font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna Węgiel 6 czerwca, 2017 godz. 7:31   
KOMENTUJE: Robert Tomaszewski

Tomaszewski: Fuzja ministerstw poprawiłaby pozycję negocjacyjną Polski (ROZMOWA)

Ministerstwo Energii Siedziba Ministerstwa Energii / fot. Wikimedia Commons

– Fuzja Ministerstw Energii oraz Środowiska przy ew. rekonstrukcji rządu jest możliwa. Inny scenariusz zakłada przekazanie polityki klimatycznej pod nadzór resortu energii. Takie rozwiązanie jest możliwe i mogłoby poprawić pozycję negocjacyjną Warszawy względem Komisji w sprawie polityki energetyczno-klimatycznej. Czy tak się jednak stanie, o tym zadecyduje kierownictwo polityczne Prawa i Sprawiedliwości – mówi w rozmowie z portalem BiznesAlert.pl Robert Tomaszewski, analityk Polityki Insight.

BiznesAlert.pl: Według części polskich mediów podczas planowanej rekonstrukcji rządu rozważane jest połączenie Ministerstw Środowiska i Energii. Miałoby to ujednolicić polskie stanowisko przy negocjacjach dotyczących pakietu zimowego oraz reformy systemu EU ETS. Czy fuzja ministerstw jest możliwa?

Robert Tomaszewski, analityk Polityki Insight: Z technicznego punktu widzenia jest to oczywiście realne. Powstałyby super-resort zatrudniający we wszystkich departamentach i jednostkach podległych blisko 7 tys. osób. Taki ruch byłby korzystny dla sektora energetycznego. Przykładowo Ministerstwo Środowiska ma decydujący wpływ na negocjacje z Unią polityki klimatycznej, która w zakresie emisji CO2, ma kapitalne znaczenie dla grup energetycznych, nadzorowanych przez Ministerstwo Energii. Połączenie resortów na pewno umożliwiłoby szybsze i sprawniejsze wypracowywanie stanowisk w tym zakresie. Czy tak się wydarzy będzie zależeć od układu politycznego i decyzji podjętych na lipcowym kongresie Prawa i Sprawiedliwości. Wówczas poznamy czy i w jakim kształcie dojdzie do rekonstrukcji rządu.

Czy pojawią się jakiekolwiek przesłanki, które mogłyby świadczyć o tym, że taki pomysł jest rzeczywiście rozważany?

Minister Szyszko firmuje wycinkę Puszczy Białowieskiej i wizerunkowo jest dużym obciążeniem dla rządu. Co prawda w grudniu 2015 r., dzięki jego twardej postawie negocjacyjnej, rządowi udało się wpisać do paryskiej umowy klimatycznej absorpcje CO2 przez lasy i wykreślić sformułowanie „dekarbonizacja”. Jednak już w lutym 2017 r. nieustępliwość Szyszki sprawiła, że Polska nie powstrzymała radykalnej reformy systemu handlu emisjami ETS. Nie potrafiliśmy zbudować mniejszości blokującej, a resort środowiska, po przegrany głosowaniu w Radzie Unii, zaczął kwestionować procedurę przyjęcia jej mandatu negocjacyjnego. Nikt nie poparł polskiego sprzeciwu. W kwietniu Komitet Ekonomiczny Rady Ministrów odsunął Szyszkę od negocjacji dotyczących handlu emisjami i zobligował rząd do szukania kompromisu z Brukselą. Z merytorycznego punktu widzenia Szyszko zasłużył na dymisję, a fuzja resortów energii i środowiska byłaby do tego dogodną okazją. Minister ma jednak silną pozycję polityczną w PiS i wsparcie ojca Tadeusza Rydzyka, co czyni go trudnym do usunięcia ze stanowiska.

Czy tworzenie superresortu tylko na potrzeby taktyczne, jakimi są negocjacje reformy systemu EU ETS, rynku mocy czy pakietu zimowego, będzie służyło długofalowym interesom i sektorowi polityki klimatycznej i samej energetyki? Czy nie doszłoby wówczas do konfliktu interesów?

Konflikt interesów występuje już teraz. Przypomnijmy, że obecny resort energii powstał z połączenia części Ministerstwa Skarbu Państwa i Ministerstwa Gospodarki. Trafiły tam departamenty nadzorujące spółki energetycznego, ale też jednostki zajmujące się pisaniem prawa dotyczącego rynku energii czy OZE. Oznacza to, że z jednej strony ministerstwo nadzoruje podmioty i kształtuje reguły rynku na jakim działają. Stwarza to pokusę pisania prawa pod państwowe firmy, na czym będą tracić prywatni gracze. Połączenie środowiska i energii może tą sytuację zaostrzyć. Przykładowo Ministerstwo Środowiska przygotowuje teraz nowe Prawo wodne. Po ewentualnej fuzji resortów mogę wyobrazić sobie, że zapisy dotyczące opłat za wodę dla elektrowni i kopalń ulegają radykalnemu ograniczeniu. W tej sytuacji można wydzielić politykę klimatyczną z resortu środowiska i przekazać ją pod nadzór ministrowi energii. Geologia, lasy, prawo wodne, zagospodarowanie odpadów, ochrona środowiska mogłyby nadal pozostać w Ministerstwie. Straty polityczne ministra Szyszki byłyby mniejsze, bo zachowałby stanowisko, choć z mniejszymi kompetencjami.

Czy synergia Ministerstw Środowiska i Energii mogłaby przynieść zamierzony efekt, a więc skuteczniejsze i efektywniejsze rozmowy dotyczące skutków reformy polityki energetyczno-klimatycznej dla Polski?

Włączenie polityki klimatycznej do Ministerstwa Energii byłoby dobrym sygnałem dla naszej pozycji w Brukseli. Ujednoliciłoby to narrację i dałoby większy komfort negocjacyjny naszym partnerom w Komisji. Nie jest jednak gwarantem sukcesu. Negocjacje dotyczące reformy systemu handlu emisjami są prowadzone równolegle z pracami nad dokumentem Komisji „Czysta energia dla Europy i Europejczyków”, a więc z pakietem zimowym. Dla Polski priorytetem jest zablokowanie sławnych 550 gram, czyli zapisu ograniczającego dotacje dla elektrowni węglowych w ramach rynku mocy. Jeśli nam się to uda, będziemy musieli ustąpić w innych kwestiach np. reformy systemu EU ETS.

Czy są sygnały, które pozwalają sądzić, że polityka polskiego rządu zmienia się w tym zakresie?

Tak, a przykładem na to jest choćby nowy projekt ustawy o rynku mocy. Znalazł się tam zapis dopuszczający do krajowych aukcji mocy zagraniczne elektrownie. Do tej pory Polska nie chciała o tym słyszeć. Widać, że rząd zadał sobie sprawę, że bez ustępstw nie będzie w stanie znaleźć kompromisu z Brukselą. To dobry sygnał.

Rozmawiał Bartłomiej Sawicki