Siatka szpiegów, rozbita kilka dni temu przez polskie służby, mogła pracować na zlecenie Głównego Zarządu Wywiadowczego (GRU) Federacji Rosyjskiej i interesować się infrastrukturą krytyczną Polski. Mówi o tym były wiceszef polskiego kontrwywiadu Wojciech Brochwicz w rozmowie z Polską Agencją Prasową (PAP).
W pierwszej połowie marca polskie służby zatrzymały dziewięć osób podejrzanych o współpracę z Rosją. Siatka szpiegów rosyjskich miała planować akty dywersyjne i prowadzić działania wywiadowcze na terytorium Polski. Zdaniem byłego wiceszefa polskiego kontrwywiadu Wojciecha Brochwicza, intruzi mogli współpracować z Głównym Zarządem Wywiadowczym (GRU), który zbiera informacje o obronności, uzbrojeniu i technologii innych państw.
– Przypuszczam, że to ich akcja, jako bezpośrednio zaangażowanych w dostarczanie rosyjskiej armii informacji. Jeżeli śledztwo potwierdzi podane przez MSWiA informacje, to rozbicie tak dużej siatki szpiegowskiej będzie ogromnym sukcesem polskich służb. Tak skutecznego i szybkiego kontrwywiadu, w dzisiejszych, trudnych czasach właśnie potrzebujemy – powiedział Wojciech Brochwicz w rozmowie z PAP.
Były wiceszef polskiego kontrwywiadu dodał, że według informacji zebranych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego (ABW) infrastruktura krytyczna Polski znajduje się na celowniku rosyjskich służb. – Tego typu wiedza była pozyskiwana i gromadzona przez Rosję z dużym wyprzedzeniem. […] Zastanówmy się, czy polskie prawo przewiduje – istniejące w nowej, wojennej rzeczywistości – zagrożenia – podkreślił Brochwicz.
– Jak widać, antagoniści są gotowi do zdecydowanych, wykraczających poza dotychczasowe normy działań. Z jednej strony próbują zakłócić dostawy broni dla Ukrainy, a z drugiej rozregulować i zdestabilizować sytuację w Polsce – dodał.
Główny Zarząd Wywiadowczy (GRU) to instytucja wywiadu wojskowego Federacji Rosyjskiej, która zbiera informacje o innych państwach. W przeszłości jej agenci szpiegowali program atomowy USA, przeprowadzili zamach na prezydenta Czeczenii, a także walczyli m.in. w Donbasie.
Polska Agencja Prasowa/Jędrzej Stachura