Perzyński: Niemcy bliżej rozstrzygnięcia losu Energiewende. Nord Stream 2 w tle

17 stycznia 2019, 07:31 Energetyka
reichstag niemcy

Wydarzenia ostatnich dni każą wierzyć, że data i warunki ostatecznej dekarbonizacji energetyki za Odrą zostaną uzgodnione do końca miesiąca. Dalszy Energiewende ma polegać na powolnym zastępowaniu węgla gazem, niestety – z polskiego punktu widzenia – m.in. z Nord Stream 2 – pisze Michał Perzyński, redaktor BiznesAlert.pl.

Pieniądze dla „węglowych” landów

Odejście od węgla to jedno z największych wyzwań gospodarczych dla Niemiec od czasu zjednoczenia. Władze „węglowych” landów oświadczyły, że do zniwelowania skutków odejścia od węgla potrzebna będzie pomoc w wysokości 60 miliardów euro. Minister gospodarki Nadrenii-Północnej Westfalii Andreas Pinkwart powiedział przed spotkaniem z kanclerz Merkel, że na podniesienie gospodarki tylko w jego landzie po zamknięciu elektrowni węglowych należących do Unipera, RWE czy STEAG potrzebne będzie 10 miliardów euro. Cytowany przez „Deutsche Welle” lobbysta węglowy z Łużyc Wolfgang Rupieper powiedział, że sumy pieniędzy zaproponowane przez rząd w Berlinie są dobrym punktem wyjścia do dalszych rozmów, ale nie zniwelują całkowicie społecznych skutków szybkiego odejścia od węgla.

Populiści na horyzoncie

Zresztą wokół niemieckiej dekarbonizacji było (i jest i będzie) wiele kontrowersji – natury politycznej, społecznej, i gospodarczej. Na niepokojach zyskuje radykalna prawicowa AfD, której znaczenie rośnie głównie w regionach zagrożonych masowymi zwolnieniami; z poparciem oscylującym wokół 25 procent w Saksonii i Brandenburgii przegonili już SPD i stanowią drugą siłę polityczną, po CDU. Obawa przed dalszym zyskiwaniem popularności przez to destrukcyjne dla demokracji ugrupowanie było używane przez dwie najbardziej zaangażowane w spór strony – zarówno przez przedstawicieli „węglowych” landów, którzy ostrzegali, że populiści urosną w siłę, jeśli satysfakcjonujący dla lokalnych społeczności nie zostanie wypracowany, a organizacje ekologiczne przekonywały, że zbyt późne odejście od węgla zaprzepaści gigantyczne środki na transformację energetyczną, na czym skorzystałaby AfD i właśnie na jak najszybszym wypracowaniu kompromisowej ścieżki powinno zależeć politycznemu establishmentowi. Publiczna debata była (jak na niemieckie warunki) dość zacięta; rzecznik partii Zielonych Oliver Krischer powiedział, że samorządowcom być może nie zależy na przestrzeganiu prawa międzynarodowego i spełnianiu celów klimatycznych, ale polityczna odpowiedzialność każe mówić, że dalsze opieranie energetyki na węglu będzie szkodliwe dla gospodarki, a nie widzi tego tylko ten, kto ma „wąskie horyzonty”.

Uzgodnienia

Te wątpliwości i konflikty miały bezpośrednie przełożenie na ustalenie wstępnych uzgodnień komisji węglowej, które według „Die Welt” skupiają się w pięciu obszarach: wyłączeniach, podziałowi na wschód i zachód, daty końcowej, miejsc pracy i zmian strukturalnych.

Co do uzgodnień o wyłączanych mocach, wydzielono plan krótko- i i długoterminowy. Nie osiągnięto jeszcze kompromisu w sprawie mocy, które do 2022 roku miałyby być wycofane z systemu. Przedstawiciele organizacji ekologicznych nalegali, by wyniosły one ponad 10 GW, co odpowiada 15 dużym elektrowniom węglowym. Dla porównania, podczas nieudanych rozmów koalicyjnych tzw. Jamajki po wyborach w 2017 roku Zieloni postulowali wyłączenie siedmiu gigawatów mocy z elektrowni węglowych. Dla obecnych uczestników rozmów i taki wolumen okazał się za duży. Z drugiej strony obiektywnie pogorszyły się ogólne warunki funkcjonowania elektrowni węglowych, ponieważ wzrosły ceny uprawnień do emisji dwutlenku węgla. Cel ograniczenia emisji CO2 w Niemczech o 40 procent do roku 2020 okazał się niemożliwy do spełnienia, a zabraknie około ośmiu punktów procentowych.

Wiadomo też, że odejście od węgla inaczej będzie przebiegać w landach wschodnich i zachodnich. I bynajmniej nie chodzi tu o faworyzowanie biedniejszych regionów; elektrownie opalane węglem w landach byłej NRD po modernizacjach przeprowadzonych po zjednoczeniu Niemiec mają wyższą wydajność od tych w Nadrenii-Północnej Westfalii. Poza tym akceptacja społeczna transformacji energetycznej na zachodzie kraju jest większa niż na wschodzie. W ten sposób łatwiej było wyznaczyć rychłe terminy zamknięcia kopalni w tym landzie, niż na przykład w Łużycach.

Datę ostatecznego odejścia Niemiec od węgla wyznaczona została na lata 2035-2040. Z wymienionych powyżej powodów wschodnioniemieckie elektrownie zostaną zamknięte później od tych na zachodzie kraju. Wiemy również, że do 25 stycznia (najbliższego piątku) ma zostać uzgodniona lista elektrowni do zamknięcia, razem z planami rekompensat dla ich właścicieli, a kształt wszystkich ustaleń ma zostać opublikowany 1 lutego.

Jednak duża część elektrowni węglowych będzie musiała zostać wyłączona z sieci już do 2030 roku, co zakłada obecny plan ochrony klimatu na 2050 rok, przyjęty wcześniej przez rząd federalny. Już teraz operatorzy zostali zobligowani do zmniejszenia emisji CO2 o co najmniej 61 procent do 2030 roku. Można zatem założyć, że moc zainstalowana musiałaby spaść o ponad połowę z obecnych 46 gigawatów do około 20 gigawatów do końca następnej dekady. Projekt raportu komisji węglowej stara też wykazać czy w latach między 2023 a 2026 nadal będą istnieć warunki do szybkiego wycofania węgla, takie jak pewność bezpieczeństwa dostaw czy stały poziom cen energii elektrycznej.

Bezpośrednio w całym sektorze węglowym zatrudnionych jest w Niemczech 20 tysięcy osób, ale od nich zależne jest kolejne 40 tysięcy miejsc, dlatego będą one w strefie szczególnego zainteresowania urzędów odpowiadających za pomoc w znajdowaniu nowego miejsca zatrudnienia. Średnia płaca w górnictwie węgla brunatnego wynosi około dwóch tysięcy euro, a przedstawiciele samorządów żądali pomocy w wysokości jednego miliona euro za każde jedno miejsce pracy.

Koszty

Dokładną strategiczną treść i wartość planów na przyszłość niemieckiego planu na energetykę poznamy dopiero na początku przyszłego miesiąca, ale już teraz można z dużym prawdopodobieństwem przewidywać, w jaki sposób będzie przebiegała Energiewende. Źródła węglowe będą wyłączane powoli i bez pośpiechu, by nie wzbudzić protestów pracowników sektora węglowego. Wyraźnie zaznaczone w rządowym dokumencie stopniowe zastępowanie węgla gazem (niestety – z polskiego punktu widzenia – między innymi z Nord Stream 2), nie pozwala politycznemu liderowi Unii Europejskiej spełniać założeń przejścia do gospodarki mniej zależnej od węgla, jednocześnie stawiając opór mocarstwu, które między innymi dzięki użyciu surowców energetycznych stara się wywrzeć coraz większą presję na państwach, które nadal nie mogą cieszyć się bezpieczeństwem dostaw.