Riley: Europa nie musi się obawiać pozwów za zatrzymanie Nord Stream 2

15 września 2020, 13:00 Energetyka
Prace przy rurach. Fot. Nord Stream 2
Prace przy rurach. Fot. Nord Stream 2

Czy państwa Unii Europejskiej, Wielka Brytania i Stany Zjednoczone mogą być pociągnięte do odpowiedzialności w przypadku nałożenia sankcji na Nord Stream 2? Odpowiedź brzmi nie – pisze prof. Alan Riley z Atlantic Council.

Setki milionów euro

– Wielu lobbystów Gazpromu, po pojawieniu się pomysłów nałożenia sankcji europejskich na budowę Nord Stream 2, zaczęło tworzyć narrację o „śnieżnej kuli pozwów i finansowych roszczeń” ze strony Nord Stream 2 AG oraz wielu europejskich podwykonawców projektu, którzy utracą zlecenia warte setki milionów euro. Gdyby Gazprom zdecydował się na składanie pozwów, byłyby to pozwy albo bezpośrednio przeciwko decyzji UE (zapewne sankcje wyszłyby właśnie jako wspólna akcja wspólnoty) albo przy skorzystaniu z zapisów Traktatu Karty Energetycznej. Nord Stream 2 AG już zresztą wystąpił z jednym pozwem, wykorzystując zapisy TKE przeciwko UE przez to, że ta odważyła się rozszerzyć zapisy dyrektywy gazowej o nowo budowane gazociągi importowe. To kolejny przykład wykorzystywania lobbingu na salach sądowych, który nie ma szans powodzenia – pisze prof. Alan Riley.

– W skrócie, Nord Stream 2 AG twierdzi, że gazociąg został ukończony przed 23 maja 2019 roku. Twierdzi tak pomimo faktu, że 23 maja instalacja była ukończony w 40 procentach i nie miała jeszcze wszystkich zgód budowlanych. Odpowiedzialny inwestor nie rozpocząłby budowy tak dużego projektu, nie posiadając wszystkich wymaganych zgód. Trudno zatem będzie spółce wnosić racjonalne argumenty przed trybunały. W rzeczywistości, Dania udzieliła pozwolenia budowy gazociągu przez swoją strefę ekonomiczną dopiero w październiku 2019 roku. To bez wątpienia silny argument, który będzie podnoszony przez służby prawne Unii Europejskiej. Kolejne pozwy będą rozbijać się o tę samą linię obrony. Myślę, że w Berlinie patrzą na to ze spokojem. Nowe roszczenia oznaczają więcej pracy administracji europejskiej i departamentów prawnych instytucji unijnych, ale nie wpłynie na werdykt niekorzystny dla wspólnoty – pisze.

– Ramy prawne sankcji unijnych, amerykańskich czy brytyjskich nie przewidują odszkodowań na rzecz stron poszkodowanych w wyniku ich wprowadzenia. Zaskarżenie sankcji w oparciu o prawa państw nakładających też nie wróży sukcesu. Lokalne sądy będą raczej utrzymywać linię zgodną z literą prawa państwa wprowadzającego sankcje, a nie podmiotu nimi objętym. Ewentualne sankcje będą uzasadnione prawnie m.in interesem publicznym w związku z usiłowaniem zabójstwa Aleksieja Nawalnego lub ingerencję Rosji w sprawy wewnętrzne Białorusi. Przy całej niemożności zaskarżenia sankcji przez trybunałami, lobbyści Gazpromu podnieśliby larum o milionowych stratach firm europejskich, które zdecydowały się zainwestować w budowę Nord Stream 2. W rzeczywistości, bardzo dobrze opłacani prawnicy takich firm jak Shell czy Engie od razu przystąpiliby do uzyskania odszkodowania od Gazpromu w przypadku zakończenia projektu. Trudno sobie wyobrazić, aby te firmy nie wystąpiły o odszkodowanie. Pierwotny pomysł z 2016 roku zakładał powołanie wspólnego konsorcjum, w którym Gazprom byłby większościowym udziałowcem, a firmy europejskie mniejszościowym. Analogicznie do struktury korporacyjnej Nord Stream 1 – pisze Riley.

– Na drodze stanął jednak polski UOKiK, który wszczął postępowanie dochodzeniowe w sprawie koncentracji przy projekcie Nord Stream 2. Gazprom stanął w obliczu długotrwałego postępowania, perspektywy zwrócenia się do TSUE i ostatecznie negatywnej decyzji. Podjęta została zatem decyzja, że Gazprom będzie właścicielem 100 procent akcji Nord Stream 2, a firmy europejskie będą uczestniczyć poprzez zabezpieczenie części funduszy inwestycyjnych. Już wtedy zarówno Parlament Europejski, jak i osiem państw Unii Europejskiej były przeciwne inwestycji. Nie wyobrażam sobie zatem innej sytuacji, niż żądanie odszkodowania za niedojście inwestycji do skutku. Pełna rekompensata oznacza, że firmy europejskie mógłby opuścić projekt wychodząc „na czysto”. Więc, jeżeli Kancelaria słyszy narzekanie lobbystów na sytuację tych koncernów europejskich, to powinna się zwrócić się do nich o pokazanie klauzul odszkodowawczych zawartych w umowach z Gazpromem. A jeżeli takich klauzul nie ma, to wina leży tylko po stronie samych firm, które zaangażowały się w taki projekt i nie zapewniły sobie odszkodowania od ryzyka zarzucenia projektu. Podsumowując, szansa powodzenia wniosków o odszkodowania wobec państw nakładających sankcje, wykorzystując sądy w tych krajach, jest minimalna. Zaskarżenie UE zgodnie z zapisami KE również nie przyniesie Gazpromowi pozytywnego rezultatu – twierdzi.

Opracował Mariusz Marszałkowski

 

Marszałkowski: Niemcy kluczą w sprawie Nord Stream 2. Egoizm czy obrona interesów?