font_preload
PL / EN
Energetyka Gaz 26 czerwca, 2015 godz. 17:11   

Jakóbik: Gazprom nie rezygnuje z Ukrainy

Nord Stream Nord Stream. Grafika: Gazprom

KOMENTARZ

Wojciech Jakóbik

Redaktor naczelny BiznesAlert.pl

Dyrektor Gazpromu Aleksiej Miller przekonywał dziś na konferencji prasowej, że trzecia i czwarta nitka Gazociągu Północnego, która ma być budowana przez konsorcjum Gazprom-E.on-OMV-Shell w ramach projektu Nord Stream 2, zostaną położone do 2019 roku. 29 czerwca ma za to ruszyć budowa gazociągu Siła Syberii po stronie chińskiej. Według Aleksandra Miedwiediewa, wiceprezesa Gazpromu, budowa zajmie cztery lata. Przed końcem dekady Rosjanie planują także zakończyć budowę gazociągu Turkish Stream. Przekonują, że zrezygnują wtedy z tranzytu przez Ukrainę – w 2019 roku.

Przepustowość czterech nitek Nord Stream to w sumie 110 mld m3. Siła Syberii ma pompować 38 mld m3 rocznie. Turkish Stream ma osiągnąć moc w wysokości 63 mld m3 na rok. Gazociąg Ałtaj przemianowany na Siłę Syberii 2 to potencjalnie 30 mld m3 rocznie.

Gazprom zakłada, że w 2015 roku eksport gazu do Europy może wynieść 165-167 mld m3 z czego 153-155 mld m3 miałoby trafić do Polski. Surowiec ma zapewnić między innymi wzrost wydobycia ze złoża Bowanenkowo. W 2015 roku będzie wynosić 48 mld m3, w 2016 – 51 mld a w 2017 – 63,3 mld m3.

Zakładając, że Gazprom rzeczywiście chce zrezygnować z tranzytu przez Ukrainę, będzie potrzebował alternatywnego szlaku dostaw do gazociągu Urengoj-Pomary-Użhorod, który doprowadza gaz na Słowację, Czechy i Bałkany. Jego przepustowość to 115 mld m3 rocznie, z czego 15 mld m3 może służyć obecnie do rewersowych dostaw dla Ukrainy. Ukraińcy chcieliby odbierać nawet 30 mld m3, ale zmiany blokuje Gazprom posiadający kody dostawcy dla głównej nitki, a bez nich niemożliwe jest identyfikowanie ile i kto pobiera gazu, a przez to przydzielanie wirtualnej przepustowości, a zatem uruchomienie rewersu.

Rezygnując z Ukrainy, Gazprom musiałby zrezygnować także z tej magistrali, bo Polacy nie zgodzili się na Jamał 2 czyli pieremyczkę, gazociąg, który odchodziłby od Gazociągu Jamalskiego na południe, do Słowacji. Dlatego jedyną alternatywą byłoby maksymalne wykorzystanie całej przepustowości Nord Stream. Aby te 110 mld m3 rozprowadzić po Europie niezbędna byłaby zgoda Komisji Europejskiej na zwolnienie odnóg Nord Stream – NEL oraz OPAL (20 i 35 mld m3 rocznie) oraz wykorzystanie nowych korytarzy jak modernizowany rewers na Gazociągu Jamalskim i/lub Gazociąg Bernau-Szczecin. Jednakże tutaj na drodze stanąłby Gaz-System, który decyduje o dopuszczeniu do przepustowości w polskiej sieci przesyłu gazu. Nie będzie on zainteresowany nowym źródłem dostaw rosyjskich, które podważą dodatkowo rentowność terminala LNG. Z moich informacji wynika także, że spółka nie zgodzi się na wyłączenia dla rosyjskiego surowca.

Problemem byłaby sytuacja w której najwięksi klienci PGNiG odeszliby do dostawcy, który zapewniłby im rosyjski gaz nie z Jamału, a z Nord Stream, w bardziej atrakcyjnej cenie. Nie wiadomo jak zachowałby się Gaz-System, gdyby o dostęp do polskich gazociągów dla gazu z Niemiec wystąpiły spółki skarbu państwa jak Grupa Azoty. Póki co jednak jest to scenariusz hipotetyczny, bo temat Gazociągu Bernau-Szczecin czeka do wyborów. Jego projektanci deklarują poza tym, że surowiec z Rosji ma stanowić jedynie ułamek dostaw świadczonych przez to połączenie.

Sytuację Gazpromu może poprawić tylko seperatyzm spółek energetycznych z Europy, które mogą urealnić Nord Stream poprzez zgodę na udział w projekcie lub propozycję jego przedłużeń zwiększających rentowność jak odnoga do Wielkiej Brytanii czy Polski. Taki rozwój wypadków będzie blokowała Komisja Europejska, która naciska na walor dywersyfikacyjny projektów gazowych. Popiera tylko te, które mogą zapewnić alternatywne źródła, a nie tylko szlak, dostaw.

Prawdopodobnie to dlatego podczas spotkania udziałowców Gazpromu, dyrektor Aleksiej Miller powiedział, że jego firma może negocjować z Ukrainą utrzymanie tranzytu przez jej terytorium po 2019 roku. Prezydent Rosji Władimir Putin zapowiedział, że do tego roku Rosjanie całkowicie zrezygnują z przesyłu surowca przez terytorium ukraińskie. – Gazprom nie odmawia negocjacji na temat tranzytu gazu przez Ukrainę po 2019 roku ale nie jest usatysfakcjonowany warunkami proponowanymi przez Kijów – stwierdził Rosjanin odnosząc się do propozycji podniesienia cła tranzytowego stawianych przez stronę ukraińską. Aby zapewnić sobie lepszą pozycję na Ukrainie, zapewne skorzysta na oporze części oligarchów na czele z Dmytro Firtaszem przeciwko reformom podyktowanym przez trzeci pakiet energetyczny. Po sprzeciwie Austrii wobec ekstradycji tego magnata do Stanów Zjednoczonych, prowadzi on lobbing w europejskich spółkach energetycznych w poszukiwaniu sposobów na uniknięcie zmian w sektorze. Te starania mogą utrudnić pozyskanie inwestora europejskiego dla inwestycji w ukraiński system przesyłu gazu i magazyny, które zagwarantowałyby ostatecznie stabilność dostaw na tym szlaku. Bez kapitału nie powiedzie się modernizacja, ale w zamian za wpływy w sektorze, mógłby ją opłacić nawet sam Gazprom, co byłoby być może nawet tańsze od budowy nowych nitek gazociągów przez Morza Bałtyckie i Czarne.

Ukraina  nie jest problemem Gazpromu, ale Kremla. Firma jest jednak używana do destabilizacji tego kraju. Tak jak w Rosniefcie, do Rady Dyrektorów Gazpromu został przyjęty minister energetyki Aleksander Nowak, co świadczy o woli zwiększenia nadzoru państwa nad działaniem spółki.

Rosjanie podali dziś wyliczenia, że od 19 lutego wysłali do Donbasu 704 mln m3 gazu ziemnego. Domagają się z tego tytułu spłaty 212 mln dolarów należności. Już samo naliczanie osobno kosztów dostaw do samozwańczych republik ludowych na wschodzie Ukrainy to element gry na destabilizację Ukrainy. Rosnące należności za gaz to kolejne narzędzie, które neutralizują tylko kolejne transze pomocy z Unii Europejskiej i z USA. Podobnie jest z zadłużeniem zaciągniętym przez prezydenta Wiktora Janukowycza. Tyko dalsza pomoc Zachodu uchroni Kijów przed zwycięstwem Rosjan w tej licytacji.

Podtrzymuję tezę, że planem A Gazpromu dla Ukrainy jest utrzymanie tranzytu przez jej terytorium i przejęcie kontroli nad jej gazociągami. Nowe projekty gazociągowe to plany zapasowe, które ubezpieczają się nawzajem na wypadek. Powstanie ten, który będzie potrzebny. Gazprom sam jednak przyznaje, że zamierza zwiększać sprzedaż gazu w Europie, więc niezależnie od wątpliwego sukcesu projektów chińskich, będzie chciał słać surowiec na stary kontynent. To od reakcji Europy zależy, czy będzie w stanie w jego ramach zrezygnować z Ukrainy. OMV, E.on i Shell wpisały się już na listę współpracowników przy realizacji tego planu. Można do niej dopisać firmy, które proponują Eastring i inne wariacje na temat dostarczenia gazu z Turkish Stream do Europy Środkowej. Te spółki mogą się jeszcze zreflektować, w czym pomogłaby interwencja Komisji Europejskiej.

To czego nie mogą zrozumieć negocjatorzy z zachodniego kręgu kulturowego, w którym kompromis jest wartością nadrzędną, to fakt, że brak ustępstw ze strony Europy to najbardziej prawdopodobna strategia na rzecz uzyskania koncesji po stronie rosyjskiej.