Rosyjski gigant naftowy pod coraz większą presją

11 lutego 2016, 08:15 Energetyka
Putin Sieczin Rosnieft Prezydent Władimir Putin i Igor Sieczin (prezes Rosnieftu). Fot. Rosnieft

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik, Piotr Stępiński

Redakcja BiznesAlert.pl

Największa spółka naftowa Federacji Rosyjskiej operuje pod coraz większą presją. Skłania to jej prezesa do stawiania nowych oskarżeń pod adresem Arabii Saudyjskiej i innych graczy, którzy zagrażają interesom Rosji, także w Polsce.

Partner biznesowy Rosnieftu, brytyjski koncern BP twierdzi, że teraz na pewno nie jest odpowiedni czas na to, aby na rynku pojawiało się więcej udziałów rosyjskiej spółki. Podobne zdanie wyraża prezes rosyjskiej spółki, Igor Sieczin. Kreml ma jednak inne plany, bo musi ratować budżet.

– Nie sądzę żeby cena baryłki wzrosła szybko do 100 dolarów, dlatego prawdopodobnie nie jest to właściwy moment na prywatyzację Rosnieftu – powiedział dyrektor wykonawczy BP Bob Dudley. Jego spółka posiada 20 procent akcji rosyjskiej firmy naftowej.

Zdaniem Forbes’a słowa Dudley’a nie są zaskoczeniem. To samo o prywatyzacji w ciągu dwóch ostatnich lat mówił prezydent Władimir Putin. Przy ogólnym spadku wartości aktywów, zwłaszcza tych z sektora paliw kopalnych Rosja otrzyma mało atrakcyjną ofertę kupna akcji.

Podczas odbywającego się w Londynie International Petroleum Week prezes Rosnieftu ocenił, że z decyzją o rozpoczęciu następnego etapu tego procesu należy poczekać do momentu, gdy baryłka ropy naftowej zacznie kosztować 100 dolarów. Mimo to Rosjanin zadeklarował, że firma prowadzi wszelkie przygotowania niezbędne do prywatyzacji.

Rosnieft informuje, że ma „wysoką gotowość” do prywatyzacji poprzez sprzedaż 19,5 procent jego akcji należących obecnie do państwowego Rosnieftegazu w „uczciwej cenie”. Poinformowała o tym Federalna Agencja Zarządzania Własnością.

Jeszcze w 2014 roku rząd podjął decyzję o sprzedaży powyższych akcji w cenie nie niższej, niż rynkowa i nie niższej, niż oferta z momentu wejścia na giełdę w 2006 roku. Podczas wstępnej oferty publicznej (IPO) w Londynie wartość akcji Rosnieftu została wyceniona na 203 ruble, czyli 7,55 dolarów. Dnia 25 stycznia 2016 roku akcje były warte 255 rubli i 3,17 dolarów.

Państwowy Rosnieftegaz posiada 69,5 procent akcji Rosnieftu. Po sprzedaży 19,5 procent udziałów, państwo zachowałoby kontrolę nad spółką naftową. W 2016 roku ma dojść do prywatyzacji strategicznych aktywów Federacji Rosyjskiej w ramach poszukiwania środków na domknięcie budżetu doświadczonego przez spadające eny ropy naftowej. Według ministerstwa finansów sprzedaż wspomnianych akcji Rosnieftu ma dać budżetowi co najmniej 500 mld rubli zysku.

Jednakże sprzedaż akcji Rosnieftu w okresie dekoniunktury będzie oznaczała straty dla samej spółki, czego obawia się prezes Sieczin.

Minister rozwoju ekonomicznego Federacji Rosyjskiej Aleksiej Uljukajew przyznał, że nie ma ostatecznej decyzji Kremla o prywatyzacji Rosnieftu w 2016 roku. W celu zwiększenia kapitalizacji spółka może dalej ciąć wydatki na wydobycie, wycofać się z planowanych zakupów i sprzedawać nieistotne aktywa. Największym problemem jest dla niej istotny dług, który na stan z 30 września zeszłego roku wynosił 1,6 bln rubli. Spadek cen ropy naftowej pogarsza kapitalizację, a sankcje USA i Unii Europejskiej odcinają Rosnieft od kredytów. Odstraszają one także zagranicznych inwestorów przed kupnem jego akcji i wejściem w kooperację, które mogłoby przynieść dodatkowy kapitał. Wobec takiej możliwości są sceptyczne nawet – teoretycznie niezależne od sankcji zachodnich – Chiny i Indie, które nadal nie odpowiedziały konkretnie na kolejne oferty wejścia w projekty spółki Sieczina.

Sytuację Rosnieftu mogłaby poprawić podwyżka cen ropy. Niektóre państwa kartelu naftowego OPEC miały nadzieję, że przyniesie ją skoordynowana decyzja o ograniczeniu wydobycia we współpracy z Rosją. Trwały spekulacje na temat rozmów poświęconych tej kwestii. Sieczin kategorycznie je odrzucił.

– Z kim mielibyśmy rozmawiać o cięciach? – pytał retorycznie dziennikarza Financial Times, który poruszył ten temat w pytaniu. Pytał o to, kto byłby obecnie chętny do ograniczenia wydobycia. – Czy Iran albo Arabia Saudyjska to zrobią? – zagadywał Rosjanin podczas International Petroleum Week. Sieczin przyznał, że skoordynowane ograniczenie wydobycia o 1 mln baryłek dziennie miałoby wpływ na wzrost ceny ropy, ale obecnie nie ma chętnych do takiego ruchu.

Skrytykował producentów z Bliskiego Wschodu i USA, którzy zalewają rynek tanią ropą naftową. Zasugerował, że może być to działanie polityczne. – Oni celowo stworzyli tę sytuację i dążą do obniżenia cen ropy – oskarżał prezes Rosnieftu.

Prezes Rosnieftu Igor Sieczin uważa, że z powodu spekulacji na giełdach ceny ropy mogą spaść do 10 dolarów za baryłkę. Wezwał do sprzeciwienia się „spekulantom i zmniejszenia poziomu wydobycia ropy przez światowych producentów. Przepowiedział, że do końca 2016 roku zmniejszy się nierównowaga podaży i popytu na ropę, a do końca 2017 roku może wynieść on do 0,5 mln baryłek dziennie.

– Proces równoważenia sytuacji na rynku może zostać znacząco spowolniony przez wpływ jeszcze dwóch kluczowych czynników. Z jednej strony jest to możliwość dodatkowego zwiększenia podaży ropy OPEC, a z drugiej dodatkowych dostaw ropy ze Stanów Zjednoczonych w przypadku eksploatacji odwiertów, które szacujemy na 0,5 mln baryłek dziennie – wyjaśnia prezes Rosnieftu, odnosząc się do utrzymującego się wydobycia ze złóż łupkowych w Stanach, czego nie zmienił spadek cen ropy, oraz powrotu Iranu na rynek europejski.

Według niego coroczny spadek dziennego wydobycia ropy wyniesie 3 mln baryłek. Na chwilę obecną, według szacunków Sieczina, nadpodaż surowca wynosi ok. 1,5-1,7 mln baryłek dziennie. W związku z tym rynek nieuchronnie ustabilizuje się, są perspektywy do wzrostu – prognozuje prezes Rosnieftu. Według Sieczina zapotrzebowanie na płynne węglowodory będzie rosło w stosunku rok do roku o 1,3-1,5 procent.

Ponadto ponownie podkreślił, że koszty własne wydobycia jego spółki są jednymi z najniższych na świecie – 2,7 dolara za baryłkę. We wrześniu ubiegłego roku mówił, że koszt ten to 4 dolary przy kursie 66,6 rubli za dolar (obecnie ok. 80 rubli). Prezes Rosnieftu uważa, że spadki cen ropy są efektem działania spekulantów, uczestników rynku finansowego.

– Musze przyznać, że nie doceniliśmy tego faktu, że uczestnicy rynku finansowego nie znają ograniczeń w swoich czysto finansowych działaniach i są obecnie gotowi do testowania jakiegokolwiek poziomu cen, np. 27 dolarów w styczniu i obniżyć ją do 10 dolarów za baryłkę – powiedział Sieczin.

Sam Rosnieft sprzeciwia się cięciom wydobycia w Rosji, bo jego zdaniem mogłoby to zaszkodzić infrastrukturze naftowej na Syberii.Jednak i tu w drogę prezesowi Rosnieftu może wejść Kreml. Lobby energetyczne optuje za ograniczeniem eksportu ropy w celu wywindowania ceny surowca – pisze Financial Times.

Podczas wydarzenia w  Londynie prezes Rosnieftu wyraził także poparcie dla ewentualnej prywatyzacji części udziałów saudyjskiej spółki naftowej Saudi Aramco.

– Bardzo interesujące są dla nas informacje o możliwości rozpoczęcia prywatyzacji Saudi Aramco i poparlibyśmy taką decyzję. Dzięki temu mogłoby dojść do zwiększenia przejrzystości jej pracy, przekazania większej ilości informacji o jej potencjale uczestnikom rynku, w tym na temat bazy surowcowej i efektywności pracy – powiedział Rosjanin.

Przypomniał, że prywatyzacja zmniejsza zależność spółek od decyzji politycznych państwa i zwiększa odpowiedzialność zarządu przed udziałowcami. Była to aluzja do jego oskarżeń o politycznie motywowaną wojnę cenową Saudyjczyków z Rosją. Wbrew spekulacjom medialnym nie chodziło o zainteresowanie Rosnieftu kupnem akcji Saudi Aramco.

Ze względu na deficyt budżetowy w Arabii Saudyjskiej, Królestwo rozważa pozyskanie dla niego środków także poprzez częściową prywatyzację. Deficyt w 2015 roku wyniósł 98 mld dolarów (15 procent PKB). Plany na 2016 rok zakładają niedobór na 87 mld dolarów. Saudi Aramco zapewnia 11 procent światowego zapotrzebowania na ropę. Zarządza złożami składającymi się na 16 procent światowych rezerw, czyli 261 mld baryłek.

Oskarżenia i pretensje prezesa Rosnieftu pokazują rosnącą nerwowość w obliczu trudnej sytuacji na rynku z jednej strony, oraz presji Kremla na podzielenie się środkami z budżetem z drugiej. Te emocje już raz skłoniły Igora Sieczina do wypowiedzi, którą potem musiał tonować minister energetyki Aleksander Nowak. Sieczin oskarżył Arabię Saudyjską o stosowanie dumpingu cenowego, który pozwala jej na ekspansję na rynkach dotąd zarezerwowanych dla Rosji. W tym kontekście wymienił basen Morza Bałtyckiego. Polska i Szwecja odebrały próbne dostawy ropy saudyjskiej. Polski PKN Orlen negocjuje warunki umowy długoterminowej na dostawy surowca z Arabii Saudyjskiej. Obawy Sieczina musiał stonować minister Nowak, który ocenił, że wojna cenowa jest normalnym elementem gry rynkowej. Przyznał jednak, że Arabia destabilizuje rynek poprzez zwiększanie wydobycia pomimo spadku cen baryłki.

O 8.00 polskiego czasu w czwartek 11 lutego ropa naftowa Brent kosztowała 30,66 dolarów za baryłkę. Za tę samą ilość ropy WTI płacono 27 dolarów. Obie mieszanki notowały spadki wartości.