Zblewski: Ministerstwo Energetyki – temat zastępczy czy znacząca poprawa sytuacji

22 lipca 2015, 08:45 Energetyka
Linie elektroenergetyczne energia

KOMENTARZ: Dr Maciej Zblewski, Ekspert bezpieczeństwa energetycznego 

W aktualnej sytuacji geopolitycznej zarówno znaczenie pewnych i stabilnych dostaw nośników energii jak i prowadzenie krótko-, średnio- i długofalowej polityki energetycznej, która byłaby na bieżąco adaptowana do sytuacji na arenie międzynarodowej, będą w dalszym ciągu wzrastać. Polska jako państwo, które jest przez politykę energetyczno-klimatyczną Unii Europejskiej zmuszone do odejścia od węgla kamiennego jako podstawowego nośnika energii, stanie się coraz bardziej uzależniona od zagranicznych dostawców energii.

Dzisiejsza sytuacja, w której na decyzje dotyczące problematyki energetycznej pośredni lub bezpośredni wpływ ma kilka ministerstw skutkuje tym, że dojście do wspólnego stanowiska w kwestiach makro – jak np. wypracowanie efektywnej strategii energetycznej – czy też mikro, trwa zbyt długo i jest też uzależnione od partyjno-politycznych aspektów. Inną, nie mniej ważną kwestią aktualnych uwarunkowań jest fakt, iż mają one tzw. błąd systemowy wynikający z szerokiego podziału kompetencji pomiędzy resortami, który co jakiś czas może generować negatywne skutki polityczno-gospodarcze. To oznacza, że polską politykę energetyczną charakteryzuje reaktywność wobec strategii zarówno Komisji Europejskiej i państw unijnych jak i państw trzecich (np. Rosja). Ostatnim dużym projektem energetycznym będącym przeciwieństwem reaktywnej polityki energetycznej był gazociąg norweski, który choć niezrealizowany mógł wyprzedzić i równocześnie zablokować budowę Nord-Streamu.

Wprawdzie można by stwierdzić, iż podobne znaczenie dla bezpieczeństwa energetycznego Polski będzie miał terminal gazowy w Świnoujściu, jednak powolne tempo jego realizacji spowodowało, że po ukończeniu nie będzie miał on już takiego dużego znaczenia, jakie mógłby mieć (okno na świat dla państw Grupy Wyszehradzkiej, zwiększenie potencjału tranzytowego Polski szczególnie na kierunku ukraińskim).

Należy jasno stwierdzić, iż przy dzisiejszym wieloetapowym i wieloresortowym podejściu do kwestii energetycznych, doprowadzamy w sposób, mam nadzieję, niezamierzony do kłopotliwych sytuacji – zarówno w wymiarze krajowym jak i co gorsza w wymiarze międzynarodowym – które mogą tak, jak w przypadku memorandum gazowego z Gazpromem, naruszać podstawowe cele polskiej polityki zagranicznej w wymiarze wschodnim. Takie nieporozumienia lub sprzeczne ze sobą założenia poszczególnych ministerstw, głównie Ministerstwa Skarbu Państwa, Ministerstwa Gospodarki i Ministerstwa Środowiska, nie tylko powodują wewnątrzrządowe zamieszanie ale kompromitują Polskę na arenie międzynarodowej.

Aby wyjść z tej nieprzejrzystej i nieefektywnej politycznie sytuacji można zdecydować się na jeden z dwóch kroków: 1) zachowując aktualny podział ministerstw należałoby znacząco wzmocnić jednego ministra i powierzyć mu nadzór nad problematyką energetyczną, 2) utworzyć Ministerstwo Energetyki, które prowadziłoby całą szeroko rozumianą politykę energetyczną państwa.

Pierwszy scenariusz poprawy dzisiejszej sytuacji jest z jednej strony mniej drastyczny, ale z drugiej strony nie jest pewne,  czy doprowadzi co oczekiwanych zmian, gdyż nie rozwiązałby a priori różnic w podejściu do kwestii energetycznych poszczególnych ministerstw. Poza tym nie można wychodzić z założenia, iż koalicjant czy koalicjanci godziliby się na stworzenie w rządzie pozycji mocniejszej od wicepremiera. Ten pierwszy wariant, jeśli zostałby zrealizowany, mógłby jeszcze bardziej zapętlić polską politykę energetyczną.

Drugi wariant, czyli stworzenie Ministerstwa Energetyki, jest już praktykowany w niektórych państwach od dekad. Gwarantowałby on, jeśli byłby dobrze przeprowadzony, konkretną agendę, która mogłaby być w miarę szybko adaptowana bez długotrwałych konsultacji międzyresortowych.  Resort ten tworzyłby koncepcyjnie spójne impulsy rozwoju energetycznego państwa zarówno w kraju jak i na forum Unii Europejskiej. Najważniejszą kwestią, która będzie na lata determinowała efektywność Ministerstwa Energetyki, będzie zgoda poszczególnych partii politycznych tworzących rząd (koalicyjny), dotycząca przekazania temu nowemu resortowi wszystkich dzisiaj rozproszonych w wielu ministerstwach (m.in. w Ministerstwie Gospodarki, Ministerstwie Skarbu Państwa, Ministerstwie Środowiska, Ministerstwie Spraw Zagranicznych) plenipotencji w wymiarze energetycznym.

Polska, jako państwo mające w miarę już ugruntowaną pozycję w Unii Europejskiej nie powinna czekać na nowe projekty czy dyrektywy Komisji Europejskiej w wymiarze energetycznym, natomiast powinna być aktywna przy ich tworzeniu. Nie można charakteryzować się, szczególnie w obecnej sytuacji geopolitycznej,  pasywnym podejściem do kwestii bezpieczeństwa energetycznego. Wpływ uwarunkowań zarówno w naszym najbliższym otoczeniu, jak i na Bliskim Wschodzie na bezpieczeństwo energetyczne Polski, jest trudny do określenia. Dlatego uważam, iż nadszedł czas na gruntowne przewartościowanie podejścia rządu RP do kwestii energetyki. Polska jest państwem tzw. wielkiej szóstki w Unii Europejskiej i warto by było gdyby pamiętała, że ten status zobowiązuje. Rząd Polski powinien w tym wymiarze podobnie jak Niemcy czy Francja współtworzyć agendę europejską a nie czekać aż będzie stworzona.

Opisując obecną sytuację, co do problemów energetycznych w Polsce, można by przywołać słowa Henry Kissingera „Who do I call if I want to call Europe?” i je sparafrazować „Do kogo mam się zwrócić w kwestiach energetycznych w Polsce?”