Paca: System spalania odpadów to wyłom w circular economy

13 lipca 2016, 07:30 Środowisko
śmieci środowisko

KOMENTARZ

Michał Paca

Ekspert w branży gospodarki odpadami, Prezes Ziemia Polska Sp. z o.o., autor bloga www.sortowniaopini.pl

Ideą gospodarki o zamkniętym obiegu jest właściwie nie wytwarzanie śmieci. Naszym celem powinno być takie wykorzystanie dostępnych nam surowców, żeby móc po wyeksploatowaniu produktów, rozłożyć je na części i dać im drugie życie. To idea w której nawet jeśli wytworzymy odpad, to powinniśmy go wykorzystać w jakiś sposób ponownie.

To oczywiście ideał do którego powinniśmy dążyć odchodząc od linearnej gospodarki odpadami, bo w niej triumfują składowiska i spalarnie, a te są nie tylko przestarzałe, ale też nie pozwolą nam na spełnienie wymogów recyklingu odpadów komunalnych stawianych przez Unię już na rok 2025. W koncepcji circular economy (CE) spalanie odpadów jest stawiane na tym samym poziomie na jakim jest ich składowanie, bo to oznacza, że my de facto z punktu widzenia gospodarki, właściwie niczego z nich nie wydobywamy. CE to coś więcej niż tylko odzyskanie surowców, to zmiana myślenia o samym projektowaniu i wytwarzaniu produktów. Odpady są niejako kolejnym etapem w całym cyklu CE. My  jako konsumenci musimy przyjąć to, że w którymś momencie przestaniemy być właścicielami produktów, tylko będziemy je dzierżawili, tak by producentom opłacało się produkować i projektować rzeczy które będą trwałe. To jest obszar do zagospodarowania dla lokalnych rynków i lokalnych produktów, szansa rozwoju. Sam fakt jak nowoczesna będzie instalacja spalarni nie ma żadnego znaczenia, bo to technologicznie jest coś, z czego zachód zaczął się wycofywać kilkanaście lat temu. Segregacja odpadów i limity ustalone przez KE odnoszą się procentowo do ilości odpadów, więc to że my będziemy mieć cel w roku 2025 odzyskiwać 60 proc. materiału ze zmieszanych odpadów komunalnych jest kwestią albo rozsądnego sposobu zbierania odpadów albo rozsądnego sposobu ich przetwarzania. Łatwiej nadal niestety spalać.

Przykład budowy spalarni w Warszawie nie jest odosobniony niestety. Część śmieci oczywiście nadaje się do spalenia, ale Warszawa chce te śmieci spalać głupio. Stolica buduje swoją spalarnie na odpady, które de facto nie będą segregowane czyli na odpady, w których jest, przyjmując skalę 300 tys. ton odpadów (tyle miałoby być w niej rocznie spalane) – 50 tys. ton wody.  Oraz  50 tys. ton surowców wartych 20 mln zł., tylko dlatego, że założono w koncepcji warszawskiej, że nie będziemy tych odpadów wcześniej przygotowywali do spalenia poprzez ich wysortowanie. Władze Warszawy decydując się na taką spalarnię również zakładają, że cały obowiązek wysortowywania odpadów wezmą na siebie mieszkańcy. W roku 2025 włodarze miejscy powiedzą, że system zaprojektowali dobry, ale mieszkańcy nie sprostali.

Paradoksalnie brakuje śmieci w tych miejscach, które chciałyby je bardzo drogo spalać właśnie, bo spalanie zmieszanych odpadów komunalnych jest absolutnie najdroższą technologią. A co z kosztem utrzymania? Jak się okazało, tam gdzie gminy założyły, że będę spalały odpady, w kujawsko-pomorskim albo białostockim, nagle się okazało, że te odpady zniknęły. Nagle się okazało też, że wszyscy tak dobrze segregują te odpady, że nie ma czego spalać.

2 grudnia 2015 roku został opublikowany dokument, pierwszy taki pakiet dokumentów, dotyczących gospodarki o obiegu zamkniętym. I tam jest bardzo wyraźnie napisane, że spalanie odpadów tak jak składowanie to jest balast systemu. Czytając ten dokument zupełnie nie rozumiem dlaczego Warszawa nie rewiduje swoich planów związanych ze spalarnią. Spalarnia de facto determinuje to, że my nie uzyskamy wymogów, które Unia Europejska stawia przed nami na rok 2025. My musimy nauczyć się traktować śmieci jak surowce, bo to de facto są surowce. To jest materiał z którego możemy zrobić mnóstwo rzeczy. I z tej perspektywy budowa spalarni w takim kształcie jakim Warszawa forsuje obecnie będzie pomnikiem krótkowzroczności, żeby nie powiedzieć bezmyślności.

W momencie w którym Niemcy na dobrą sprawę przez 10, 12 lat zaprzestali budowania spalarni zmieszanych odpadów komunalnych albo tzw. zakładów mechaniczno-biologicznego przetwarzania (MBP), my w ciągu ostatnich 4 lat wydaliśmy na to prawie 8 mld złotych. Unia Europejska wyraźnie określiła, że te zakłady właściwie nie mają sensu z perspektywy gospodarki cyrkularnej, dlatego rodzi się pytanie do czego zmierzamy nie inwestując w technologie innowacyjne i nowoczesne, dostosowane też do naszych warunków. Dotyczy to nie tylko odzysku materiałów, ale także odzysku energii i jej produkcji. Podejmowane zmiany legislacyjne powinny wskazywać cele i wspierać to co u nas, ze względu na zasoby i warunki klimatyczne ma sens i nie będzie wyrzucaniem pieniędzy w błoto, żeby nie powiedzieć do śmieci.