Lipka: Grupy interesów rządzą energetyką

25 marca 2019, 10:30 Energetyka
energetyka Polska linie Rembelszczyzna

Kiedy pod koniec listopada 2018 ogłoszono wreszcie długo oczekiwany program rozwoju polskiej energetyki do 2040 roku, można było mieć nadzieję, że 30 letnie rządy grup interesu w sektorze energetycznym zakończą się, będąc zastąpione realnym planem uwzględniającym Polską Rację Stanu. Niestety, jak dotąd Pan Premier ani Rada Ministrów nie przyjęła go oficjalnie do realizacji – pisze Jerzy Lipka, przewodniczący Obywatelskiego Ruchu na Rzecz Energetyki Jądrowej.

Do połowy lutego można to było tłumaczyć trwającymi konsultacjami, ale konsultacje się skończyły ponad miesiąc temu a o przyjęciu projektu przez Radę Ministrów do realizacji jakoś głucho. Nie jest tajemnicą, że opracowany w Min Energii program krytykowany był niezwykle ostro przez dwie silne grupy wpływu. Z jednej strony przez branżę wiatrową, za dostrzeżenie faktu małej skuteczności energetycznej wiatraków na lądzie i chęć rozwoju wyłącznie elektrowni wiatrowych na morzu. Z drugiej strony przez lobby węglowe i górnicze związki zawodowe, za niedostateczną ich zdaniem obronę węgla w systemie i stopniowym co prawda ale jednak odchodzeniem od tego paliwa na rzecz czystych nowocześniejszych technologii. Energetyka jądrowa nie od dziś i nie ty tylko w Polsce jest solą w oku tradycyjnych grup interesu dominujących w sektorze wytwarzania energii.

Można to tłumaczyć tylko w jeden sposób. Jako przedkładanie przez obóz rządzący racji czysto politycznych ponad Polską Rację Stanu i ponad pilną konieczność zaradzenia narastającym problemom w sektorze energetycznym! Problemom dodajmy, spowodowanym 30 letnim okresem nieomal niepodzielnych rządów grup interesów i lobby w energetyce, szczególnie tu silnych z uwagi na ogromne pieniądze jakie wchodzą w grę. W praktyce jeśli już coś nowego budowano, to wyłącznie kolejne elektrownie węglowe lub farmy wiatrowe, bo tylko na tym lobbyści mogli zarabiać, a branże wiatrowa i węglowa zawsze dążyły do maksymalnego monopolu nie chcąc dopuścić do powstania potencjalnej konkurencji. Branża węglowa niestety poprzez swój wpływ na polityków zablokowała próbę rozwoju w Polsce energetyki jądrowej z końca lat 80 tych, doprowadzając do likwidacji EJ Żarnowiec w budowie. Zaawansowanie robót w momencie zamknięcia wynosiło 40 procent. Z kolei w 2012 roku rząd Donalda Tuska uniemożliwił zakup przez francuski koncern EdF większościowego pakietu akcji Enei, jako że Francuzi zamierzali wybudować w rejonie Kozienic niewielką elektrownię jądrową, zamiast 1075 MW nowego bloku na węgiel.

Konieczne jest długofalowe mądre planowanie bez dogmatów:

W każdym kraju sektor energetyczny wymaga długofalowego mądrego planowania, w horyzoncie 20 – 30 letnim. Plany winny być wykonane w oparciu o konkretne wyliczenia i analizy ekonomiczne oraz ekologiczne. Jakie inwestycje i kiedy, decyzje mają wynikać z tego planu wlaśnie. Zdawać by się mogło, że w Polsce nareszcie tak zaczyna się dziać, jednak fakt niezaakceptowania projektu opublikowanego przez Min Energii świadczy, że lobbyści zamierzają go zmodyfikować według własnych interesów. I naciskają w tym celu na polityków.

Zaraz w ogniu ostrej krytyki projektu ministerialnego pojawiły się alternatywne wersje polityki energetycznej, na ogół całkowicie oderwane od rzeczywistości, bazujące na propagandowych teoriach lansowanych przez środowiska powiązane z OZE, głównie energetyką wiatrową i słoneczną. Oczywiście w tych planach monopol węglowy miał zostać zastąpiony monopolem OZE, a miejsca dla energetyki jądrowej nie było w ogóle. Instytuty powiązane z energetyką wiatrową jak Forum Energii wskazywały, jakoby do radykalnego zmniejszenia emisyjności polskiej gospodarki i zaspokojenia energetycznych potrzeb rozwój OZE połączony z planami oszczędzania energii wystarczył!

Do czego prowadzi ideologia w energetyce?

Twórcy takich koncepcji całkowicie ignorują fakt, że w samych Niemczech na które często się powołują, program Energiewende, którego polską wersje nam proponują, napotyka na ogromne problemy a koszty wymykają się spod kontroli. Rosną też ceny energii, które już dziś w Niemczech i Danii są dwukrotnie wyższe niż w opierającej się na atomie Francji. Oczywiście chodzi o ceny energii dla odbiorców indywidualnych, bo te dla przemysłu są silnie dotowane przez państwo.

Również co do zmniejszenia emisji energetyka wiatrowa i słoneczna okazały się mało przydatne. Niemcy nie są w stanie dotrzymać swoich zobowiązań emisyjnych do 2020 roku, co już oficjalnie przyznały czynniki polityczne. Dzieje się tak dlatego,, że roczne wykorzystanie mocy dla wiatraków na lądzie to ok 17 do 25 procent w zależności od lokalizacji. Fotowoltaika choć bardziej przewidywalna, może się „poszczycić” tym wskaźnikiem na poziomie 10 do 12 procent. Zaś morskie farmy wiatrowe 40 do 50 procent, w najlepszych lokalizacjach na Morzu Północnym oraz południowych i północnych wybrzeżach W. Brytanii. Przez resztę czasu energię muszą dostarczać źródła jak najbardziej emisyjne, głównie gazowe, najbardziej elastyczne jeśli chodzi o częstą i szybką zmianę mocy. Ponieważ energetyka gazowa daje energię bardzo drogą, zależna w 80 procentach od ceny surowca, Niemcy uzupełniają swój mix energetyczny węglem brunatnym (nowe odkrywki i elektrownie na to paliwo). Także importowanym węglem kamiennym

Konkretne przykłady pokazują, że najmniejszą emisję z sektora energetycznego mają kraje które rozwinęły energetykę jądrową na dużą skalę (Francja), oraz te, które mają szczególnie dobre warunki do rozwoju hydroenergetyki jak Norwegia. Lub też takie, które opierają się w połowie na hydroenergetyce I w połowie na atomie jak Szwecja. Na odwrotnym biegunie są kraje emitujące bardzo dużo opierająca się na węglu Polska i rozwijające intensywnie OZE wsparte węglem I gazem, ale rezygnujące z energetyki jądrowej Niemcy. Duży jak widać udział energetyki wiatrowej i słonecznej (Niemcy 35%) nie decyduje o znaczącym spadku emisyjności. Tak więc praktyka i rzeczywistość zadaje kłam teoriom i dogmatycznej ideologii lobbystów, których głównym celem jest zapewnienie rynku zbytu dla swojej branży i wciąż rosnących dotacji kosztem podatnika. Rzeczywistość zdają się też ignorować ugrupowania polityczne, w swoich programach zakładające w Polsce niemal wyłącznie rozwój OZE jak Wiosna Roberta Biedronka czy partia Nowoczesna. Także media bezkrytycznie lansujące ten kierunek.

Energetyka jądrowa głównym przeciwnikiem:

Środowiska OZE zakładają, że węgiel z uwagi na wysoką emisyjność jego spalania i politykę w celu ochrony klimatu lansowaną w Unii Europejskiej został już pokonany. Nie powodująca żadnej praktycznie emisji energetyka jądrowa jawi się dla nich jako główny konkurent. Dlatego to jej dotyczy główna krytyka a wysiłki idą na wypchnięcie elektrowni jądrowych z miksu.

Krytyka ta zresztą zmieniła się na przestrzeni ostatnich lat. Z uwagi na wielkie inwestycje poczynione w sektorze jądrowym jeśli chodzi o bezpieczeństwo – systemy pasywne, betonowe kopuły chroniące reaktor, wytrzymujące uderzenie samolotu, teraz oś krytyki przeniosła się na koszty budowy elektrowni jądrowych. Te istotnie wzrosły, właśnie z uwagi na wyśrubowane wymogi bezpieczeństwa, jakim nie są poddane inne sektory gospodarki, nawet jeśli dochodziło tam do spektakularnych katastrof, jak przemysł chemiczny. Przypomnijmy, w Indiach w 1984 roku katastrofa taka zabiła 20 tys ludzi, a jednak te same środowiska, które zwalczają atom, nie domagają się zamykania zakładów chemicznych.

Główna jednak przyczyną wzrostu kosztów, to fakt, że przez ostatnie dziesiątki lat, właściwie od końca lat 80 tych ubiegłego wieku, regularnie nowe elektrownie jądrowe budowane były głównie w Azji. Bardzo niewiele powstawało ich w Europie, albo w USA. Powstała luka pokoleniową jeśli chodzi o kadrę techniczną i inżynierską mająca doświadczenie w budowie obiektów jądrowych. Obecnie sytuacja zaczyna się powoli zmieniać, ale skutki kilkudziesięciu lat zaniechań trudno od razu odrobić. Istnieją jednak możliwości zmniejszenia kosztów inwestycyjnych np poprzez standaryzację i doprowadzenie do powtarzalności szeregu etapów budowy różnych reaktorów tej samej technologii. Przytaczane przez przeciwników energii jądrowej koszty budowy dotyczą głównie prototypów, jak EPR wodno-ciśnieniowe w Finlandii i Francji Także brytyjskiego projektu Hinkley Point, który negocjowany był w sytuacji braku energii w Zjednoczonym Królestwie i konieczności bardzo pilnych inwestycji, co miało miejsce w wyniku błędów i braku długofalowego planowania. Gwarancje rządowe na zaciągnięte na budowę kredyty również zmniejszają koszty, bo oprocentowanie wynikające ze stopnia ryzyka jest mniejsze. Już w Azji, nawet jeśli chodzi o bloki tego samego typu są one budowane taniej i bez opóźnień. Powyższe może więc jedynie stanowić argument, za wyborem partnera do budowy z kraju, gdzie elektrownie jądrowe budowane były ciągle i nie występują problemy z kadrą techniczną. Zresztą do budowy elektrowni jądrowych przygotowywało się wiele polskich firm, realizując je za granicą!

Reasumując nie wolno dopuścić, by o polityce energetycznej decydowała dziś prywata i dogmaty, będące zawsze wrogiem zdrowego rozsądku i Racji Stanu państwa i społeczeństwa jako całości. Nie wolno dopuścić do tego, by znów kwestie polityczne przeważyły nad wszystkimi innymi, bo płacimy i będziemy płacić jako społeczeństwo wysoką cenę takich eksperymentów. Siłą energetyki jest jej zróżnicowanie, ogromną słabością jakikolwiek monopol. Odchodząc stopniowo od węgla musimy pamiętać, że źródła wiatrowe i słoneczne aż do wynalezienia opłacalnych metod magazynowania energii, mogą być uzupełnieniem systemu tylko i wyłącznie, a energetyka jądrowa winna być rozwijana właśnie w celu zastępowania źródeł emisyjnych na tradycyjnych procesach spalania. Gaz konieczny do wsparcia OZE też jest źródłem emisyjnym – dwutlenek węgla i tlenki azotu, a Polska sprowadza go po cenach najwyższych w Europie. Elektrownia jądrowa natomiast daje energię stosunkowo tanią i ekologicznie czystą, nawet mimo wyższych kosztów inwestycyjnych niż w przypadku węglowej czy gazowej. To odpowiednik autostrady, kosztuje więcej ale i większe są korzyści.