Sawicki: Słoneczna rewolucja w Polsce zbliża się do ściany. Tak źle i tak nie dobrze

21 lipca 2021, 07:30 Energetyka
Panele fotowoltaiczne. Mikroinstalacja OZE. Fot. Bartłomiej Sawicki/BiznesAlert.pl
Panele fotowoltaiczne. Mikroinstalacja OZE. Fot. Bartłomiej Sawicki/BiznesAlert.pl

Sejmowa komisja energii, klimatu i aktywów państwowych powołała we wtorek specjalną podkomisję, która zajmie się poselskim projektem zmiany ustawy o OZE. Wprowadza instytucję prosumentów zbiorowych oraz wirtualnych, a także zmienia zapisy rozliczeń prosumentów indywidulanych. Z jednej strony niemal niekontrolowany wzrost liczby mikroinstalacji przy jednoczesnej niewydolności systemu dystrybucyjnego może zahamować rozwój domowej fotowoltaiki. Z drugiej możliwe jest przegrzanie krajowego systemu elektronergetycznego – pisze Bartłomiej Sawicki redaktor BiznesAlert.pl.

Jak działają mikroinstalacje fotowoltaiczne obecnie?

Obecnie odbiorca i producent energii z mikroinstalacji fotowoltaicznej oddaje w ciągu dnia 100 procent wyprodukowanej energii, a wieczorem odbiera 80 procent z niej. Z jednej strony pozwala odbiorcom na magazynowanie energii w sieciach, a spółkom energetycznym w czasie letnich dni pokrywać rosnące zapotrzebowanie. Przy tym Polska potrzebuje coraz więcej Odnawialnych Źródeł Energii (OZE), aby spełnić unijne cel ich udziału w wytwórstwie, a fotowoltaika pozwala na szybkie jego zwiększenie.

Koniec słonecznego Eldorado na polskich dachach?

Jak zmienić funkcjonowanie mikroinstalacji?

Ten system musi zostać jednak zmieniony. Operatorzy sieci dystrybucyjnych już teraz mają trudności z podłączeniem nowych instalacji do sieci. Zdarza się nierzadko, że dochodzi o nagłych wyłączeń w związku energią rosnącą w sieciach i dużą liczbą podłączonych instalacji fotowoltaicznych. Sieci dystrybucyjne w obecnym stanie nie są dostosowane do taki dużej mocy, które – z natury OZE – nie są sterowalne. Co więcej, obecny system skłania do budowy przeskalowanych inwestycji, często o 25 – 30 procent większych niż wynika to z potrzeb budynku. Z jednej strony dają wówczas gwarancję darmowej energii właścicielowi budynku bez względu na to ile zużyje energii, z drugiej jednak strony może rozkołysać system energetyczny, kiedy tak duża instalacja przestanie pracować ze względu na warunki pogodowe. Powstaje zatem wyzwanie zabezpieczenia producenta w energię, gdy nie będzie miał własnej. To utrudnienie z punktu widzenia wyprowadzenia samej energii, a także zarządzania i planowania wykorzystania mocy.

Czy opusty domowej fotowoltaiki będą obowiązywać jednak do 2023 roku? Znamy pierwsze propozycje zmian

Sieci dochodzą do kresu możliwości

Co więcej zgodnie z Polityką Energetyczną Polski do 2040 roku w 2025 roku moc fotowoltaiki miała wynieść 5,1 GW. Już teraz na koniec czerwca jest ponad 5 GW w tym źródle z czego 3,7 GW to mikroinstalacje. Należy przypomnieć o aukcjach OZE, które pozwolą na powstanie także dużych mocy w PV co pozwoli na przekroczenie 5 GW mocy. Ten pułap – jak powiedział Piotr Naimski pełnomocni rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej pojawił się nie przypadkowo. To wynika z symulacji obliczeń wytrzymałości systemu energetycznego. Pojemność sieci jest ograniczona, albowiem to sieci traktowane są jako magazyn energii przez właścicieli mikroinistalacji. W konsekwencji operatorzy sieci dystrybucyjnych mogą odmówić przyłączeń nowych mikroinstlacji lub mogą wyłączać takie instalacje, za co będzie trzeba płacić. Co więc zrobić? Po pierwsze należy zadbać o konsumpcje energii na miejscu jej wytwarzania. Stąd zapowiedzi ministerstwa klimatu i środowiska dot. programu Mój Prąd 4.0. który będzie uwzględniał magazyny energii, nie wykluczone, że także pompy ciepła czy ładowarki pojazdów elektrycznych. Po drugie należy skontrolować rewolucję fotowoltaiczną, tak aby nie doprowadziła do przegrzania Krajowego Systemu Energetycznego i zmniejszyć przeskalowanie mikroinstlacji. Mówiąc innymi słowami większa instalacja w naszym domu, może ograniczyć dostęp do sieci naszemu sąsiadowi. Od jesieni 2019 roku mamy co roku 100-200 procentowy przyrost mocy nowych instalacji, a modernizacja sieci dystrybucyjnych nie ma szans nadążyć za zmianami. Inwestycje w majątek sieciowy i linie to jeden z głównych zadań inwestycyjnych spółek na lata 20. Środki na te inwestycje będą dostępne dzięki Funduszowi Odbudowy, Funduszowi Modernizacyjnemu, Europejskiemu Bankowi Inwestycyjnemu. Inwestycje warte miliardy złotych będą trwały lata, a problem z dużą liczbą instalacji jest tu i teraz. Rząd wyszedł z założenia, że na ten moment nie ma innego rozwiązania jak narzucić nowe rygory, które z jednej strony nie zahamują całkowicie zielonej rewolucji, a z drugiej ograniczą niekontrolowany wzrost niekontrolowanych mikroinstlacji.

Tauron o noweli OZE: Powinna dopasować wielkość fotowoltaiki do potrzeb prosumentów

Zmiana systemu rozliczeń mikroinstalacji

Sposobem na rozwiązanie tego problemu miała być zmiana systemu rozliczeń na mniej korzystny według jego krytyków. W projekcie rządowym znalazła się propozycja likwidacji systemu opustów i zastąpienia go przez transakcje kupna – sprzedaży energii. Zakład energetyczny miałby kupować od prosumenta energię w cenie, którą przedstawia Urząd Regulacji Energetyki co kwartał. Prosument kupi zaś energię w cenie oferowanej zgodnie z obowiązującą taryfą. To rozwiązanie spotkało się z falą krytyki. Kilkanaście dni później pojawił się w Sejmie poselski projekt noweli ustawy OZE, który podążą tropem projektu ministerstwa klimatu i środowiska, ale proponuje okres przejściowy. Przewiduje zamianę systemu opustów na system netmeteringu jeden do jednego, a więc odbiór przez prosumentów 100 procent wytworzonej energii przesłanej wcześniej do sieci. W zamian mieliby ponosić opłatę dystrybucyjną, której teraz nie opłacają. Okres rozliczenia wszedłby w życie razem z ustawą. Prosumentom działającym dotychczas autorzy projektu poselskiego, podobnie jak autorzy dokumentu rządowego, proponują pozostawienie obecnego systemu na okres 15 lat. Ministerstwo klimatu i środowiska nie mówi „nie” takiemu rozwiązaniu. Proponuje jednak jako warunek poparcia, przyjęcie określonych poprawek. Zdaniem resortu model rozliczeń w formie netmeteringu powinien być przyjęty jako przejściowy. Docelowo system powinien dążyć do rozliczenia w formie net billingu. Przejściowy model powinien obowiązywać do 31 grudnia 2023 roku. Wynika to z rozporządzenia rynkowego Unii Europejskiej, które nakazuje wdrożyć osobny system rozliczenia energii z sieci. Nowy system ma być oparty o rozliczenia net billingowe. Cena ma opierać się na wycenie rynkowej i giełdowej, można wręcz powiedzieć godzinowej. Konsekwencją ma być przyjęcie taryf dynamicznych.

System rozliczeń budzi powszechnie najwięcej zainteresowania, bo może potencjalnie dotknąć największą grupę odbiorców. Od dwóch – trzech lat w Polsce trwa cicha, słoneczna rewolucja. Na pięć mln budynków jednorodzinnych w Polsce, już 650 tys. z nich wyposażonych jest w instalacje fotowoltaiczną. Biorąc pod uwagę kolejne odsłony programu Mój Prąd, boom inwestycyjny na rynku fotowoltaiki (zdynamizowany informacjami o zmianach korzystnych przepisów o opustach na mniej korzystny), w przyszłym roku może takich instalacji być już milion na 5 mln budynków.

Sawicki: Mój Prąd 3.0., czyli dotacje do fotowoltaiki dla „spóźnialskich” 

Wirtualny prosument – szansa czy zagrożenie?

Najwięcej kontrowersji z punktu widzenia sieci budzą jednak zapisy o prosumencie wirtualnym, który może zdaniem Polskich Sieci Elektroenergetycznych zachwiać krajowym systemem energetycznym. Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski zwrócił uwagę, że wirtualny prosument będzie pozwalał na budowę fotowaltaiki o mocy do 500 kV. W tym samym czasie przygotowywana jest jest także nowelizacja, która pozwoli na zwiększenie do jednego 1 MW. Te instalacje będą mogły być wykorzystywane przez wirtualnych prosumentów w całym kraju. Jego zdaniem system będzie wówczas wystawiony na groźne skrajności. Zdaniem Tomasza Sikorskiego, wiceprezesa Polski Sieci Elektroenergetycznych, takie rozwiązanie jest nieadekwatne do funkcjonowania rynku energii elektrycznej. Ignoruje ono możliwość zawierania transakcji na rynku energii elektrycznej. – Poza mechanizmem giełdowym, poza mechanizmem transakcji bilateralnym, zwiążemy dwie lokalizację: wytwórczą i odbiorczą. Będą one ponad siecią dostarczać energię. Obecnie w Europie trwa dyskusja o lokalizacyjnej wycenie energii. Ma ona różną wartość w czasie i lokalizacji. Tym rozwiązaniem blokujemy sobie możliwość wdrożenia tego mechanizmu. Lokalizacyjna wycena energii ma wesprzeć integrację źródeł odnawialnych w oparciu o bodźce ekonomiczne – wyjaśnił na posiedzeniu komisji wiceprezes PSE. Operator sieci przesyłowych podkreśla generalnie oceniając projekt poselski, że dalszy rozwój mikroinstalacji musi być oparty o ekonomiczne warunki i techniczne możliwości. PSE proponują także natychmiastowe odejście od systemu opustów bez okresów i rozwiązań przejściowych. – Niech rynek wyceni ile są warte te moce i w jakim tempie powinny się rozwijać – powiedział Sikorski.

Duda: Polityka wsparcia fotowoltaiki nie może być jednostronna (ANALIZA)

Dbałość o „domowe elektrownie” bez dbałości o sieci

Dyskusja o nowym systemie rozliczeń prosumentów, każe wrócić do 2019 roku. We wrześniu tamtego roku narodził się program Mój Prąd. Wówczas sprzedaż uprawień do emisji CO2 miała pokryć rekompensaty wzrostu cen energii. Jednak zgodnie z prawem 20 procent przychodów ze sprzedaży uprawień miało zostać przeznaczone na zielone inwestycje. Program który jest sukcesem, był od początku skazany na problemy, bo pozwolił wybudować mikroinstalacje o łącznej mocy 3,7 GW, ale państwo nie zadbało jednocześnie o sieć dystrybucyjną.

Domowa fotowoltaika pod napięciem. Spór o system rozliczeń mikroinstalacji w Sejmie