Transportowy gigant dopiero podniósł się po ataku wirusa Petya

4 lipca 2017, 07:15 Alert
Maersk cargo
Kontenerowiec Maersk

Duńska firma transportowa Maersk poinformowała w poniedziałek, że udało jej się przywrócić funkcjonowanie najważniejszych używanych przez nią programów. Przez prawie tydzień  spedytor był sparaliżowany po ataku wirusa Petya, do którego doszło w poprzedni wtorek – informuje Reuters.

Przedsiębiorstwo wyłączyło część swoich systemów, by ograniczyć skutki działania wirusa. Jak informował magazyn „Wired” na swojej stronie internetowej, w niektórych przypadkach pracownicy spedycyjnego giganta musieli zapisywać informacje o frachcie za pomocą długopisu i papieru. W przypadku firmy, do której należy jedna siódma kontenerów na świecie, było to duże utrudnienie.

Systemy Maersk sparaliżowane

Dopiero w poniedziałek Maersk poinformował, że sytuacja została opanowana na tyle, by włączyć część kluczowych aplikacji. Wszystkie 1,5 tys. z nich ma znów działać do końca tygodnia. Firma wznowiła także działalność swoich punktów przeładunkowych i wkrótce dostawy powinny wrócić do normy.

„Możemy stwierdzić, że nigdy wcześniej nie doświadczyliśmy czegoś takiego” – napisała firma w komunikacie.

Wirus Petya – rosyjski ślad

Wirus Petya, zwany także Petya.A, NotPetya lub GoldenEye, pojawił się nagle w zeszłym tygodniu na komputerach na Ukrainie, paraliżując tamtejsze systemy. Program szybko ujawnił się także w innych miejscach na świecie, przede wszystkim w Europie. Ucierpiało przez niego wiele firm, także w Polsce.

Początkowo eksperci sądzili, że jest to ransomware, który blokuje komputery i żąda wpłacenia pieniędzy w zamian za ich odblokowanie. Szybko okazało się jednak, że metoda płacenia za okup była zbyt słabo zabezpieczona, by był to prawdziwy cel hakerów. Specjaliści twierdzą, że w rzeczywistości program służy do usuwania danych z zainfekowanych komputerów.

Maersk container ship

Do firmy Maersk należy jedna siódma kontenerów na świecie (fot. Wikipedia/CC)

Świrski: Cyberatak Petya to spełnienie koszmarów

Potwierdzają to ukraińskie służby, według których Petya miał posłużyć do zdestabilizowania sytuacji na Ukrainie, zaś zainfekowanie komputerów w innych krajach było tylko „zasłoną dymną”, która miała ukryć prawdziwy cel ataku. Kijów przekonuje, że za całą operacją stoją Rosjanie. Jak podała telewizja CNBC, także NATO ocenia, że Petya to efekt „działań zorganizowanych przez państwo”. Centrum Doskonalenia Cyberobrony NATO podało w komunikacie, że przeprowadzenie takiej operacji było zbyt drogie, by mogli przeprowadzić je “cywilni” hakerzy.

Reuters/Wired/CNBC