font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 2 lipca, 2018 godz. 14:00   

Jakóbik: Odtajnienie raportu NIK to test dla polityków

Piotr Naimski Fot. BiznesAlert.pl

Od 2014 roku apelowałem o ujawnienie zastrzeżonej części raportu Najwyższej Izby Kontroli na temat negocjacji warunków kontraktu jamalskiego między Polską a Rosją z 2010 roku. 2 lipca doszło do zdjęcia klauzuli z pozostałości dokumentów, które dotąd pozostawały ukryte przed opinią publiczną – pisze Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Negocjacje do własnej bramki?

Według Izby minister gospodarki Waldemar Pawlak negocjował bez wymaganej instrukcji negocjacyjnej. Sprawę bada prokuratura, której należy pozostawić rozstrzygnięcia, skupiając się na kontynuacji kursu ku pełnej niezależności od gazu z Rosji.

Pełnomocnik rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej Piotr Naimski zwołał konferencję prasową pod hasłem „Negocjacje do własnej bramki”. Najwyższa Izba Kontroli stwierdza, że negocjacje gazowe z 2010 roku przyniosłyby lepsze rezultaty, gdyby istniała alternatywa do dostaw gazu z Rosji, którą dopiero w 2015 roku zapewnił terminal LNG w Świnoujściu. To ciekawa informacja w kontekście wcześniejszych rewelacji tygodnika Sieci, który doniósł, że polski rząd zmienił instrukcję negocjacyjną z postulującej ograniczenie dostaw z Rosji do niezbędnego minimum pod względem wolumenu i okresu obowiązywania kontraktu, na taką, która nakazywałaby utrzymanie zależności.

NIK ocenił, że „strona polska, przystępując do negocjacji z przedstawicielami rosyjskiego rządu umów międzyrządowych dotyczących współpracy w sektorze gazowym, nie posiadała wypracowanej strategii negocjacyjnej”. Był za to odpowiedzialny minister gospodarki, który według NIK, „nie podjął próby zaproponowania stronie rosyjskiej, by wbrew jej sugestiom negocjacje prowadzić na szczeblu przedsiębiorstw”. Pawlak nie przygotował także Polski na groźbę ew. kryzysu gazowego z tytułu problemów w pośrednictwie spółki RosUkrEnergo w dostawach do naszego kraju. Przygotowania do rozmów rozpoczęto dopiero po zaprzestaniu dostaw przez pośrednika w styczniu 2009 roku, po 20 dniach od ich wstrzymania.

Wtedy też wypracowano instrukcję negocjacyjną, która była „nierzetelna” i „częściowo nieaktualna” przed rozpoczęciem pierwszych rozmów 7 maja 2009 roku w Moskwie. Wyznaczono tylko dwa dni na uzgodnienie instrukcji i tydzień na projekt umowy. Niektóre uwagi resortów wpłynęły do ministra gospodarki po terminie. Propozycja instrukcji przedstawiona przez Pawlaka nie uwzględniała części uwag, przez co nie usunięto m.in. postanowień niezgodnych z prawem unijnym. Był to w późniejszym czasie powód interwencji Komisji Europejskiej na wniosek ministra spraw zagranicznych Radosława Sikorskiego. Przez to tempo nie uwzględniono postulatu zniesienia klazuli o zakazie reeksportu, co PGNiG wywalczył potem w arbitrażu z 2012 roku, a także rozdziału właścicielskiego i wprowadzenia swobodnego dostępu stron trzecich (TPA) na polskim odcinku Gazociągu Jamalskiego. Nie zagwarantowano atrakcyjnych zysków z tranzytu rosyjskiego gazu przez polskie terytorium. Nie poruszono także tematu cen dostaw, tymczasem w czerwcu 2018 roku arbitraż potwierdził prawo PGNiG do rewizji formuły cenowej w kontrakcie jamalskim.

Ze względu na konieczność dopracowania instrukcji rozmowy przesunęły się z maja na lipiec 2009 roku. Cały czas panował niedobór dostaw gazu wywołany problemami z RosUkrEnergo. Polska zgodziła się na włączenie do negocjacji o kontrakcie dodatkowych próśb strony rosyjskiej i na wydłużenie kontraktu z 2014 do 2022 roku, czyli wbrew pierwotnym zaleceniom ograniczenia terminu umowy z uwagi na perspektywę uruchomienia alternatywnych źródeł dostaw, jak gazoport planowany pierwotnie na 2014 rok. Przed interwencją Komisji Europejskiej minister Pawlak chciał negocjować umowę na dostawy do 2037 roku i na tranzyt do 2045 roku, pomimo wizji terminalu LNG uniezależniającego od Rosji na horyzoncie.

Jakóbik: Ujawnić raport NIK i inne dokumenty dot. umowy gazowej z Rosją

Sprawa dla prokuratury

W centrum konferencji prasowej ministra Naimskiego znalazł się Waldemar Pawlak, czyli ówczesny wicepremier i minister gospodarki w rządzie Donalda Tuska. Dokumenty ujawnione przez NIK stały się okazją do oskarżeń wobec Pawlaka o niekompetencję i „granie do własnej bramki”. Ujawnienie dokumentów było możliwe dzięki pokonaniu długiej ścieżki biurokratycznej przez Naimskiego, który doprowadził do zdjęcia klauzuli niejawności z pozostałości raportu NIK, dzięki czemu prezes Izby mógł je opublikować. Wcześniej przecieki na temat uległości Waldemara Pawlaka w negocjacjach gazowych z Rosją trafiły do tygodnika Sieci. Potwierdzeniem są nowe fragmenty raportu ujawnione 2 lipca przez NIK.

Prawdopodobnie nie bez przyczyny sprawa negocjacji kontraktu jamalskiego znalazła się w prokuraturze i to do niej należy rozsądzenie, czy przy rozmowach doszło do przestępstwa, na przykład sytuacji korupcyjnej, która mogłaby sprawić, że stanowisko Polski było tak dalece uległe wobec Rosji. Fragmenty raportu NIK przedstawione 2 lipca opinii publicznej potwierdzają co najmniej niekompetencję polityka odpowiedzialnego za negocjacje. W najlepszym razie doszło do działania spontanicznego, prowizorycznego i bez przygotowania. Niekorzystne warunki skorygowała dopiero Komisja Europejska, która zadbała o jej dostosowanie do prawa unijnego. Niestety nie zdołała wymóc podporządkowania polskiego odcinka Gazociągu Jamalskiego operatorowi Gaz-System, stwierdzając w toku śledztwa antymonopolowego, że leży to w kompetencjach rządów Polski i Rosji. To ostatnie dziedzictwo negocjacji zakończonych w 2010 roku. Odtajnione fragmenty raportu NIK tylko potwierdzają negatywną ocenę rozmów, której dokonałem po raz pierwszy z Kamilem Zającem jeszcze 8 lat temu.

Jakóbik: Komisja klęka przed Gazpromem na Gazociągu Jamalskim

Test dla polityków

Minister Piotr Naimski postanowił dokonać oceny politycznej negocjacji z 2010 roku, które po rewelacjach NIK należy ocenić jednoznacznie krytycznie. Przeciwstawił „drogę zależności” od gazu z Rosji, którą podjął jego zdaniem rząd PO-PSL, „drodze niepodległości” prowadzonej przez rząd PiS. Wydaje mi się jednak, że sprawa jest bardziej zniuansowana. W sprawie pojawia się Waldemar Pawlak, który faktycznie był wicepremierem oraz ministrem rządu PO-PSL. Jednak to właśnie ów rząd po odejściu Pawlaka kontynuował budowę gazoportu zaproponowanego jeszcze przez ś.p. Lecha Kaczyńskiego i skierował warunki dostaw od Gazpromu dla PGNiG do trybunału arbitrażowego w 2014 roku. To arbitraż potwierdził, że polska spółka ma prawo do usunięcia zakazu reeksportu (2012) i rewizji formuły cenowej (2018). Wygląda więc na to, że rząd Donalda Tuska próbował posprzątać po Waldemarze Pawlaku. Sprawę rozstrzygnie prokuratura, która bada negocjacje od października 2017 roku. Faktem jest, że „droga niepodległości”, czyli rozbudowa terminalu LNG i budowa gazociągu Baltic Pipe ma pełne poparcie Sejmu RP. Podobnie jak w przypadku budowy gazoportu, tak przy realizacji koncepcji uruchomienia dostaw gazu norweskiego, rząd i opozycja powinny nadal działać wspólnie.

Raport NIK znajduje się już na stronie Izby i każdy może sam ocenić jakość negocjacji z 2010 roku. To zwycięstwo opinii publicznej mogą przy okazji skonsumować politycy walczący o głosy. Należy się spodziewać, że w obliczu jesiennych wyborów samorządowych na celowniku znajdzie się nie tylko Waldemar Pawlak, ale i jego partia PSL, a także koalicjant z czasów negocjacji gazowych, czyli PO. Według ministra Naimskiego „nie ma trzeciego dna” i raport nie został ujawniony akurat teraz, aby posłużyć za paliwo w walce wyborczej. Jednak decyzja o zdjęciu klauzuli należała do ministra energii i to on postanowił to zrobić w sezonie ogórkowym. Pierwotnie miało się to stać jeszcze w listopadzie 2017 roku, co sugerował sam minister Naimski.

Za wszelką cenę należy chronić konsensus wokół kontynuacji kursu na niezależność od Rosji. W sejmie znajdują się siły, które próbowały już kwestionować politykę gazową RP i zapewne spróbują radykalizować działanie partii rządzącej, na przykład poprzez postulat powołania komisji śledczej do spraw kontraktu jamalskiego, przy okazji której mogliby zaatakować projekty dywersyfikacyjne. Tymczasem Polacy wygrywają kolejne potyczki z Gazpromem, czego dowodem są nowe ustalenia trybunału arbitrażowego. Dzięki terminalowi LNG nie ma egzystencjalnego zagrożenia dostaw gazu. To lekcja współpracy i przekazywania pałeczki w sztafecie politycznej dla wszystkich polityków. Polska może sobie pozwolić na spokój w polityce gazowej, a niesławne negocjacje z 2010 roku zostawić prokuraturze. Odtajnienie niejawnych pozostałości raportu NIK to dobry test nerwów naszych polityków.