Ścigan: Ustawa offshore nie może czekać (ROZMOWA)

25 czerwca 2020, 13:00 Energetyka
Rozmowa BiznesAlert.pl. Marcin Ścigan

Stymulowanie inwestycji powinno mieć również charakter długofalowy. Jest wiele obszarów, których rozwój jest zablokowany, np. morska energetyka wiatrowa. Gdybyśmy dzisiaj w ramach tych działań stymulacyjnych przyspieszyli i przyjęli ustawę offshore oraz przedłużyli system aukcyjny OZE, to w ciągu kilku lat inwestycje w polską gospodarkę będą wynosiły miliardy złotych – mówi Marcin Ścigan, kierownik działu OZE w Forum Energii, w rozmowie z BiznesAlert.pl.

BiznesAlert.pl: Czy w dobie kryzysu zmieniło się postrzeganie Odnawialnych Źródeł Energii?

Marcin Ścigan: Mam wrażenie, że wręcz wzmocnił się pozytywny wizerunek OZE. Oczywiście, pewne inwestycje będą opóźnione i nie powstanie tyle nowych mocy, ile wcześniej zakładano, ale jest to tylko opóźnienie, a nie rezygnacja z tego kierunku. Można odnieść wrażenie, że wielu inwestorów, szczególnie z obszaru energetyki konwencjonalnej zauważyło, iż OZE są tą dziedziną, która gwarantuje stałą rentowność. Zwłaszcza w odniesieniu do projektów węglowodorowych, gdzie ceny surowców gwałtownie spadały. Wówczas okazywało się, że stopy zwrotu z inwestycji w OZE są dość atrakcyjne. Zwracają na to uwagę inwestorzy w Stanach Zjednoczonych  i Niemczech.

Mam także wrażenie, że zwiększyło się także przekonanie co do tego, iż nie ma odwrotu od OZE. Do niedawna, mówiąc o transformacji energetycznej wymienialiśmy ją w kategoriach opcji. Dzisiaj, gdy musimy odbudować gospodarkę wykorzystując do tego środki w ramach pakietów stymulacyjnych, nagle okazuje się, że szukając racjonalnych rozwiązań to transformacja energetyczna znajduje się na pierwszym miejscu. Widać to w działaniach Komisji Europejskiej, w Polsce trochę mniej, chociaż zapowiadany przez ministerstwo klimatu pakiet zielonych inwestycji pokazuje, że wiele można zrobić w tym obszarze. Inwestując mądrze, możemy dokonać skoku technologicznego w Polsce. Po trzecie, warto również zwrócić uwagę, że w naszym kraju widać tzw. trend „do it yourself” tj. budowania samodzielności i niezależności, także w obszarze produkcji energii.

Czy Pana zdaniem ten trend zmienił postrzeganie OZE?

W jakimś stopniu tak, chociaż z pewnością nie jest to decydujący element. Koronawirus nie zablokował rozwoju mikroinstalacji fotowoltaicznych. Poziom zainteresowania nimi nie tylko się utrzymał, ale nawet wzrósł. Co miesiąc przybywa ok. 100 MW nowych mocy zainstalowanych w mikroinstalacjach. To jest trend, który będzie miał pozytywny wpływ na postrzeganie OZE.

Czy pandemia zwiększyła atrakcyjność OZE?

Jest to jakiś element, ale nie przeceniałbym jego znaczenia. Rzeczywiście, utrzymanie bieżące elektrowni węglowych wymaga większej liczby osób niż obsługa instalacji słonecznych. Jeżeli jednak spojrzymy na miejsca pracy z tym związane, to fotowoltaika nie wypada źle w skali roku. To nie jest tak, że ona nie potrzebuje ludzi. Jak spojrzymy na analizy IRENA (Międzynarodowej Agencji Energii Odnawialnej – przyp. red.) to średniorocznie ilość miejsc pracy przy utrzymaniu 1 MW jest dość spora i mają one różny charakter. Są one związane m.in. z pracami administracyjnymi, obsługą prawną, ale również marketingiem. Można także zauważyć, że w czasie pandemii inwestowanie na giełdzie i w lokaty bankowe stało się o wiele mniej atrakcyjne. Jeżeli ktoś ma środki, to nagle okazuje się, że lepiej je zainwestować w panele fotowoltaiczne, niż trzymać na koncie. Dla części osób energetyka słoneczna może okazać się tym obszarem, w którym ulokują swoje pieniądze.

Czy OZE mogą pomóc odbudować gospodarkę po kryzysie?

Niedawno, we współpracy z Konfederacją Lewiatan, opublikowaliśmy dokument „Impuls energii dla Polski”. Wskazujemy w nim obszary, w których nakłady inwestycyjne możemy szybko zwiększyć, przyczyniając się do pobudzenia gospodarki. Jednym z nich jest termomodernizacja, która pomaga zmniejszyć zapotrzebowanie na energię w przyszłości, ale też umożliwia osiągnięcie celu redukcji emisji CO2. Pobudza ona także sektor budowlany. Ta branża przeważnie cierpi najbardziej w trakcie kryzysów gospodarczych. W przypadku pandemii koronawirusa, sektor budowlany nie doświadczył jednak sytuacji z poprzednich kryzysów, ale warto dążyć do tego, by termomodernizacja stała się istotną gałęzią w rozwoju tego sektora. Wiele krajowych firm, które np. zajmują się stolarką okienną, przygotowaniem materiałów budowlanych, zyskałoby na zwiększonych inwestycjach w tym obszarze. Dodatkowo możemy również przyspieszyć proces wymiany źródeł ciepła i budowy energetyki rozproszonej. Wobec tej ostatniej istniały pewne obawy na początku kryzysu o kontynuowanie obecnie realizowanego wsparcia. Warto podkreślić, że sektor publiczny pobudza inwestycje prywatne. Programy takie jak Mój Prąd czy Czyste Powietrze mają charakter dotacyjny. Reszta kapitału ma pochodzić ze środków kapitału prywatnego. Finanse publiczne mają charakter mnożnikowy, który można zaobserwować – to dobrze wpływa na gospodarkę. Większy strumień pieniędzy popłynie w ten sposób na transformację energetyczną.

Nie można zapominać też o inwestycjach w sieci elektroenergetyczne i inteligentne liczniki. Przyszłość rozwoju sektora energii będzie się opierała się na OZE oraz wszystkim tym, co umożliwia jego funkcjonowanie. Sieci, inteligentne liczniki i magazyny energii są elementami niezbędnymi. Pojawiają się głosy, sugerujące, że ze względu na trudności finansowe, niektóre spółki chcą znacząco ograniczyć inwestycje w modernizację sieci dystrybucyjnych. Naszym zdaniem należy jednak utrzymać planowany poziom inwestycji, a nawet przyspieszyć tak, aby nasz system był bardziej elastyczny i szybciej przystosował się do integracji OZE.

W „Impulsie energii dla Polski” podkreślamy, że stymulowanie inwestycji powinno mieć również charakter długofalowy. Jest wiele obszarów, których rozwój jest zablokowany, np. morska energetyka wiatrowa. Gdybyśmy dzisiaj w ramach tych działań stymulacyjnych przyspieszyli i przyjęli ustawę offshore oraz przedłużyli system aukcyjny OZE, to w ciągu kilku lat inwestycje w polską gospodarkę będą wynosiły miliardy złotych. To mogłoby pomóc odbudować gospodarkę. Takich obszarów wymieniamy kilka w naszej publikacji: morska energetyka wiatrowa, wsparcie aukcji OZE, kapitał ludzki, efektywność energetyczna w usługach i przemyśle, niskoemisyjne technologie przyszłości i zdolności produkcyjne urządzeń OZE.

Kryzys związany z pandemią koronawirusa pokazał również, że musimy skrócić łańcuchy dostaw, ponieważ jesteśmy uzależnieni od Chin. Jednak mimo to, że w Polsce jest wielu producentów pomp ciepła, kotłów na pellet, kolektorów słonecznych czy instalacji fotowoltaicznych, to poziom zatrudnienia w nich był niski. Nasze zdolności produkcyjne są obecnie ograniczone i powinniśmy dążyć do ich zwiększenia, by np. urządzenia do produkcji ciepła czy energii elektrycznej ze źródeł odnawialnych w większym stopniu były produkowane u nas w kraju.

Rapacka: Agrofotowoltaika na ratunek bezpieczeństwu żywnościowemu

Czy wystarczy środków na rozbudowę sieci na potrzeby OZE?

Według planu rozwoju sieci, opublikowanego niedawno przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE),w ciągu 10 lat na inwestycje potrzebne jest 14 mld złotych. I to jest tylko PSE. Do tej kwoty musimy dorzucić kolejne kilkadziesiąt miliardów, aby sieci dystrybucyjne zostały zmodernizowane. Jest to rzeczywiście wyzwaniem, ale zdecydowanie w naszym zasięgu.

Forum Energii analizuje ciepłownictwo. Które technologie mogą ułatwić modernizację tego sektora?

Publikowaliśmy niedawno raport na ten temat. Są to zdecydowanie pompy ciepła, również we współpracy z fotowoltaiką, czy kolektory słoneczne. Istotnym faktem odnośnie sektora gospodarstw indywidualnych jest rola węgla i pieców wykorzystujących go jako paliwo. W ciągu najbliższych lat musimy zastępować go innymi technologiami. Wydaje się, że pompy ciepła jednak nie będą w stanie wypełnić w całości tej luki, bo skala wyzwania jest ogromna. Widzimy także miejsce dla kotłów na pellet. Coraz bardziej będzie też postępowała elektryfikacja ciepłownictwa. W przyszłości rozpowszechnione będą także magazyny ciepła, które są najbardziej korzystne w systemach miejskich. Działają one obecnie m.in. w krajach skandynawskich, w których systemy ciepłownicze są bardziej zdywersyfikowane pod względem wykorzystywanych źródeł ciepła.

Wymienia Pań wśród motorów rozwoju OZE kontrakty PPA i solar buildings. W jaki sposób mają go zdynamizować?

W przypadku trendu, którym jest PPA, do niedawna był on bardziej popularny w USA niż w Europie. Pionierami i motorami rozwoju tej koncepcji są takie firmy jak Google czy Microsoft. Już w 2018 roku wolumen zakontraktowanej energii na świecie w ten sposób odpowiadał rocznemu zużyciu energii we Francji. W Polsce też widzimy już pierwsze kontakty PPA, ostatnio nawet Orange sygnował taką umowę. Wiele firm analitycznych wskazuje, że potencjał PPA w Polsce jest bardzo duży. Biznes widzi w nich oszczędności – podpisanie umowy na dostawy czystej energii eliminuje pewne koszty i zapewnia przewidywalność. Po drugie, wiele koncernów wymaga od swoich kontrahentów, żeby udowodnili rodzaj wykorzystywanej energii. W Polsce na razie możemy sobie to zapewnić gwarancjami pochodzenia, ale model ten ma wiele minusów. Drugą opcją jest właśnie kontrakt PPA.

W przypadku solar builidings, jest to obecnie duża nisza, ale może odegrać istotną rolę w kształtowaniu przyszłego budownictwa. Już dziś mamy dachówki solarne, które mogą generować energię elektryczną, pojawiają się też okna, fasady solarne, które mogą zastępować część budynków. Eksperci wskazują nawet, że są one już konkurencyjne kosztowo, jeśli porównamy je z tradycyjnym materiałem budowlanym. Ten obszar będzie się mocno rozwijał, zwłaszcza że tzw. unijna dyrektywa budynkowa z 2018 roku wymaga, aby w przyszłości budynki były zeroenergetyczne. Wykorzystanie technologii słonecznej na różnego rodzaju poziomach budownictwa będzie sprzyjało realizacji tego zadania. Tutaj wpływ będzie miał rozwój innowacji, gdyż wiele firm szuka swojego miejsca w tej przestrzeni. Uważam, że w najbliższych latach będzie to nisza, która będzie się stopniowo rozwijała.

Czy magazyny energii to jedyna odpowiedź na niestabilność OZE? 

Udział pogodozależnych źródeł w produkcji energii wyniósł około 10 procent w 2019 roku. Obecnie na świecie jest co najmniej kilkanaście krajów, w których to udział wynosi ponad 20 procent, Niemcy miały ponad 30 procent, Dania ponad 50 procent. W zeszłym roku operator niemiecki 50Herzt miał ponad 50-procentowy udział na swoim obszarze. To wszystko działa przy obecnym poziomie rozwoju technologii i nie ma problemu z bezpieczeństwem. O ile energia słoneczna i wiatrowa nie dostarczają energii cały czas, to nie jest tak, że nie są przewidywalne. Wiele zachowań możemy jasno określić. Wiemy, że energetyka wiatrowa pracuje bardziej w nocy, niż w dzień i bardziej w zimie, niż w lecie. Wiemy także kiedy energetyka słoneczna pracuje i jakie ma profile. Prognozy godzinne generacji wiatrowej są bardziej dokładne niż prognozy zapotrzebowania energii. Radzimy sobie z różnymi problemami i jeszcze w najbliższym czasie tak będzie. Co w przyszłości? Po pierwsze istotne będą magazyny, ale nie tylko litowe-jonowe. Technologii magazynowania energii jest bardzo dużo. W zależności od tego, czy potrzebujemy krótko czy długoteminowego magazynowania energii, produkty te są skomercjalizowane, ale nie są jeszcze konkurencyjne kosztowo. To co pokazuje Bloomberg lub inni analitycy rynku, to że ceny magazynów litowo-jonowych bardzo mocno idą w dół. Ścieżka rozwoju technologii i redukcji kosztów jest podobna do tej, którą obserwowaliśmy w fotowoltaice. W okolicach 2023 roku baterie mogą być już konkurencyjne, w 2030 roku będą o wiele tańsze od tych dzisiejszych. Pojemność magazynów zwiększa się co roku. Dzisiaj wynosi ona średnio 30 MWh, a jeszcze niedawno było to 7 MWh. A pojawiają się już projekty na dużo większą skalę. Nie ma już odwrotu, na to wszyscy postawili. Jedynie to, czego potrzebujemy, to efekt skali. W Polsce brakuje również regulacji – nie mamy nawet spójnej definicji magazynu energii czy sposobu opodatkowania energii pobranej i oddanej do sieci itd. To co mamy obecnie na rynku krajowym, to raczej są pilotaże. Jest to jednak jakiś postęp i przy likwidacji barier regulacyjnych, widzę dobrą perspektywę rozwoju.

Nie zapomnijmy o fakcie, że wszystkie obszary wokół transformacji energetycznej rozwijają się tak szybko i są nieprzewidywalne. Właściwie nie jesteśmy w stanie stwierdzić, jak będzie wyglądał świat za 10 lat. IRENA, analizując niestabilność w systemie elektroenergetycznym, zwraca uwagę na kwestię elastyczności. Elastyczność mogą dać magazyny energii. Daje ją także elektryfikacja np. jeśli mamy nadwyżkę energii, to możemy ją przerzucić do sektora ciepła. Pojawiają się tu nowe modele biznesowe czy zasady współpracy OSP z OSD. Nie tylko technologia jest konieczna do zapewnienia elastyczności, ale także odpowiednie regulacje i modele biznesowe. Pojawi się także wodór i połączenie go z sektorem gazowym. Jeśli rewolucja wodorowa się ziści, to wiele obecnie podnoszonych problemów transformacji energetycznej zostanie rozwiązanych. Mam poczucie, że w dyskusjach międzynarodowych nie mówi się o tym, jak wstrzymać rozwój OZE , ale raczej jak dostosować nasze regulacje, rynki, technologie do tego, aby w przyszłości poradzić sobie z pogodozależnymi źródłami energii.

Jakie można dziś wskazać bariery rozwoju OZE? Można usłyszeć, że dużym wyzwaniem będzie ich rozwój w sektorze transportu…

W przypadku transportu ważne są regulacje unijne. Biopaliwa pierwszej generacji mogą mieć maksymalnie siedem procent udziału, a naszym celem OZE w transporcie na 2030 rok jest 14 procent. Duży udział energii odnawialnej w tym sektorze jest możliwy, o czym świadczy chociażby przykład Szwecji. Pytanie jest, którą ścieżką mielibyśmy podążać. Obecnie trwają dyskusje o biometanie i jego wykorzystaniu w transporcie, ale wciąż jest to kwestia nieuregulowana. Nie za bardzo wiemy, czego oczekujemy od biometanu, jaką rolę powinien odgrywać i jak powinniśmy go wykorzystywać. On mógłby być stosowany m.in. w transporcie i traktowany jako biopaliwo kolejnej generacji, czyli takie, które nie opiera się na substancjach wykorzystywanych również do produkcji żywności. Na obecną chwilę, biopaliwa drugiej generacji raczej nie są stosowane w Polsce. W najbliższych latach zwiększy się również wykorzystanie energii elektrycznej.

Jaką rolę w Polsce ma odegrać morska energetyka wiatrowa?

Jako Forum Energii widzimy dużą rolę offshore w polskiej transformacji energetycznej. Teraz sektor wytwarzania jest stabilny, mamy elektrownie opalane węglem, ale będą one stopniowo wycofywane. Przyjdzie taki moment w okolicach 2030 roku, w którym wiele elektrowni zostanie wyłączonych ze względów technicznych i ekonomicznych. Powstanie wtedy luka wytwórcza, którą będzie trzeba zapełnić. Jedną z opcji jest atom, o którym od wielu lat wyłącznie mówimy. Gdyby nawet decyzja była podjęta dziś, to nie zdążymy wybudować elektrowni jądrowej w ciągu dekady. Potrzebujemy źródeł, które mogą być wybudowane „na już” i są dosyć stabilne. Morskie elektrownie mają tę przewagę, że produkują dwa razy więcej energii, niż elektrownie wiatrowe na lądzie. Współczynnik wykorzystania mocy sięga nawet więcej niż 50 procent, więc jest to stosunkowo stabilne źródło. Pogodę można dobrze przewidzieć, mamy także doświadczenia niemieckie czy duńskie. Offshore może w pewnym stopniu zapełnić lukę generacyjną po węglu, szczególnie brunatnym.

Czy branża OZE zaniedbała recykling zużytych komponentów?

Zgadzam się z tym stwierdzeniem, ta sprawa nie jest w ogóle uregulowana. Abstrahując od regulacji, obserwując prace Międzynarodowej Agencji Energetycznej czy Międzynarodowej Agencji Energii Odnawialnej, to recykling pojawia się tam bardzo rzadko. Niewielu ekspertów uznało to za temat pilny. Jest jednak świadomość, że trzeba coś zrobić. Jest też przekonanie, że w większości te komponenty mogą być poddane recyklingowi i ponownie wykorzystane, co może znacznie ograniczyć zapotrzebowanie na surowce. Na świecie można zaobserwować też jedno zjawisko, którego kiedyś doświadczyliśmy w Polsce. Stare wiatraki trafiały do nas z Niemiec, a dzisiaj stare panele słoneczne są wysyłane do krajów afrykańskich. Powstają nawet wyspecjalizowane firmy w tym obszarze.

Docelowo, zapewne powoli, będą się pojawiać rekomendacje OECD czy KE. Vestas ostatnio ogłosił strategię, w której zapowiedział produkcję turbin w całości wykonanych w modelu gospodarki o obiegu zamkniętym. Ta rola producentów jest bardzo ważna. Mam wrażenie, że biznes skupił się na walce o kawałek rynku a recykling mógł być postrzegany jako dodatkowy koszt, którego firmy chciały uniknąć. W tym momencie wiatraki i fotowoltaika są już konkurencyjne kosztowo, więc swego rodzaju „odpowiedzialność społeczna biznesu” będzie częściowo wymuszała na wszystkich firmach zajęcie się tą kwestią w niedalekiej przyszłości.

Rozmawiała Patrycja Rapacka

Rapacka: Odbudowa gospodarki unijnej może być szansą dla recyklingu łopat wiatrowych