Hanna Schudy, Autor w serwisie Portal Biznes Alert https://biznesalert.pl Portal Gospodarczo-Ekonomiczny Wed, 12 Apr 2023 12:00:16 +0000 pl-PL hourly 1 https://wordpress.org/?v=6.9 https://biznesalert.pl/wp-content/uploads/2026/02/cropped-favicon_512-32x32.png Hanna Schudy, Autor w serwisie Portal Biznes Alert https://biznesalert.pl 32 32 Schudy: Bóg stworzył Łużyce, a diabeł węgiel brunatny – co zostanie mieszkańcom regionu Bogatyni? https://biznesalert.pl/schudy-bog-stworzyl-luzyce-a-diabel-wegiel-brunatny-co-zostanie-mieszkancom-regionu-bogatyni/ Wed, 12 Apr 2023 12:00:16 +0000 https://biznesalert.pl/?p=276847

Nie ważne czy w Polsce, w Czechach czy w Niemczech. Łużyce od wielu lat niszczone są na rzecz węgla brunatnego. Wyobraźnia pracuje, stąd powstały już seriale kryminalne z odkrywkami w tle. Teatr Powszechny w Warszawie zaprasza z kolei na spektakl „Tęsknica” inspirowany przesiedloną wsią Wigańcice koło Bogatyni. Czy regiony wydobycia węgla brunatnego skazane są na diabła, który mówi wyłącznie dobranoc? – pisze Hanna Schudy, ekspertka w zakresie społecznego wymiaru transformacji i katastrofy klimatycznej.

„Bóg stworzył Łużyce, a diabeł węgiel brunatny” (Der liebe Gott schuf die schöne Lausitz, doch der Teufel vergrub die Kohle in ihr). W Polsce to serbołużyckie przysłowie nie jest za bardzo znane, ale we wschodnich Niemczech mieszkańcy przesiedlanych wiosek -zamieszkałych często przez słowiańską mniejszość  – rozumieją je bardzo dobrze. Wiemy, że w Republice Federalnej wydobycie węgla brunatnego należy do największych w Europie, a zdjęcia z ostatniego wielotysięcznego protestu na krawędzi odkrywki Garzweiler obiegły cały świat. Media pisały wtedy z niedowierzaniem, że kraj Energiewende wciąż niszczy wsie i ludzkie biografie na rzecz najbardziej emisyjnego paliwa. Jeżeli jednak przyjrzymy się kosztom, jakie ponoszą mieszkańcy regionów odkrywkowych, to wydaje się, że Polska wiedzie prym w tzw. gospodarce rabunkowej. 

W Niemczech „bóg” pamięta o ludziach i wypłaca im godne odszkodowania za utracony dom czy ziemię. Dlatego przysłowie o diable który stworzył węgiel brunatny pasuje lepiej do osuszanej wschodniej Wielkopolski czy degradowanego Opolna-Zdroju koło Bogatyni, a nie np. wsi Horno na terenie niemieckich Łużyc czy nawet głośnego ostatnio Lützerath w Niemczech w Nadrenii Północnej-Westfalii. Za Odrą węgiel brunatny niszczy miejscowości łużyckie od ponad 100 lat, ale przynajmniej w ostatnich latach, koncerny muszą się sporo wykosztować, aby zapewnić przesiedlanym mieszkańcom godziwe życie. 

Przesiedlenia, mimo że nie ma koncesji

Kopalnie odkrywkowe w Niemczech, a konkretnie koncerny LEAG (Łużyce) i RWE (NRW) odbierane są przez niemieckich ekologów jako symbol bezwzględności. Przykład buldożerów w Lützerath z Nadrenii Północnej-Westwalii jest chyba dobrze znany, mało kto jednak słyszał o wsi Mühlrose w Saksonii. Temat stał się dość medialny, o czym mówi  m.in. materiał telewizji MDR „Ostatnia wieś na rzecz węgla. Czy Mühlrose musi zostać zniszczone?”. 7 maja 2023 planowane są tam protesty. 

Mühlrose to stara łużycka wieś Miłoraz w Saksonii. Jest stopniowo wysiedlana i niszczona na potrzeby odkrywki Nochten (koncern LEAG). Demolka regionu trwa od lat, tyle że koncern LEAG do dzisiaj nie ma koncesji na wydobycie! Co więcej władze landowe zapowiadają, że w ich strategii energetycznej, węgiel spod Miłoradza nigdy nie będzie spalony. Mimo to, mieszkańcy już dostają pieniądze na przesiedlenie i są one na tyle wysokie, że stać ich na wybudowanie nowego domu. Są oczywiście mieszkańcy, którzy wolą zachowanie dziedzictwa, domów, cmentarzy, wspomnień. Warto też dodać, że regiony odkrywkowe mogą liczyć na transformację społeczno-gospodarczą. Najlepiej o tym świadczy fakt, że to w łużyckim Cottbus (Chociebuż), a nie w Berlinie czy w Essen powstało federalne centrum do spraw transformacji węglowej. 

Jest koncesja, ale ludzie żyją nad krawędzią

Tymczasem, oddalone o ok. 100 km od saksońskiego Miłoradza Opolno-Zdrój koło Bogatyni stoi nad przepaścią odkrywki Turów. Rząd polski i koncern PGE rozbudził w mieszkańcach poczucie, że węgiel będzie tam wydobywany przynajmniej do 2044 r. Kiedy koncesja na wydobycie została przyznana, wcale nie rozpoczął się proces transformacji regionu. Wręcz przeciwnie – słowo „transformacja” do dzisiaj uchodzi za tabu. W efekcie pieniądze jakie gmina Bogatynia posiada, to głównie podatek od nieruchomości, od wydobycia i inne z tytułu działania zakładu górniczego i energetycznego. Rząd Polski wypłaca Czechom ogromne odszkodowania i buduje infrastrukturę ograniczającą odpływ wody, emisję światła i pyłu. Ludzie w Opolnie-Zdroju, którzy sąsiadują wręcz z wyrobiskiem od lat żyją w niepewności. Zabytkowe budynki, łużyckie domy przysłupowe, nawet te stojące na terenie, który nie znajduje się na terenie planowanego wyrobiska nie zostały wpisane do rejestru zabytków przez Dolnośląskiego Konserwatora Zabytków. W 2021 r. konserwator zachwalała walory architektury w Opolnie-Zdroju w telewizji TVP 3 Wrocław zapewniała, że zabytki te na pewno będą „chronione a do tego ochrona będzie wzmocniona”. Na łamach „Biznes Alert” opisywałam w 2021 przykład starej willi, która stanęła kopalni na drodze, ale i ona przez te dwa lata podupadła jeszcze bardziej. Tymczasem to właśnie walory kulturowe regionu Łużyc wydają się czymś, co może w przyszłości stanowić o atucie okolic Bogatyni. To właśnie tam znajduje się najwięcej w Polsce domów przysłupowych i innych ciekawych zabytków architektury dolnośląskiej. To tam znajduje się baza wypadowa w Góry Izerskie czy w góry w okolicach Zittau. Niestety w Bogatyni nie ma ani centrum informacji turystycznej, nie ma nawet drogi rowerowej czy chodnika, który pozwoliłby dotrzeć do miasta od strony Zgorzelca – o połączeniu kolejowym nie wspominając. Znamienna wydaje się mapa Kolei Dolnośląskich, która zachęca do odwiedzania zabytków. Na tej mapie świat atrakcji kończy się tam, gdzie zaczyna Bogatynia.

Ludzie na marginesie

Region Bogatyni od lat zmaga się z wieloma problemami społecznymi. Postało już wiele materiałów dokumentalnych dotyczących korupcji, grup przestępczych, narkotyków itp. Co  ciekawe ten „diaboliczny” wymiar zagłębia węgla brunatnego nie jest wyjątkiem w Polsce. Chociebuż w Niemczech został wybrany na centrum transformacji dla całej Republiki Federalnej m.in. przez problemy społeczne, w tym radykalizację nastrojów. Być może jest coś w regionach monokultury przemysłowej, że twórcy filmów jak „Pustkowie” czy „Lauchhammer. Zabójstwo na Łużycach” wykorzystali odkrywkowy krajobraz jako tło zbrodni itp. Wciąż jednak można powiedzieć, że sytuacja w Niemczech i w Polsce wygląda diametralnie różnie. Chodzi chociażby o traktowanie problematyki społecznej. Na terenie niemieckich Łużyc przesiedleńcy odkrywkowi przenoszeni byli do nowych wsi, które budowane były wręcz jako kopie ich starych miejsc. Przykładem może być wieś Horno. W regionie działają muzea poświęcone zniszczonym miejscom, zabytki przenoszone są z poszanowaniem detalu. W Opolnie-Zdroju ludzie po prostu zostali na marginesie i traktowani są tak, jak społeczeństwo w Niemczech, ale w czasie NRD. We wsi znajdują się domy od lat stojące przy granicy wyrobiska, bez kanalizacji, bez sąsiadów, za to z pełnym inwentarzem strat górniczych. Niestety koncern ani myśli, aby ich przesiedlić. Liczy raczej, że mieszkańcy w końcu sami się wyprowadzą, bo grzyb, pęknięcia ścian i inne problemy doprowadzą ich na skraj wytrzymałości. Reszta wsi też nie wie jaka czeka ich przyszłość. Domy należące do zasobu komunalnego niszczeją. Zabytki także. Koncern płaci jednak za niedogodności nie Polakom, ale Czechom – miliony złotych odszkodowania oraz budowa wału ziemnego, monitoring, ekran szczelinujący. W Opolnie mieszkańcy o takich rozwiązaniach mogą tylko pomarzyć. 

„Nasza największa porażka”

W 2021 r. pisałam o planach wydobycia węgla w Turowie do 2044 r., że to misja niemożliwa i raczej triumf woli, niż racjonalnego planowania w dobie Europejskiego Zielonego Ładu. Wtedy jeszcze ważyły się losy Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Do Bogatyni zjeżdżały telewizje i gazety z całego kraju, a nawet świata. Jeden z artykułów ukazał się nawet w New York Times. Okolice Bogatyni i Opolna-Zdroju stały się „kopalnią” tematów dla twórców, artystów, scenarzystów, muzyków itp. Przesiedlenia, konflikt z Czechami i wreszcie utracone środki z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji elektryzowały chyba bardziej obserwatorów z zewnątrz niż odpowiedzialnych za przyszłość Bogatyni. W kolejnych oficjalnych dokumentach o transformacji gmina pisała, że jest to coś, co należy podjąć, ale jak dotychczas nie powstała żadna koncepcja, żaden harmonogram, chociaż do zamknięcia w 2044 r. zostało niewiele czasu. Aż tu nagle spadł grom z jasnego nieba w postaci Polityki Energetycznej Państwa do 2040 r., w którym pojawia się to, co przewidywały m.in. organizacje pozarządowe z Polski i nie tylko. W dobie rozwoju OZE, rosnących cen za emisje CO2, a obecnie także taniejącego już gazu, nie można być pewnym, że zakład pracy potrzebny będzie aż tak długo. Nagle to sam rząd oznajmił, że do 2030 r. zapotrzebowanie na energię z węgla brunatnego będzie systematycznie maleć. Chociaż niektórzy komentatorzy oceniają prezentację PEP 2040 „proceduralną szopką” to jednak widać, że nawet dla polskiego rządu przyszłość należy do energetyki niskoemisyjnej.

Po latach zaklinania rzeczywistości słychać zatem pierwsze głosy, że należy się szykować na czas „po”. W wywiadzie dla Telewizji Bogatynia, jeden z radnych porusza m.in. temat Funduszu Sprawiedliwej Transformacji w kontekście problemu, że gmina nie ma pieniędzy na inwestycje, że nie ma czym przyciągnąć inwestorów: „Nie daj boże, żeby to się okazało największą naszą porażką w przyszłości” – słyszymy. Przez lata w Bogatyni celem była wyłączenie „obrona Turowa”, który urósł do postaci twierdzy. Kiedy do zamknięcia zakładu zostało około 20 lat, padają słowa: „Kopalnia i elektrownia jest naszą matką i ojcem,  jeżeli chodzi o dochody miasta Bogatynia, i dobrze że tak jest, tylko że tej matki kiedyś zabraknie. I opieranie dzisiaj wszystkiego na tym, szczególnie, że mamy nowy konflikt z Niemcami, nie jest dobre” czy „Sztuką jest zobaczyć nie horyzont, ale to co jest za horyzontem”, albo „Kopalnia, elektrownia i urząd gminy to główni pracodawcy w regionie”. Jeżeli dodamy do tego jeszcze zapaść demograficzną, o której także wspomina radny, to mamy prostą prognozę – Bogatynia za 20 lat może być miastem totalnie wyssanym. Nie będzie ani zakładu energetycznego, ani ludzi, ani wpływów do budżetu. Nie będzie też zabytków, które po prostu zapadną się albo spłoną. Innymi słowy będziemy mieli klasyczną dla gospodarki rabunkowej sytuację, kiedy osierocone źródła degradacji środowiska staną się obiektem wspólnej troski. Wielu marzy tam jeszcze o zalaniu wyrobiska i o kurorcie turystycznym. Tylko kiedy przyglądamy się budowanemu właśnie jezioru w Cottbus, to widzimy raczej studnię bez dna, niż miejsce, gdzie ciągnął by ruch turystyczny. 

W 2044 r. Opolno-Zdrój być może przestanie istnieć. Z Bogatynią może być podobnie. Dopiero dzisiaj mówi się o transformacji, ale nawet ci świadomi wiedzą, że do czasu wyborów żadna decyzja nie zostanie podjęta, gdyż słowo transformacja jest w regionie Bogatyni utożsamiane z gwoździem do trumny, a nie szansą na przyszłość. Bogatynia z pewnością będzie inspirować twórców i tylko pytanie czy nadal będą powstawać kryminały, filmy grozy i tęsknice czy może jednak ktoś zdecyduje się na komedię. Jest bowiem  jedna rzecz, która w regionie rozwija się do granicy absurdu – Syndrom Sztokholmski. Ta łużycka miejscowość coraz bardziej przypomina piekło, chociaż wielu się wydaje, że żyją jednak w niebie.

 

Źródła:

Reportaż o Miłoradzu w Saksonii

 

https://www.mdr.de/nachrichten/sachsen/bautzen/goerlitz-weisswasser-zittau/braunkohle-nochten-dorf-umsiedlung-100.html

Informacje o centrum transformacji w Cottbus: 

https://www.rbb24.de/studiocottbus/wirtschaft/2022/05/cottbus-kompetenz-zentrum-regional-entwicklung-strukturwandel-lausitz.html

Reportaż w New York Times

https://www.nytimes.com/2021/05/30/world/europe/poland-czech-coal-mine-environment.html

Rozmowa z Radnym Gminy: https://www.tvbogatynia.pl/artykul/6622,pod-lupa-artur-oliasz-radny-rady-miejskiej-w-bogatyni

Komentarz do PEP 2040 

https://wysokienapiecie.pl/85336-szybkie-pozegnanie-z-weglem-pep-2040/

]]>
Schudy: Bóg stworzył Łużyce, a diabeł węgiel brunatny – co zostanie mieszkańcom regionu Bogatyni? Odkrywka Garzweiler / fot. Wikimedia Commons
Schudy: Wyborcy w Niemczech musieli oddzielić ziarna od greenwashingowych plew https://biznesalert.pl/schudy-wybory-w-nrw-czy-sprawiedliwa-transformacja-jest-papierkiem-lakmusowym-polityki-przyszlosci/ Thu, 19 May 2022 05:25:59 +0000 https://biznesalert.pl/?p=252712

Zieloni w Nardenii Północnej-Westfalii w Niemczech mówią „sprawdzam” polityce klimatycznej landu i Niemiec. Tematyka ekologiczna stanowiła ważny element całej kampanii wyborczej. W zasadzie wszystkie partie, łącznie z AfD starały się przedstawić jako przyjaciele Ziemi i przyszłych pokoleń. Wyborcy musieli zatem oddzielić ziarna od greenwashingowych plew – pisze Hanna Schudy z EKO-UNII.

Najludniejszy land w Niemczech, ważne ośrodki przemysłowe, tradycje górnicze zagłębia Ruhry oraz największe odkrywki węgla brunatnego w Niemczech, Ren i karnawał – to znaki rozpoznawcze Nadrenii Północnej-Westfalii. W niedzielę odbyły się tam wybory do landowego parlamentu. Zwycięzcą jest CDU, jednak to partia Zieloni zaliczyła największy wzrost poparcia. Wybory w NRW nazywane są „małymi wyborami do Bundestagu”, a w tym roku są też testem na zadowolenie z obecnej władzy czy nawet urzędu kanclerskiego. Partia SPD bowiem odnotowała porażkę w NRW.

Wyniki wyborów do parlamentu landowego z 15 maja 2022 roku.

Jeżeli przyjrzymy się wzrostowi poparcia, to zdecydowanym wygranym są Zieloni.

Wszyscy chcą być Zieloni

Tematyka ekologiczna stanowiła ważny element całej kampanii wyborczej. W zasadzie wszystkie partie, łącznie z AfD starały się przedstawić jako przyjaciele Ziemi i przyszłych pokoleń. Wyborcy musieli zatem oddzielić ziarna od greenwashingowych plew. Zielonym było trudno wyróżnić się agendą, gdyż zarówno partie CDU jak i SPD optowały za odejściem od węgla w NRW przed 2030 rokiem. Jednak zarówno CDU jak i SPD traktowały wcześniej politykę klimatyczną w sposób fasadowy poprzez m.in. kierowanie się tzw. „zdrowym rozsądkiem”, co w praktyce oznaczało konserwowanie status quo. To przecież były premier landu Armin Laschet (CDU) został zapamiętany jako osoba wspierająca koncerny energetyczne i walcząca ze społeczeństwem obywatelskim w sprawie klimatu – vide brutalne akcje policji podczas wielotysięcznego protestu w lesie Hambacher Forst. W 2018 roku policja była ściągana do NRW z całego kraju, także m.in. z Chemnitz, gdzie na ulicach trwały regularne walki inspirowane rasizmem i nienawiścią wobec uchodźców. Obecny kanclerz Olaf Scholz (SPD) ogłosił co prawda w swoim orędziu, że Niemcy chcą być liderem na świecie jeżeli chodzi o ochronę stabilnego klimatu, o lepszy transport, energooszczędne budynki i wreszcie energetykę. Partia SPD, podobnie jak CDU, nie dała się poznać w praktyce, jako partia rewolucyjnych zmian. W ostatnim czasie, kiedy powiązania członków partii SPD z Rosją nie tyle wyszły na jaw, co przeraziły w końcu społeczeństwo, okazało się, że to m.in. wieloletnie działanie partii SPD doprowadziły do tego, że Niemcy są w ogromny sposób uzależnione od paliw z Rosji.

Katastrofy „naturalne”, bezrobocie, zniszczone wsie

Zieloni w swoim programie wyraźnie opowiadali się za sprawiedliwą transformacją, która musi być zaprojektowana wraz z ludźmi żyjącymi w NRW – zarówno z górnikami, jak i osobami żyjącymi we wsiach, które czekają na zagładę w wyniku poszerzenia się odkrywki. Tydzień przed wyborami mieszkańcy wsi jak m.in. Lützerath, której grozi zniszczenie przez odkrywkę Garzweiler wyrazili swój sprzeciw i domagali się poważnego traktowania katastrofy klimatycznej, ale też ludzi. Wydaje się, że w porównaniu ze zwolennikami polityki „Weiter so” (dalej tak, jak było) stanowią oni mniejszość, ale najwyraźniej ich wartości stają się coraz bardziej szeroko podzielane. Jak czytamy w programie Zielonych: „Najważniejszymi zagadnieniami naszego programu są sprawiedliwość międzypokoleniowa, ochrona klimatu i zrównoważony rozwój. Wycofanie węgla do 2030 roku to priorytet, ale musi mu towarzyszyć udział ludzi w tworzeniu sprawiedliwej transformacji” . Podobne fragmenty można było znaleźć także w programie CDU i SPD. Wyborcy najwyraźniej ocenili ile warte są słowa w sytuacji, gdy Niemcy czeka poważne wyzwanie, czyli rezygnacja z rosyjskiej ropy, węgla i gazu.

Kobieta, ludzie, klimat

Wybory dla Zielonych w NRW wygrała kobieta, Mona Neubauer. Już chwilę po pierwszych sondażach zapytana przez dziennikarkę wiadomości Tagesschau ARD Neubaer odpowiedziała, że „priorytetem jest dla nas klimat, polityka klimatyczna, chcemy wykorzystać ten moment, kiedy nie tylko w końcu musimy poważnie rozwijać OZE, ale też uniezależnić się od paliw kopalnych”. Polityczka podkreśliła też, że ostatecznie chodzi o ludzi i o jakość życia. Niemcy rozumieją te powiązania dzisiaj lepiej niż jeszcze rok temu. Chodzi nie tylko o problemy z ropą czy gazem w kontekście wojny w Ukrainie, ale też o katastrofy wywołane zmianami klimatu. Przypomnijmy, że w samych Niemczech w wyniku powodzi w 2021 roku zginęło 186 osób, a tysiące zostały pozbawione dachu nad głową, z kolei miasta i miasteczka pogrążyły się w szlamie. Dla porównania warto dodać, że w powodzi w Polsce w 1997 roku zginęło 56 osób.

Czy wynik wyborów w NRW to jednocześnie krytyka polityki kompromisu na rzecz status quo, zdrowego rozsądku i wyśmiewania kwestii ekologicznych? Dzisiaj coraz bardziej zbieramy żniwo wieloletnich zaniechań, blokowania rozwoju OZE, wspierania węgla kolejnymi miliardowymi subsydiami, ale też słyszymy głos zawodu ze strony górników mamionych wizją przyszłości węgla. W Wielkopolsce Wschodniej górnicy węgla brunatnego z ZE PAK już płacą bezrobociem za lata wiary w odkrywkę Ościsłowo czy Dęby szlacheckie i brak planu transformacji regionu. Mieszkańcy zniszczonych wsi w NRW zadają sobie z kolei pytanie – w czyim interesie było zrównanie z ziemią ich domów, skoro obecna sytuacja nie wróży dobrze, jeżeli chodzi o przyszłość węgla. Czy wynik Zielonych w NRW to po prostu znak na to, że zaczynamy coraz lepiej rozumieć, że dobrze i tanio już było?

Układ o Nord Stream 2 zbiera ponadpartyjną krytykę w USA. Polska i Ukraina łączą siły

 

]]>
Schudy: Wyborcy w Niemczech musieli oddzielić ziarna od greenwashingowych plew Schudy: Wyborcy w Niemczech musieli oddzielić ziarna od greenwashingowych plew
Schudy: Rząd kłamał – właśnie zapłaciliśmy kary za Turów (FELIETON) https://biznesalert.pl/schudy-rzad-klamal-wlasnie-zaplacilismy-kary-za-turow-felieton/ Tue, 12 Apr 2022 07:45:25 +0000 https://biznesalert.pl/?p=250135

Od początku sporu między Polską a Czechami, Komisją Europejską i wreszcie TSUE w sprawie Turowa było jasne, że milionowych kar nie da się uniknąć, jeżeli będziemy się upierać przy dalszym wydobyciu węgla w odkrywce Turów. Politycy partii rządzącej i koncern PGE śmiali się twierdząc, że nie mają zamiaru płacić za Turów ani złotówki. Jak obiecywali, tak zrobili, tylko że karę zapłacił kto inny – cała Polska. Właśnie padło na województwo kujawsko-pomorskie i programy edukacyjne. Zapewne niedługo ruszy propaganda, jaka ta Unia jest zła – pisze Hanna Schudy z EKO-UNII.

Kampania informacyjna w sprawie Turowa od początku miała na celu to, co polski rząd lubi najbardziej –  „szukanie chłopców do bicia”. Rząd i PGE postawiły na starcie z Komisją Europejską oraz TSUE wiedząc, że wiąże się to z karami finansowymi – chodzi zarówno o Turów, ale też o kryzys praworządności, gdzie licznik kar, w odróżnieniu od Turowa, wciąż tyka – to już ponad 700 mln zł (Por. https://infografiki.wyborcza.pl/post/turow/licznik/ )

Teraz kiedy przychodzi do płacenia kar, rusza nowa tuba propagandowa – Unia zabiera Polsce pieniądze, mimo że Rzeczpospolita pomaga uchodźcom. Dochodzi do pomieszania pojęć, gdyż płacenie kar za Turów czy za łamanie praworządności to zupełnie odmienne sprawy niż wsparcie Unii dla uchodźców. Propaganda ma jednak to do siebie, że nie opiera się na faktach, ale na manipulacjach faktami, tak, aby przedstawić rzeczywistość w korzystny, a nie prawdziwy sposób. 

Ja płacę, pan płaci, pani płaci

Właśnie okazało się, że doszło do tego, co było do przewidzenia przynajmniej od lutego. Komisja Europejska będzie ściągać kary za Turów z transz, które idą do Polski z pieniędzy funduszy UE. Tym samym Polska nie tyle aktywnie płaci kary za Turów, co straci równowartość tych kar, ale z pieniędzy w ogóle niezwiązanych z tematem energetyki, Turowa czy nawet województwa dolnośląskiego.

Skąd to wiemy? Ministerstwo Finansów udzieliło odpowiedzi dziennikarzom z Dziennika Gazety Prawnej (DGP) w sprawie kar za zignorowanie orzeczenia TSUE dotyczącego kopalni Turów. Kary zostały nałożone po tym, jak Polska nie zamknęła odkrywki, która stała się przedmiotem sporu międzynarodowego. Czesi zaskarżyli Polskę z powodu negatywnego wpływu działalności odkrywki węgla brunatnego na granicy Polski, Czech i Niemiec. Jak ustaliło DGP: „pierwsza transza należnych kar wraz z odsetkami, w kwocie nieco ponad 15 mln euro, potrącona została z Programu Operacyjnego Wiedza, Edukacja, Rozwój (ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego). Drugą transzę nieopłaconych kar – również trochę ponad 15 mln euro wraz z odsetkami – KE ściągnęła z Regionalnego Programu Operacyjnego (RPO) województwa kujawsko-pomorskiego (ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego)”.

Chichot historii

Spór Polski z Czechami krytykowany był nie tylko przez rząd czy PGE. To głównie mieszkańcy przygranicznych miejscowości Republiki Czeskiej, którzy odczuwają brak wody wysysanej przez odkrywkę Turów ponoszą największe straty w wyniku działaniu Turowa – i jak się okazało ich pozew do Komisji na Turów nie za wiele im pomógł. Niestety umowa między Polską a Czechami w zasadzie nie zmieniła w ich sytuacji. Kopalnia działa nadal, planuje wydobycie do 2044 r., a kary płacone są z pieniędzy podatników, potrącane są z funduszy unijnych, a dodatkowo odszkodowania dla Czech  45 mln Euro popłynęły na podstawie umowy Czech i Polski. Co ciekawe potrącenia z funduszy unijnych odbywają się na zasadzie losowej – pieniądze straci województwo kujawsko-pomorskie. Tyle że to województwo ponosi już straty z tytułu działania odkrywki, ale nie jest to Turów, ale kopalnie po stronie województwa wielkopolskiego – to tam działają odkrywki należące do ZE PAK. W wyniku wydobycia węgla brunatnego poważnie osuszone zostały jeziora pojezierza gnieźnieńskiego. Teraz województwo, na zasadzie pecha, straci pieniądze z programów unijnych przez odkrywkę w województwie dolnośląskim.

Józef Drzazgowski, prezes Stowarzyszenia Ekologicznego EKO-PRZYJEZIERZE, który od lat działa na rzecz przyrody i turystyki Pojezierza Gnieźnieńskiego w kontekście wpływu kopalni odkrywkowej na wysychanie zbiorników wodnych komentuje wprost: „To, co zrobił rząd polski i premier Morawiecki powinno zakończyć się dymisją premiera; teraz bowiem za głupotę i konfliktowanie się z Czechami, sprawę z góry przegraną, zapłacimy wszyscy. Te 700 mln złotych to gigantyczna kwota, którą można by wykorzystać na realne plany odejścia od węgla w Polsce. Ale jak zwykle lepiej przypodobać się górnikom i zadbać o słupki poparcia nie licząc kosztów publicznych. Trudno znaleźć rządowi i ZE PAK około 50 mln złotych na naprawienie stosunków wodnych Pojezierza Gnieźnieńskiego, zdegradowanego przez wydobywanie węgla w rejonie Konina. Kary za Turów nie są jednak problemem.  Pytam zatem – Panie Premierze czy to jakiś żart? To z resztą słowa samego premiera do rządu niemieckiego. Widać, że  premier łatwo wskazuje drogi postępowania innym, tylko u siebie nie dostrzega podstawowych problemów. Może się wydawać, że to cyrk albo komedia, ale niestety to nasza rzeczywistość i prawda. Za Turów i błędy rządzących zapłacą wszyscy, nawet tu na Kujawach, tylko nie ci, którzy do tego bałaganu doprowadzili.”

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że województwo straci  projekty, ale sytuacja prawna jest inna. Projekty i płatności za nie będą realizowane, a to dlatego, że jak ustaliło DGP, straty pieniędzy unijnych zostaną uzupełnione pieniędzmi z budżetu państwa. Anna Sąsiadek-Chuchra, dyrektor wydziału certyfikacji Regionalnego Programu Operacyjnego w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Kujawsko-Pomorskiego, potwierdza, że „władze regionu zostały poinformowane przez Ministerstwo Finansów o potrąceniu dokonanym przez Brukselę. – Jednocześnie ministerstwo zapewniło, że zaistniała sytuacja nie będzie miała wpływu na dokonywane płatności dla beneficjentów naszego RPO, co jest zgodne z zapisami aneksu nr 1 z 5 sierpnia 2015 roku. do kontraktu terytorialnego dla województwa kujawsko-pomorskiego – dodaje nasza rozmówczyni. Nasi rozmówcy z MF dodają, że w praktyce chodzi o pokrycie uszczupleń dokonanych przez KE w programach pieniędzmi z budżetu państwa”.

Radosław Gawlik, prezes Stowarzyszenia EKO-UNIA dodaje: „Sukces” rządu Morawieckiego w sprawie Turowa polega na tym, że zapłaciliśmy za przedłużenie działania Turowa ponad 500 mln zł do budżetów: UE, czeskiego i libereckiego kraju. Równolegle straciliśmy ponad 1 mld zł z UE na restrukturyzację tego regionu węglowego z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji. Prąd z Turowa – obciążony karami i opłatami – jest najdroższy w Polsce a może i w Europie. Region Bogatyni i Zgorzelca jest słabo przygotowany do transformacji energetycznej, ale ma za to nierealną, polityczną obietnicę kopania węgla brunatnego do 2044 rok. Powtarzam pytanie – czy to uczciwa polityka wobec pracowników kompleksu i mieszkańców regionu?”.

TSUE nakazał Polsce natychmiastowe wstrzymanie wydobycia węgla w Kopalni Turów

]]>
Schudy: Rząd kłamał – właśnie zapłaciliśmy kary za Turów (FELIETON) Kopalnia węgla brunantego Turów. Fot. Bartłomiej Sawicki/BiznesAlert.pl
Schudy: Odkrywki zabierają wodę, czyli czego dowie się polski rząd z analizy dotyczącej kopalni Jänschwalde przy niemieckiej granicy https://biznesalert.pl/schudy-odkrywki-zabieraja-wode-czyli-czego-dowie-sie-polski-rzad-z-analizy-dotyczacej-kopalni-janschwalde-przy-niemieckiej-granicy/ Wed, 27 Oct 2021 05:25:42 +0000 https://biznesalert.pl/?p=237112

– Odkrywka Jänschwalde w Brandenburgii, obsługiwana przez czeski koncern EPH, zabiera wodę Polakom – cieszymy się, że resort klimatu pochyla się nad problemem. Tylko dlaczego teraz i czego rząd może się dowiedzieć z przypadku odkrywki Jänschwalde w kontekście innych odkrywek? – pisze Hanna Schudy z EKO-UNII.

Włodarze przygranicznych gmin Gubin i Brody od lat skarżą się na leżącą po drugiej stronie granicy odkrywkę Jänschwalde. Jej działalność powoduje lej depresyjny, co skutkuje problemami z wodami gruntowymi. Uciążliwe jest zarówno obniżanie zwierciadła wód podziemnych, ale także konieczność ich uzdatniania. Sprawa jest dobrze znana w regionie, gdyż zanieczyszczenia docierają też do wód powierzchniowych przez co rzeki jak np. Sprewa oraz zbiorniki wodne zabarwiają się na kolor rudy, a do tego wody są zanieczyszczone siarczanami. Na tym nie koniec problemów – przesuszone gleby i wiejące silnie wiatry formują lokalne burze piaskowe. Nie brakuje też hałasu. Z tego m.in. powodu mieszkańcy gmin Gubin i Brody przeciwstawili się planom PGE do budowy na ich terenie kopalni odkrywkowej – byłaby ona oddalona tylko o kilka kilometrów od Jänschwalde. Polacy razem z niemieckimi sąsiadami skutecznie zablokowali budowę nowej odkrywki, a swoje zdanie zamanifestowali wcześniej w referendum lokalnym w 2009 roku oraz w międzynarodowym łańcuchu ludzi w 2014 roku.

PGE nie chce już odkrywki Gubin koło Jänschwalde

Budowa odkrywki PGE Gubin/Brody nie doszła do skutku dzięki oporowi lokalnej społeczności, chociaż zaważyły też kwestie ekonomiczne. Był jednak czas, kiedy poparcie dla odkrywki PGE Gubin nie znało granic politycznych, lobbyści dzielili społeczeństwo i rodziny w Gubinie i okolicach przekonując jak głupi są ci, którzy nie chcą na swoim leśno-rolniczym terenie kombinatu energetycznego. Co prawda PGE pomija obecnie ten projekt w swoich planach, ale ostatnie słowo jeszcze nie padło. Do tego dochodzi jeszcze tzw. „ochrona złoża” przez co pojawiają się problemy dla mieszkańców z zabudową, jeżeli np. planowana inwestycja znajduje się nad złożem węgla brunatnego.

Pomimo realnych problemów, jakie PGE spowodowało w regionie swoją niedoszłą inwestycją oraz zgłaszanych od lat problemów dotyczących wody, rząd dopiero w 2021 r. zaczął się interesować mieszkańcami Gubina i Brodów. Nie interesuje go jednak, jakie problemy prawne i społeczne od lat generowała spółka skarbu państwa – na celowniku znalazła się za to należąca do czeskiego koncernu EPH niemiecka odkrywka. Lepiej późno niż wcale pochylić się nad bolączkami przygranicza, gdzie wielka odkrywka odsysa wody gruntowe. Cieszymy się z takie decyzji, gdyż dokładna analiza problemu może być bardzo pouczająca – tak bardzo, że aż niewygodna. 

Oto co już wiemy o odkrywce Jänschwalde:

  1. Kopalnia ta od lat powoduje obniżanie zwierciadeł wód podziemnych i powierzchniowych jak również terenów chronionych Natura 2000. Działalność odkrywki była powodem licznych protestów mieszkańców i ekologów zarówno po stronie polskiej jak i niemieckiej – vide Łańcuch Ludzi w 2014 r. zorganizowany przez mieszkańców przygranicznych gmin oraz organizacje ekologiczne.
  2. Odkrywka miała być powiększona o tzw. Jänschwalde Nord, ale w wyniku protestów mieszkańców oraz ekologów koncern LEAG ogłosił w marcu 2017 roku, że powiększania odkrywki nie będzie. 
  3. Odkrywka Jänschwalde została w całości czasowo zamknięta w 2019 roku decyzją sądu administracyjnego w Cottbus po tym, jak operator kopalni nie dostarczył niezbędnych dokumentów, które miały wykluczyć negatywny wpływ odkrywki na obszary Natura 2000. Skarżącymi były niemieckie organizacje Deutscher Umwelthilfe i GRÜNE LIGA. Według prawników decyzja sądu w Cottbus była pierwszym takim przypadkiem w Niemczech, kiedy kopalnia została zamknięta wyłącznie na podstawie przepisów ochrony środowiska. Prawnicy podkreślają, że w całej sprawie koncern bardzo im pomógł, gdyż konsekwentnie, przez prawie 10 lat, popełniał błędy wynikające ze zignorowania problemu. Tak więc winna zamknięciu kopalni była ostatecznie sama kopalnia, ponieważ to ona działała wbrew prawu i tak sporządzała swoją dokumentację, że musiała ją później istotnie poprawiać.
  4. Obecnie kopalnia działa legalnie do 2023 roku, chociaż powoduje osuszanie terenu. Za dwa lata zostanie zgodnie z planem zamknięta. 
  5. W 2021 roku odkrywka stanęła po raz kolejny na wiele tygodni z powodu braku rentowności. Może to oznaczać, że do 2023 roku nie zostanie wyeksploatowane całe złoże. Małe są jednak szanse na przedłużenie jej pracy poza 2023 rok ponieważ upływa termin koncesji a pozwolenie wodnoprawne dla kopalni odkrywkowej jest ograniczone do końca 2022 roku.
  6. Republika Federalna wyznaczyła rok 2038 jako zakończenie spalania węgla w Niemczech. Nowy rząd federalny może jednak przyspieszyć datę odejścia od węgla, tak, aby była ona zgodna z zaleceniami nauki. Polska takiego harmonogramu nie podała, chociaż w kuluarach mówi się, że węgiel będzie spalany do 2049 roku. 
  7. Nawet gdyby teraz wykazano, że odkrywka Jänschwalde zabiera wodę Polakom, to do  czasu, gdyby Polska weszła na drogę sądową o odszkodowania kopalnia zostanie już zamknięta. Natomiast odkrywka Turów ma działać do 2044 roku. 
  8. Obecnie odkrywka Janschwalde należy do czeskiego koncernu EPH, który przez lata zarejestrowany był w rajach podatkowych oraz do niemieckiego przedsiębiorstwa energetycznego LEAG. Wcześniej z kolei jej współwłaścicielem był szwedzki koncern Vattenfall, który pozbył się floty po tym jak szwedzki rząd uznał, że Szwecja ma się skoncentrować na OZE. Organizacje ekologiczne przyglądały się transakcjom przekazywania odkrywki z rąk Vattenfall do EPH. Wykazano wiele nieprawidłowości m.in. że nie zadbano wówczas o środki na rekultywację i do dzisiaj nie jest wiadome, jak będzie wyglądać funkcjonowanie kompleksu po zakończeniu wydobycia. Podobne obawy może budzić planowane przekazywanie kompleksu Turów do NABE.

W doniesieniach medialnych dotyczących odkrywki Jänschwalde powtarzają się pytania o to, dlaczego rząd akurat teraz zainteresował się mieszkańcami przygranicza z Brandenburgią. Istnieje podejrzenie, że ma to związek z transgranicznym konfliktem między Czechami, Polską, TSUE, a wkrótce może także Saksonią. Dziennikarze zauważają, że ta próba „odwetu” może się źle skończyć dla linii argumentacyjnej, jaką rząd przyjął w sporze z Czechami. Należy wreszcie podkreślić, że na chwilę obecną sposób prowadzenia negocjacji przez Polskę skutkuje samymi stratami, gdyż obecnie musimy płacić kary do UE (a nie do Czech) po decyzji TSUE – każdego dnia ponad dwa mln złotych. Do tego Polska buduje infrastrukturę, która ma pomóc Czechom ograniczać skutki odwodnienia. Z kolei region Bogatyni, który czuje się coraz bardziej niepewnie, został z niczym, bo pieniądzy z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji bez harmonogramu wygaszania kompleksu po prostu nie będzie. Coraz częściej pojawiają się też obawy, że dojdzie tam do niekontrolowanej zapaści gospodarczo-społecznej. Na nic mają się też zapewnienia, że kary w wysokości ponad dwa mln złotych dziennie nie zapłacimy. Będą one po prostu odjęte od z już przyznanych funduszy unijnych. Otwieranie nowego frontu z Niemcami wydaje się w tej sytuacji zapóźnione i może być przeciwskuteczne – ekspertyza po prostu wykaże, że odkrywki zabierają wodę, że możliwe jest czasowe zamknięcie kopalni i że ignorowanie faktów przyrodniczych oraz zagranicznych sąsiadów prędzej czy później zakończy się sromotną porażką. 

 

Literatura:

https://www.niederlausitz-aktuell.de/spree-neisse/jaenschwalde/81254/zulassung-erteilt-leag-tagebau-jaenschwalde-geht-wieder-in-regelbetrieb.html

https://www.energate-messenger.de/news/194696/gericht-lehnt-fristverlaengerung-fuer-tagebau-jaenschwalde-abhttps://www.duh.de/fileadmin/user_upload/download/DUH_Publikationen/DUHwelt_19/DUHwelt_3_2019_20_21.pdf

https://www.icis.com/explore/resources/news/2019/09/23/10421337/janschwalde-power-plant-to-resume-production-after-temporary-shut-down-of-open-pit-mine

https://www.portalsamorzadowy.pl/gospodarka-komunalna/turow-i-j-nschwalde-lustrzane-odbicie-wojt-kowalczuk-nie-chce-juz-siedziec-cicho,321768.html

https://gazetalubuska.pl/protest-greenpeace-zywy-lancuch-ludzi-przeciw-odkrywce-w-gminie-brody-zdjecia-wideo/ga/7459803/zd/11854635

 

 

 

 

 

 

 

]]>
Schudy: Odkrywki zabierają wodę, czyli czego dowie się polski rząd z analizy dotyczącej kopalni Jänschwalde przy niemieckiej granicy Kopalnia Janschwalde w Niemczech. Fot. LEAG
Schudy: Misja niemożliwa, czyli Turów 2044 https://biznesalert.pl/schudy-misja-turow-pge-fundusz-sprawiedliwej-transformacji-wegiel-energetyka/ Tue, 26 Jan 2021 12:00:47 +0000 https://biznesalert.pl/?p=216420

Kompleks w Turowie to zakład energetyczny węgla brunatnego, tysiące zatrudnionych osób, dziesiątki lat tradycji górniczych w regionie oraz oddziaływanie na środowisko przyrodnicze i rynek pracy. To także pewien rodzaj myślenia w kategoriach monumentalnych, scentralizowanej produkcji i zatrudnienia. W kontekście Europejskiego Zielonego Ładu oraz Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, a do tego koncesji, która trwa tylko do 2026 roku, region wciąż nie zastępuje miejsc pracy w energetyce węglowej inną strategią rozwoju. Pieniądze na sprawiedliwą transformację regionów górniczych mogą ominąć Bogatynię, która wierzy, że przed nią jeszcze 24 lata wydobycia i spalania węgla. Polska Grupa Energetyczna chwali się, że „zapewnia stabilny byt około 60-80 tysiącom osób”. Tym bardziej dziwi, że odwracając głowę od „końca węgla”, naraża tak potężną grupę ludzi na nagłą zmianę sytuacji – pisze Hanna Schudy z EKO-UNII.

Tryumf woli

Kiedy definitywnie odpadł projekt nowej odkrywki PGE Gubin czy PGE Złoczew, Turów stał się obszarem, w który spółka skanalizowała cały optymizm oraz działania propagandowe. Prezes PGE Wojciech Dąbrowski, z jednej strony przekonuje, że trzeba „przesunąć” węgiel do Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego, bo m.in. węgiel brunatny coraz trudniej finansować i ubezpieczać, ale w przypadku Turowa narracja jest taka, jakby przyszłość należała właśnie do węgla – „chcemy kopać do 2044 roku”. Mają to poświadczać fakty dokonane – wybudowany, ale wciąż uruchomiony nowy blok energetyczny o mocy 496 MW, wielka koparka, zamontowana właśnie na dnie odkrywki czy projekt budowy ekranu szczelinującego, który w opinii PGE ma uchronić Niemcy i Czechy przed problemami z wodą. Plany węglowe idą więc całą parą, podejmowane są inwestycje, budowana jest infrastruktura a jednocześnie niszczona ma być ta, która staje na drodze rozbudowie kopalni. Tylko że pandemia, spadek zapotrzebowania na energię, rozwój odnawialnych źródeł energii, a do tego coraz bardziej zdecydowana polityka Unii Europejskiej w zakresie przeciwdziałania zmianie klimatu mogą te majestatyczne plany wielkoskalowej energetyki paliw kopalnych rozbić w pył.

Zabytki na drodze

Pogotowie strajkowe w kopalni i elektrowni Turów zostało powołane, kiedy wyciekły informacje, że kompleks zostanie zamknięty w 2030 roku. Od tego czasu PGE zapewnia, że to nieprawda. Prezes kopalni przekonuje, że kopalnia będzie działać do 2044 roku i mając na celu „jak najlepsze dla naszej polskiej gospodarki wyeksploatowanie złoża”. Uruchomiona została też strona turow2044.pl, na której czytamy o dobrym sąsiedztwie z Czechami, ochronie środowiska czy prądzie na rzecz trzech milionów gospodarstw domowych oraz dobrym bycie 60-80 tysięcy osób.

Chwilę po zapewnieniach prezesa PGE, 17 grudnia Komisja Europejska uznała m.in., że Polska w postępowaniu o przedłużenie koncesji o sześć lat do 2026 roku naruszyła przepisy unijne – dyrektywę EIA i dyrektywę o dostępie do informacji o środowisku. Teraz Czechy mogą podjąć dalsze kroki, czyli złożyć skargę do TSUE. Jak wiemy „europejskie młyny mielą powoli”, stąd raczej nie ma mowy o zamknięciu kopalni z dnia na dzień, ale o konflikcie międzynarodowym już tak. Ryzykiem jest też to, że region mógłby już teraz wystąpić o środki na transformację. Tak się jednak nie dzieje, gdyż PGE twierdzi, że stara się o koncesję na wydobycie do 2044 roku. Fundacja prawnicza Frank Bold kontaktowała się z ministerstwem klimatu i środowiska w sprawie wniosku o koncesję na wydobycie węgla brunatnego w odkrywce Turów do 2044 roku. Odpowiedź Ministerstwa z dnia 30 grudnia wskazuje, że od dnia 21 stycznia 2020 roku (włącznie) nie wpłynął do organu wniosek PGE GiEK S.A. o wydanie koncesji dla przedsięwzięcia polegającego na wydobyciu węgla brunatnego ze złoża „Turów”. Wydobycie do 2044 roku jest zatem na dzień dzisiejszy życzeniem PGE. Ta wola „eksploatacji dla dobra gospodarki” oznacza dodatkowo ryzyko zniszczenia bezpośredniego i pośredniego – przez szkody górnicze – zabytkowej miejscowości Opolno Zdrój.

O tym, że kopalnia może zniszczyć co chce, nawet jeżeli nie jest to konieczne, świadczy historia sąsiedniej wsi Wigańcice. Ta malownicza, pełna zabytkowych domów przysłupowych miejscowość w 1999 roku została zrównana z ziemią na potrzeby zwałowiska zewnętrznego KWB Turów – jak się potem okazało niepotrzebnie, gdyż kopalnia zmieniła metodę zwałowania. Z mapy zniknęły całkowicie m.in. Rybarzowice, gdzie znajdowały się dwa ogromne pałace, a te miejscowości które zostały zwracają uwagę swoimi zabytkami, które popadają w ruinę. W obliczu Europejskiego Zielonego Ładu oraz drożejącego prądu z paliw kopalnych, zniszczenie Opolna może się okazać równie szaloną pomyłką. Ale to nie tego rodzaju dylematy mogą się okazać kryterium dla dalszych planów kopalni. Opolno Zdrój czyli „Perła” uzdrowiskowej architektury sudeckiej staje się dzisiaj niewygodnym problemem dla kopalni, gdyż przyszłością Turowa interesują się już nie tylko ekolodzy, ale artyści czy ludzie kultury, w tym wojewódzka konserwator zabytków Barbara Nowak-Obelinda – ta sama, która ocaliła od zniszczenia Most Plichowicki. O moście było głośno w całej Polsce, gdyż miał on spektakularnie spłonąć na potrzeby przemysłu filmowego, a konkretnie filmu „Mission: Impossible”. Dr hab. Leszek Pazderski podkreśla: „Zniszczenie Opolna pozbawi region najcenniejszego zasobu na przyszłość, gdy o węglu już nikt nie będzie pamiętał. Dlaczego samorządowcy na Górnym Śląsku ocalili od dewastacji dawny zespół uzdrowiskowy Jastrzębie-Zdrój (Bad Königsdorf) – dziś najważniejsza atrakcja turystyczna miasta – a ci na Dolnym Śląsku z obojętnością patrzą na perspektywę zagłady analogicznego uzdrowiska Opolno-Zdrój (Bad Oppelsdorf)? Nie rozumiem”. Upieranie się przy woli wydobycia do 2044 roku nawet za cenę drogiego prądu, dalszego wyludnienia regionu, zniszczenia zabytków oraz konfliktu międzynarodowego, trudno zrozumieć, jeżeli spojrzymy na to w kategoriach długofalowych. W przyszłości region zostanie z niczym – jego zabytkowa tkanka będzie do cna zrujnowana, pieniędzy na transformację przepadną, a sam kompleks może się okazać jedynie kosztem osieroconym. Co wtedy ze stabilnym bytem około 60-80 tysiąca osób, którym jakościowe życie, jak twierdzi koncern, zapewnia PGE Turów?

Komisja Europejska wyraźnie czeka na decyzje PGE i rządu w sprawie skrócenia działania kompleksu i przyjęcia harmonogramu odejścia od węgla. Tylko wówczas samorządy maja szanse na Fundusz Sprawiedliwej Transformacji. Radosław Gawlik, przewodniczący społecznego zespołu ds. wkładu do Terytorialnego Planu Sprawiedliwej Transformacji Subregionu Wałbrzyskiego powołanego przez prezydenta Romana Szełemeja podkreśla: „dziś dokładnie nie wiemy ile wyniesie Fundusz Sprawiedliwej Transformacji (FST) dla regionu Bogatynia-Zgorzelec, czy też szerzej subregionu jeleniogórskiego. Wiemy, że z FST 3,5 mld Euro przypadnie Polsce. W związku z tym, że Polski rząd nie podpisał deklaracji o neutralności klimatycznej dostaniemy 50 procent czyli 1,75 mld euro”.

Jeżeli podzielimy to na sześć województw węglowych i do tego dwa obszary w województwie dolnośląskim (wałbrzyskie i jeleniogórskie), to można oszacować, że 1-1,5 mld zł przypada na subregion Bogatynia- Zgorzelec. Jeżeli te pieniądze przepadną, mieszkańcy i bezrobotni będą z pewnością chcieli poskarżyć się na winowajcę. Tylko, że wtedy PGE Turów nie będzie już istnieć, bo zastąpi go NABE. „Sprawcy” nie da się zatem ująć, a za straty, rekultywację i koszty osierocone zapłacą wszyscy, zgodnie z logiką Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego.

Źródła:
https://wroclaw.tvp.pl/51554055/telenoweli-na-trojstyku-ciag-dalszy-zabytki-na-drodze-kopalnianego-giganta
https://regiony.tvp.pl/51436376/rusza-nowy-blok-energetyczny-w-elektrowni-turow
https://bogatynia.info.pl/newsy/wiadomosci/10819-wielka-koparka-rambu-do-zadan-specjalnych-wkrotce-rozpocznie-prace-w-kopalni-turow
https://www.tvbogatynia.pl/wiadomosci/8135,prezes-uspokaja
http://eko.org.pl/index_news.php?dzial=2&kat=20&art=2301
https://www.wp.pl/?s=https%3A%2F%2Fwroclaw.wp.pl%2Fdolny-slask-most-w-pilchowicach-koscia-niezgody-wpis-do-rejestru-zabytkow-uratuje-go-przed-wysadzeniem-6537060014499457a&nil&src01=f1e45

PGE GiEK: Rozbudowa kopalni Turów była uzgodniona z Niemcami

 

]]>
Schudy: Misja niemożliwa, czyli Turów 2044 Willa do rozbiórki przez kopalnię. Fot. Dominik Podsiadły
Schudy: Dwa tygodnie na solidarność wokół umowy społecznej z górnikami (FELIETON) https://biznesalert.pl/umowa-spoleczna-gornictwo-wegiel-transformacja-energetyczna-abp-skworc/ Thu, 03 Dec 2020 12:00:57 +0000 https://biznesalert.pl/?p=212904

Abp Skworc zabrał głos w sprawie odchodzenia od węgla. – Liczy najpewniej, że w grudniu zostanie ogłoszona data odejścia od węgla, 2049 rok wraz z mapą drogową i budżetem. Ma też pewnie nadzieję, że na zamykane kopalnie znajdą się wcześniej zapowiadane pieniądze na transformację. Studzenie nastrojów jest cenne. Niedługo może się jednak okazać, że niewystarczające – przekonuje Hanna Schudy z EKO-UNII.

To takie ładne słowo „solidarność” – ale co ono oznacza? Jest kilka powodów, aby się nad tym zastanowić. Kończy się 2020 rok, który zapamiętamy, jako czas, kiedy wyobrażenia o przewidywalnym i bezpiecznym życiu zostały rozbite w pył. W przestrzeni publicznej dużo częściej niż jeszcze w 2019 roku zaczęły się pojawiać słowa jak ludzkość, wspólnota, odpowiedzialność. Nie brakowało też nawoływania do solidarności. Szczęśliwy przypadek sprawił, że Papież Franciszek wydał w 2020 roku przygotowywaną już wcześniej encyklikę Fratelli Tutti – O Braterstwie i Przyjaźni Społecznej. Uderzanie w patetyczne tony chyba jest na miejscu, kiedy tak ważna sprawa jak transformacja regionów węglowych wisi na włosku. Do debaty dotyczącej właśnie odchodzenia od węgla włącza się kolejny hierarcha kościelny – Metropolita katowicki abp Wiktor Skworc. W grudniu górnicy liczą na efekty „umowy społecznej” z września. Wiele wskazuje, że się nie doczekają, a nas czekać będą kolejne protesty.

Odchodzenie Polski od węgla to nie tylko zadanie techniczne czy dla specjalistów od gospodarki i energetyki. To czynniki społeczne sprawiają, że decyzje dotyczące zamykania kopalń stają się takie trudne. Ludzie nie godzą się na nagłe rozwiązania, bo latami okłamywano ich, że Polska ma węgla na 200 lat. To przecież dwa lata temu w grudniu 2018 w Katowicach na COP 24 padły te słowa. Planowana odkrywka Gubin nie powstanie, ale region do dzisiaj boryka się z konsekwencjami „ochrony złóż”. W Wielkopolsce Wschodniej koncern ZE PAK ogłasza, że nie będzie jednak wydobywać węgla w Ościsłowie, chociaż przez lata mamił mieszkańców i pracowników węglowym Eldorado. Dzisiaj dyskutowana jest już dużo szybsza perspektywa końca węgla w Polsce – 2049 rok, a i tak wielu twierdzi, że jest to data o znaczeniu raczej retorycznym. Decyzja w sprawie „mapy drogowej” do 2049 roku. ma zapaść w grudniu 2020 roku. We wrześniu obiecano, że rząd przedstawi mechanizm finansowania kopalń z budżetu państwa i zamykania kopalń do 2049 roku. Było to jeszcze przed aferą z wetem budżetu unijnego. Do 15 grudnia zostały dwa tygodnie.

Pod koniec listopada 2020 roku Komisja Europejska podejmowała decyzje w sprawie podobnej problematyki, ale w kontekście Niemiec. Komisja miała się odnieść do planów pomocy w wysokości 4,34 miliardów euro dla koncernów węglowych jak RWE czy LEAG, które będą zamykały swoje branże do 2038 roku. Wiadomo dzisiaj, że Komisja nie zaakceptowała pomocy publicznej dla tych zakładów, jak wcześniej chciało federalne ministerstwo gospodarki. Niełatwo porównywać Niemcy z Polską, ale trudno też, aby Komisja zgodziła się bez problemu na pomoc publiczną i to aż do 2049 roku dla Polski. Nie wiadomo też, jak Komisja oceni te kwestie w kontekście weta Polski co do powiązania budżetu z praworządnością – unijny szczyt rozpoczyna się już 11 grudnia.

Jak pamiętamy, wrześniowy kompromis końca węgla do 2049 roku zadecydował o tym, że górnicy nie wyszli na ulice. W obliczu ostatnich afer, problemów rządu w walce z pandemią i utrzymującej się od wielu tygodni wysokiej liczby zgonów z powodu COVID-19, złamanie kolejnej umowy społecznej może się skończyć wzburzeniem nastrojów. Może dlatego na scenę wkroczył abp Wiktor Skworc, który być może gra rolę mediatora lub chce przygotować górników i rządzących na konfrontację: „Trzeba odwagi i kół ratunkowych, solidarnej tarczy, sprawiedliwości i miłości społecznej, aby szybko, bo w perspektywie dwóch dekad, rozwiązać nabrzmiałe problemy górniczej branży, której los jest przesądzony, tym bardziej że likwidacja trwale nierentownych kopalń jest ekonomicznie palącą koniecznością”. 

Metropolita liczy najpewniej, że w grudniu zostanie ogłoszona data odejścia od węgla, 2049 rok wraz z mapą drogową i budżetem. Ma też pewnie nadzieję, że na zamykane kopalnie znajdą się wcześniej zapowiadane pieniądze na transformację. Studzenie nastrojów jest cenne. Niedługo może się jednak okazać, że niewystarczające. Wtedy może się okazać, że zdefiniowanie słowa „solidarność” będzie nie tylko palące, ale i trudniejsze niż kiedykolwiek.

]]>
Schudy: Dwa tygodnie na solidarność wokół umowy społecznej z górnikami (FELIETON) Schudy: Dwa tygodnie na solidarność wokół umowy społecznej z górnikami (FELIETON)
Schudy: Strajk ostrzegawczy w kompleksie Turów? https://biznesalert.pl/schudy-wegiel-strajk-kompleks-kopalnia-turow-surowce-protesty-energetyka-wydobycie/ Tue, 06 Oct 2020 11:00:03 +0000 https://biznesalert.pl/?p=207980

Pracownicy kompleksu Turów zapowiadają strajk ostrzegawczy. Według nieoficjalnych danych, PGE planuje zamknąć odkrywkę w 2030 roku. Koncern przewiduje też zwolnienie 1300 osób. Związki zawodowe wierzą jednak, że wydobycie węgla uda się zatrzymać – „bo przecież najważniejszy jest człowiek” – pisze Hanna Schudy, współpracownik BiznesAlert.pl.

Pomnik przyszłości

Podobno nie ma rzeczy niemożliwych, ale nadzieja umiera ostatnia. Związkowcy kompleksu Turów mają podstawy do obaw, że koncern PGE nie traktuje ich poważnie. W rozmowie w TV Bogatynia prezentują całe spektrum problemów, jakie czekają region w najbliższej przyszłości. Przede wszystkim w ich wypowiedziach powtarza się problem, że czują się oszukani – już nawet nie przez UE, ale swojego pracodawcę PGE. Tyle lat wiernie pracowali, wspierali koncern przy procedurach uzyskiwania koncesji, przyjechali tłumnie rozpędzić pokojowy i międzynarodowy protest na Trójstyku granic, a tu masz – dowiadują się z drugiej ręki, że koncern PGE może ich wystawić do wiatru. Nie wierzyli, kiedy przed podobnym scenariuszem ostrzegały ich organizacje ekologiczne. Teraz w sumie też nie wierzą, bo gwarantem zatrudnienia ma być „pomnik” przyszłości wydobycia, czyli nowy blok energetyczny.

Możliwość zamknięcia kompleksu dotarła do nich w podobny sposób, jak kilka tygodni temu wyciekła wiadomość o planach rządu na zamykanie kopalń na Śląsku – przez przypadek. Kiedy media podały, że planowane są zwolnienia w kopalniach na Śląsku, rząd oskarżył media, że podają fake newsy. Górnicy z Turowa nie zamierzają czekać na obiecanki rządu i spółki, więc będą strajkować. Nie chcą podzielić losów swoich kolegów z koncernu ZE PAK. Kopalnia Adamów ZE PAK z dnia na dzień zwolniła górników, kierując ich do urzędu pracy w Turku.

Obawy górników z Turowa miały się wziąć z przecieku medialnego, chociaż już wcześniej Polityka Insight podała, że „Większość bloków elektrowni Turów przestanie działać do 2030 roku, a ostatni blok (ten, który jest obecnie w budowie) będzie działał do 2035 roku” W raporcie tym mowa jest też o innej odkrywce: „Największa w kraju elektrownia Bełchatów będzie zamknięta do 2036 roku” Wynikać to ma ze wstępnego planu konsolidacji energetyki. Czy wobec tego planowanie kopalni węgla w rolniczym Złoczewie też można już między bajki włożyć?

Nadzieja na wydobycie do 2044 roku nie gaśnie, chociaż sprawy nie poprawia fakt, że Republika Czech ostatecznie pozwie Polskę za omijanie europejskiego prawa w zakresie przedłużenia koncesji na wydobycie węgla w odkrywce Turów. Związkowcy z Turowa nie mogą też być pewni, że umowa PGG z rządem o subwencjonowaniu węgla do 2049 roku obejmie też inne polskie kopalnie, w tym kopalnie węgla brunatnego. Może się zatem okazać, że „deal” dotyczy tylko kopalń PGG, dla których i tak nie jest pewne, czy Komisja Europejska zgodzi się na wspieranie węgla. Regiony węgla brunatnego może zatem czekać terapia szokowa, tym bardziej, że jak dotąd ani w Bełchatowie, ani w Turowie nie ma żadnej konstruktywnej debaty co z miejscami pracy czy transformacją. Postawa związkowców, którą można zaobserwować w wywiadzie TV Bogatynia sprowadza się do tego – PGE za naszymi plecami będzie likwidowało miejsca pracy, ale jednocześnie „wierzymy” w nowy blok energetyczny, który ocali dalsze wydobycie – mimo że blok ma ruszyć z dużym opóźnieniem, bo dopiero wiosną 2021. Między wierszami, zdają sobie sprawę, że „wszystko jest możliwe” tak jak możliwe jest to, że pracownicy kopalni Adamów nagle stracili pracę. O Transformacji regionu myśleć jednak nie chcą i nie będą brać udziału w transformacyjnym planie, gdyż, w ich mniemaniu, oznaczać to będzie, że przyłączają się do niszczenia własnych miejsc pracy. Na razie planują strajk ostrzegawczy i wierzą, że to coś da.

https://www.politykainsight.pl/gospodarka/_resource/multimedium/20202863
https://wielun.naszemiasto.pl/odkrywki-zloczew-nie-bedzie-tak-sugeruje-posel-pis/ar/c1-7922143
https://www.youtube.com/watch?v=XWOzHj8HFBw
https://www.saechsische.de/politik/deutschland/innenpolitik/energiewende/streik-bergarbeiter-turow-gegen-eu-politik-5280837-plus.html

 

Czechy złożyły skargę na Kopalnię Turów do Komisji Europejskiej

 

]]>
Schudy: Strajk ostrzegawczy w kompleksie Turów? Schudy: Strajk ostrzegawczy w kompleksie Turów?
Schudy: Wałbrzych ma przyszłość dzięki, a nie pomimo transformacji energetycznej https://biznesalert.pl/walbrzych-transformacja-energetyczna-europejski-zielony-lad-gornictwo/ Thu, 30 Jul 2020 05:30:42 +0000 https://biznesalert.pl/?p=203079

Hanna Schudy pisze o tym, jak Wałbrzych pozbawiony kopalni planuje wykorzystać środki Europejskiego Zielonego Ładu do dalszej transformacji z korzyścią dla regionalnej gospodarki.

Wałbrzych chce korzystać z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji Unii Europejskiej dla regionów górniczych. Brzmi zaskakująco? Władze miasta – które nie ma ani jednej kopalni, pomijając „Starą kopalnię”, czyli centrum konferencyjne i artystyczne – twierdzą, że transformacja pogórnicza jeszcze się nie zakończyła. Co więcej Wałbrzych kilkuletnimi staraniami przekonał już do tego Komisję Europejską. 27 lipca prezydent miasta Roman Szełemej zorganizował w wałbrzyskiej „Starej Kopalni” konferencję dla samorządów i NGO subregionu wałbrzyskiego, podczas której zachęcał do pisania projektów na działania transformacyjne wpisujące się w Zielony Ład Unii Europejskiej. Zaskakujące jest nie tylko to, że Wałbrzych – który zakończył historię węgla kamiennego około 25 lat temu w czasie, kiedy Polska nie była jeszcze w Unii Europejskiej – stara się o środki na transformację, ale raczej fakt, że z okazji tej nie skorzysta na razie subregion Zagłębia Turoszowskiego, dawnego woj. jeleniogórskiego, który zapaść górnictwa może przerabiać już niedługo. 

Niedokończona transformacja 

„Czujemy się zaskoczeni i oszukani. Likwidacja kopalni to byłby olbrzymi problem społeczny i finansowy”nie, to nie prezydent Wałbrzycha sprzed 20 lat, ale Krzysztof Mejer, wiceprezydent Rudy Śląskiej. To tam znajduje się jedna z kopalni, która miała być zlikwidowana przez rząd PiS. Związkowcy z Polskiej Grupy Górniczej we wtorek 28 lipca mieli zapoznać się z planem naprawczym dla tej węglowej spółki, ale premier i minister Sasin najwyraźniej wystraszyli się związków zawodowych straszących „Armagedonem”.

Jak dotkliwe w skutkach może być zamykanie tak dużych zakładów pracy wie prezydent miasta Wałbrzych, który do dzisiaj boryka się z olbrzymimi problemami społecznymi, jakim są osoby niejako wykluczone z rynku pracy czyli byli wałbrzyscy górnicy i ich rodziny oraz cała duża branża pracująca bezpośrednio i pośrednio na rzecz górnictwa wałbrzyskiego i noworudzkiego. Kiedy w latach 90-tych likwidowano kopalnie, część rodzin, aby przetrwać wysyłała dorosłych, a czasami nawet dzieci do nielegalnej pracy w biedaszybach, a górnicy, często schorowani, nie przystawali do oczekiwań rynku okresu transformacji (https://www.youtube.com/watch?v=EkCJGO_yaF0)

Kiedy na Śląsku minister Sasin i premier Morawiecki nie potrafią nawet wypowiedzieć co dalej z kopalniami węgla kamiennego grupy PGG (w ub. roku 4 kopalnie, które chce zamknąć Polska Grupa Górnicza przyniosły 2,5 mld długu a węgiel zalega na składach, nie mając zbytu), a w  Bogatyni i Turowie trwa sen o odkrywce węgla brunatnego do 2044 roku, subregion wałbrzyski szykuje się na wielkie pieniądze na transformację zgodne z Zielonym Ładem Unii Europejskiej i transformację regionów powęglowych UE. Na dzień dzisiejszy nie wiadomo ile ten fundusz dla Polski wyniesie, gdyż jako jedyny kraj UE Polska nie zgodziła się na neutralność klimatyczną do 2050 r. co determinuje przyznanie i wysokość środków (po lipcowym szczycie premierów w Radzie Europejskiej mówi się o max 4 mld euro dla Polski). Ten swoisty polski „szpagat” nie ułatwia regionom górniczym pracy, gdyż regionalne plany transformacji powinny być spójne z polityką państwa. Ale prezydent Wałbrzycha Roman Szełemej, lekarz kardiolog, od dawna z zespołem współpracowników patrzy przyszłościowo. Zdołał już przekonać Komisję Europejską, aby włączyła Wałbrzych na listę regionów, które będą się starać o środki z Funduszu Sprawiedliwej Transformacji (FST): „tak, aby nikt nie został z problemem sam”. Jeżeli wykaże się kreatywnością i otwartością na Zielony Ład, Wałbrzych oraz region mogą skorzystać i zainwestować w przyszłość setki milionów euro.

„Potrzeby wynikające z diagnozy”

Konferencja w Wałbrzychu miała charakter techniczny. W warunkach godnego pogratulowania rygoru sanitarnego (wszyscy w maseczkach, dezynfekowanie mikrofonów), prezydent zachęcał do sieciowania się gmin regionu Wałbrzycha, aby pisały projekty na działania transformacyjne zgodne z Europejskim Zielonym Ładem. Te projekty mają być swego rodzaju odpowiedzią na potrzeby regionu zdefiniowane po wcześniejszym postawieniu diagnozy – gdzie jesteśmy, czego nam brakuje, jak możemy być znowu centrum energetycznym. Dobór prelegentów był z resztą dopasowany do ram, jakie wyznacza Zielony Ład Unii Europejskiej. Marta Anczewska z WWF uczulała, jakie formalne warunki muszą spełniać projekty do Funduszu Sprawiedliwej Transformacji, a Radosław Gawlik ze Stowarzyszenia EKO-UNIA przedstawiał przykładowe projekty z zakresu energetycznej transformacji i redukcji emisji CO2, jakie mogłyby być atrakcyjne dla Wałbrzycha i innych gmin. Radosław Gawlik mówił o prosumeryzmie, dopasowywaniu produkcji energii do potrzeb, o przekonaniu się do odnawialnych źródeł energii, połączeniu walki o klimat z walką ze smogiem oraz o potrzebie ochrony terenów zielonych w kontekście neutralności klimatycznej i jakości życia. Prezydent miasta dał się poznać jako człowiek obeznany z tematem – wiedział dobrze, że Zielony Ład nie akceptuje energii z węgla i nawet gaz nie jest już dzisiaj paliwem, na które Komisja patrzy przychylnie. Orientował się w technologiach magazynowania energii (wodór) i podkreślał znaczenie zielonej i niebieskiej „infrastruktury” dla realizacji celu, jakim jest neutralność klimatyczna do 2050 roku. Zostało też podkreślone, że projekty muszą być opracowane jako „kroki” stąd nie tylko liczy się 2050, ale i 2030 rok.

Prezydent miasta gra o wiele zdając sobie sprawę, że Wałbrzych nie przekona Komisji projektami „oczywistymi”. Dodawał odwagi i motywował wyobraźnię oraz kreatywność, która może oznaczać dla regionu olbrzymie wsparcie, o jakim upadające górnictwo i tkactwo w latach 90-tych mogło tylko pomarzyć. Dzisiaj Wałbrzych to już inne miasto, wiele osób wyjechało nie widząc tam perspektyw, byli górnicy zostali z chorobami i brakiem środków ale pojawiły się nowe pomysły i młode pokolenia. Cala Polska zdążyła już poznać miasto legend o biedaszybaach czy z mrocznych fabuł Joanny Bator, gdzie upadek górnictwa był dla bohaterów jej książek wciąż obecnym tłem.

Konferencja w lipcu 2020 zupełnie nie przystawała do wałbrzyskich klimatów, które znamy z „Piaskowej Góry” czy filmów z YouTube, gdzie dzieci zbierają złom, aby „wykarmić” rodziców. Prezydent miasta Wałbrzycha na tle sytuacji na Śląsku – gdzie wrze i  ewentualne środki z okrojonego funduszu mogą się okazać niewystarczające – pokazał, że jest liderem i jest w awangardzie przemian. Jeżeli ktoś potrafi postawić diagnozę, ale też pozbawiać złudzeń co do inwestowania w górnictwo i projekty powiększające emisje gazów cieplarnianych, to jest już na wygranej pozycji. Bo kiedy do Wałbrzycha trafią pieniądze na tworzenie np. szkół energetycznych, gdzie będą się rozwijać technologie magazynowania energii, to Bogatynia dopiero otworzy oczy i być może będzie musiała podzielić los Wałbrzycha z lat 90-tych – jednak nie ze względu na „konieczność dziejową”, jaką miała być transformacja ustrojowa i przemysłowa, ale krótkowzroczność władz, które słuchają chętniej polityków i koncernów węglowych, niż przyglądają się realnym trendom na światowych rynkach energii i pracy. Dzisiaj nie czas na tworzenie wysp i budowanie suwerenności w oparciu o paliwa kopalne. Lekarz, prezydent Szełemej namawiał swój region, wójtów, burmistrzów i sołtysów o „łączenie interesariuszy” o uważne postawienie diagnozy opartej na potrzebach. Mówił też, i było to autentyczne, że zależy im na dołączeniu regionu jeleniogórskiego do przygotowania swojego Terytorialnego Planu  Sprawiedliwej Transformacji węglowej  do końca 2020r. –  I chyba nie bez powodu, właśnie jako lekarz, mówił o zdrowiu i w tym kontekście o niedokończonej transformacji oraz inwestycjach w przyszłość. Zielony Ład, szczególnie w sytuacji koronawirusa, to bowiem program, gdzie zdrowie i odporność na wstrząsy mają być podstawą gospodarki i znaczenia Europy ma mapie świata.

Negocjacje dotyczące Funduszu Sprawiedliwej Transformacji trwają, ale wiadomo, że skorzystanie z dostępnych w nim środków będzie wymagało przygotowania regionalnych planów sprawiedliwej transformacji   (w jeleniogórskim  prawdziwych deklaracji odejścia od węgla w Turowie) dla poszczególnych regionów. Wałbrzych już wie, że musi to zrobić sam, nie oglądając się na rząd oraz na ewentualną pomoc z województwa dolnośląskiego. Prezydent Szełemej, Marta Anczewska z WWF oraz Radosław Gawlik z EKO-UNII zgadzali się, że to ludzie z regionu wiedzą najlepiej, czego potrzeba. Apelowano zgodnie o  bardzo ważny dla regionu i UE wymóg włączenia obywateli i organizacji społecznych w przygotowanie planów i projektów – też mniejszych tzw. miękkich (edukacja, kompetencje , doradztwo). Ale ostrzegano też przed powierzchownym podejściem do projektów i powielaniem starych, niezbyt dobrych wzorców. W dobie pandemii koronawirusa oraz braku deklaracji rządu Polski do neutralności klimatycznej do 2050 r., Komisja będzie każdy pieniądz oglądać wiele razy i nie przyzna pieniędzy na projekty, w których tli się nadzieja na zachowanie kopalnego status quo. Pieniądze będą przyznawane na współpracę regionalną, na oszczędzanie energii, energię odnawialną, trwałe i ekologiczne miejsca pracy, zachowanie dziedzictwa przyrodniczego/bioróżnorodności i sprzyjanie neutralności klimatycznej.

Teraz wszystko zależy od wyobraźni i kreatywności piszących. Kolejna konferencja w Wałbrzychu ma być poświęcona już konkretnym pomysłom i być może weźmie w niej udział prof. Jan Popczyk, który wprowadzi zainteresowanych w arkana elektroprosumeryzmu i nowego programu zaopatrzenia w energię w całości z OZE zastępującego paliwa kopalne (węgiel, gaz, ropę i uran). Nie ma na co czekać, bo projekty mają być gotowe jesienią tego roku.

]]>
Schudy: Wałbrzych ma przyszłość dzięki, a nie pomimo transformacji energetycznej Wałbrzych. Fot. Wikimedia Commons
Schudy: Transformacja regionów za neutralność klimatyczną Polski https://biznesalert.pl/schudy-neutralnosc-klimatyczna-transformacja-regiony-polityka-polska-energetyka/ Mon, 27 Jul 2020 11:00:55 +0000 https://biznesalert.pl/?p=201800

Kampania prezydencka już za nami, a wraz z nią obietnice oraz tematy tabu. Teraz przyszedł czas na sprawdzenie ile ważyły słowa kandydatów. Kilka dni przed wyborami w Polsce, Unia Europejska zdecydowała przyznanie funduszy na odbudowę na innych warunkach. Państwa będą musiały dać coś w zamian – m.in. gwarancję neutralności klimatycznej do 2050 roku oraz konkretne strategie odejścia od węgla na poziomie państw członkowskich – pisze Hanna Schudy z EKO-UNII.

Piękne słowa

Kurz wyborczy opadł, zaraz opadnie kurtyna przedstawienia o pewnej przyszłości węgla. Jeszcze niedawno Polacy mieli nadzieję, że unijny budżet dla ożywienia gospodarki będzie przyznany po prostu i już dzielono skórę na niedźwiedziu, a nawet sądzono, że można dostać pieniądze na transformację bez jasnej deklaracji dekarbonizacji regionów. Pojawiły się jednak oznaki, że chyba nie będzie tak łatwo, a Unia nie jest naiwna, bo okazało się, że pieniądze będą, ale tylko tam, gdzie jest duża szansa na realizację reform, inwestycji i badań. Niektóre regiony wypadły zatem z agendy Funduszu Sprawiedliwej Transformacji (FST). Taki los spotkał m.in. region Bogatyni, gdzie liczono na pieniądze z FST, mimo że kopalnia Turów chce działać aż do 2044 roku. Od początku grupa tzw. unijnych „oszczędnych państw” czyli Austria, Dania, Szwecja i Holandia były przeciwko hojności dodatkowego budżetu zaproponowanego przez Niemcy i Francję. Z pieniędzy miała skorzystać bardzo mocno Polska. Pięknie brzmiały słowa o „solidarności” europejskiej, szczególnie w kraju, który oficjalnie Unii stawia raczej warunki niż jest gotowy i otwarty na wspólne realizowanie celów, także geopolitycznych.

Negocjacje unijne dotyczące budżetu zbiegły się z kampanią prezydencką w Polsce, a ta ostatnia była tubą nie najlepszych sygnałów na temat polskiej demokracji, praworządności i poszanowania praw człowieka. Kilka dni przed wyborami koncern PGE próbował do tego przerzucić odpowiedzialność za możliwą stagnację regionów jak Turów czy Bełchatów na organizacje ekologiczne. Niestety to właśnie PGE oraz brak jasnej komunikacji z mieszkańcami regionu w sprawie odkrywki Złoczew czy Turów mogą uniemożliwić skorzystanie z unijnych funduszy na sprawiedliwą transformację. Koncern atakował m.in. Greenpeace, który w takich słowach skomentował działania PGE. – Trzeba przyznać, że PGE ma tupet, przerzucając odpowiedzialność za własne działania na organizacje ekologiczne. Apelujemy do zarządu spółki PGE, aby w trosce o przyszłość mieszkańców regionu bełchatowskiego oraz mieszkańców powiatów sieradzkiego, wieluńskiego i wieruszowskiego przestała ich zwodzić i otwarcie przyznała, że kopalnia odkrywkowa Złoczew nie powstanie. Dzięki temu zakończy się wieloletnia niepewność mieszkańców i pojawi szansa na unijne wsparcie – komentowała Anna Meres z Greenpeace.

Zjeść ciastko i mieć ciastko

Kiedy Komisja Europejska i Parlament Europejski debatowały nad budżetem, w Polsce nie tylko atakowano mniejszości seksualne czy niektóre grupy zawodowe. Prezydent Duda odwiedzał górników i utrzymywał, że węgiel w Polsce jest potrzebny i że nie zrezygnujemy z naszego bogactwa narodowego a osiągnięcie neutralności klimatycznej Polski do 2050 roku raczej nie będzie możliwe. Nie jestem pewna czy unijni politycy przysłuchiwali się intensywnie polskiej kampanii wyborczej, ale wydaje się, że i bez tego chyba nie są aż tak naiwni, aby uwierzyć, że Polska sama z siebie będzie chciała wejść na odważną ścieżkę transformacji energetycznej i wydobycia. W czasie kiedy było już jasne, że Unia Europejska, szczególnie teraz podczas prezydencji Niemiec, chce podnieść unijny cel redukcji emisji CO2 na 2030 rok z obecnego celu 40 procent do co najmniej 50-55 procent, PGE po raz kolejny upierało się przy planach budowy kopalni Złoczew. Takie działania, jeszcze przed nową decyzją budżetową UE, zwiększały ryzyko pozyskania dla regionu Bełchatowa naprawdę dużych środków na transformację energetyczną. Dzisiaj wiadomo już, że sytuacja skomplikowała się jeszcze bardziej, ponieważ Unia oczekuje nie tylko zgody na neutralność Unii do 2050 roku, ale także krajów członkowskich oraz przygotowania Terytorialnych Planów Sprawiedliwej Transformacji do końca 2020r. W takich warunkach obiecanki kampanijne Andrzeja Dudy, plany odkrywkowe koncernu PGE oraz opieszałość rządu i premiera mogą pokrzyżować plany na pozyskanie pieniędzy z FST. A to może się nie spodobać części wyborców PiS. Obszarami, dla których przygotowuje się w/w terytorialne plany i które umożliwiają przyznanie funduszy są całe podregiony. W przypadku Bełchatowa mówimy o podregionie piotrkowskim (dawne województwo) w obręb którego wchodzi aż sześć powiatów i wiele gmin (obok bełchatowskiego, opoczyński, piotrkowski, radomszczański, tomaszowski, miasto Piotrków Tryb). Programy są opracowywane także dla regionu Turowa czyli dla powiatów:  jeleniogórskiego, bolesławieckiego, kamiennogórskiego, lubańskiego, lwóweckiego i zgorzeleckiego. Prezydent Duda i obóz, który go popierał na tyle stał się zakładnikiem elektoratu i swoich opowieści o świetlanej roli górnictwa, że nie zadbał o przygotowanie dużych regionów kraju do skorzystania z miliardowego wsparcia dla dekarbonizacji. Ta „nonszalancja” PiS grozi 6 województwom węglowym utratą naprawdę wielkich środków. Liderzy UE proponują 150 mld Euro dla wszystkich regionów węglowych w UE, na Polskę przypaść ma 8 mld Euro z FST oraz dodatkowo ok 20- 30 mld Euro wsparcia z 2 filarów dla inwestycji prywatnych i publicznych!

Mydlenie oczu

Polska, organizator szczytu klimatycznego COP 24 w Katowicach otwarcie sabotowała plany neutralności klimatycznej kraju. Mówił o tym prezydent i premier. Kiedy pojawiły się widoki na pieniądze unijne na transformację regionów, retoryka nieco zmiękła, a nawet była do tego stopnia rozmyta, że nie bardzo było wiadomo o co chodzi. Z jednej strony zgadzaliśmy się z Europą, z drugiej wciąż planowano odkrywki a nawet elektrownie i kopalnie węgla kamiennego. Narastały też konflikty społeczne. Władza nie miała cywilnej odwagi powiedzieć, że era węgla już dawno się skończyła, za to jak tylko mogła zrzucała winę za protesty czy niezadowolenie Unii na „złe” organizacje ekologiczne. Minister klimatu, chcąc najwyraźniej tylko podsycać nastroje, wydał nawet oświadczenie, że najwyższy czas, aby prześwietlić rzeczywiste intencje organizacji ekologicznych. I kiedy wewnętrznie trwał spór oraz zapewnianie regionów węglowych, że węglem będą stały „do końca świata”, zewnętrznie politycy nie byli już tacy jednogłośni.

Minister klimatu podczas konferencji klimatycznej ToGetAir w czerwcu 2020 oświadczył nawet, że Polska zgodzi się na neutralność i Zielony Ład w Europie, ale już np. Minister pracy, a obecnie europosłanka Elżbieta Rafalska powiedziała, że powinniśmy zrewidować niektóre dotychczasowe polityki, jak np. Europejski Zielony Ład, czyli strategię klimatyczną Unii. – Nie jest żadną tajemnicą, że przy takim osłabieniu gospodarki po kryzysie, Zielony Ład może stanowić zagrożenie dla dotychczasowych miejsc pracy i prowadzić do bezrobocia. My w Polsce mamy świadomość dużych wyzwań ekologicznych, ale te wszystkie racje trzeba dzisiaj ważyć. Dlatego uważam, że należy pewne projekty przemyśleć – stwierdziła. Zamydlenie polegało zatem na tym, że unijna neutralność klimatyczna nie miała oznaczać automatycznie neutralności polskiej – władza liczyła najwyraźniej na to, że dostanie pieniądze na transformację regionów, mimo że nie będzie wdrażać reform i przede wszystkim, że pewne słowa jak „Koniec węgla” pozostaną tabu.

Bańka pryska

Ale na kilka dni przed wyborami prezydenckimi cała ta bańka prysła. Okazuje się teraz, że pozyskanie pieniędzy – a część z nich została już regionom węglowym obiecana – będzie zależało od przygotowania konkretnych planów transformacji szeroko rozumianych regionów węglowych oraz poparcia celu neutralności klimatycznej do 2050 roku na poziomie krajowym, a nie tylko wspólnotowym, jak dotychczas planowano. Ministerstwo Klimatu przekonywało dotychczas, że dostęp do środków w ramach Funduszu Sprawiedliwej Transformacji będzie zależał od poparcia celu neutralności klimatycznej do 2050 roku na poziomie całej UE. W efekcie Polska nie składała sprzeciwu. Jednak nie tylko polskie organizacje ekologiczne zaczęły się obawiać, że brak realnych reform i jasnej deklaracji o terminach transformacji energetycznej, może zablokować pieniądze na konieczne zmiany albo skutkować wyrzuceniem pieniędzy w „błoto węglowe”. Grupa tzw. krajów oszczędnych nie do końca wierzyła w zapewnienia polskich eurosceptyków i zdołała jednak przekonać Komisję Europejską, że przygotowywany „zastrzyk” gotówki może się dla Polski okazać chwilowym rauszem, ale nic z tego nie wyniknie, jeżeli nie zażądamy przedstawienia przez Polskę realnych planów co do wyjścia z węgla oraz transformacji energetycznej.

W tej sytuacji i przy braku odważnych decyzji oznacza to, że Zagłębie Turoszowskie, Bełchatowskie i Lubelskie, a do tego obszary węglowe Śląska, Wielkopolski i Małopolski, które stoją przed koniecznością restrukturyzacji przemysłu mogą teraz zostać same ze swoimi problemami, ponieważ obiecywane pieniądze nigdy do nich nie trafią. Co to oznacza? Część elektoratu, który stawia na hojny strumień transferów publicznych, może sobie namacalnie uświadomić, że pewne fundusze to nie dobry gest naszych rządzących, ale pieniądze unijne, które w warunkach pandemii będą kilkakrotnie oglądane, zanim zostaną wydane. Region Bogatyni a konkretnie 6 powiatów dawnego woj. jeleniogórskiego już został wyłączony z FST, ponieważ rząd nie zadeklarował dekarbonizacji a lokalne władze i PGE zbyt długo trwały we śnie o przyszłości węgla i dopiero startują z przygotowaniem planu transformacji regionu w kierunku neutralności klimatycznej. Co ciekawe w wyborach prezydenckich wygrał tam Rafał Trzaskowski. Natomiast Bełchatów czy nawet Złoczew, który chyba cały czas wierzy w węglową przyszłość regionu postawiły krzyżyk przy prezydencie Dudzie. Jednak już niedługo ten sam prezydent będzie musiał ogłosić, że albo pieniędzy na transformację nie będzie, albo nie będzie przyszłości węglowej. Poza unijnym budżetem jest jeszcze jeden gwóźdź do trumny.

Spadek zapotrzebowania na energię

Pandemia koronawirusa i jednocześnie imponujący rozwój OZE także w Polsce stawiają pod znakiem zapytania duże i scentralizowane jednostki produkujące energię z węgla oraz – nie można tego zapominać – wody. Jeszcze w czasie zahamowania gospodarki nastąpił znaczący spadek zapotrzebowania na energię. Z kolei produkcja energii elektrycznej w Polsce w czerwcu spadła o ponad 11 proc., w porównaniu do analogicznego miesiąca rok wcześniej, a krajowe zużycie było o prawie 7 proc. niższe niż rok wcześniej – wynika z danych opublikowanych przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE). Do tego energia z odnawialnych źródeł, która ma pierwszeństwo w systemie PSE, to coraz większa część europejskiego koszyka energetycznego. Europosłowie chcą, aby była ona – jak proponują – efektywniej magazynowana, np. w postaci wodoru lub w akumulatorach. Komisja Europejska szacuje, że aby osiągnąć zerową emisję gazów cieplarnianych netto do 2050 roku, UE musi być w stanie zmagazynować sześciokrotnie więcej energii niż obecnie. Dlatego m.in. Niemcy mocno stawiają nie tylko na rozwój OZE, ale też technologie magazynowania energii w tym technologie wodorowe, na które rząd Niemiec przygotowuje program rozwoju technologii w wysokości 7 mld Euro. Jest to zdecydowanie pozytywny trend i szansa na prawdziwą rewolucję w magazynowaniu energii.

W tym samym czasie polski rząd i duże regiony zamykają sobie szansę na środki na transformację. Przed prezydentem Dudą, premierem Morawickim oraz obozem władzy stoi z kolei zadanie wyraźnego sformułowania planów transformacyjnych i zintegrowanie ich z kształtem gospodarki Polski. Nawet jeżeli rząd postawi na kolizję z Unią Europejską i nie dostanie pieniędzy na transformację regionów górniczych, przyjdzie mu się zmagać z utrzymywaniem nikomu niepotrzebnych elektrowni węglowych oraz z rekultywacją olbrzymich powierzchni pokopalnianych. To piwo wypiją po części, niestety, obywatele, płacąc mniejszym bezpieczeństwem energetycznym oraz drogim prądem, ale władza będzie musiała w końcu wypowiedzieć słowa, że regiony górnicze muszą się zmienić. Polityczną cenę za te rychłe problemy zapłaci już jednak obecna władza, w tym prezydent Duda. Starta płyta z „winą Tuska” to raczej przebój nie na to lato.

Schudy: Przedłużenie żywota odkrywki Turów w cieniu koronawirusa

]]>
Schudy: Transformacja regionów za neutralność klimatyczną Polski Schudy: Transformacja regionów za neutralność klimatyczną Polski
Schudy: Przedłużenie żywota odkrywki Turów w cieniu koronawirusa https://biznesalert.pl/odkrywka-kopalnia-turow-przedluzenie-koncesji-krytyka-ekologia-energetyka-srodowisko/ Wed, 01 Apr 2020 06:00:31 +0000 https://biznesalert.pl/?p=192234

– W tych trudnych czasach ufamy, że po kryzysie zmieni się podejście do naukowców, lekarzy czy analityków ryzyka. Samo z siebie nic się jednak nie zmienia. Bowiem już w trakcie epidemii władza i koncerny energetyczne wprowadzają „makiaweliczne” rozwiązania. Pamiętajmy jednak, że Włochy Machiavellego to kraj dobrobytu, a nie choroby i katastrofy klimatycznej – pisze Hanna Schudy z EKO-Unii.

Klimat i transformacja energetyczna

Pandemia odsunęła uwagę Polek i Polaków od spraw takich jak katastrofa klimatyczna czy transformacja energetyczna. Kiedy koncentrujemy się na przetrwaniu, a strach nie pozwala na głębszy oddech, za naszymi plecami rząd podejmuje decyzje podkopujące naszą przyszłość oraz dobre stosunki międzynarodowe.

Od paru dni w Internecie można się dowiedzieć, że minister klimatu (sic!), wydał koncesję na dalsze wydobycie węgla brunatnego w odkrywce Turów. Rozumiem radość pracowników kompleksu energetycznego – przecież nikt z rządu ani koncernu nie rozmawia z nimi o tym co będzie „po węglu” w zbudowanej na monopolu zatrudnienia Bogatyni. Przeanalizujmy zatem argumenty PGE co do „sukcesu” wydanej koncesji (https://pgegiek.pl/aktualnosci/kopalnia-turow-bedzie-mogla-kontynuowac-eksploatacje-w-zmniejszonych-granicach-obszaru-górniczego):

1. Koncern PGE oświadcza, że dostał przedłużenie istniejącej koncesji na kolejne sześć lat, a jednocześnie wciąż stara się o nową koncesję, która pozwoli prowadzić wydobycie i spalanie węgla w elektrowni Turów do 2044 roku.

Już na początku należy zaznaczyć, że koncern dostał zezwolenie na korzystanie ze starej koncesji, mimo że ta wygasa w kwietniu 2020 roku. Prawnicy zajmujący się tą sprawą ze strony organizacji ekologicznych oraz mieszkańców Czech, Niemiec i oczywiście Polski nie mają wglądu do decyzji,

Jeżeli koncern PGE nadal usilnie twierdzi, że ma zamiar spalać węgiel brunatny do 2044, to tym samym wypisuje się z Zielonego Ładu Unii Europejskiej. Izabela Zygmunt z Bankwatch przypomina: „W ten sposób PGE faktycznie odbiera regionowi Bogatyni szansę na rozwój czy choćby na przygotowanie się i złagodzenie skutków społecznych szoku gospodarczego, jaki spadnie na ten obszar, jeśli ekonomia zmusi spółkę do porzucenia planu wydobywania i spalania węgla przez kolejne dekady. Taki scenariusz jest bardzo prawdopodobny, bo wytwarzanie energii z węgla już teraz jest coraz mniej opłacalne i należy się spodziewać, że w kontekście polityki energetycznej UE zupełnie straci rację bytu na długo przed 2044 rokiem”.

2. PGE utrzymuje, że decyzja o wydaniu koncesji to „dobra wiadomość dla blisko 15 tysięcy pracowników, zarówno tych zatrudnionych w turoszowskim kompleksie, jak i we wszystkich firmach współpracujących z kopalnią i elektrownią”.

Liczba osób zatrudnionych w PGE i w firmach współpracujących wydaje się być zawyżona. Chętnie zobaczymy dokładne dane pokazujące ile osób pracuje w kompleksie energetycznym, a ile np. traci prace przez koncern energetyczny – przez koszty środowiskowe, zdrowotne czy także przez brak bezpieczeństwa w gminie Bogatynia. Co prawda skandale narkotykowe w Bogatyni i działanie na jej terenie zorganizowanej grupy przestępczej nie muszą się wiązać z monopolem zatrudnienia czy z powiązaniem władzy i policji z koncernem, tym niemniej afery przestępcze w Bogatyni słabo rezonują z wizją bogactwa gminy przedstawianą przez PGE.

Zielone miejsca pracy

Z ekspertyzy przygotowanej przez prof. Jana Popczyka odnośnie transformacji energetycznej wynika, że przejście na zielone miejsca pracy w tym energetycznym regionie jest możliwe i zapewni więcej miejsc pracy niż obecnie zapewnia kompleks Turów. Dodajmy też, że to rzekome 15 000 pracowników to i tak liczba o połowę mniejsza niż 30 000 osób, które mogą stracić dostęp do wody pitnej właśnie przez odkrywkę. Radosław Gawlik, prezes EKO-UNII, stowarzyszenia, które zabiega o transformację energetyczną regionu jest zdania: „Rząd musi mieć wreszcie odwagę zaplanować wariant wyłączenia Elektrowni i Kopalni Turów. Może stanie się to po sześciu latach przedłużonej koncesji. Szczegółowa analiza prof. Jana Popczyka zakłada, że wariant 100% OZE jest możliwy i  daje w wypadku Kompleksu Turów 2 razy więcej miejsc pracy, a wypadku woj. dolnośląskiego 3 razy więcej. Badania zostały przeprowadzone przez  prof. Jana Popczyka i dr Krzysztofa Bodzeka z Politechniki Śląskiej oraz Powszechnej Platformy Transformacyjnej Elektroenergetyki (www.ppte2050.pl)”.

3. PGE, a konkretnie Robert Ostrowski, (od kilku dni były prezes zarządu PGE Górnictwo i Energetyka Konwencjonalna) twierdzi, że energia elektryczna produkowana z węgla brunatnego oznacza bezpieczeństwo energetyczne dla „milionów polskich rodzin”. Biorąc pod uwagę, że ceny prądu z konwencjonalnych źródeł energii będą stale rosnąć, a Polska już dzisiaj importuje „słoneczny” i „wietrzny” prąd z Niemiec, stanowisko prezesa wydaje się nieuzasadnione – szczególnie, że w najbliższym czasie spodziewany jest raczej spadek tempa wzrostu gospodarki. Mówienie o bezpieczeństwie prądu z węgla brunatnego, szczególnie w dobie kryzysu klimatycznego i epidemii koronawirusa zakrawa na stosowanie metody szoku do wprowadzania wyjątkowo „toksycznych” rozwiązań.

4. PGE twierdzi także, że procedury oceny projektu były „wyczerpujące”.

„W ramach procesu koncesyjnego został opracowany szczegółowy raport środowiskowy, w którym zawarto analizy dotyczące przewidywanego oddziaływania i przede wszystkim określające niezbędne środki minimalizujące potencjalny wpływ prowadzonej działalności. – Udzielono odpowiedzi na kilka tysięcy zgłoszonych uwag i wniosków, a uczestnicy postępowania, a także osoby nim zainteresowane, uzyskali niezbędne informacje we wszystkich kwestiach wzbudzających wątpliwości”

To zdanie mija się z prawdą. Raport środowiskowy nigdy nie został przeprowadzony „szczegółowo” i nigdy nie udzielono „niezbędnych” odpowiedzi na pytania „wzbudzające wątpliwości”. Na takie pytania inwestor nie odpowiedział też na rozprawie administracyjnej w Bogatyni w 2019 roku gdzie mieszkańcy i politycy z Czech zostali wygwizdani przez bogatyńskich górników. To była właśnie ta decydująca kropla w czarze goryczy, która sprawiła, że hetman Kraju Libereckiego oraz Ministerstwo Środowiska Czech, wyraźnie zaostrzyły swoje stanowisku przeciwko Polsce.

Co istotne 20 marca 2020 roku, przygraniczne, niemieckie miasto Zittau wydało oficjalne stanowisko, że mimo zapewnień PGE, konsultacje dotyczące raportu oddziaływania na środowisko trwają w Niemczech do 27 marca. Miasto Zittau twierdzi także, że nie dostało żadnych odpowiedzi inwestora na pytania przesłane we wrześniu 2019 roku. Co ważne konsultacje dotyczyły przedłużenia koncesji do 2044 roku, a wydana obecnie zgoda dotyczy przedłużenia koncesji o sześć lat. Burmistrz Zittau twierdzi także, że takie obejście sprawy tym bardziej oznacza, że dla mieszkańców miasta zgoda na przedłużenie koncesji do 2044 roku będzie co najmniej „wątpliwa”.

5. „Regionalny Dyrektor Ochrony Środowiska we Wrocławiu, po przeprowadzeniu procedury oceny oddziaływania na środowisko, w decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach nakłada ona na Kopalnię Turów konkretne obowiązki, w tym realizację inwestycji minimalizujących jej oddziaływanie na środowisko”.

Rosnące emisje rtęci

Do tej pory koncern PGE nie przedstawił dokładnych danych dotyczących emisji rtęci z elektrowni oraz kopalni Turów. Wiemy jednak, że w przypadku innej elektrowni należącej do PGE – Bełchatów – emisje rtęci, mimo wprowadzanych modernizacji, cały czas rosną. W swoim stanowisku co do wydania koncesji koncern PGE oświadcza też, że jest gotowy wybudować technologię CCS.  Pytanie tylko czy technologia CCS jest jeszcze poważnie traktowana jako opcja w Unii Europejskiej? Jest nie tylko gigantycznie droga, ale nie jest stosowana nigdzie na świecie w swojej pełnej wersji. Pisanie o tej technologii prawie zawsze przybiera formę czasu przyszłego albo trybu przypuszczającego – nie inaczej jest w stanowisku PGE. No i skąd PGE weźmie wodę oraz miejsce do magazynowania? Na świecie mieliśmy do czynienia z kilkoma projektami pilotażowymi CCS. W Niemczech, w elektrowni Schwarze Pumpe, projekt pilotażowy został już zamknięty, a sama elektrownia po wcześniejszej modernizacji ma działać do 2038 roku. Turów chce spalać węgiel do 2044 roku.

6. PGE ocenia też konsultacje społeczne jako „transparentne”:„Konsultacje społeczne, w tym również konsultacje ze społeczeństwem czeskim i niemieckim, w ramach postępowania transgranicznego, przeprowadzono z pełną transparentnością oraz z uwzględnieniem maksymalnie długiego czasu oczekiwania na stanowiska sąsiadujących z nami krajów” – dodaje Zbigniew Kasztelewicz.

To jeden z tych punktów, który nie tylko, delikatnie mówiąc, mija się z prawdą, ale po raz kolejny kpi z naszych sąsiadów – szczególnie Czechów. Dodajmy, że protesty Czechów to nie tylko sprzeciw organizacji ekologicznych czy mieszkańców sąsiadujących z kopalnią, ale jest to również oficjalne stanowisko Republiki Czeskiej.

Praworządność i jasne relacje

Reakcje Czechów po publikacji stanowiska PGE w sprawie koncesji wyrażają co następuje: „Ta skandaliczna decyzja wykracza dosłownie poza granice: dotyczy zarówno jej skutków, jak i skali, w jakiej prawo UE jest naruszane. Jeśli dyrektywy byłyby przestrzegane, uważamy, że nie byłoby możliwe zatwierdzenie tego projektu” – mówi Petra Urbanová, prawnik Frank Bold. „Jest oczywiste, że Polska robi wszystko, co możliwe, aby kontynuować wydobycie, niezależnie od prawa polskiego i unijnego. Jesteśmy świadkami naginania i bezpośredniego łamania zasad i norm prawnych, aby dopasować się do planów. Dostęp do wszystkich informacji jest również bardzo ograniczony, nawet żądania czeskiego rządu zostały odrzucone. Takie podejście zagraża zaufaniu do praworządności, która ma na celu ustanowienie jasnych relacji i ochronę ludzi i środowiska”.

„Działania Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego dały nam nadzieję, że głosy zaniepokojonych obywateli, regionu i w zasadzie całego państwa zostaną wysłuchane, a nasza woda i zdrowie naszych obywateli będą chronione. Ale to nie powstrzymało Polski przed wydaniem decyzji o przedłużeniu wydobycia. Wierzymy, że dzięki tej ostatniej Komisja Europejska rozpocznie postępowanie w sprawie naruszenia przepisów przeciwko Polsce i przekaże sprawę do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, co jest naszą ostatnią nadzieją” – Jiří Löffelmann, radny Kraju Libereckiego.

Dominika Bobek z Fundacji prawniczej Frank Bold Polska tak komentuje wydanie decyzji: „Decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska we Wrocławiu z dnia 21 stycznia 2020 rok została wydana kilkanaście godzin po tym jak zakończyły się konsultacje transgraniczne w Niemczech, w związku z tym niemożliwe jest aby wszystkie komentarze podmiotów uczestniczących w tych konsultacjach zostały w sposób należyty wzięte pod uwagę i rozpatrzone. Dodatkowo zauważyć należy, iż decyzja środowiskowa została wydana pomimo jasnego, negatywnego stanowiska Republiki Czeskiej m.in. z uwagi na nieprzedstawienie wystarczających dokumentów przez Stronę Polskę, które umożliwiłyby pełną ocenę wpływu planowanej inwestycji na teren Republiki Czeskiej”.

Prawnicy nie wiedzą też czy i jak rzeczona decyzja środowiskowa została użyta: „Wszystkie informacje, które mamy na chwile obecną pochodzą z materiałów prasowych i strony PGE, gdyż koncesja nie została udostępniona nam jeszcze do wglądu. Z materiałów tych wynika, że koncesja została wydana na sześć lat”.

Czeskie uwagi

Rygor natychmiastowej wykonalności – zaskarżony przez EKO-UNIĘ i Frank Bold –  został nadany decyzji o środowiskowych uwarunkowaniach. Został nadany teoretycznie po to, aby móc „skorzystać” z tej decyzji szybciej, nie czekając na rozpatrzenie odwołań. Dominika Bobek zauważa jednak: „W przypadku wydanej decyzji nie jest jasne czy decyzja o środowiskowych uwarunkowaniach wydana przez Regionalnego Dyrektora Ochrony Środowiska we Wrocławiu dnia 20 stycznia 2020 roku miała jakiekolwiek znaczenie prawne”.

7. Uwagi Czechów, Niemców oraz Polaków koncentrowały się mocno wokół problemu wody pitnej. Już dzisiaj Czesi muszą korzystać z dowozu wody, a stojące przed domami baniaki nie należą do rzadkości. Obywatele Czech muszą też za własne pieniądze pogłębiać studnie. Strona Polska systematycznie odpiera argumenty o kopalni powodującej suszę, twierdząc np., że za odpływ wody podziemnej w Uhelnej po stronie czeskiej, ma odpowiadać „ujęcie wody w Uhelnej”. Na niemieckie osiadanie budynków i szkody w nieruchomościach ma mieć z kolei wpływ odkrywka, tylko że nie Turów, ale „niemiecka odkrywka zamknięta przed 30 laty”. Michał Martinz miejscowosci Václavice koło Turowa komentuje: „Musiałem kupić pięć zbiorników z wodą i regularnie napełniać je z cystern, co jest dość drogim rozwiązaniem. W przeciwnym razie od czasu do czasu do jedynego publicznego źródła wody w wiosce muszę podłączać 100-metrowy wąż i przepompowywać wodę do studni położonej bliżej mojego domu. Inni, którzy nie mają takiej możliwości, mają na swój użytek 20 litrów wody dziennie, spłukują toaletę deszczówką i piorą ubrania u swoich krewnych”.

Iluzja izolacjonizmu

Pomijając kwestie środowiskowe, decyzja sprzed paru dni odsłania inne problemy – stosowanie wytrychów prawnych, łamanie prawa unijnego oraz zrywanie dobrych stosunków sąsiedzkich. W dobie pandemii, wprowadzane są kuchennymi drzwiami wątpliwe prawnie koncesje, które obiecują „bezpieczeństwo energetyczne” czy pracę dla „15000” osób. Dzieje się to właśnie w momencie, kiedy regionowi grozi bezrobocie oraz utrata dostępu do zasobów strategicznych. Do tych „zasobów” należą też stosunki sąsiedzkie oraz dobre relacje w Unią Europejską. Tymczasem PGE oraz rząd budują iluzję izolacjonizmu. Pomoc medyczna Niemiec dla Francji czy Włoch pokazuje, jak ważna jest współpraca sąsiedzka w tym trudnych czasie. Pandemia wirusa, która u swego zarania ma lekceważenie ostrzeżeń naukowców oraz traktowanie przyrody jak „śmietnika” nauczy nas, mam nadzieję, wyznaczania priorytetów. PGE i polski rząd działają jednak po staremu – bezwstydnie stawiają na kolizję z katastrofą klimatyczną, z suszą, zanieczyszczeniem powietrza, które – już to wiemy – zwiększa prawdopodobieństwo infekcji dróg oddechowych. Wreszcie rząd, wykorzystując szok, idzie na kolejne starcie z europejskim trybunałem sprawiedliwości i twierdzi, że dalsze spalanie węgla oznacza bezpieczeństwo narodowe. Szantaż powtarzany przez PGE, że jak zabraknie Turowa, to zgaśnie prąd też należy do strategii budowania lęku. Czekający nas kryzys gospodarczy oraz świecący pustkami polski budżet zweryfikuje, które inwestycje energetyczne okażą się dla Polek i Polaków najlepsze.

Sawicki: Czeski film o odkrywce w Turowie

]]>
Schudy: Przedłużenie żywota odkrywki Turów w cieniu koronawirusa Odkrywka Garzweiler / fot. Wikimedia Commons