Jakóbik: Prawda o strategii energetycznej jest najciekawsza i najtrudniejsza

8 września 2020, 07:30 Atom
PEP 2040
Infografika z Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku. Grafika: Ministerstwo klimatu

Minister klimatu Michał Kurtyka narazi się wszystkim, bo mówi prawdę o polskim miksie energetycznym w nowym projekcie strategii energetycznej – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Atom i OZE zamiast węgla

Nowy projekt Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku (PEP 2040, strategia energetyczna) zakłada szybszy spadek udziału węgla w wytwarzaniu energii, co może nie spodobać się górniczym związkom zawodowym, które zapoznają się z planem na spotkaniu z rządem 10 września. Projekt zakłada także walną rolę wielkoskalowej energetyki jądrowej, co nie spodoba się zwolennikom przejścia na miks energetyczny z wykorzystaniem gazu i energetyki odnawialnej. Jednakże trudno polemizować z fizyką, jak mówią nieoficjalnie zwolennicy planu Kurtyki.

Jest nowy projekt strategii energetycznej. Dużo mniej węgla, ale pozostanie bezpiecznikiem

Minister klimatu podkreślił, że nowy system energetyczny musi nadbudować stary z blokami węglowymi, których długość życia jest znana. – Moc systemu węglowego będzie znacznie większa niż wynikałoby z udziału w miksie energetycznym – przyznał minister podczas prezentacji nowych założeń PEP 2040. Będzie go uzupełniać rosnący udział energetyki gazowej. Jednak nie tylko. – Mam doświadczenie globalnej dyskusji o zeroemisyjności. Trudno jest sobie wyobrazić osiągnięcie neutralności klimatycznej przez świat lub większe organizmy gospodarcze jak Unia Europejska bez skalowalnego, dostępnego i stabilnego źródła energii jakim jest energetyka jądrowa – zastrzegł minister Michał Kurtyka odnosząc się do ustaleń Międzynarodowego Panelu o Zmianach Klimatu ONZ, z których wynika, że dekarbonizacja nie będzie możliwa bez atomu.

Ministerstwo klimatu zasymulowało funkcjonowanie systemu elektroenergetycznego w 2030 roku z uwzględnieniem danych o wietrzności i nasłonecznieniu. Przy parametrach klimatycznych ze stycznia 2015 roku zastosowanych w 2030 roku powstałaby luka wytwórcza w jednostkach niesterowalnych, czyli OZE (fotowoltaiką, offshore i onshore). Z symulacji wynika, że przez prawie 10 dni byłaby dostępna jedynie mała część mocy OZE w styczniu, którą należy zrekompensować przez system konwencjonalny i jednostki sterowalne, czyli atom.

Podobne zjawisko zaszło w czerwcu 2019 roku, kiedy problemy energetyki węglowej w Polsce spowodowały konieczność wykorzystania importu energii do bilansowania dostaw. Kolejna lekcja to wydarzenia w Kalifornii z 2020 roku, która nie może importować energii i miała przez to problem z dostawami w okresie ekstremalnych zjawisk pogodowych. Polacy chcą wziąć takie ryzyko pod uwagę. Minister Kurtyka przypomniał, że podobne problemy Kalifornii z poprzedniej dekady były usuwane z mniejszymi problemami, bo wystąpiły jeszcze przed wyłączeniem energetyki jądrowej w tym stanie USA. Wniosek Polski to inwestycja w atom.

Konsekwencja rozwoju OZE i atomu w polskim miksie energetycznym to schyłek energetyki węglowej szybszy niż w poprzednich planach. Ministerstwo klimatu przewiduje, że udział węgla w produkcji energii elektrycznej w 2030 roku nie będzie przekraczać 56 procent. – Przy podwyższonych cenach uprawnień do emisji CO2 może spaść nawet do poziomu 37,5 procent – zastrzega resort w dokumencie. Resort przyjął dwa scenariusze dalszego rozwoju wypadków. Udział węgla w produkcji energii elektrycznej sięgnie 37-56 procent w 2030 roku i 11-28 procent w 2040 roku w zależności od tego, czy ceny uprawnień do emisji będą rosnąć szybciej czy wolniej. Można podejrzewać, że przyspieszenie polityki klimatycznej, na przykład w postaci zaostrzenia celu redukcji emisji CO2 do 2030 roku z 40 do 50-55 procent zapowiadane już przez instytucje unijne, będzie wspierało szybsze zmiany i dolne ramię tych widełek.

Zmiany w Polsce mają zostać jednak zabezpieczone pakietem socjalnym. Sprawiedliwa transformacja energetyczna ma zostać wsparta przez rząd środkami sięgającymi 60 mld złotych z różnych źródeł (krajowych i unijnych), które dadzą nawet 300 tysięcy nowych miejsc pracy w sektorach OZE, energetyki jądrowej, elektromobilności, infrastruktury sieciowej, cyfryzacji, termomodernizacji budynków, itd. – To potężna szansa i odpowiedzialność. Do końca tego roku musimy przedstawić strategię, a na początku przyszłego roku projekty, które będą uwiarygadniały, że są one w stanie ograniczyć społeczne koszty transformacji i dać szansę naszemu krajowi na rozwój – ocenił minister Kurtyka, odnosząc się do unijnego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Transformacja ma docelowo zmniejszyć ubóstwo energetyczne w Polsce o 30 procent do 2030 roku. – Będziemy rozmawiać na ten temat (PEP 2040 – przyp. red.) z partnerami społecznymi. Udział obu rodzajów węgla będzie malał znacznie – przyznał minister klimatu Michał Kurtyka, odnosząc się do planu przedstawienia nowej wersji PEP 2040 na spotkaniu z górnikami 10 września. Szybsze odejście od węgla z projektu strategii energetycznej będzie oznaczać szybszą redukcję wydobycia w kopalniach, a zatem i większą skalę oraz tempo ich zamykania. To prawda trudna do przyjęcia, ale i polemiki.

Trudno polemizować z fizyką

Nowy projekt Polityki Energetycznej Polski do 2040 roku będzie musiał przetrwać krytykę w rządzie i związkach zawodowych górników z jednej strony, a także zwolenników transformacji energetycznej bez atomu w drugiej. Można polemizować z argumentacją resortu klimatu, ale nie z fizyką, która każe z jednej strony dekarbonizować, a z drugiej inwestować w stabilne źródła.

Jakóbik: Jest nowa strategia energetyczna. Czy górnicy ją zaakceptują?