Pieńkowski: Niejasna przyszłość energetyki jądrowej w Polsce

26 stycznia 2017, 07:30 Atom
atom energetyka jądrowa

– Właśnie dowiedzieliśmy się o zawieszeniu zamrożonego od lat programu energetyki jądrowej. Uzyskaliśmy też wyjaśnienie Ministerstwa Energii, że zawieszony i zamrożony program wyzwolił wielkie promieniowanie atomowe całej naszej gospodarki. Można mieć nadzieję, że Ucho Prezesa coś dorzuci aby dało się to zrozumieć. Nie od dziś jednak też wiemy, że w naszej polityce śmiech jest najcięższym orężem, więc sprawa jest poważna – pisze prof. Ludwik Pieńkowski z Akademii Górniczo-Hutniczej.

Po pierwsze wiadomo, że uruchomienie w Polsce jakiejkolwiek elektrowni jądrowej, jakiegokolwiek reaktora jądrowego przed rokiem 2030 jest zadaniem niewykonalnym i ważne, że Ministerstwo Energii zdaje sobie z tego sprawę. Po drugie, dziś często kwestionuje się ekonomiczną opłacalność nowo budowanych elektrowni jądrowych w USA i w Wielkiej Brytanii. Globalny, negatywny obraz może jednak się zmienić za sprawą wejścia na rynek nowych dostawców reaktorów, wdrożenia nowych rozwiązań technologicznych oraz ze względu na żywotne interesy takich krajów jak USA i Francja. Oba te kraje za kilkanaście lat będą musiały zmierzyć się z problemem starzejącej się sporej floty reaktorów i zapewne będą do tego dobrze przygotowane. Przykład budowy elektrowni Hinkley Point C w Wielkiej Brytanii pokazuje, że w przeciwnym razie koszt polityczny i ekonomiczny programu jądrowego może być wysoki.

W perspektywie kilkunastu lat mogą pojawić się nowi dostawcy reaktorów przełamując monopol kilku firm. Niewątpliwie potencjał technologiczny i finansowy mają Chiny, ale trudno sobie wyobrazić, aby ze względów politycznych ich reaktory były budowane w USA, albo we Francji. Zasadne jest założenie, że jeśli w USA i we Francji będą budowane nowe elektrownie jądrowe, to tylko w oparciu w własne, opłacalne rozwiązania (Flamanville to tylko wypadek przy pracy?). Niedawno opublikowany w USA raport komitetu doradczego Sekretarza Energii zawiera kilka rekomendacji, w tym związane z planowanym wejściem na rynek lekkowodnych, modularnych reaktorów jądrowych, nazywanych SMR-ami.

W połowie stycznia amerykańska firma NuScale przesłała do regulatora (do NRC) dokumenty licencyjne dla budowy elektrowni jądrowej o mocy 600 MW składającej się z 12 modułów. Pierwszy moduł tej elektrowni ma zostać uruchomiony w 2025 roku. Sprawa ta była bardzo szeroko komentowana w prasie zagranicznej, na portalach dedykowanych energetyce i biznesowi. Trudno zrozumieć dlaczego nie została zauważona na polskich portalach takich, jak BiznesAlert.pl.

Lekkowodne SMR-y dziś rozpalają emocje nie tylko blogerów i politykierów, ale również tak szanowanej firmy jak Rolls-Royce, której strona internetowe dedykowana SMR-om zaczyna się od zdania: „A Small Modular Reactor programme represents a once in a lifetime opportunity for the UK”. W tym świetle bardzo trudno zrozumieć dlaczego Ministerstwo Energii próbuje rozpalić emocje dla pomysłu budowy w Polsce prototypowego reaktora wysokotemperaturowego. Czyżby urzędnicy w ministerstwie wiedzieli coś, czego nie wie firma Rolls-Royce? Chyba jedyna nadzieja, że Ucho Prezesa wyjaśni i tą zagadkę.