font_preload
PL / EN
Energetyka Energia elektryczna OZE Węgiel 8 lutego, 2019 godz. 7:31   

Rapacka: Wojna pozorowana Trumpa z OZE

Donald Trump Donald Trump. Fot. Flickr

20 stycznia minęły dokładnie dwa lata od inauguracji prezydentury Donalda Trumpa, na początku której zapowiedział intensywnie działania na rzecz rozwoju sektora paliw kopalnych. Obserwatorzy amerykańskiego rynku energetycznego i branża odnawialnych źródeł energii (OZE) w USA wstrzymała oddech. Jak się okazuje, nie na długo. OZE w USA rozwijają się dalej – pisze Patrycja Rapacka, redaktor portalu BiznesAlert.pl.

Make coal and oil great again

Już w czasie kampanii wyborczej Donald Trump zapowiedział, że Stany Zjednoczone powinny postawić na rozwój i wspieranie przemysłu naftowego i węglowego, co leży w interesie kraju. W wielu wypowiedziach podkreślał, że sektor energii konwencjonalnej powinien być chroniony i wspierany bez względu na porozumienia międzynarodowe. Tutaj Donald Trump nie rzucał słów na wiatr i ku zaskoczeniu środowiska międzynarodowego postanowił wycofać kraj z porozumienia paryskiego, które wymaga od każdego kraju ograniczenia emisji gazów cieplarnianych. Po podjęciu decyzji podkreślał, że ta umowa przynosi korzyści, ale nie Ameryce. Trump podkreślił również, że wycofanie się USA z porozumienia w żaden sposób nie wpłynie na zmiany klimatu. W ten sposób dał do zrozumienia, że nie ma żadnych zmian klimatycznych, negując ogólnoświatowe działania – ku uciesze chociażby branży węglowej. Pod koniec 2018 roku powiedział, że „zakończyliśmy wojnę z amerykańską energią oraz wojnę z naszym pięknym, czystym węglem”. „Czarne złoto” będzie prawdopodobnie silnie wspierane przez  administrację Trumpa, ale prym w USA wiodą i będą wiodły ropa i gaz z łupków.

Ponadto Trump od czasu objęcia fotela prezydenta wstrzymał 30 regulacji środowiskowych, zatwierdził plany budowy dwóch dużych ropociągów, przeznaczył wiele obszarów pod odwierty, a także wyasygnował sporo dotacji dla sektora paliw kopalnych. Te i inne decyzje wspiera wypowiedziami publicznymi, w których podkreśla istotę dążenia USA do dominacji na międzynarodowym rynku energetycznym. Nie są to bynajmniej słowa rzucane na wiatr. Według informacji amerykańskiej Agencji ds. Energii (EIA) w czerwcu i sierpniu 2018 roku Stany Zjednoczone po raz pierwszy wyprzedziły Arabię Saudyjską i Rosję w wydobyciu ropy naftowej. Rewolucja łupkowa w największym stopniu wpłynęła na rynek gazu. Trump chce z USA stworzyć gazowe imperium, opierające swoje funkcjonowanie na eksporcie gazu w postaci skroplonej. Już od wielu lat Stany Zjednoczone szukają nowych rynków zbytu dla „błękitnego paliwa” w Europie i Azji.

Wszystkie te i inne aspekty „konwencjonalnej” energetyki Trumpa mogą przerażać zwolenników odnawialnych źródeł energii, jednak okazuje się, że polityka administracji amerykańskiej nie jest w stanie skutecznie ograniczyć ich rozwoju. Według danych Federalnej Komisji Regulacji Energetyki (FERC) w pierwszym kwartale 2018 roku w energetyce słonecznej, geotermalnej, wiatrowej i wodnej zainstalowano 95 procent nowych mocy. Zaledwie 3 procent stanowiły elektrownie gazowe. Z kolei w I kwartale około 33 procent nowych mocy to jednostki gazowe, a 61 procent pochodziło z OZE. Kolejne dane instytucji międzynarodowych pokazują, że być może obecna polityka Trumpa jest skierowana przeciwko OZE, ale nie jest aż tak bardzo szkodliwa, jak hucznie zapowiadano. Aby się o tym przekonać, wystarczy prześledzić podstawowe dane.

Energia wiatrowa

Według tych pochodzących od Amerykańskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej (AWEA) w 2018 roku do sieci podłączono 7,588 MW nowych mocy wiatrowych, z czego 5,944 MW w czwartym kwartale tego roku. Obecnie USA posiadają około 96,488 MW mocy „wiatrowych” w 41 stanach. Jak wskazuje AWEA, jest to dziś największe „odnawialne” źródło energii w USA, co przedstawia poniższy wykres.

Branża morskich elektrowni wiatrowych odnotowuje także wysoki wzrost produkcji energii. Według Światowej Rady Energetyki Wiatrowej (GWEC) w 2018 roku w Kanadzie oraz w USA zainstalowano o 10,8 procent więcej mocy, niż w 2017 roku. Obecnie w tej branży pracuje 160 tysięcy pracowników w samej Ameryce Północnej. GWEC wskazuje, że główną przyczyną takiego wyniku jest zwiększenie ulg podatkowych oraz sam spadek kosztów produkcji energii z wiatru. – Północnoamerykański rynek energii wiatrowej jest jednym z najbardziej dojrzałych i konkurencyjnych w branży wiatrowej. Rozwiązania sprawdzone i zastosowane przez Amerykanów, mogą być cenne na innych rynkach. Wzrost zamówień korporacyjnych w 2018 roku pokazuje, w jaki sposób sektor ten napędza popyt na lokalnym rynku energii – powiedział Ben Backwell, dyrektor generalny GWEC.

Energia słoneczna

Inaczej sytuacja prezentuje się w sektorze energii solarnej. Obecnie w Stanach Zjednoczonych w fotowoltaice jest zainstalowanych 60 GW mocy, które zasilają w energię 11,3 milionów domów w USA. Amerykańskie Stowarzyszenie Branży Energetyki Solarnej (SEIA) wskazuje, że w ciągu najbliższych lat zainstalowane moce słoneczne podwoją się – do 2023 roku planowana jest instalacja ponad 14 GW mocy fotowoltaicznych w skali roku. ­Faktycznie, w 2016 roku można spostrzec duży skok ilości instalacji i późniejszy spadek. Mimo wszystko należy zauważyć tendencję rosnącą od 2017 roku.

Trump nie powinien lekceważyć OZE 

Polityka energetyczna Donalda Trumpa ma charakter dualistyczny, jeśli nie ambiwalentny. Po zaprzysiężeniu wywrócił wcześniejszą politykę do góry nogami, odcinając się od założeń rozwoju zielonej energetyki, na którą stawiał Barack Obama. Obecny prezydent USA nie jest zwolennikiem OZE i swoimi działaniami wspiera energetykę konwencjonalną, a wręcz zamierza uczynić z niej atut i zbudować wysoką pozycję Stanów Zjednoczonych na międzynarodowym rynku gazu. Z jednej strony chwali mu się dbałość o rodzimy sektor a z drugiej nie powinien ignorować międzynarodowych starań na rzecz redukcji emisji CO2. Dzisiaj odnawialne źródła energii pełnią istotną rolę w światowym miksie energetycznym. Zauważają to także władze niektórych stanów np. Kalifornii czy Massachusetts, z którymi Trump często się nie zgadza. Ograniczenie dotacji OZE może tylko pogłębić zależność tego sektora od zagranicznych komponentów np. chińskich. Konflikt na linii Waszyngton – gubernatorzy może utrudnić długofalowy rozwój tej branży.  Jeżeli Trump stawia na niezależność energetyczną, musi także otworzyć się na branżę OZE i zacząć rozmawiać z władzami federalnymi oraz inwestorami, by opracować jasną i klarowną strategię rozwoju zielonej energetyki. Zakończenie przez Trumpa „wojny z węglem” nie powinno oznaczać pójścia na wojnę z OZE.