Vattenfall chce zamknąć kontrowersyjną elektrownię węglową uruchomioną w 2015 roku

7 września 2020, 13:30 Alert
Elektrownia Moorburg. Źródło Wikicommons
Elektrownia Moorburg. Źródło Wikicommons

Elektrownia Moorburg w Hamburgu została oficjalnie uruchomiona dopiero w 2015 roku. Teraz Vattenfall zapowiada, że ​​w przyszłym roku może zostać w całości lub w części zamknięta.

Szwedzki Vattenfall chce całkowicie lub częściowo zamknąć kontrowersyjną hamburską elektrownię węglową Moorburg. Firma brała udział w aukcjach na likwidację mocy węglowych – Jeśli otrzymamy kontrakt, zamkniemy odpowiednie moce produkcyjne w połowie przyszłego roku – powiedział szef Vattenfall Magnus Hall w rozmowie z Süddeutsche Zeitung.

Elektrownia Moorburg to jedna z najnowszych elektrowni węglowych w Niemczech, która oficjalnie została uruchomiona dopiero w 2015 roku, po długim, prawnym przeciągnięciu liny o koncesję. Według założeń miała działać do 2038 roku. Od samego początku sprzeciwiały się jej organizacje ekologiczne, które uważają, że elektrownia węglowa jest „największym zabójcą klimatu w północnych Niemczech”. Elektrownia składa się z dwóch bloków, każdy o mocy nieco ponad 800 megawatów. Według Vattenfall elektrownia w zeszłym roku wyemitowała 4,7 mln ton dwutlenku węgla. – To trudna decyzja, bo to nowa, wysokosprawna elektrownia. Z drugiej strony, jeśli stracisz na tym pieniądze, musisz coś zrobić – powiedział Hall.

Likwidacja elektrowni na węgiel kamienny została ostatnio przeprowadzona w trybie aukcji. Operatorzy elektrowni mogą zaoferować wycofanie z eksploatacji swoich elektrowni. Kto będzie chciał to zrobić za najmniejszą kwotę odszkodowania, otrzyma kontrakt. Pierwsza z tych aukcji została zakończona dopiero w tym tygodniu i zamknięto łącznie 4000 megawatów. Na początku grudnia Federalna Agencja Sieci chce ogłosić, kto otrzymał zamówienie. Dopiero wtedy stanie się jasne, czy Moorburg zostanie całkowicie lub częściowo zamknięty podczas aukcji, czy też inni zaproponowali zamknięcie swoich elektrowni po niższej cenie.

Süddeutsche Zeitung/Michał Perzyński