Wójcik: Kto stawia na gaz łupkowy – Polska czy Ukraina?

2 stycznia 2014, 08:55 Energetyka
Teresa Wójcik

KOMENTARZ

Teresa Wójcik

Redaktor BiznesAlert.pl

Polska i Ukraina uważane są w Europie za głównych graczy o eksploatację złóż łupkowych. Oba państwa wiążą wielkie nadzieje z nową branżą gwarantującą bezpieczeństwo energetyczne i tanie nośniki energii, gaz i ropę.

Ukraina zamyka odchodzący rok 2013 zdecydowanym sukcesem w grze o łupki. W styczniu br podpisana została umowa przewidująca udział koncernu Shell w poszukiwaniach. 5 listopada stosowną umowę ze stroną ukraińską zawarł amerykański Chevron. O znaczeniu umowy z Chevronem świadczy fakt, że partnerzy – Chevron i Nadra Ukrainy – podpisali ją w obecności prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza, ambasadora USA w Kijowie Jeffrey’a Payette, prezesa Chevronu ds. Europy, Eurazji i Bliskiego Wschodu Jamesa Johnsona oraz ukraińskiego ministra energetyki Eduarda Stawytskiego. Umowa dotyczy najważniejszej kwestii: podziału produkcji przy eksploatacji złóż gazu łupkowego Olesskaja (prawie 3 bln m sześc. gazu wg ukraińskich geologów) w rejonie iwano-frankowskim (dawny Stanisławów) w pobliżu Lwowa. Zasady współpracy obu stron są jasno sprecyzowane, a najważniejsze z nich są następujące: Chevron zainwestuje 350 mln dol. w odwierty poszukiwawcze i sfinansuje większość wydatków na wydobycie gazu, które może wynieść od 8 do 10 mld m.sześc. rocznie. Jeśli się okaże, że wydobycie jest opłacalne. W zamian amerykański koncern będzie dostawać od 60 do 83 proc. gazu z tych złóż, a resztę surowca otrzyma Ukraina.

Prawo do poszukiwań i wydobycia Shell i Chevron wygrały w przetargach.

Również 5 listopada parlament Ukrainy uchwalił, że lokalne społeczności otrzymają 10 proc. dochodów państwa z eksploatacji łupków. To rozwiązanie zjednało akceptację dla umowy z Chevronem początkowo niechętnych władz obwodu iwano-frankowskiego. Nie ma więc żadnych przeszkód, aby odwierty poszukiwawcze ruszyły pełną parą. Stan prawny należycie chroni interes obu stron, uwzględnia i ryzyko i podział zysków.

W Polsce początkowy entuzjazm wokół gazu z łupków przechodzi w marazm i rozczarowanie. Gdy na Ukrainie poszukiwania i wydobycie przyznano trzem wielkim firmom oczywiście zainteresowanym gazem – w Polsce koncesje otrzymało ponad sto – obecnie lista koncesjobiorców zmniejszyła się do ok. 95 – ale odwierty wykonuje kilkanaście. Reszta praktycznie blokuje poszukiwania. Nie przeprowadzano żadnych przetargów, więc nie było formalnej selekcji. Stan prawny nie chroni interesów ani państwa i społeczeństwa, ani firm inwestujących w poszukiwania. Za to sprzyja biurokracji, nadużyciom, korupcji i aferom. Mimo zapowiedzi premiera Donalda Tuska od dwóch lat nie ma w parlamencie rządowego projektu nowelizacji ustawy Prawo Górniczej i Geologiczne, który sprzyjałby poszukiwaniom i wydobyciu niekonwencjonalnych węglowodorów. Ostatni termin zapowiadany na grudzień jest znów niedotrzymany – ponoć nowy minister środowiska i nowy główny geolog kraju chcą zasłużyć się nowym (kolejnym) projektem. Więc dalszą zwłokę w pracach nad lepszym prawem mamy zagwarantowaną. Władze centralne nie potrafią przekonać niektórych grup społecznych, że można wydobywać gaz łupkowy bez szkody dla środowiska naturalnego, a z korzyścią dla ochrony klimatu. I niestety obawiam się, że te grupy bezkarnie prowadzą coraz skuteczniejszą agitację antyłupkową, co z zadowoleniem odnotowuje Gazprom zza nieco dalszej niż ukraińska granicy.