font_preload
PL / EN
Alert 12 stycznia, 2018 godz. 14:30   
KOMENTUJE: Roma Bojanowicz

Trump nie wyjdzie z porozumienia klimatycznego, ani go nie podpisze

Donald Trump Donald Trump. Fot. Flickr

W czerwcu 2017 roku prezydent USA rozpoczął proces wycofywania swojego kraju z globalnego porozumienia klimatycznego zawartego w Paryżu. W styczniu 2018 roku Donald Trump zmienił zdanie i poinformował o tym podczas wspólnej konferencji prasowej z premier Norwegii Erną Solberg. „Moglibyśmy wrócić do tego… Bardzo przejmuję się środowiskiem” – powiedział prezydent. Do czasu wyborów prezydenckich w USA w 2020 roku Trump jednak nie podpisze wynegocjowanej przez ONZ umowy.

Porozumienie paryskie zostało podpisane przez administrację byłego prezydenta Baracka Obamy w grudniu 2015 roku. Stany Zjednoczone wraz z pozostałymi 200 krajami zadeklarowały chęć ograniczenia globalnej emisji CO2 i doprowadzenie do spadku średniej temperatury na świecie o 2°C.

Zmiany klimatyczne to „mistyfikacja”

Prezydent Trump 1 czerwca 2016 r. oświadczył, że ta umowa wywołuje „niekorzystną sytuację ekonomiczną” wśród amerykańskich pracowników, zwłaszcza tych pracujących w przemyśle węglowym. Zdaniem Trumpa porozumienie paryskie „podpisane przez nas było bardzo niesprawiedliwe wobec Stanów Zjednoczonych”. Dodatkowo nazwał zmiany klimatyczne „mistyfikacją” stworzoną przez Chińczyków.

Prezydent USA powiedział wówczas, że porozumienie „nakłada na nas kary… i zabrało nam wiele naszych zasobów majątkowych”. Zauważył również, że USA jest „bogaty w gaz, węgiel, ropę naftową i inne rzeczy … stąd olbrzymia kara za ich używanie. Według niektórych szacunków musielibyśmy zamknąć firmy, aby dotrzymać celów umowy do 2025 roku.” Przede wszystkim chodzi Trumpowi o to, że paryska umowa „naprawdę odebrałaby przewagę konkurencyjną” firmom amerykańskim. Dodał również, że choć czuje się „bardzo mocno związany ze środowiskiem”, a Agencja Ochrony Środowiska wraz z administratorem Scottem Pruittem „chcą czystej wody, czystego powietrza”, amerykańskie firmy muszą być w stanie „konkurować” z przedsiębiorstwami z innych krajów.

„Szczerze mówiąc, jest to porozumienie, z którym nie miałem problemu, ale miałem problem z umową, która została podpisana, ponieważ jak zwykle [administracja Obamy] źle ją wynegocjowała” – powiedział.

Podzielone opinie

Neil Bhatiya, analityk z think-tanku Center for a New American Security, powiedział w rozmowie z The Independent, że: „Administracja Trumpa (przyp.red.) nie była w stanie skrytykować paryskiej umowy, która odzwierciedla to, co umowa faktycznie zawiera.” Jego zdaniem USA „mają dużą elastyczność” w kwestii redukcji emisji CO2, tak aby bez problemu osiągnąć cele zgodne z porozumieniem paryskim. Administracja Obamy zadbała o to, aby paryska umowa była tylko porozumieniem, a nie traktatem, który wymagałby zatwierdzenia Kongresu i przez to stałaby się prawnie wiążąca. Inaczej mówiąc realizacja postanowień porozumienia paryskiego jest całkowicie dobrowolna, a cele emisji CO2 oraz wkład finansowy do różnych funduszy stworzonych przez ONZ, w tym do Zielonego Funduszu Klimatycznego oraz pozostałe zobowiązania dwustronne można elastycznie dostosowywać do prerogatyw poszczególnych krajów.

Sue Biniaz, była zastępczyni radcy prawnego Departamentu Stanu USA ds. klimatu, wyraziła podobne zdanie: „Nie ma żadnego prawnego powodu, dla którego porozumienia paryskiego (przyp.red.) nie można by zmienić, ale nie sądzę, że trzeba to zmienić lub „renegocjować” w celu rozwiązania problemów zgłoszonych przez prezydenta.”

Donald Trump i Scott Pruitt oświadczyli w czerwcu 2016 roku, że Stany Zjednoczone są otwarte na renegocjowanie umowy, którą przygotowywano przez 21 lat. W odpowiedzi na nie Niemcy, Francja i Włochy ujednoliciły swoje stanowisko w tej spawie i wspólnie ogłosiły, że umowa „nie może być renegocjowana, ponieważ jest to istotny instrument dla naszej planety, społeczeństw i gospodarek.”

Desygnowany jeszcze za czasów Baraka Obamy specjalny wysłannik ds. zmian klimatu w Departamencie Stanu USA Todd Stern, w czerwcu 2017 roku powiedział The Independent, że „niezwykle trudno wyobrazić sobie kraj, który chciałby renegocjować porozumienie (przyp.red.), ponieważ wszyscy uważają, że USA zawarły już umowę. Odrębną kwestią jest zrozumienie, co prezydent miał na myśli mówiąc o „renegocjacjach.”

The Independent/Roma Bojanowicz