font_preload
PL / EN
Energetyka OZE 27 grudnia, 2018 godz. 7:30   
REDAKCJA

Opinie: Polska może uczyć się offshore od Brytyjczyków

Morska farma wiatrowa Arkona. Fot. wikimedia.org Morska farma wiatrowa Arkona. Fot. wikimedia.org

Wielka Brytania prezentowała na szczycie klimatycznym COP24 w Katowicach doświadczenia z rozwoju morskich farm wiatrowych. Brytyjczycy mogliby podzielić się nimi z Polakami.

Łańcuch dostaw

Wielka Brytania, obok Danii czy Holandii, to jeden z liderów w rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Janusz Bil z ambasady brytyjskiej mówi BiznesAlert.pl, że Wielka Brytania jest liderem zainstalowanych mocy morskich farm wiatrowych i przyrostu nowych mocy w Europie. – Obecnie Wielka Brytania zbliża się do 8 GW zainstalowanych w morskiej energetyce wiatrowej. Udział Odnawialnych Źródeł Energii (OZE) systematycznie wzrasta – zaznaczył Bil.

Do 2025 roku Londyn chce wycofać się z energetyki węglowej i zamknąć kilkanaście bloków węglowych, które jeszcze pracują. Zgodnie ze strategią na rzecz czystego wzrostu (Clean Growth Strategy) opublikowaną niedawno stawia na wzrost udziału OZE, w tym także morskiej energetyki wiatrowej.

Zdaniem naszego rozmówcy Wielka Brytania jest naturalnie predestynowana do rozbudowy morskiej energetyki wiatrowej. –  Obecnie po każdej stronie Wysp występują morskie farmy wiatrowe. Morza wokół Wielkiej Brytanii oferują dobre warunki pod względem wietrzności. Polska część Morza Bałtyckiego także oferuje atrakcyjne warunki. Polska ma plany budowy do 10 GW na morzu do 2040 roku. Pierwsza farma wiatrowa na morzu ma rozpocząć działalność w 2025 roku. Mamy obecnie kilka projektów w fazie przygotowawczej. Dwa z nich mają zgody lokalizacyjne i warunki przyłączenia – wyliczał.

Jakimi doświadczeniami mogą podzielić się Brytyjczycy z Polakami? Chodzi o łańcuch dostaw. Przykładem są stocznie. – Wielka Brytania od samego początku budowała łańcuch dostaw dla energetyki wiatrowej, startując niemal z zerowego poziomu. Dzisiaj jest on w stanie zrealizować do 50 proc. inwestycji w ramach projektów morskich farm wiatrowych. Kolejne doświadczenia to system wsparcia i warunki regulacyjne; system „local content”, a więc zaangażowania lokalnych przedsiębiorstw w rozwój morskich farm wiatrowych. Wielka Brytania rozwinęła również własny, unikalny model finansowania – zaznaczył. Bil dodał, że firmy z łańcucha dostaw morskiej energetyki wiatrowej w znacznej mierze wywodzą się z sektora ropy i gazu, a dawniej budowały platformy wiertnicze w Wielkiej Brytanii. Wiele z nich coraz mocnej wchodzi w morskie farmy wiatrowe.

Z kolei prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej Janusz Gajowiecki uważa, że Wielka Brytania może być dla Polski „kimś w rodzaju starszego brata”. – Nasze kraje wiele łączy. Przez wiele lat w Wielkiej Brytanii, podobnie jak w Polsce, istniał system zielonych certyfikatów, który zapoczątkował dynamiczny rozwój OZE. Na początku rozwoju tego sektora my i Brytyjczycy postawiliśmy na  energetykę na lądzie. Na Wyspach wyrosła z niej kolejna gałąź sektora w postaci morskiej energetyki wiatrowej. U nas nastąpi to niebawem. Po ostatniej wizycie studyjnej, w której uczestniczyła także administracja rządowa, widzimy jak wiele jeszcze możemy się nauczyć od Brytyjczyków, lidera rynku europejskiego – powiedział Gajowiecki w rozmowie z portalem BiznesAlert.pl.– Dobre praktyki na Morzu Północnym można wykorzystać na Morzu Bałtyckim. Dzięki temu Polska może stać się hubem morskich technologii wiatrowych – dodał.

Koszty przyłączeń

Zdaniem reprezentanta branży wiatrowej warto zaadaptować w Polsce brytyjski model przyłączenia do sieci. – Brytyjskie sieci przesyłowe wykonały bardzo dużą pracę, aby zaadaptować źródła zmienne do systemu. Podczas rozmów, które prowadziliśmy z Brytyjczykami razem z Polskimi Sieciami Elektroenergetycznymi, uczestniczącymi w naszych wyjazdach studyjnych, wskazywano na brak różnic między lądową i morską energetyką wiatrową. Dla nich jest to źródło zmienne, którym trzeba odpowiednio zarządzić, przewidzieć jego pracę w systemie energetycznym i dysponować modelami prognozowania doskonalonymi przy lądowej energetyce wiatrowej. Dzisiaj wiatr nie jest dla nich wyzwaniem. Radzą sobie z optymalnym zarządzaniem tymi źródłami – podkreślił Gajowiecki.

– Dziś zastanawiamy się nad tym, kto powinien płacić za przyłącze: operator czy inwestor? To jest jednak decyzja polityczna. My, jako inwestorzy, nie mamy na nią wpływu. Bliższy sercu inwestorów jest model umożliwiający samodzielną budowę przyłącza przez inwestorów. Koszty całej inwestycji mogą być wówczas rozłożone w taryfie, która nie wyniesie  55 euro, tak jak jest w Wielkiej Brytanii, ale sięgnie 70-80 euro już po uwzględnieniu kosztu przyłącza. Taki wariant daje inwestorom kontrolę nad tempem realizacji przyłącza. Jesteśmy w stanie wykonać je szybciej niż operatorzy sieci przesyłowych, bo mamy większą wiedzę na temat naszych lokalizacji i dostęp do badań środowiskowych – powiedział Gajowiecki. Pierwsze projekty morskich farm wiatrowych w Polsce mają być wykonane w takim modelu. – Nie jesteśmy zamknięci na możliwość sprzedaży wybudowanego przyłącza operatorowi. Tego typu projekty najszybciej prowadzą inwestorzy – podkreślił na zakończenie prezes PSEW.