Gepting: Polski węgiel będzie podstawą. My, Rosjanie, możemy tylko uzupełniać lukę (ROZMOWA)

30 kwietnia 2020, 07:30 Energetyka
Rozmowa BiznesAlert.pl

Zmniejszyliśmy wwóz węgla do Polski o 66 procent. Rosyjska strategia zwiększenia wydobycia odsunie się w czasie – powiedział Iwan Gepting, prezes KTK Polska, w rozmowie z BiznesAlert.pl. – Uważam, że w przyszłości w Polsce to rodzimy węgiel będzie podstawą, a węgiel zagraniczny, w tym ten z Rosji nie zajmie dominującej pozycji na rynku. Możemy tylko uzupełniać lukę w bilansie zapotrzebowania – mówi.

BiznesAlert.pl: Jeśli już agencja Regnum zbliżona do rosyjskiego rządu pisze, że jest kryzys węglowy, to znaczy, że jest źle. W samym tylko marcu wydobycie w odkrywkach w Kuzbasie spadło z 21,3 do 18,6 mln ton, co ma być nie tylko winą koronawirusa, ale i odwrotu UE od węgla.

Iwan Gepting, prezes KTK Polska: To prawda, my także zmniejszyliśmy wydobycie w związku z malejącym popytem na węgiel. Główny region wydobywczy Rosji to Zachodnia Syberia: Kuzbas, Krasnojarsk i Chakasja. Te regiony znajdują się w podobnej odległości od portów na wschodzie i zachodzie kraju. Do tej pory w sprzedaży zachowana była równowaga w tych kierunkach. Natomiast 2019 rok pokazał spadki na kierunku zachodnim – zarówno w zakresie ilości, jak i cen. W związku z tym staramy się zwiększyć sprzedaż na wschód, ale tu najważniejszą rolę odgrywają czynniki logistyczne i ograniczona przepustowość kolei – pociągi mają do pokonania aż 6000 km. Syberia Zachodnia nie może więc sprzedać całego swojego wydobycia na wschód, choć w Azji popyt na węgiel nie spadł tak jak w Europie, ale jednak ceny spadły.

Czy 2020 rok spisujecie już na straty? Odbicia należy się spodziewać optymistycznie w 2021 czy 2022 roku?

Trudno dzisiaj prognozować rozwój sytuacji na rynku węgla. Ten rok z pewnością wpłynie negatywnie na wszystkich producentów węgla. To, co wydarzy się na rynku później, w dużej mierze będzie zależało od możliwości spółek, ich marginesu bezpieczeństwa oraz poduszki finansowej. Nasza spółka jest obecna na wszystkich rynkach, gdzie sprzedawany jest węgiel energetyczny wydobywany w Rosji i mogę z całą pewnością powiedzieć, że nie ma w tej chwili żadnego rynku, na którym wynik finansowy byłby dodatni. Aktualnie należy minimalizować straty. Niektóre firmy wydobywcze się zamykają, wiele z nich całkowicie wstrzymało inwestycje. Jesteśmy spółką wydobywczą, nie tylko handlową i jeśli na rok wstrzymamy inwestycje, to konsekwencje będziemy odczuwali przez kolejne 2-3 lata. Technologicznie nie będzie możliwości zwiększenia wydobycia bez nowych inwestycji.

No właśnie, a według rządowej strategii rozwoju energetycznego Rosja ma zwiększyć produkcję krajową węgla kamiennego do 448-530 mln ton w perspektywie 2024 roku oraz do 485-668 mln ton w 2035 roku. Do tego w planie jest podwojenie eksportu. To będzie możliwe?

Obecna sytuacja prawdopodobnie spowoduje przesunięcie tych planów o dwa, trzy, a może nawet cztery lata. Odtworzenie produkcji nie jest aż tak długim procesem, jednak podstawową kwestią pozostaje infrastruktura transportowa. Jeśli kolej zwiększy przepustowość na rynki azjatyckie, które są bardzo chłonne, to tę przepustowość może zająć węgiel. Dziś nasz udział tam jest nieznaczny, ale widzimy na wschodzie potencjał rozwoju. Tak naprawdę, gdyby infrastruktura na to pozwalała, to można byłoby cały wydobywany w Rosji węgiel skierować na azjatyckie rynki.

Czy oznacza to intensyfikację eksportu właśnie na Wschód, nie na Zachód?

Zgadza się. Nie widzimy innych kierunków, gdzie można zwiększyć eksport węgla. W Europie popyt na węgiel się kurczy.

Państwa firma sprzedaje w Polsce średnio 2,5 mln ton węgla rocznie. Jak będzie w tym roku biorąc pod uwagę nie tylko koronawirusa, ale i ciepłą zimę oraz leżące na zwałach polskich kopalń ponad 7 mln ton surowca?

Trudno o konkretne szacunki, ponieważ ani my, ani nawet nasi klienci w energetyce nie znają zapotrzebowania na surowiec. KTK działa na rynku polskim ponad 10 lat. Od 7 lat jesteśmy tu obecni jako spółka zależna – KTK Polska. Przez cały czas naszej obecności na rynku polskim obserwujemy wahania – pojawiały się zarówno nadwyżki, jak i niedobory węgla. Były lata, gdy sprzedawaliśmy 3,5 mln ton węgla rocznie, były i takie, że ta sprzedaż utrzymywała się na poziomie 0,9 mln ton. W tym roku przewidujemy, że będzie to około 1,5-1,7 mln ton. Uważam, że w przyszłości w Polsce to rodzimy węgiel będzie podstawą, a węgiel zagraniczny, w tym ten z Rosji nie zajmie dominującej pozycji na rynku. Możemy tylko uzupełniać lukę w bilansie zapotrzebowania.

Patrząc na dane statystyczne, wwóz węgla z Rosji do Polski zmniejszył się w pierwszym kwartale o 53 procent w stosunku do tego samego kwartału w roku ubiegłym. W przypadku naszej firmy wolumen dostaw węgla do Polski spadł o 66 proc., co nie jest tożsame ze spadkiem sprzedaży, która zmniejszyła się o ok. 30 proc. Obecnie nie widzimy sensu dostaw surowca i robienia zapasów. Dostarczamy więc tylko tyle węgla, ile możemy sprzedać. Najwięcej bowiem kosztuje nas logistyka – to 72-80 procent finalnej ceny węgla dla klienta. Nie wydajemy środków na przewóz węgla, który nie zostanie sprzedany.

Jak w Kuzbasie udaje się utrzymać niskie koszty wydobycia?

To przyroda. Lokalizacja złóż w Kuzbasie jest niepowtarzalna. Do tego infrastruktura wydobywcza, która została wcześniej przygotowana. Koszty wydobycia na Syberii Zachodniej są jednymi z najniższych na świecie. Dysponujemy kopalniami odkrywkowymi, a nie głębinowymi. To nas różni od polskich kopalń – w Kuzbasie w zasadzie nie ma kopalń, które wydobywają tak głęboko jak te w Polsce. Byłoby to nieopłacalne ze względu na wysokie koszty dostarczania paliwa na odległe rynki zbytu, a jak wspominałem wcześniej – to właśnie logistyka jest największym kosztem.

Wielokrotnie w UE, w tym w Polsce, podnoszony był temat dotowania rosyjskiego węgla, czy to wydobycia, czy to transportu przez państwowe koleje RŻD, sama o tym wielokrotnie pisałam. Mógłby się Pan do tego odnieść?

Nie spotkałem się z tym, by władze państwowe czy lokalne finansowały w Rosji wydobycie węgla. Nie znam żadnej spółki węglowej w Rosji, w której Skarb Państwa miałby swoje udziały. Ta branża została już dawno całkowicie sprywatyzowana. Owszem, korzystamy z państwowych kolei rosyjskich, ponieważ cała infrastruktura kolejowa należy do państwa. Ale RŻD to spółka akcyjna, ma obowiązek publikować dane finansowe. Gdyby dotowali przewóz węgla, notowaliby także straty w bilansie. Węgiel nie jest najbardziej opłacalnym towarem do przewozu. Podobnie jest zresztą także w Polsce. To ładunki masowe, ale marża na tym przewozie jest niewielka. O dotowaniu przewozów węgla w Rosji również nic mi nie wiadomo. Są oczywiście pewne elementy stymulacji, ale są one związane z rynkiem. Na przykład teraz, gdy wszyscy ruszyli z towarami na Daleki Wschód, powinien zostać wprowadzony system dostępu do infrastruktury kolejowej – krótko mówiąc – im więcej sprzedasz na Zachód, tym więcej będziesz mógł wozić na Wschód.

Przez ponad 2,5 roku opisywałam z Michałem Potockim import antracytu z okupowanego Donbasu, który przyjeżdżał m.in. do Polski na rosyjskich dokumentach, a pieniądze z tego procederu finansowały wojnę. Kilka lat temu minister spraw wewnętrznych Mariusz Błaszczak zapowiadając embargo na rosyjski węgiel powiedział, że kupowanie tego paliwa finansuje wojny Putina. Czy brali Państwo pod uwagę, że takie rozwiązanie może zostać wprowadzone?

Polityka nie leży w obszarze zainteresowań naszej firmy, w związku z czym trudno nam komentować polityczne oświadczenia. Nasza optyka skupiona jest na rynku – jest popyt, jest podaż. Rosyjski węgiel będzie obecny w Polsce pod warunkiem, że będzie dla niego miejsce, a my to miejsce widzimy dla siebie i innych dostawców. Polska ze względu na położenie geograficzne jest w stanie dywersyfikować dostawy surowca, ma lądowe i morskie przejścia graniczne. Argumenty mówiące o tym, że Polska może być uzależniona od rosyjskiego węgla są niewłaściwe. Tu główną rolę odgrywa ekonomia. Teraz dla wielu spółek energetycznych korzystny byłby zakup węgla dostarczanego drogą morską, ponieważ handel morski opiera się na indeksach, a ich wartość spadła do poziomów nigdy nienotowanych. W 2019 roku sytuacja była zupełnie odwrotna. Wtedy korzystne było kupowanie węgla po cenach niepowiązanych z indeksem, co promowało dostawy kolejowe.

W żadnym innym kraju nie ma tylu podmiotów działających na rynku węgla, co w Polsce. Dlatego nie da się go zdominować przez jedną firmę, czy nawet przez jeden kraj dostaw. A embargo może doprowadzić tylko do jednego – wzrostu cen węgla.

Rozmawiała Karolina Baca-Pogorzelska