Paturej: Czy rząd chce elektrowni atomowej w Polsce?

29 stycznia 2015, 11:22 Atom
Elektrownia atomowa Zaporoże
Elektrownia atomowa Zaporoże

– Tuż przed świętami PGE E1, czyli spółka, odpowiedzialna za budowę elektrowni atomowej w Polsce, wypowiedziała wartą ćwierć mld zł umowę z firmą prowadzącą badania środowiskowe. To kolejne opóźnienie dla tej inwestycji. – Program Polskiej Energetyki Jądrowej powinien zostać zawieszony – mówi Onetowi poseł Ludwik Dorn. Czy polski rząd naprawdę dąży do budowy elektrowni atomowej? – Mamy się czym pochwalić – zaznacza Janusz Piechociński. Sukcesów jednak nie widać. Jak jest naprawdę? – pisze Bartosz Paturej z Onetu.

– Jednym z uzasadnień ekonomicznych dla wdrożenia energetyki jądrowej w Polsce była analiza kosztów wykonana przez Agencję Rynku Energii w 2009 roku, gdzie energetyka jądrowa wypadła najtaniej z wszystkich dostępnych nośników (łącznie z energetyką odnawialną). Pierwotne plany rządowe zakładały otwarcie pierwszego reaktora w roku 2020. Była już pełnomocniczka rządu ds. energetyki jądrowej Hanna Trojanowska mówiła o tej dacie: „2020 to dla nas »imperatyw moralny«” – kontynuuje. – Data pojawiła się nieprzypadkowo. W 2020 roku wszystkie nasze elektrownie węglowe będą zobowiązane do zakupu części uprawnień do emisji CO2 na giełdzie. To może wywołać duży wzrost cen energii elektrycznej. Termin ten został później przesunięty o dwa lata, a następnie o kolejne trzy. 2025 rok to data, którą już na początku dyskusji o elektrowni atomowej jako realną wskazywali specjaliści z dziedziny energetyki. Czas mija, a w Polsce ciągle rozmawiamy o roku 2025. Co gorsza, ta data nie jest najważniejszym punktem odniesienia, bo kluczowe dla polskiej energetyki będzie najbliższe pięć lat.

– Pierwszorzędną sprawą, która utrudnia w Polsce rozwój energetyki atomowej, jest brak woli politycznej do jednoznacznego, systematycznego rozwoju programu budowy elektrowni. Decyzja o postawienie na ten rodzaj energii ma duże znaczenie polityczne i nie zależy wyłącznie od kwestii opłacalności – przekonuje autor tekstu.

– W wypadku elektrowni atomowych najbliżej udzielenia nam pomocy technologicznej są takie firmy jak z EdF z Francji, Westinghouse Electric Company LLC ze Stanów Zjednoczonych oraz amerykańsko-japońskie konsorcjum GE Hitachi, z którymi PGE podpisało memoranda. Inwestorzy jednak nie mają deklaracji rządu, czy na budowę elektrowni jądrowej zostaną wydane gwarancje kredytowe ze strony państwa, które obniżyłyby stopę procentową kredytu. Część wydawanych przez rząd gwarancji wliczana jest przez Komisję Europejską do długu publicznego, a na jego zwiększenie rząd nie może sobie pozwolić. Problem jest poważny, bo każdy punkt procentowy więcej w kredycie udzielonym na budowę elektrowni podraża całą inwestycję, a także prąd, który popłynie z atomu – ocenia Paturej. – Jeżeli popatrzymy, ile reaktorów jądrowych znajduje się w poszczególnych państwach, zobaczymy, że najwięcej w tym gronie mają do powiedzenia najbardziej rozwinięte państwa świata, albo te, które się najbardziej dynamicznie rozwijają. Wg danych Międzynarodowej Agencji Energii Jądrowej najwięcej reaktorów jądrowych posiadają Stany Zjednoczone – 99, na drugim miejscu znajduje się Francja z 58 reaktorami, a na trzecim Japonia – 48. Obecnie na świecie znajduje się 439 czynnych reaktorów jądrowych, a 69 znajdują się w budowie.

– Janusz Piechociński w rozmowie z Onetem mówił, że w sprawie atomu mamy się czym pochwalić. Na wysłane pytania dotyczące PPEJ nie dostaliśmy już jednak odpowiedzi. Niedługo potem „Gazeta Polska”, a później „Rzeczpospolita” napisały o zerwaniu kontraktu z australijską firmą WorleyParsons (WP) prowadzącą badania środowiskowe dla inwestycji. Eksperci przewidują, że oznacza to kolejne opóźnienie w budowie elektrowni. Panie ministrze, czy nadal mamy się czym pochwalić? – kończy publicysta Onetu.

Źródło: Onet