OSW: Spadek cen ropy może zaszkodzić transformacji energetycznej

3 czerwca 2020, 13:45 Energetyka
Tankowiec Wernadskij Prospekt fot. Marjan Stropnik/MarineTraffic.com
Tankowiec Wernadskij Prospekt fot. Marjan Stropnik/MarineTraffic.com

W najnowszym komentarzu eksperci Ośrodka Studiów Wschodnich (OSW) Szymon Kardaś, Agata Łoskot-Strachota i Iwona Wiśniewska piszą o wpływie pandemii koronawirusa na załamanie cen ropy na całym świecie i o skutkach takiego zjawiska.

Spadek popytu na ropę

Zamrożenie gospodarek większości państw świata i zamknięcie obywateli w domach doprowadziło do załamania się rynku transportowego, odpowiadającego za ponad 60 procent globalnej konsumpcji ropy, a w konsekwencji – do skokowego spadku popytu na surowiec. – Brak adekwatnej reakcji jego producentów (w ramach OPEC+) w pierwszych miesiącach pandemii – a wręcz zwiększanie wydobycia – oraz wojna cenowa pomiędzy Arabię Saudyjską i Rosją doprowadziły do nadpodaży, a w konsekwencji drastycznych spadków cen. Mimo że w kwietniu producenci porozumieli się co do redukcji wydobycia od 1 maja o ok. 10procent, to może ona skutkować jedynie nieznaczną poprawą sytuacji (popyt w maju ma być mniejszy o 21 procent procent w porównaniu z analogicznym okresem 2019 r.). Problem stanowi także niemal całkowite zapełnienie większości magazynów. Choć trudności dotykają wszystkich producentów ropy, to w dłuższym okresie w lepszej sytuacji będą ci najbardziej elastyczni, mający niskie koszty produkcji i rezerwy finansowe. Kryzys silniej odczują gospodarki mocno uzależnione od eksportu tego surowca – m.in. Rosja i Arabia Saudyjska. Spadek wpływów ze sprzedaży uderza w ich finanse publiczne oraz w stabilność waluty. W konsekwencji krach na rynku ropy potęguje szok ekonomiczny wywołany COVID-19 i pogrąża w głębokim kryzysie całe gospodarki – piszą eksperci.

– W lepszej sytuacji są USA, największy producent i konsument ropy na świecie, których atutem jest konkurencyjny i elastyczny rynek naftowy, mający do tego mniejszy udział w PKB. Równocześnie niska cena surowca wspomaga działalność poturbowanych przez koronawirusa importerów surowca, m.in. Chin czy UE, stwarza możliwości korzystania z konkurencji i zwiększania dywersyfikacji dostaw. Zyskują zwłaszcza transport i przemysł tworzyw sztucznych, choć ze względu na lockdown i spadek popytu odbiorcy nie są w stanie w pełni wykorzystać niskich cen. Tania ropa w czasach kryzysu stanowi natomiast zagrożenie dla globalnej transformacji energetycznej, może bowiem zniechęcać do inwestowania w zielone technologie, a co za tym idzie – prowadzić do spowolnienia wdrażania polityki klimatycznej na świecie, w tym w UE – czytamy w komentarzu.

Według ekspertów największy wpływ na zmniejszenie zapotrzebowania na ropę naftową miało wyhamowanie transportu. – Większość linii lotniczych na przełomie marca i kwietnia wstrzymała (jak Emirates) lub znacząco ograniczyła (np. Lufthansa – o 90 procent) działalność. W konsekwencji załamał się globalny popyt na paliwo lotnicze – z szacunków IEA wynika, że w kwietniu zmniejszył się on aż o ponad 60 procent. Wprowadzone w wielu krajach obostrzenia w zakresie przemieszczania się ludzi spowodowały również znaczny spadek zapotrzebowania na benzynę, głównie do samochodów osobowych. Pod koniec marca w związku z rozprzestrzenianiem się pandemii ruch aut w dużych miastach zmniejszył się o 50–60 procent, a w ślad za tym spadł popyt na benzynę – w kwietniu zmalał o ok. 40 procent r/r. Mniejsze redukcje (w kwietniu o ok. 20 procent) odnotowano na rynku diesla i olejów napędowych, wykorzystywanych głównie na potrzeby drogowych i morskich przewozów towarowych. O ok. 15 procent obniżył się zaś popyt na pozostałe produkty naftowe, m.in. LPG, naftę, oleje opałowe, asfalt – piszą.

Źródło: Ośrodek Studiów Wschodnich