Przed szczytem NATO. „Sankcje nie wystarczą, by powstrzymać Rosję”

8 marca 2016, 15:30 Bezpieczeństwo
Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. Fot.: Kremlin
Prezydent Federacji Rosyjskiej Władimir Putin. Fot.: Kremlin

(EurActiv.pl)

„Bez względu na to, przed jakim wyzwaniem staniemy NATO znajdzie sposób, by zapewnić pokój i bezpieczeństwo. Zawsze tak było i zawsze tak będzie” – zapowiedział 4 marca zastępca Sekretarza Generalnego NATO Alexander Vershbow.

W lipcu br. w Warszawie będzie miał miejsce szczyt państw NATO. Będzie on poświęcony roli Sojuszu w zmieniającym się w świecie – w tym w jaki sposób może on zagwarantować bezpieczeństwo swoim członkom, biorąc pod uwagę wydarzenia na Bliskim Wschodzie i rosnącą asertywność Rosji. Prezes Zarządu Fundacji ISS, zajmującej się problematyką bezpieczeństwa międzynarodowego, Anna Szymańska-Klich podsumowała polskie oczekiwania wobec tego szczytu jednym zdaniem: „Chcemy uzyskać ten sam poziom bezpieczeństwa, co nasi sojusznicy”.

Rosja cofa czas

Szczególne znaczenie tegorocznego szczytu NATO dostrzega również Ian Brzeziński, starszy doradca w Brent Scowcroft Center – Atlantic Council – amerykańskiego think tanku zajmującego się stosunkami międzynarodowymi. Podkreślił, że podczas lipcowego spotkania zadaniem Sojuszu Północnoatlantyckiego jest znalezienie odpowiedzi na wyjątkowo skomplikowaną sytuację międzynarodową. Wyjaśnił, że NATO musi reagować obecnie równocześnie na kilku frontach: wschodnim, południowym, w Arktyce – gdzie Rosja wzmacnia swoją obecność militarną – oraz musi podejmować wyzwania w wymiarze globalnym.

Bez stałych baz w Polsce

Polska wobec NATO ma konkretne oczekiwania. Na szczycie naszej listy jest utworzenie stałych baz w naszym kraju, które mają się stać gwarantem bezpieczeństwa – założenie jest takie, że Rosja nie ośmieli się najechać państwa NATO, w którym są takie bazy.

Prof. Aleksander Głogowski, politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego uważa, że błędem jest to, że zarówno w Polsce, jak i w krajach bałtyckich nie ma stałych baz NATO. W jego opinii jest to dowód na to, że „jesteśmy członkiem drugiej kategorii”. „Skąd mamy wiedzieć, że możemy zaufać pozostałym krajom Sojuszu w sytuacji agresji ze strony Rosji?” – pytał Głogowski, jednocześnie podkreślając, że historia naszego kraju pokazuje, że nie można polegać wyłącznie na umowach i sojuszach, bo  te bywają zawodne.

Wiceprzewodniczący Sojuszu Północnoatlantyckiego Alexander Vershbow przyznał, że NATO musi zwiększyć swoje zaangażowanie w Europie Środkowo-Wschodniej. Szczegółowe ustalenia w tej sprawie zapadną podczas lipcowego szczytu, ale według niego propozycje dla Polski i państw bałtyckich, które zostaną wtedy przedstawione, będą dla Warszawy satysfakcjonujące. Zapowiedział, że nie należy jednak oczekiwać instalacji stałych baz w Polsce, gdyż NATO nie dysponuje wystarczającymi ku temu zasobami. Wiceszef Sojuszu powiedział, że powinny być to raczej „stosunkowo niewielkie, wielonarodowe siły, które będą stanowić skuteczny mechanizm odstraszania”.

Nieosiągalny ideał

Z opinią wiceprzewodniczącego NATO zgadza się b. minister obrony narodowej sen. Bogdan Klich. W rozmowie z EurActiv.pl Klich powiedział, że stałe bazy sojusznicze są w Polsce nieosiągalne, co wynika ze zmienionej przed czterema laty amerykańskiej doktryny wojennej. Zgodnie z nią tylko dwie brygady (w Niemczech i we Włoszech) mają charakter permanentny, a wszystkie nowo tworzone miejsca stacjonowania mają charakter rotacyjny.

„Jeśli do tego dodać jeszcze obawę Europejczyków przed  podważeniem relacji zapisanych między NATO a Rosją w akcie stanowiącym z 1997 r. [które zakazują NATO stacjonowania wojsk w państwach postkomunistycznych – red.] to mamy sytuację amerykańsko-zachodnioeuropejskiej zgody na  to, że stacjonowanie sił sojuszniczych w Polsce będzie miało charakter ciągły, ale nie stały. Żołnierze będą zmieniać się co 6 miesięcy, sprzęt może pozostać, ale nie będą stacjonować tutaj tak, jak jest to w Niemczech i Włoszech” – powiedział Klich.

Zagrożenie z wielu stron

Kwestia kształtu relacji Zachodu z Rosją nadal pozostaje otwarta. W lipcu br. wygasną dotychczasowe sankcje unijne wobec Rosji, a nie wszystkie państwa członkowskie zapatrują się pozytywnie na ich wydłużenie. NATO, być może z uwagi na udział w nim Amerykanów, wydaje się jednak bardziej zdecydowane w swoim podejściu do Moskwy.

Vershbow stwierdził, że Rosja staje się coraz bardziej palącą kwestią dla Sojuszu, ale także to, że NATO musi z nią komunikować się w odpowiedni sposób. „Musimy rozmawiać z Rosją z pozycji siły” – zaakcentował.

Wiceszef Sojuszu podkreślił ponadto, że podważanie przez Rosję ustalonego porządku spowodowało, że Moskwa nie jest już partnerem Sojuszu, a stanowi wyzwanie międzynarodowe, z którym należy się zmierzyć. W jego opinii Rosja chce „cofnąć czas” i wrócić do epoki, kiedy całkowicie dominowała w regionie. NATO, według Vershbowa, nie może pozwolić na realizację tej wizji.

Stanowisko, że NATO musi wzmocnić politykę wobec Rosji podziela Roland Freudestein, dyrektor polityczny w think tanku Wilfried Martens Centre for European Studies. Według niego w relacjach z Rosją nie można zapominać o cechach charakteru prezydenta Władimira Putina, który – w ocenie Freudensteina – jest człowiekiem o mentalności chuligana. Oznacza to, że w stosunkach międzynarodowych Putin postępuje tak, by wywołać strach u ludzi na Zachodzie, co często mu się udaje. „Nasze działania komunikują Putinowi jedynie naszą słabość” – mówił Freudestein o polityce NATO.

Co na to Rosja?

Decyzje związane ze wzmocnieniem obecności wojskowej Sojuszu we wschodnioeuropejskich krajach członkowskich to reakcja na zmienione warunki bezpieczeństwa w wyniku agresywnej polityki Rosji (aneksja Krymu i zaangażowanie w konflikt we wschodniej Ukrainie). Podczas dwudniowego spotkania ministrów obrony państw NATO, które odbyło się w ubiegłym miesiącu (10-11 lutego) w Brukseli, przewodniczący Sojuszu Jens Stoltenberg podkreślił, że większe zaangażowanie militarne w Europie Środkowo-Wschodniej pozwoli nie tylko wzmocnić wspólną obronę, ale wyśle również „mocny sygnał odstraszający wszelką agresję i pogróżki”.

Jak na umacnianie się Sojuszu w Europie Środkowo-Wschodniej odpowie Moskwa wciąż pozostaje jednak pytaniem bez odpowiedzi. Według części ekspertów należy spodziewać się eskalacji napięcia, natomiast w opinii innych badaczy stosunków międzynarodowych Rosja w obawie przed przedłużaniem sankcji unijnych nie podejmie jednak żadnych agresywnych działań. Po lutowym szczycie w Brukseli rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zacharowa skomentowała, że  trwający od zakończenia zimnej wojny rozwój obecności NATO w Europie Wschodniej, tj. w państwach dawnego bloku wschodniego, jest czynnikiem destabilizującym ten region.

Vershbow jest zdania, że sankcje gospodarcze nałożone przez UE powinny zostać utrzymane tak długo, jak Moskwa nie wypełni porozumień z Mińska. Sen. Bogdan Klich także uważa, że utrzymanie sankcji wobec Rosji jest istotnym, aczkolwiek niewystarczającym mechanizmem powstrzymywania Rosji przed agresywnymi działaniami.

 „Sankcje UE oczywiście mają swoje znaczenie ale ja bym go nie przeceniał – przy pomocy samych sankcji Rosji się nie powstrzyma. Rosję może powstrzymać polityka odstraszania i polityka przygotowania do ewentualnego konfliktu z Rosją, a zatem klasyczna deterrence and defence, tak jak to było rozumiane jeszcze w okresie zimnej wojny. Ja nie twierdzę, że mamy do czynienia z zimną wojną pomiędzy Rosją a NATO, ale mamy na pewno do czynienia z agresywną polityką Rosji. W związku z tym trzeba złożyć w pewną całość politykę odstraszania i obrony czyli wzmocnienia obecności NATO na wschodniej flance oraz sankcji stosowanych przez UE, bo to drugie bez tego pierwszego jest bezradne” – skomentował w rozmowie z EurActiv.pl Bogdan Klich.

Cytaty pochodzą z wypowiedzi uczestników piątkowej (4 marca) XXIV Międzynarodowej Konferencji Bezpieczeństwa „NATO jako aktywny opiekun – oczekiwania przed szczytem NATO w Warszawie”, zorganizowanej w Krakowie przez Fundację Instytut Studiów Strategicznych we współpracy z Kwaterą Główną NATO oraz Fundacją Konrada Adenauera.

Źródło: EurActiv.pl