font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 29 czerwca, 2017 godz. 10:00   
KOMENTUJE: Teresa Wójcik

Wójcik: Komisja sroga dla Microsoftu pieści się z Gazpromem. Zwrot antyatlantycki?

Komisja Europejska

– Czy konflikt KE z Google jest związany z napięciem między Brukselą a Waszyngtonem?  Niektórzy politycy w USA uważają takie egzekwowanie prawa antymonopolowego przez KE za ukryty protekcjonizm. Dlaczego jednak Bruksela nie chroni europejskiego rynku przed dominacją Gazpromu? – zastanawia się Teresa Wójcik, redaktor BiznesAlert.pl.

 Komisja Europejska ukarała Google grzywną w wysokości 2,42 mld euro za nadużywanie pozycji dominującej w obszarze porównywarek cenowych. Tak zakończyło się siedmioletnie postępowanie wobec giganta z Doliny Krzemowej w sprawie działalności niezgodnej z prawem.

Google zdominował rynek wyszukiwarek w UE

Twardą postawę wobec Google zajęła Margrethe Vestager, europejska komisarz ds. konkurencji, która dała amerykańskiemu gigantowi 90 dni, na wprowadzenie zasadniczych zmian w metodach prowadzenia działalności handlowej w Europie. Vestager ostrzega również Google, że musi powstrzymać się od jakiegokolwiek nowego rozwiązania wprowadzającego dominowanie jakichkolwiek usług wyszukiwarki Google

Stwierdzono, że  począwszy od 2008 r. Google zdominował jako wyszukiwarka internetowa rynek zakupów internetowych. Korzystało z Googla w tym celu ok. 90 proc. zainteresowanych użytkowników on line. Poprzez promowanie lub uprzywilejowanie własnych usług/zakupów gigant poważnie osłabił mniejsze strony internetowe, które mogłyby pozwolić użytkownikom porównywać ceny produktów i usług.

Oświadczenie KE przywołuje dane liczbowe. W Wielkiej Brytanii usługi/zakupy od Googla były reklamowane 45 razy częściej niż inne, w Niemczech – 35 razy częściej, we Francji – 19 razy częściej, w Holandii – 29 razy częściej, w Hiszpanii – 17 razy częściej, we Włoszech – 14 razy częściej

Jeśli Google nie zrealizuje decyzji KE – koncernowi grozi kara  ok. 12,5 mln euro dziennie.

Vestager na konferencji prasowej zapowiedziała, że decyzja jest precedensem, który może być rozszerzony na analizowanie legalności innych usług Google świadczonych w 13 krajach europejskich. Decyzja Komisji zobowiązuje również firmę Google do zagwarantowania innym niż Google podmiotom  porównywalnych usług reklamowych. Koncern ma 60 dni na poinformowanie Komisji o planach wprowadzenia stosownych zmian.

Najważniejsza decyzja antymonopolowa w UE

Ma to być kolejny dowód potwierdzający, że Europa jest liderem w kontroli prawnej czołowych firm technologicznych, które zdominowały sprzedaż on line i reklamę  internetową. Takich firm jak Google, Facebook, Amazon i Apple. Od ub.r. Komisja Europejska rozpatruje dwa zarzuty dotyczące systemu operacyjnego Android i działalności reklamowej wyszukiwarki Google.

Vestager ogłosiła werdykt w dniu, gdy w Brukseli byli obecni szefowie krajowych organów ochrony konkurencji z 28 państw członkowskich UE. Podkreślając w ten sposób pełną akceptację Europy w sprawie najważniejszej i najbardziej kontrowersyjnej antymonopolowej decyzji w UE.

Google: mamy silną pozycję dzięki zdrowej konkurencji

Kent Walker, wiceprezes Google skomentował, że firma nie zgadza się z wnioskami komisarz Vestager i zastanowi się nad odwołaniem od decyzji KE. W zasadzie Google ma dwa miesiące na odwołanie i najprawdopodobniej je złoży.

Google od dawna twierdzi, że „KE powinna docenić  rolę, jaką odegrał Amazon w ciągu ostatniej dekady dla upowszechnienia zakupów online i pozbywania się wielu nieudolnych wyszukiwarek”. Google ocenia, że jego silna pozycja jest efektem zdrowej konkurencji.

Rozbieżność między Waszyngtonem a Brukselą

Portal Politico uważa, że konflikt KE z Google jest związany z napięciem między Brukselą a Waszyngtonem. Niektórzy politycy w USA uważają takie egzekwowanie prawa antymonopolowego przez KE za ukryty protekcjonizm. A oceny Komisji uznają za reakcję na wpisy prezydenta Trumpa na Twitterze.

Być może ważniejsze jest – zdaniem Politico – że, werdykt Vestager wskazuje na ważną rozbieżność między Stanami Zjednoczonymi, które stworzyły nowoczesne przepisy antymonopolowe, ale coraz rzadziej je stosują – a Europą, która te przepisy akceptuje z powagą. O czym świadczy pokaźna lista złożonych i rozstrzygniętych skarg o naruszenie prawa antymonopolowego w Europie. Przy skutecznym poparciu Mathiasa Döfnera, prezesa niemieckiego medialnego giganta Axel Springer – oraz politycznych pośredników w Paryżu i Berlinie.

Łagodność wobec Gazpromu

W drugiej połowie zeszłego roku Komisja Europejska przyznała Gazpromowi prawo do 100 proc. przepustowości gazociągu OPAL,  głównej lądowej odnogi Nord Stream.

Było to odejściem Brukseli od własnej decyzji z 2009 r. zezwalającej Gazpromowi na wykorzystanie 50 proc. przepustowości tej rury. Zgodnie zresztą z Trzecim Pakietem Energetycznym. Przypomnę, że do KE o zezwolenie dla Gazpromu na zmonopolizowanie dostępu do gazociągu OPAL, zwróciła się niemiecka rządowa agencja przesyłu Bundesnetzagentur.

Niezgodnie z prawem unijnym?  

Pod koniec ub.r. PGNiG zaskarżyło do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej decyzję Komisji Europejskiej przyznającą niezgodne z prawem UE te ulgi dla Gazpromu. Zaskarżył ją też rząd Polski, jako zagrażającą bezpieczeństwu energetycznemu Europy, bo ograniczającą tranzyt rosyjskiego gazu przez Polskę i Europę Środkową oraz grożącą destabilizacją na rynkach gazu tego regionu. Trybunał  zawiesił wprawdzie decyzję KE pod koniec grudnia, ale pominęły ją  niemieckie władze. Wprowadziły ją w życie dopiero wtedy, gdy nieco później niemiecki sąd zawiesił decyzję Komisji. Być może Gazprom zignorował obie decyzje – rosyjskie media na przełomie grudnia i stycznia donosiły, że Gazprom już korzysta z unijnej zgody na 100 proc. przepustowości gazociągu OPAL, dlatego zwiększył dostawy gazu do Niemiec przez Nord Stream. Pod koniec 2016r. szef Gazpromu Aleksiej Miller na spotkaniu z Putinem powiedział, że już od dziesięciu dni przez Nord Stream dostarczane jest 167,4 mln m3. gazu dziennie. Czyli o 11,1 proc. więcej od zaprojektowanej mocy tego gazociągu. Gdy Gazprom zwiększył pod koniec grudnia przesył gazu przez Nord Stream ( i oczywiście przez OPAL), tranzyt rosyjskiego surowca przez Ukrainę zmalał o jedną piątą.

Gazprom nie poniesie kary finansowej, umocni swój monopol?

Termin wydania orzeczenia przez Trybunał Sprawiedliwości UE w sprawie skargi PGNiG nie jest znany. Jednak nie przewiduje się w tym orzeczeniu stwierdzenia, że Gazprom naruszył prawo antymonopolowe Unii Europejskiej.W konsekwencji rosyjskiej firmie nie będą wymierzone kary finansowe.

Co więcej – propozycje Gazpromu przedstawione do konsultacji w ramach postępowania antymonopolowego zupełnie nie dotyczą łamania przez rosyjską spółkę unijnych zasad konkurencji. Nie gwarantują też, że nie będą one łamane na przyszłość. Nie odnoszą się do obecnej sytuacji na rynku gazu w Europie Środkowo-Wschodniej. Generalnie uzasadniona jest obawa, że przewidziane przez rosyjską spółkę rozwiązania umożliwią Gazpromowi dalsze umocnienie pozycji monopolisty na tym rynku. M.in. Gazprom uniemożliwi wdrażanie prawa UE na połączeniach międzysystemowych.

Jeśli Komisja Europejska policzyła, ile w Europie zyskał na dominującej pozycji koncern Google, to trzeba też podliczyć, ile zyskał Gazprom. Wystarczy na przykładzie Polski. Choć oficjalnie ceny gazu, po jakich kupowaliśmy go od Rosjan stanowią tajemnicę handlową, to  wiadomo z całą pewnością, że te ceny były bardzo zawyżone. Dość powiedzieć, że w pewnych latach za 1000 m3 gazu Niemcy płaciły 281 dol., a Polska 500 dol. Gdyby przyjąć, że różnica wynosiła w zaokrągleniu tylko 200 dol. na każde 1000 m3, a kupiliśmy od Gazpromu średnio 10 mld m3 gazu rocznie, to przepłacaliśmy każdego roku 2 mld dol. Obciążało to wszystkie gospodarstwa domowe, wszystkich obywateli kraju oraz poważnie ograniczało konkurencyjność polskich firm. I tak było przez lata, nawet gdy gaz zaczął na światowych rynkach tanieć. Stąd mieliśmy arbitraż w Sztokholmie.

Dlatego słuszne jest żądanie surowych kar dla Gazpromu. Rosyjski koncern wykorzystywał swoją monopolistyczną pozycję do zawyżania cen gazu Nie respektując realiów i zmian na rynku. Obecnie obiecuje pozorną poprawę  – bo tak należy ocenić propozycje rosyjskiego koncernu przedstawione Brukseli. Mają one umożliwić swobodny przepływ gazu w Europie Środkowej i Wschodniej wprawdzie po konkurencyjnych cenach. Ale pod warunkiem, że to będzie gaz od Gazpromu.

Niemiecka obrona Nord Stream 2

Powściągliwe zakończenie postępowania antymonopolowego wobec Gazpromu mogłoby być wstępem do zatwierdzenia budowy Nord Stream 2. Realizacja tego projektu i strategiczna współpraca z Gazpromem mają dla wielu niemieckich koncernów i instytucji zasadniczy cel:  uczynienie z własnego terytorium potężnego międzynarodowego hubu gazowego. Jego zrębami są już istniejące obiekty: ogromne magazyny gazowe, gazociąg Nord Stream 1, sieć połączeń infrastrukturalnych. To jednak dopiero początek realizacji planów niemieckich.

Jeśli w propozycjach Pakietu Zimowego dla rynku mocy limit emisji CO2 wynosi 500 g/1 kVh – to znaczy, że otwiera się dodatkowy wielki rynek na gaz. A projekty systemów przesyłu preferują gaz rosyjski. .  Nord Stream 2 ma więc m.in. wzmocnić stabilność sektora energetycznego, który przechodzi w Niemczech duże przekształcenia w związku ze strategią Energiewende. Ma także przynieść duże zyski finansowe i polityczne.

Efektem ubocznym świadomych działań Berlina jest pozbawianie roli tranzytowej krajów Europy Środkowej i Wschodniej (w przypadku Ukrainy rzutuje to bezpośrednio na jej stabilność finansową), a także niekompatybilność Nord Stream 2 z założeniami Unii Energetycznej. Nie chodzi tylko o taki wzrost wolumenu rosyjskiego gazu w całej UE, który szybko zapewni monopolistyczną pozycję Gazpromu na europejskim rynku. Chodzi też (zgodnie z danymi operatorów) o ukierunkowanie rosyjskiego surowca na rynki, które już obecnie są zmonopolizowane przez Gazprom.

Reorientacja polityczna?

W grudniu 2015 r. został w Niemczech opublikowany raport o kierunkach rozwoju niemieckiej gazowej sieci przesyłowej. Wynika z niego, że wielcy gracze niemieckiego/europejskiego rynku są zainteresowani niemal wyłącznie wzrostem potencjału przesyłu gazu bezpośrednio z Rosji.  Chcieliby cały import błękitnego surowca z Rosji realizować przez Nord Stream i Nord Stream 2. Inne rury powinny iść na złom. Wniosek z raportu to wprawdzie nie decyzja, ale   propozycja nie do odrzucenia dla Unii Europejskiej, aby bezwarunkowo zaakceptowała Nord Stream 2 jako niezbędny dla niemieckich i europejskich wielkich firm.

Skłonność KE do kompromisowego zakończenia postępowania antymonopolowego z Gazpromem, pomimo poważnych zastrzeżeń wobec takiego rozwiązania – wskazuje na dążenie także ze strony Brukseli (przy poparciu przede wszystkim Niemiec) do poprawy i normalizacji relacji gazowych z Rosją. Trudno jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie czy chodzi tylko o relacje gazowe. Czy w  najsilniejszych państwach UE nie zachodzi głębszy proces reorientacji politycznej na antyatlantycką?