Trump ociepla stosunek do zmian klimatu i chce zasadzić „bilion drzew”

13 lutego 2020, 12:15 Alert
Trump USA
Donald Trump, fot. flickr.com/GageSkidmore

Podczas corocznego orędzia o stanie państwa (ang. State of the Union) prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump przedstawił projekt „Inicjatywy biliona drzew”. Komentatorzy w USA zastanawiają się czy oznacza to zwrot w polityce klimatycznej amerykańskiej administracji, oraz w jakim stopniu jest to skuteczne rozwiązanie problemu zmian klimatu.

„Bilion drzew” – zagrywka polityczna czy zmiana polityki?

Donald Trump wielokrotnie dał się poznać jako zdecydowany przeciwnik polityki klimatycznej jako takiej. W kampanii prezydenckiej w 2016 roku zaprzeczał globalnemu ociepleniu, zapowiadał wsparcie dla branży węglowej (chociaż za jego kadencji wyłącznie traciła ona na znaczeniu, o czym można przeczytać w BiznesAlert.pl), zadeklarował wycofanie Stanów Zjednoczonych z porozumienia paryskiego, a potem twierdził, że „turbiny wiatrowe powodują raka”, panele fotowoltaiczne „są za słabe”, a jego szorstkie stosunki z aktywistką klimatyczną Gretą Thunberg urosły do rangi internetowej legendy.

Pomysł na szeroką akcję sadzenia drzew miał pojawić się w głowie Trumpa na Forum Ekonomicznym w Davos w styczniu tego roku, a osobą, która miała przekonać go, by ogłosić to w corocznym orędziu, był jego zięć i doradca polityczny Jared Kushner. Komentatorzy w Stanach Zjednoczonych twierdzą, że taki ruch to sprytne zagranie ze strony Białego Domu – taka propozycja ma nieco wygładzić wizerunek Trumpa jako denialisty klimatycznego, a przy okazji w żadnym stopniu nie szkodzi interesom wysokoemisyjnego przemysłu, nie wiąże się z inwestycjami w źródła odnawialne i odchodzeniem od paliw kopalnych. Cytowany przez The New York Times klimatolog prof. Tom Crowther z kolei podważa skuteczność takiego pomysłu – według niego efekty posadzenia „biliona drzew” będą widoczne dopiero za około sto lat, kiedy drzewa osiągną pełną dojrzałość, a walka z klimatem wymaga niezwłocznych działań, przede wszystkim ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. – Jeśli używamy sadzenia drzew jako wymówki do nie ograniczania emisji gazów cieplarnianych, to czeka nas prawdziwa katastrofa – przekonuje prof. Crowther.

Z drugiej strony widać, że stosunek Trumpa do globalnego ocieplenia nieco złagodniał. Podczas Forum Ekonomicznego w Davos powiedział, że „jesteśmy zobowiązani do zachowania naturalnego piękna tego świata”, a w rozmowie z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem miał powiedzieć, że „problem zmian klimatu jest dla niego bardzo ważny”. Przyznał również, że „w ostatnich miesiącach nawet przeczytał książkę na ten temat”, potem zaprzeczał, że kiedykolwiek powiedział, że „zmiany klimatu to oszustwo” – choć w rzeczywistości to zrobił, co widać w poniższym tweecie:

Deklaracja, że Stany Zjednoczone posadzą bilion drzew do 2030 roku miała zaskoczyć nawet urzędników administracji Trumpa, który i tak w swojej przemowie nie użył wyrażenia „zmiany klimatu”, tylko „działania w celu ochrony środowiska”. Docelowo sam ten pomysł nie jest zły – według obliczeń naukowców z Politechniki Federalnej w Zurychu, posadzenie 1,2 biliona drzew na całym świecie mogłoby obniżyć zawartość dwutlenku węgla w atmosferze o 25 procent. Z sondaży wynika też, że młodzi wyborcy Partii Republikańskiej chcieliby, by zmieniła ona swój pomysł na politykę klimatyczną. Zatem taki ruch Trumpa mógłby „zazielenić” jego wizerunek, jednocześnie bez konieczności zmiany polityki wobec paliw kopalnych.

The New York Times/Michał Perzyński

Perzyński: Reforestracja, głupcze!