024 roku gaz dla PGNiG będzie dostarczany przede wszystkim przez gazociąg z Norwegii, a więc Baltic Pipe o przepustowości do 10 mld m sześc., oraz terminal LNG w Świnoujściu. Pod koniec 2023 roku ma zakończyć się jego rozbudowa, która pozwoli sprowadzać dzięki temu obiektowi 8,3 mld m sześc.

PGNiG zakłada, że popyt na gaz ziemny będzie rosnąć, przede wszystkim ze strony elektroenergetyki i ciepłownictwa, co ma związek z dekarbonizacją polskiej gospodarki. PGNiG nie publikuje prognoz, jednak biorąc pod uwagę, zapotrzebowanie na paliwo gazowe bloków już istniejących i tych, które są w trakcie realizacji lub zaawansowanych analiz, zapotrzebowanie energetyki na gaz ziemny może w horyzoncie 2028-2030 sięgnąć 5-6 mld m sześc .rocznie.

Z kolei z przeprowadzonych przez Gaz-System analiz wynika, że w perspektywie najbliższych 10-13 lat w Polsce odnotujemy wzrost popytu na gaz  o około 60  procent  w stosunku rocznym, w porównaniu do stanu dzisiejszego. Największy wzrost zapotrzebowania rynku na gaz w tej perspektywie czasowej będzie wynikał z procesu transformacji w sektorze elektroenergetycznym.

W sytuacji, kiedy jednak zapotrzebowanie okaże się wyższe, Gaz-System już teraz pracuje nad projektem drugiego gazoportu, pływającej jednostki (FSRU) w Zatoce Gdańskiej, której moc mogłaby wynieść 4,5 mld m sześc., a powinna rozpocząć pracę w latach 2026-2027.

Zapytaliśmy także o stan realizacji prac nad tym projektem. Jeśli chodzi o jego część lądową, to obecnie trwa projektowanie gazociągów lądowych relacji Kolnik – Gdańsk i Gustorzyn – Wicko, które w przyszłości rozprowadzą po Polsce gaz dostarczony przez jednostkę FSRU, która będzie znajdowała się w Zatoce Gdańskiej.

– Dokładne prognozy dotyczące rozwoju rynku gazu w Polsce na najbliższe dziesięć lat zostaną opublikowane w Krajowym  dziesięcioletnim planie rozwoju na lata 2022-2031, którego projekt będzie konsultowany z rynkiem w kwietniu tego roku – tłumaczy operator gazowy w odpowiedzi na pytania redakcji.

Ustawa o zapasach a konkurencja na rynku gazu

Do 2023 roku Polska będzie mieć rozbudowane połączenia z sąsiadami, Baltic Pipe, gazociągi z Litwy i na Słowację. – Aby ten rynek mógł jednak w pełni zaistnieć, musi pokonać jeszcze jedną istotną barierę. Chodzi o tzw. ustawę o zapasach po nowelizacji z 2017 roku, która zatrzymała de facto rozwój konkurencji na rynku i stała się przedmiotem zastrzeżeń Komisji Europejskiej – podkreśla mecenas Wcisło-Karczewska.

Z kolei jak wskazują dane Urzędu Regulacji Energetyki, na dzień 24 marca 2021 roku koncesję na obrót paliwami gazowymi posiadały 182 podmioty. PGNiG Obrót Detaliczny, działające na rynku detalicznym w 2020 oku, zwiększyło liczbę klientów do ponad 7,05 mln, co oznacza wzrost o 1,5 procent względem 2019 roku. Wśród klientów PGNiG OD są zarówno odbiorcy taryfowi (odbiorcy domowi), jak i instytucjonalni, dla których obowiązek taryfowania zniesiono w październiku 2017 roku.

Przypomnijmy, że za pomocą tej nowelizacji Ustawy o zapasach, ustawodawca wprowadził obowiązek utrzymywania zapasów obowiązkowych paliwa gazowego dla wszystkich, nawet najmniejszych podmiotów sprowadzających paliwa gazowe z zagranicy (poprzednio obowiązek ten wykonywał tylko PGNIG z uwagi na znaczne ilości przywożonego paliwa).

Zdaniem rozmówczyni portalu należy zauważyć, że żadna ze wskazanych w ustawie możliwości utrzymywania zapasów obowiązkowych gazu nie stanowiła i nie stanowi nadal satysfakcjonującego kosztowo rozwiązania dla importerów gazu. Pierwszą z takich możliwości jest utrzymywanie zapasów na terenie Polski. – Ponieważ jednak w Polsce istnieje wyłącznie jeden podmiot posiadający magazyny gazu (Gaz Storage Poland sp. z o.o. – podmiot z GK PGNIG), ciężko jest mówić o konkurencyjności cen, a ponadto konieczne jest wykupienie tzw. pakietów, często dłuższych niż sam obowiązek wynikający z ustawy o zapasach, który jest realizowany w cyklach rocznych – podkreśla mecenas. Po drugie, ustawa dopuszcza utrzymywanie zapasów gazu w magazynach za granicą, problem jednak w tym, że zgodnie z przepisami wiąże się to dodatkowo z koniecznością zapewnienia ciągłych zdolności przesyłowych za granicą (do wejścia do krajowego systemu gazowego), przez cały okres, w którym dany podmiot jest zobowiązany do utrzymywania zapasów.

– Co więcej, zgodnie z ustawą, zdolności te mogą być wykorzystane wyłącznie na potrzeby dostarczania zapasów i nie mogą być wykorzystane na cele handlowe. Takie ograniczenie ciężko jest zrozumieć. Jako trzecią możliwość wprowadzono jeszcze tzw. usługę biletową, która w uproszczeniu polega na tym, że podmiot zobowiązany do utrzymywania zapasów może zlecić podmiotowi trzeciemu utrzymywanie zapasów obowiązkowych w swoim imieniu (taką usługę świadczy PGNiG). Jest to zatem swego rodzaju pośrednictwo, które jak można się spodziewać również nie stanowi realnej alternatywy kosztowej. Co oczywiste, taki stan rzeczy spowodował znaczny wzrost kosztów działalności spółek zajmujących się obrotem gazem z zagranicą i sprzedażą gazu w Polsce. Po wejściu w życie nowelizacji, wiele z podmiotów, które dotychczas aktywnie działały na rynku, zawnioskowało do Prezesa URE o cofnięcie koncesji na obrót gazem ziemnym z zagranicą, a część nawet jeśli formalnie zachowuje koncesję, to nie prowadzi już aktywnej działalności  – powiedziała Karolina Wcisło-Karczewska.

W sierpniu 2020 roku pojawił się projekt nowelizacji Ustawy o zapasach, która ma odpowiadać na wcześniejsze zastrzeżenia Komisji Europejskiej. Zmiany dotyczą jednak w zasadzie tylko działalności regazyfikacji lub przeładunku skroplonego gazu ziemnego LNG, dla którego obowiązek magazynowania będzie stopniowo zmniejszany. – Nowelizacja ta nie załatwia sprawy i nadal te rygorystyczne warunki magazynowania gazu w Polsce pozostają. Z punktu widzenia prawnego, jest to na ten moment jedna z istotnych barier stojących na drodze do liberalizacji rynku gazu w Polsce – kończy Karolina Wcisło-Karczewska.

Jakie jest więc zdanie PGNiG, które w opinii wielu ekspertów korzysta na obecnej sytuacji prawnej? Zdaniem koncernu obowiązująca ustawa o zapasach w pełni realizuje podstawowy cel regulacji polegający na zapewnieniu bezpieczeństwa dostaw gazu do odbiorców. Zmiany wprowadzone w ustawie w latach 2016-2017 zapobiegły obchodzeniu obowiązku zapasowego poprzez tzw. wyciekanie obrotu gazem poza granice Polski, czego konsekwencją był spadek poziomu utrzymywanych zapasów obowiązkowych w latach 2013-2017.

Odnosząc się do kwestii potrzeby funkcjonowania Ustawy o zapasach po roku 2022 PGNiG zwraca uwagę na to, że zapasy obowiązkowe stanowią element całego systemu bezpieczeństwa dostaw, budowanego w oparciu o wymogi wynikające z unijnego Rozporządzenia SoS. – Zgodnie z rozporządzeniem państwa członkowskie są zobowiązane do zagwarantowania realizacji standardu dostaw przynajmniej dla odbiorców chronionych. Standard ten wymaga pokrycia zapotrzebowania w sytuacjach wyjątkowych, obejmujących m.in. wystąpienie zakłócenia funkcjonowania największej infrastruktury gazowej. Zapasy obowiązkowe stanowią środek pozwalający na faktyczną realizację dostaw w takiej sytuacji – wyjaśnia spółka w odpowiedzi na pytania redakcji.

Po drugie, prognozy wskazują, że konsumpcja gazu w Polsce, w tym konsumpcja gazu przez odbiorców chronionych, będzie rosła. – W najnowszej wersji Krajowego dziesięcioletniego planu rozwoju systemu przesyłowego gazowego zakłada się 60-proc. wzrost popytu na gaz w Polsce w perspektywie 10-13 lat – podkreśla w odpowiedzi PGNiG.

– Z tego względu, niezależnie od kontynuacji procesu dywersyfikacji źródeł dostaw gazu ziemnego do Polski, po wygaśnięciu kontraktu jamalskiego nadal zasadne będzie utrzymanie pewnej formy zapasów obowiązkowych gwarantujących bezpieczeństwo dostaw do odbiorców chronionych w zmieniającym się otoczeniu rynkowym – uważa koncern.

*O ustawę i zapasach zapytaliśmy także ministerstwo klimatu i środowiska odpowiedziane w Polsce za prawo energetyczne. Resort przypomina, że  2020 roku opracowano projekt zmian w ustawie o zapasach, który został poddany – szerokim i cieszącym się dużym zainteresowaniem rynku – konsultacjom publicznym. W oparciu o otrzymane w ramach tych konsultacji stanowiska, podjęta została decyzja o zmianie koncepcji i wprowadzeniu głębszych korekt w systemie zapasów obowiązkowych w Polsce. Obecnie trwają prace koncepcyjne, które pozwolą na jak najpełniejsze uwzględnienie kluczowych postulatów zgłaszanych w ramach konsultacji publicznych – czytamy w odpowiedzi na pytania redakcji. Ministerstwo planuje, że projekt ustawy zostanie przyjęty przez Radę Ministrów w drugiej połowie 2022 roku.

Zajdler: Nowela ustawy o zapasach nie odblokuje rynku gazu w Polsce

Okiem twórców i nadzorców rynku

W kontekście ew. wzrostu cen gazu ministerstwo klimatu i środowiska pracuje nad rozwiązaniem mającym chronić odbiorców chronionych, a szczególnie tych zagrożonych ubóstwem energetycznym. Chodzi nie tylko o użytkowników energii elektrycznej, ale także gazu ziemnego. Taka propozycja powinna być znana do końca tego półrocza, kiedy powołany do tego zespół w resorcie ma przygotować odpowiednią rekomendację prawną.

*- Przeciwdziałanie ubóstwu energetycznemu pozostaje  jednym z kluczowych wyzwań polskiej polityki energetycznej. Powołany przez ministra klimatu i środowiska w lutym tego roku zespół ds. wsparcia odbiorcy wrażliwego energii elektrycznej i gazu ziemnego oraz redukcji ubóstwa energetycznego na bieżąco monitoruje i analizuje sytuację odbiorców wrażliwych i skuteczność już funkcjonujących mechanizmów wsparcia – czytamy w odpowiedzi na pytania redakcji ze strony resortu. Urząd Regulacji Energetyki także przypomniał w odpowiedzi na pytania BiznesAlert.pl , że Prezes URE jest jednym z członków zespołu ds. wsparcia odbiorcy wrażliwego energii elektrycznej i gazu ziemnego oraz redukcji ubóstwa energetycznego, powołanego przez ministra klimatu i środowiska. Efektem prac tego zespołu ma być m.in. opracowanie nowej lub zmodernizowanie dotychczasowej koncepcji wsparcia odbiorcy wrażliwego paliw gazowych.

* Czy będą do 2024 roku jeszcze działania że strony resortu dot. przygotowania Polski na liberalizację rynku gazu? ministerstwo klimatu i środowiska przeprowadziło szerokie konsultacje sektorowe, których celem było zidentyfikowanie potencjalnych barier dla rozwoju rynku gazu ziemnego w Polsce i jego liberalizacji. – Obecnie analizujemy otrzymane w ramach konsultacji uwagi i sugestie. Na ich podstawie będą kształtowane dalsze decyzje w zakresie uwalniania rynku gazu ziemnego w Polsce – czytamy w odpowiedzi na nasze pytania. Zapowiada to więc kolejne działania legislacyjne przed uwolnieniem rynku gazu w 2024 roku.

Natomiast Prezes Urzędu Regulacji Energetyki w przypadku stwierdzenia, że przedsiębiorstwo posiadające koncesję na obrót gazem ziemnym, wykonuje działalność koncesjonowaną z rażącym naruszeniem warunków określonych w tej koncesji lub innych warunków wykonywania koncesjonowanej działalności gospodarczej określone przepisami prawa, może cofnąć koncesję

Wciąż czekamy na deklaracje resortu co do przyszłości opisanej Ustawy o zapasach. Kluczowe zadanie przygotowania Polski na liberalizację rynku powinno należeć także do URE, które na bieżąco monitoruje sytuację cenową na polskim rynku. Więcej o stanowisku ministerstwa klimatu i środowiska oraz Urzędzie Regulacji Energetyki można przeczytać w tekście: Ministerstwo klimatu i środowiska nie wyklucza zmian w prawie przed liberalizacją rynku gazu w Polsce

*Komentarze ministerstwa klimatu i środowiska, a także Urzędu Regulacji Energetyki dodano już po publikacji materiału.

Ministerstwo klimatu i środowiska nie wyklucza zmian w prawie przed liberalizacją rynku gazu w Polsce