Jakóbik: Węgiel znowu na wyborach?

13 listopada 2019, 09:15 Energetyka
Prezydent RP Andrzej Duda i były gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger. Fot. Kancelaria Prezydenta RP
Prezydent RP Andrzej Duda i były gubernator Kalifornii Arnold Schwarzenegger. Fot. Kancelaria Prezydenta RP

Spór o węgiel może po raz kolejny mieć istotne znaczenie dla wyniku wyborczego, tym razem w grze o fotel prezydenta Rzeczpospolitej – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Wybory prezydenckie 2020 odbędą się wiosną lub latem. Nadal nie został ogłoszony oficjalny termin głosowania. W tym pojedynku zmierzy się urzędujący prezydent Andrzej Duda reprezentujący Prawo i Sprawiedliwość, Władysław Kosiniak-Kamysz z Polskiego Stronnictwa Ludowego oraz kandydaci Koalicji Obywatelskiej, Lewicy i Konfederacji, którzy dopiero zostaną wyłonieni.

Kalkulacja politologiczna sugeruje, że spór o przyszłość kopalni i elektrowni węglowych w Polsce znów może odegrać istotną rolę w debacie poprzedzającej wybory. Zapewne pamiętają Państwo deklaracje prezydenta Andrzeja Dudy przy okazji szczytu klimatycznego COP24 w Katowicach w grudniu 2018 roku. Prezydent stwierdził, że Polska ma zasoby węgla na 200 lat. W styczniu 2019 roku głowa państwa zakwestionowała teorię o antropogenicznych zmianach klimatu, stwierdzając, że nie wie „na ile człowiek przyczynia się do zmian klimatu”.

Te wypowiedzi stawiały dęba włosy na głowie negocjatorów klimatycznych z rządu RP i mogą je postawić ponownie wiosną 2020 roku, szczególnie w nowo powstałym ministerstwie energii oraz klimatu, na czele którego stanie Michał Kurtyka, dotychczas przewodniczący COP24. Prezydent broni węgla i kwestionuje politykę klimatyczną, bo z jego kalkulacji politycznej prawdopodobnie wynika, że musi. Może to robić dalej w kampanii wyborczej.

Andrzej Duda zabiega o głosy ludzi młodych i środowisk narodowych nierzadko prezentujących rezerwę względem polityki klimatycznej oraz dekarbonizacji, czyli usuwania emisji CO2 z gospodarki, na początek energetyki, które wiąże się ze stopniowym spadkiem znaczenia górnictwa oraz elektrowni węglowych. Liczy na to, że połączone głosy wyborców centrowych i prawicowych dadzą mu poparcie wyborców gwarantujące reelekcję.

Sondaż IBRiS dla Wirtualnej Polski przeprowadzony w dniach 4-5 listopada pokazuje, że gdyby wybory odbyły się dzisiaj, prezydent Duda otrzymałby 48,2 procent głosów. Potencjalni kandydaci Donald Tusk i Robert Biedroń, oraz zgłoszony już Władysław Kosiniak-Kamysz wzięliby razem 43,8 procent głosów. W sondażu nie zostali wzięci pod uwagę kandydaci Konfederacji, która otrzymała w wyborach parlamentarnych 6,81 procent głosów. Okazuje się zatem, że kandydat tej partii może być języczkiem uwagi wyborów prezydenckich.

Konfederaci mogą atakować Andrzeja Dudę z prawej strony. Energetyka i polityka klimatyczna to doskonałe pole do działania, bo Duda jest bardziej radykalny niż rząd RP starający się zachować stanowisko umiarkowane, a w nowym rozdaniu może pokazać wręcz optymizm względem dekarbonizacji. Do tego dochodzi walka o serca związkowców, z których część już związała się ze środowiskami reprezentowanymi przez Konfederację, jak Dominik Kolorz związany z ruchem Kukiz 15’ rozmywającym się obecnie w centrowym PSL.

Andrzej Duda w nadziei na głosy Śląska, Solidarności i środowisk narodowych może w drugiej turze wyborów prezydenckich znów podjąć się efektownej obrony węgla. Z tego względu, nawet jeżeli nie dojdzie do niespodziewanych zmian, jak dezintegracja Konfederacji poprzez przejścia posłów do partii rządzącej, albo pojawienie się nowych, czarnych koni wśród kandydatów na prezydenta RP, prezydencka kampania wyborcza może być nadal ciekawa z punktu widzenia politologii, ale także polityki energetycznej RP. Walka o pałac prezydencki może wpłynąć na ostateczny kształt strategii energetycznej Polski, która zakłada powolną dekarbonizację. Ta może się jednak okazać zbyt szybka dla części wyborców Andrzeja Dudy.