Marszałkowski: Polska potrzebuje Marynarki Wojennej do obrony elektrowni jądrowej (ANALIZA)

29 grudnia 2021, 07:35 Atom
ORP Kościuszko. Fot. BBN
ORP Kościuszko. Fot. BBN

Czy potencjalna elektrownia jądrowa w gminie Choczewo jest dostatecznie chroniona przed tewentualnymi zagrożeniami militarnymi? Najbardziej optymalnym i właściwym wyjściem wydaje się ochrona instalacji energetycznych zlokalizowanych na północy przez Marynarkę Wojenną z wykorzystaniem planowanych fregat, które mają być pozyskane w ramach programu Miecznik – pisze Mariusz Marszałkowski, redaktor BiznesAlert.pl.

Atak na polski atom?

Elektrownia jądrowa budowana w oparciu o technologię 3+ jest w pełni bezpieczna podczas całego cyklu eksploatacji takiej siłowni. Jej konstrukcja zapewnia bezpieczeństwo w cyklu technologicznym i na wypadek działań sił zewnętrznych. W Polsce nie ma ryzyka natury środowiskowej, jak np. trzęsienia ziemi czy tsunami, ale istnieją zagrożenia natury polityczno-militarnej.

Opowieści o niszczeniu infrastruktury krytycznej są historiami z natury political-fiction, jednak wydarzenia ostatnich lat w naszej części Europy pokazują, że niczego nie można wykluczyć, zwłaszcza mając takich sąsiadów jak Rosja czy Białoruś. Podczas regularnie prowadzonych ćwiczeń wojskowych sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej czy Białorusi jednym ze scenariuszy jest niszczenie infrastruktury krytycznej potencjalnego przeciwnika, czytaj państw NATO. Chodzi o ważne zakłady przemysłowe, mosty ale także infrastruktura energetyczna. W tym kontekście należy przyjrzeć się zabezpieczeniu funkcjonowania polskiej elektrowni jądrowej.

Lokalizacja elektrowni jądrowej Lubiatowo Kopalino

Lokalizacja elektrowni jądrowej Lubiatowo-Kopalino. Źródło: PZPOM

Preferowana lokalizacja pierwszej elektrowni jądrowej w Polsce to Lubiatowo-Kopalino w gminie Choczewo znajdująca się około 4 kilometry od wybrzeża Morza Bałtyckiego. Stamtąd w linii prostej jest około 140 km do Obwodu Królewieckiego. Odległość ta wydaje się z pozoru duża, jednak biorąc pod uwagę arsenał będący w dyspozycji Rosji już tak nie jest.

Rosjanie dyslokowani w eksklawie bałtyckiej wyposażeni są w odpowiednie systemy uzbrojenia, które potencjalnie mogłyby dosięgnąć elektrowni w gminie Choczewo. Należy jednocześnie zaznaczyć, że w kontekście polskiego położenia geograficznego brakuje obszaru, który byłby całkowicie wolny od efektywnego zasięgu rosyjskich systemów uzbrojenia, jednak nadmorska lokalizacja atomu powoduje, że wachlarz potencjalnych możliwości jest odpowiednio większy.

Umieszczenie elektrowni w bezpośredniej bliskości morza powoduje, że znajduje się ona w zasięgu ostrzału klasycznego, artyleryjskiego uzbrojenia okrętów Floty Bałtyckiej, m.in. armaty A-190 będącej na uzbrojeniu korwet typu Bujan-M mającej zasięg teoretyczny sięgający 20 km. Jednak to nie klasyczne uzbrojenie artyleryjskie jest zagrożeniem, a cała paleta pocisków rakietowych od tych bazowania lądowego, przez morskie i powietrzne. W ostatnich latach Rosjanie intensywnie przezbrajali swoje siły zbrojne w nowe typy uzbrojenia rakietowego. Tylko z ogólnodostępnych źródeł wiemy, że w Obwodzie Królewieckim stacjonują nowe systemy taktycznych rakiet balistycznych Iskander M oraz systemy Iskander K (mające na wyposażeniu rakiety manewrujące o znacznie wydłużonym zasięgu lotu). Dodatkowo Rosjanie posiadają w składzie Floty Bałtyckiej nadbrzeżne systemy rakietowe przeznaczone w pierwszej kolejności do zwalczania sił nawodnych, jednak dysponujących możliwością ataku na cele lądowe. Są to systemy Bał i Bastion a także starsze Redut. Wszystkie trzy systemy są w stanie dosięgnąć elektrownię w gminie Choczewo.

Zdecydowanie bardziej skomplikowana jest sytuacja z atakiem rakietowym, którego wykonawcami byłyby statki powietrzne. Bez wątpienia Rosjanie trenują możliwości rakietowych ataków w głąb terytorium Polski z kierunku północnego. Służą temu regularne loty bombowców strategicznych, jak Tu-160, Tu-22M, czy Tu-95M. Przykładowo, zasięg rakiet Ch-101 przekracza ponad 1000 km powodując, że teoretycznie mogą w momencie wystrzelenia pocisków znajdować się daleko poza strefą oddziaływania sojuszniczej Obrony Przeciwlotniczej (OPL). Teoretycznie, gdyż przelot tych samolotów musiałby odbywać się w przestrzeni nad Morzem Bałtyckim, otoczonym państwami NATO lub neutralnymi. Niemniej jednak, przy uwzględnieniu precyzyjnego ataku z zaskoczenia, jest możliwość zastosowania właśnie tych nosicieli do potencjalnego ataku na różnoraką infrastrukturę znajdującą się na terytorium Polski.

Lokalizacja elektrowni jądrowej Lubiatowo Kopalino

Lokalizacja elektrowni jądrowej Lubiatowo Kopalino z dokumentacji Polskiej Grupy Energetycznej

Rosjanie mogą również wykorzystać swój potencjał morski. Większość nowych rosyjskich okrętów bojowych wyposażana jest w wyrzutnie pocisków Kalibr. Jest to rakieta manewrująca, która wystrzeliwana jest z okrętów. Małe okręty typu Bujan-M wyposażone są w 8 kontenerów startowych do takich rakiet. Nie jest oficjalnie znany ich zasięg, jednak z pewnością przekracza on 1000 km.

Jak bronić elektrownię jądrową i nie tylko przed takimi zagrożeniami? Nie tylko, gdyż warto wspomnieć, że w gminie Choczewo poza siłownią jądrową powstanie nie mniej ważna instalacja – Stacja Energetyczna Choczewo, która będzie przedsionkiem dostaw energii elektrycznej wyprodukowanej z morskich farm wiatrowych do polskiego systemu elektroenergetycznego. Od niej poprzez linie wysokiego napięcia 400 KV energia jądrowa będzie przesyłana do Polski środkowej i południowej. Każdy problem tego obiektu może mieć wpływ na stan Krajowego Systemu Elektroenergetycznego. Ważne jest zatem odpowiednie zabezpieczenie obszaru tak newralgicznego z punktu widzenia bezpieczeństwa państwa. Jest tak szczególnie dlatego, że lądowa OPL funkcjonująca w obecnym kształcie i z wykorzystaniem obecnego sprzętu nie jest w stanie ochronić tak ważnej infrastruktury. Systemy WEGA, KUB czy NEWA nie odpowiadają na zagrożenie ze strony współczesnych systemów ofensywnych będących w dyspozycji Rosjan. Ochrona polskiego nieba z użyciem istniejącego sprzętu jest jedynie ułudą bezpieczeństwa. Również potencjał Marynarki Wojennej, której jednym z głównych zadań powinno być zabezpieczenie przeciwlotnicze północnych rubieży naszego państwa, pozostawia wiele do życzenia. Jedyne okręty Polskiej Marynarki Wojennej zdolne do strefowej ochrony przeciwlotniczej, czyli fregaty Oliver Hazard Perry – ORP Gen. T. Kościuszko oraz ORP Gen. K. Pułaski nie posiadają z powodu końca resursów swojego głównego oręża przeciwlotniczego – rakiety SM-1MR.

Niestety sytuacja w najbliższej przyszłości nie rysuje się najlepiej. Pomimo, iż podpisano kontrakt na zakup amerykańskich systemów obrony przeciwlotniczej i przeciwrakietowej Patriot, ich ilość nie zapewni skutecznej ochrony wszystkich najważniejszych obiektów w Polsce. Warto przypomnieć, że pierwsza faza zakupu OPL w ramach programu Wisła składa się jedynie z dwóch baterii po dwa tzw. Fire Units. Te systemy będą miały za zadanie w głównej mierze chronić przed atakiem z powietrza Warszawy i oddziałów wojskowych zlokalizowanych na północnym wschodzie i wschodzie. Wątpliwe jest, aby wystarczyło jeszcze możliwości do obrony całego obszaru Trójmiasta oraz przyszłej lokalizacji polskiej elektrowni jądrowej. Podobnie jest z systemem OPL krótkiego zasięgu kryptonim Narew. W tej sprawie nie doszło do podpisania póki co żadnego kontraktu, nieznany jest zatem zakres ilościowy ani czas dostawy ewentualnych zestawów.

Polska potrzebuje Marynarki Wojennej

Najbardziej optymalnym i właściwym wyjściem wydaje się ochrona instalacji energetycznych zlokalizowanych na północy przez Marynarkę Wojenną z wykorzystaniem planowanych fregat, które mają być pozyskane w ramach programu Miecznik. Ze względu na to, że okręty te w naturalny sposób operują na kierunku północnym, a ich specyfiką zgodnie z zapowiedziami, ma być obrona przeciwlotnicza i przeciwrakietowa, jednostki te w idealny sposób wpisują się w system OPL północnej części Polski. Okręty te działać mogą w sposób autonomiczny, nawet gdyby były pozbawione dostępu do informacji i danych pochodzących z innych, np. lądowych systemów wykrywania.

Jednak nawet przy pełnym powodzeniu projektu, czyli budowie trzech okrętów, zasoby te mogą okazać się niewystarczające. Jednakże nawet obecność jednego okrętu znacznie zmienia sytuację bezpieczeństwa instalacji znajdujących się na polskim wybrzeżu. Przede wszystkim wymusza na potencjalnym przeciwniku zaangażowania większych sił i środków na tym kierunku. To jednocześnie daje pewną przestrzeń w innych obszarach, np. północno-wschodnim, który z perspektywy potencjalnej wojny jest kluczowy.

Warto również rozwinąć ochronę infrastruktury tak kluczowej jak elektrownia jądrowa. Ciekawy jest przykład ochrony Elektrowni Ostrowiec na Białorusi. Równolegle z budową elektrowni jądrowej, strona białoruska stworzyła od podstaw nową jednostkę wojskową w ramach 1146 pułku przeciwlotniczego uzbrojoną, m.in. w systemy Tor-M2 oraz trzy dodatkowe posterunki z kierunku zachodniego, północnego i północno-wschodniego. Tymczasem wokół Choczewa nie jest planowana póki co lokalizacja nowych jednostek wojskowych przeznaczonych do ochrony przeciwlotniczej pierwszej polskiej elektrowni jądrowej.

Lokalizacja nowych jednostek wojskowych przeznaczonych do ochrony elektrowni jądrowej w białoruskim Ostrowcu

 

Rosyjskie bombowce prowokują nad platformą wiertniczą na Bałtyku (WIDEO)