font_preload
PL / EN
Drogi Infrastruktura 30 października, 2017 godz. 7:00   
KOMENTUJE: Konrad Świrski

Świrski: Kobe Steel i inni w przemyśle. Czyli o tym, jak daleko odeszliśmy od Lucjusza Fabrycjusza

stal przemysł ciężki metal fot. Pixabay

Czy wszyscy wielcy tego świata odznaczyli się jakimiś wybitnymi osiągnięciami? Postać Lucjusza Fabrycjusza – drobnego urzędnika, będącego kuratorem nadzorującym budowę dróg w starożytnym Rzymie (curator viarum), udowadnia, że wystarczy tylko dobrze wykonywać swoją pracę, aby przejść do historii – pisze na swoim blogu prof. nzw. dr hab. inż. Konrad Świrski, wykładowca Politechniki Warszawskiej i prezes Transition Technologies.

Na najstarszym zachowanym w Rzymie moście łączącym Wyspę Tyberyjską z lewym brzegiem rzeki Tybr , w kamieniu został wyryty (nawet czterokrotnie) napis: „ L . FABRICIVS . C . F . CVR . VIAR | FACIVNDVM . COERAVIT | IDEMQVE | PROBAVIT.”, który oznacza, że „Lucius Fabricius, Syn Gajusza, Nadzorca dróg, sprawdził i zatwierdził co zostało wybudowane”. W tamtych czasach – był to rok 62 p.n.e. stawiane budowle miały przetrwać wieki, dlatego dokładano starań aby budować solidnie i dokładnie.

Nie wiadomo czy w starożytności za niedopełnienie obowiązków nadzorcom groziły drakońskie kary czy też zwyczajnie etos pracy był większy, w każdym razie do dzisiejszego dnia most nazwany od nazwiska nadzorcy- cichego bohatera „dobrej roboty” Mostem Fabrycjusza, działa i umożliwia komunikację i transport w Rzymie. Kiedyś starano się chyba bardziej, a może zwyczajnie za fałszerstwo i niedbalstwo groziły wyższe kary? Dziś niechlujność inżynierska rozlewa się powszechnie, a jeszcze bardziej groźne staje się celowe fałszowanie towarów, certyfikatów i podpisywanie z zimną krwią zaświadczeń o dopuszczeniu czegoś do działania – nawet rzeczy, które mogą być skrajnie niebezpieczne dla życia ludzi.

Jak buduje się dziś?

W ostatnich dniach przez media przetoczyła się nowa afera inżynierska, dotykająca kolejnej światowej potęgi technologicznej – Japonii. Kobe Steel jeden z większych producentów wszystkiego co ze stalą, miedzią i innymi metalami jest związane, ogłosił właśnie, że pewne partie jego wyrobów posiadały sfałszowane certyfikaty i w rzeczywistości nie spełniały odpowiednich wymogów technologicznych. W rezultacie w tysiącach (a może milionach), samochodów, samolotów i pociągów zainstalowano elementy wykonane z materiałów dostarczonych przez Kobe Steel i firm związanych, które tak naprawdę mogą niekoniecznie spełniać parametry na jakie zostały obliczone, a wiec w konsekwencji – nie jesteśmy pewni bezpieczeństwa ludzi, którzy z tych pojazdów korzystają.

Producent był wiodącym dostawcą dla największych korporacji z branży automotive i transport, ale nie tylko. Okazało się, że materiały firmy były dostarczane również do energetyki. Po kilku dniach zaprzeczeń opublikowano wreszcie zdawkową informacje, że np. firma Tokyo Electric Power dostała pewna partię wyrobów ze stopów miedzianych od Shinko Metal Products (część Kobe Steel), które albo miały sfałszowane certyfikaty albo nie przeszły odpowiednich procedur kontroli jakości. Teoretycznie miały to być elementy dla energetyki jądrowej (nomen omen Fukushima). Oczywiście za chwilę podano też, że faktycznie takie elementy kupiono, ale nie zastosowano ich w rzeczywistej inwestycji, a właściwie był tylko mały problem z tymi certyfikatami bo jakąś rurę zmierzono tylko z jednej strony a nie z dwóch.

Powoli już nikt chyba nie jest pewien do końca co jest prawdą, a co nie. Wnioski bowiem są przerażające. Powoli odkrywana jest „góra lodowa”, która może zatopić cały nowoczesny przemysł, bo pokazuje skalę nieprawidłowości i fałszerstwa. Okazuje się, że nie można wierzyć już najlepszym producentom – Japończycy mieli renomę „top of the top” w przemyśle metalowym i zwykle dostarczali najbardziej krytyczne elementy dla całego transportu, budownictwa i energetyki w tym dla energetyki jądrowej, a ich certyfikaty były absolutnym gwarantem doskonałej jakości.

Afera jest na miarę fałszowania przez Volkswagena pomiarów zawartości tlenków azotu w spalinach i tak jak bardzo jest poważna tak też umiejętnie jest tuszowana. Po VW wybuchła nagła dyskusja i sprawdzanie innych koncernów samochodowych. Okazało się, że winnych jest więcej i być może oszukuje cały przemysł samochodowy i większość pomiarów jakimi nas raczą w uroczych reklamówkach, ze szczęśliwą rodziną, szybkim, przyjaznym dla środowiska samochodem to może być nieprawda. Konkurencja wcale nie naciskała za bardzo na weryfikowanie sytuacji w Volkswagenie, co jest jasnym sygnałem, że problem był globalny i tak naprawdę zaczęli twórczo naginać testy właściwie wszyscy producenci z sektora.

W przypadku Kobe Steel sytuacja jest jeszcze bardziej poważna. Firma w obliczu konkurencji firm z rynku chińskiego, tajwańskiego i innych nowych azjatyckich graczy, nie wytrzymała presji cenowej i zaczęła iść drogą na skróty. A może to pracownicy lub ich szefowie, którym zmieniono nieco główne wskaźniki KPI i którym na głowie siedzieli tylko finansiści i ekonomiści nie mieli innego wyjścia, żeby zachować prace tylko przybić nieprawdziwy stempelek lub podpisać fałszywy kwit o certyfikacji. W końcu to takie proste – może stal albo stop jakoś nieznacznie odbiega od właściwiej specyfikacji, może problemy nie będą widoczne przez najbliższe 5-10 lat, może jakiś parametr odpowiedzialny za pękniecie elementu będzie za niski dopiero kiedy już przejdę na emeryturę lub znajdę inną pracę? Prosta droga na skróty, która rujnuje obecny przemysł.

Czy możemy się czuć bezpieczni?

Zaczynamy budować urządzenia o bardzo krótkiej żywotności, które nie trzymają standardów. Ze stalą jest już ogólnoświatowy problem, bo kupuje się różne rzeczy w różnych krajach i potem sprzedaje dalej, i nie ma żadnej pewności, że specyfikacja jaka jest podana na dokumentach odpowiada prawdzie. Na oko zobaczyć się tego nie da, trzeba wykonywać testy, a tu niby jest certyfikat tylko, że wytrzymałość nie taka. W elementach pracujących cyklicznie i długoterminowo jest jeszcze gorzej, bo niektóre problemy pojawiają się po dużej liczbie cykli (a więc po kilkunastu latach), a jeżeli jest to energetyka jądrowa to gdzie nie gdzie jest problem elementów pracujących w środowisku promieniowania jonizującego. Inżynierowie oczywiście mogą wszystko policzyć i zasymulować jednak kłopot w tym, że potem jak się to wszystko skręci to niektóre elementy mogą być z Kobe Steel i nagle, po latach, zachowywać się inaczej niż zaprojektowano. Świat zaczyna schodzić na psy i inżyniersko psieje coraz szybciej. Szczególnie jest to groźne dla wyrobów, które mają działać przez dziesiątki lat – a więc znowu energetyka jądrowa. Nie tak dawno były problemy z segregacją węgla w stali obudów reaktorów w reaktorach francuskich, mamy kłopoty z mikropęknięciami ujawnionymi w reaktorach w Belgii- chyba należy, już na poważnie, zacząć się bać czy nawet jak wybudujemy coś nowego to będzie to rzeczywiście spełniało rygorystyczne normy i kryteria, które możemy właściwie zaostrzać do woli. Afery dotyczące stali wybuchają co chwile, byliśmy już przyzwyczajeni do fałszywych certyfikatów i złych oznaczeń jakościowych a nawet pokazywały się próbki stali z podwyższonym poziomie promieniowania od kobaltu C60 (urządzenia do mierzenia grubości prawdopodobnie wpadły do pieca i zanieczyściły stal) – jednak pochodziło to raczej z krajów jak Indie. Japonia pozostawała zawsze jako rodzaj „inżynierskiej świętości” i gwarancji kontroli procedur – co jak widać jest już niestety przeszłością.

Etos inżynierski upada i proces ten jest nieuchronny. W większości firm popularna jest szybka rotacja kadr – w końcu popularna jest opinia, że jeśli pracuje się gdzieś dłużej niż 4 lata to znaczy, że dla rynku pracy jest się bezwartościowym i nudnym. Po co budować długoterminową strategię, albo po co się narażać na problem jeśli mamy jakieś wybrakowane produkty – można w końcu walnąć fałszywy certyfikat, bo kiedy kłopot się ujawni po nas już nie będzie śladu. Nadzór staje się iluzoryczny, bo najważniejsze są wskaźniki finansowe, a rzeczywistymi władcami firm są finansiści i to właśnie decyduje o prymacie pieniądza nad bezpieczeństwem. W energetyce spowoduje to kolejny raz nacisk na eliminację trudnych, skomplikowanych i pracujących dziesiątki lat technologii (jak en. jądrowa) na korzyść produkowanych w milionach sztuk seryjnych elementów (panele fotowoltaiczne, wiatraki). To jeszcze jeden element dla zwycięstwa „nowej energetyki”, która znacznie lepiej przystosowuje się do słabej jakości komponentów.

Smutne, ale prawdziwe. Nie bądźmy idealistami. Informacje z Kobe Steel zostaną szybko wygaszone. Takie same problemy u innych producentów nie będą ujawniane. Tylko pamiętajmy, że dzisiaj dziś poruszając się samochodami Toyota, Honda, Nissan, Mazda i Subaru (te marki zostały ujawnione) lub samolotami Boening lub Airbus, superszybkimi pociągami, a może patrząc na skomplikowany most lub instalację przemysłową – może tam gdzieś jest element od nieuczciwych producentów, który szykuje się aby pokazać techniczną niedoskonałość. W takich chwilach naprawdę warto docenić i oddać hołd dla Lucjusza Fabrycjusza.

KonradSwirski.blog.tt.com.pl