Westinghouse: Polska nie powinna powielać cudzych błędów w energetyce jądrowej (ROZMOWA)

21 września 2016, 07:30 Atom
atom energetyka jądrowa

ROZMOWA

Mike Waite, dyrektor odpowiedzialny za nowe projekty w Westinghouse opowiada w rozmowie z BiznesAlert.pl o perspektywach rozwoju energetyki jądrowej w Polsce.

BiznesAlert.pl: Czy odejście od energii atomowej w Niemczech jest częścią szerszego, światowego trendu porzucania tego źródła energii?

Mike Waite: Planowane odejście Niemiec od energii atomowej było politycznie motywowaną decyzją, podjętą pospiesznie po wypadku w Fukushimie. Odkąd Niemcy zaczęli wygaszać reaktory, zaobserwowano u nich wzrost emisji CO2, wzrost cen elektryczności, większą niestabilność sieci energetycznej, zaplanowano powstanie kolejnych elektrowni węglowych, a żeby zbalansować zróżnicowanie źródeł odnawialnych, zwiększono import energii atomowej z Francji.

Niemcy były jednym z niewielu krajów, które zareagowały w ten sposób. Inne kraje, takie jak m.in. Polska, Wielka Brytania, Czechy, Węgry, Słowacja i Zjednoczone Emiraty Arabskie w odpowiedzialny sposób przeanalizowały wnioski wyciągnięte z wydarzeń w Fukushimie, włączyły wszelkie istotne ulepszenia dotyczące bezpieczeństwa do swojej infrastruktury i kontynuowały swoje programy budowy nowych elektrowni atomowych.

Ostatnio Szwecja zrezygnowała z podatku karnego od wytwarzania energii atomowej, ponieważ dostrzega ciągłe korzyści płynące z energii atomowej w krajowym miksie energetycznym. Doprowadziło to do podjęcia przez szwedzkich dostawców energii decyzji o przedłużeniu eksploatacji obecnie działających reaktorów w celu utrzymania tego bezpiecznego dla środowiska źródła energii. Niskie ceny ropy i węgla w Szwecji wciąż sprawiają, że inwestycja w nowe reaktory jest trudną decyzją, jednak przy nieuniknionej zmienności rynku w przyszłości może się to zmienić.

Najmocniejszym argumentem przeciwko energii atomowej w Polsce jest cena. Jak można temu zaradzić?

Należy tu wziąć pod uwagę dwa czynniki. Pierwszym jest upewnienie się, że proces przetargowy pozwoli na wybór najlepszej technologii po najniższych kosztach wytwarzania energii dla konsumenta. Drugim jest zagwarantowanie, że ostateczna cena jest na dłuższą metę konkurencyjna w stosunku do alternatyw. Międzynarodowa Agencja Energetyczna oraz inni szanowani eksperci doszli do wniosku, że energia atomowa daje elektryczność przy najniższych kosztach porównawczych. Jest to oparte na modelach, w których proponowany projekt jest w stanie spełnić swój cel w ramach budżetu.

Proces przetargowy musi cenić najnowszą, najbezpieczniejszą technologię, ale musi też odzwierciedlać korzyści wynikające z wyboru technologii, która okazała się zdatna do licencjonowania w zachodnim systemie i oferuje pewność dostaw poprzez wyciągnięcie wniosków z kilku poprzednich projektów konstrukcyjnych. Zapewni to eliminację wszelkich kosztownych przekroczeń budżetu projektu. Jednak kontrakt musi również umożliwiać podział ryzyka budowy pomiędzy sprzedawcą a inwestorem w celu zagwarantowania uczciwości oraz aby zapobiec dodaniu do ceny nadmiernych kosztów ryzyka. Dlatego też ważne jest, aby Polska nie rozpoczynała procesu, który przede wszystkim mierzy zdolności inwestycyjne i oferty finansowania zamiast faktycznych kosztów budowy i długoterminowego utrzymania.

Patrząc na rynek, łatwo zauważyć, że atom jest najbardziej niezawodnym źródłem energii przy obciążeniu podstawowym, które pomaga złagodzić kosztowne przerwy w dostawie prądu podczas szczytowych okresów poboru energii, gdy ceny prądu potrafią być najwyższe. Jednak atom nie może być karany za zmienność rynku spowodowaną mocno zróżnicowaną produkcją energii ze źródeł odnawialnych. Chociaż niektóre nowoczesne elektrownie atomowe mogą pracować w trybie dostosowywania produkcji do zapotrzebowania w sieci, co pomaga ją stabilizować, to elektrownie atomowe potrzebują konsekwencji w produkcji energii oraz cenach elektryczności aby pomóc zamortyzować ich znaczne koszty budowy. Należy uznać niezawodność i dostępność wolnej od węgla jądrowej produkcji energii i odpowiednio ją wynagrodzić.

Czy głównie klienci końcowi mają docelowo być obarczeni ciężarem finansowania energii atomowej? Czy taniej jest inwestować w odnawialne źródła energii lub w węgiel?

Najwięksi dostawcy energii czy znacjonalizowane spółki projektowe mogą być w stanie sfinansować projekt atomowy z własnego budżetu, ale byłoby to niespotykane i uciążliwe. Większość projektów atomowych wiąże się z finansowaniem do pewnego stopnia przez Agencję Kredytów Eksportowych (ang. Export Credit Agency, ECA), zapewnionym przez kraje dostarczające technologię atomową i odpowiedni sprzęt. Finansowanie z ECA wspiera krajowy eksport towarów i usług poprzez zapewnienie zagranicznym klientom długoterminowych pożyczek w wysokości do 85% wartości projektu atomowego, z bardzo korzystnym oprocentowaniem.

Niektóre projekty budowy reaktorów w USA wykorzystują podatek nałożony na rachunki klientów aby pomóc w sfinansowaniu projektów podczas budowy. Stosuje się go w podobny sposób co tzw. „zielone podatki” na innych rynkach, które pomagają w sfinansowaniu projektów związanych z energią odnawialną. Obecnie nie widać tego modelu w europejskich projektach atomowych i nie należy się spodziewać, że przyczyni się do polskiego projektu.

Początkowy koszt kapitałowy nowej elektrowni atomowej jest znaczący, ale później zmienny koszt utrzymania elektrowni podczas jej ponad 60-letniego cyklu eksploatacji oraz wytworzenia pewnej energii bez węgla jest niski, tak samo jak w przypadku odnawialnych źródeł energii. Gdy weźmie się pod uwagę czynniki dostępności (wydajność), energia atomowa może być dużo bardziej opłacalna niż źródła odnawialne. W Niemczech potrzeba od pięciu do sześciu razy więcej zainstalowanej infrastruktury wiatrowej lub słonecznej aby wytworzyć odpowiednik produkcji jednej elektrowni atomowej, ale nawet wówczas, w przypadku owych odnawialnych źródeł, energia nie zawsze jest dostępna na zawołanie. Ponadto, farma wiatrowa może wytwarzać energię jedynie przez 20-30 lat oraz potrzebuje zwiększonych możliwości zapasowych w odwodzie na okresy mniejszej aktywności wiatru, w związku z czym staje się ona drogą alternatywą.

Elektrownie węglowe posiadają wyższe współczynniki dostępności niż instalacje wiatrowe oraz dłuższy cykl eksploatacyjny (chociaż żadna nie ma tak długiego jak elektrownie atomowe), jednak nie przyczyniają się do zmniejszenia emisji CO2. Jednak będą one potrzebne, ponieważ odnawialne źródła energii nie są w stanie skutecznie ich zastąpić. W rzeczywistości, w przeciwieństwie do odnawialnych źródeł, atom wypiera tak znaczące ilości węgla, że elektrownie węglowe mają dużo więcej elastyczności w możliwości zrealizowania celów bezpieczeństwa energetycznego oraz klimatycznych poprzez scenariusze opóźnionego zamykania.

W jaki sposób rozwój naukowy sektora atomowego wpływa na możliwe plany biznesowe i modele nowych elektrowni?

To pytanie często pojawia się w debacie dotyczącej dużych reaktorów oraz małych reaktorów modułowych (ang. small modular reactors, SMR). Obecnie mało kto wątpi, że najbardziej wydajnym modelem pozyskiwania energii atomowej – oferującym najniższy koszt energii – jest duży kompleks reaktora z wieloma jednostkami. Takie rozwiązanie maksymalizuje produkcję elektryczności w stosunku do kosztów infrastruktury, a także daje synergię budowy i przynosi oszczędności. Reaktory o mocy ok. 1000 MWe będą pasowały do większości sieci rozwiniętych państw przy rozsądnych kosztach podłączenia, ulepszeniach sieci oraz wzmocnieniach.

Jedną z wad takiego podejścia jest duży nakład kapitału początkowego, który zacznie się zwracać dopiero po uruchomieniu pierwszego reaktora. Wielu uważa model wytwarzania energii oparty na SMR za sposób na wygładzenie przepływu funduszy oraz sprowadzenie początkowych wydatków do łatwiej osiągalnego poziomu.

W tym modelu można wybudować mniejszy reaktor i uruchomić go. Zacznie on przynosić zwrot inwestycji przed rozpoczęciem kolejnego projektu. Takie podejście może również być korzystne przy umieszczeniu elektrowni SMR bliżej ośrodków obciążenia lub w bardziej odległych, słabszych obszarach sieci. Jednak pomimo tej stosunkowej łatwości wejścia na atomową arenę, w rezultacie wprowadzenie znaczącego wkładu czystej, pewnej energii zajęłoby dużo więcej czasu. Poskutkowałoby również wyższymi kosztami energii.

Model budowania SMR wciąż czeka długa droga, zanim projekty zostaną ukończone i licencjonowane, pierwsze w swoim rodzaju (ang. First-of-a-Kind, FOAK) projekty budowy zostaną zrealizowane, i osiągnięta zostanie pewność dostaw N-ta w swoim rodzaju”. Na całym świecie musiałoby zostać uruchomionych wiele jednostek zanim fabryczna wydajność produkcji doprowadziłaby do znaczącej redukcji cen dla użytkowników końcowych. Kraje mogą osiągnąć korzyści w przyszłości poprzez dołączenie do procesu opracowania oraz łańcucha dostaw SMR, jednak byłoby to długoterminowe zobowiązanie.

Czy możliwy jest polski projekt w stylu Hinkley Point? Czy potrzebujemy czegoś innego?

Wciąż zadawane są pytania, m.in. wewnątrz Electricité de France (EDF) oraz brytyjskiego rządu, dotyczące zasadności samego reaktora Hinkley Point C, w szczególności biorąc pod uwagę problemy związane z budową przy innych projektach Energy Power Resources (EPR). Jednak istnieje wiele pozytywnych mechanizmów wspierających, wprowadzonych przez rząd brytyjski w celu wsparcia projektów czystej energii atomowej w Zjednoczonym Królestwie oraz zabezpieczenia jej przyszłości energetycznej.

Po pierwsze, proces regulacyjny wprowadzony przez Wielką Brytanię jest obszerny i przejrzysty, gwarantując tym samym, że do budowy reaktorów w Zjednoczonym Królestwie wykorzystywane są jedynie bezpieczne technologie. Zidentyfikowano potencjalne lokalizacje elektrowni atomowych, a obecnie buduje się dodatkowe lokalizacje (Wylva i Moorside) przy szerokim poparciu lokalnej ludności. Rząd wprowadził gwarancję pożyczek, które będą wspierały finansowanie projektu oraz zredukują jego całkowite koszty. Istnieje również mechanizm kontraktów różnicowych (ang. Contracts for Difference, CfD), który spotkał się z największym zainteresowaniem ze strony opinii publicznej.

Mechanizm CfD po raz kolejny wnosi wiele pozytywów do projektów atomowych oraz innych o niskiej emisji węgla w Zjednoczonym Królestwie. Zapewnia on wsparcie deweloperom elektrowni atomowych przy zabezpieczaniu inwestycji i finansowania ogromnego projektu infrastrukturalnego. Gwarantuje również długoterminowe zwroty inwestycji oraz stanowi kluczowy element Ostatecznej Decyzji Inwestycyjnej (ang. Final Investment Decision, FID). Zasadniczo gwarantuje on cenę wyprodukowanej energii, a jeśli cena rynkowa spadnie poniżej tej Ceny Wywoławczej (ang. Strike Price), rząd pokrywa różnicę. Jeżeli cena rynkowa wzrośnie powyżej ceny wywoławczej, wówczas wytwórca energii zwraca różnicę państwu. Dotyczy to wszystkich źródeł energii o niskiej emisji węgla, a tym samym atom musi udowodnić swoją konkurencyjność w porównaniu z odnawialnymi źródłami.

Mechanizm ten ma wiele korzyści i pomoże zapewnić przyszłe bezpieczeństwo energetyczne oraz zmniejszenie emisji w Wielkiej Brytanii, jednak to poziom, na jakim ustanowiono cenę wywoławczą spowodował najwięcej kontrowersji. Chociaż jest on niższy niż wiele taryf na energię odnawialną, niektórzy postrzegają go jako zbyt wysoki oraz gwarantowany na zbyt długi okres, aby być korzystnym dla konsumentów. Cena jest negocjowana indywidualnie przez każdego dewelopera i może odzwierciedlać niepewności związane z budową i projektem, jakie zdarzały się przy innych projektach EPR. Ciekawie będzie zobaczyć, jaka cena zostanie ustalona dla naszych przyszłych projektów wykorzystujących inne technologie, oraz czy będzie się to wydawało bardziej korzystne w Polsce. Mamy wrażenie, że elektrownia AP1000 w projekcie NuGen w Moorside będzie bardzo konkurencyjna.

Czy rządowy Program Energii Jądrowej w Polsce stanowi atrakcyjną zachętę dla zagranicznych inwestorów?

To zgrabne przejście od poprzedniego pytania, jednak obecnie brakuje klarowności nowego polskiego procesu aby dać jasną odpowiedź. Ponadto, różni inwestorzy będą mieli bardzo zróżnicowane cele dotyczące zwrotów ich inwestycji, jednak będą chcieli mieć rozsądne gwarancje, że ich cele zostaną zrealizowane.

Jeżeli polski rząd miałby być wyłącznym inwestorem takiego projektu, potrzebowałby wówczas rozsądnej ceny prądu, jednak wiele innych czynników również byłoby dla nich istotnych. Ważne byłyby dla rządu pewne źródła energii, które zagwarantowałyby, że polski przemysł oraz gospodarstwa domowe nie cierpiałyby z powodu sezonowych przerw w dostawie prądu, jakie zdarzały się w ostatnich latach. Ważne byłyby technologie, które przyczyniłyby się do stabilizacji sieci oraz pomogłyby w zminimalizowaniu szkodliwych efektów, jakie potrafią powodować niestałe technologie odnawialne. Ważne byłyby korzyści dla zdrowia i środowiska, jakie przynosi konsekwentna produkcja energii bez węgla. Ważne byłyby okazje, jakie przyniesie polskim firmom faza budowy reaktora oraz potencjał eksportu energii. W końcu, rząd zażądałby najwyższego poziomu bezpieczeństwa i ochrony dla Polek i Polaków.

Inni potencjalni inwestorzy mogliby mieć cele znacznie różniące się od tych wymienionych powyżej.

Czysto finansowy inwestor musiałby mieć duży stopień pewności odnośnie do krajowej polityki energetycznej, struktury projektu atomowego, lokalizacji, reżimu licencyjnego, technologii oraz jasną gwarancję zwrotu inwestycji. Ta gwarancja mogłaby mieć formę CfD, Umowy o wykupie energii, Rynkowych opłat za moc lub innych mechanizmów. Chociaż potencjał przyszłych inwestycji w projekt atomowy w Polsce będzie rósł, wielu z powyższych kryteriów brakuje obecnie przejrzystości.

Zagraniczny inwestor państwowy, sponsorujący sprzedawcę technologii, którego właścicielem jest państwo, będzie prawdopodobnie dążył do maksymalizacji udziału swojego własnego, zintegrowanego pionowo łańcucha dostaw. Może to zmniejszyć konkurencję ze strony spodziewanych światowych dostawców sprzętu, czy nawet dostawców wiodących technologii, jak również drastycznie zmniejszyć liczbę okazji dla polskich spółek. Potencjalnie mogłoby to również doprowadzić do nacisków pomiędzy rządami w celu wpłynięcia na politykę energetyczną lub zażądania innych komercyjnych offsetów przed podjęciem pozytywnej decyzji o inwestycji.

Na koniec, sprzedawcy z obecnie niesprawdzoną technologią i brakiem doświadczenia na rynkach europejskich lub zachodnich mogliby dążyć do wykorzystania Polski jako poligonu doświadczalnego przed innymi okazjami. Może to stanowić kolejną potencjalną zachętę do inwestycji – wspieranie długoterminowych globalnych celów marketingowych. Ostatecznie atrakcyjnie sfinansowany projekt z kiepską technologią i zachodnim doświadczeniem budowlanym, który nie może spełnić długoterminowych europejskich norm bezpieczeństwa, okaże się bardzo kosztownym wyborem. Polska nie powinna powielać cudzych błędów, powinna za to rozważyć sprzedawców, którzy oferują najlepsze rozwiązania w energii atomowej.

Jeżeli Polska chce przyciągnąć zagranicznych inwestorów do swojego projektu atomowego, musi zagwarantować, że jej własne cele krajowe oraz wymogi bezpieczeństwa dotyczące programu atomowego pozostaną najwyższym priorytetem.

Rozmawiał Wojciech Jakóbik