font_preload
PL / EN
Środowisko 31 października, 2019 godz. 7:30   

Baca-Pogorzelska: Odwołany szczyt klimatyczny w Chile to wyzwanie dla Polski

Prezydent COP24 Michał Kurtyka i Frank Bainimarama prezydent COP23 (2) fot. © cop24.gov.pl Michał Kurtyka. fot. Ministerstwo Środowiska

COP25, który miał się rozpocząć 2 grudnia w Chile został odwołany. Kraj stoi na skraju wojny domowej, ONZ postanowiła więc nie ryzykować. Polska na razie nie może zakończyć swej prezydencji rozpoczętej rok temu w Katowicach na COP24 – pisze Karolina Baca-Pogorzelska, współpracownik BiznesAlert.pl.

– Pytanie, czy COP 25 musi się odbyć w tym roku. Oczywiście powinien, choć dyskusja o tym, że mógłby się odbywać rzadziej, np. co dwa lata trwa już od dawna, ale jak w tak krótkim czasie nie będzie nowego miejsca, to z obiektywną rzeczywistością trudno walczyć. Gdyby miał się odbyć, to na pewno na mniejszą skalę. Pytanie co z wydarzeniami towarzyszącymi, panelami wysokiego szczebla – mówi w rozmowie z BiznesAlert.pl Lidia Wojtal, ekspertka ds. polityki klimatyczno-energetycznych z 13-letnim doświadczeniem. COP25 w Chile miał się odbyć w dniach 2-13 grudnia, do rozpoczęcia pozostał mniej niż miesiąc, a przygotowanie infrastruktury na taka imprezę to przynajmniej kilkanaście tygodni, choć bardziej kilkadziesiąt. – Teoretycznie szczyt mógłby się odbyć w Bonn, który gościł COP w 2017 r. I gdzie odbywają się negocjacje między szczytami. Inne miejsce raczej nie wchodzi w grę, żadne państwo w miesiąc się nie zdecyduje, nie wyłoży pieniędzy i nie przygotuje. Poza tym 2 grudnia to oficjalne rozpoczęcie. Tydzień przed zaczynają się spotkania koordynujące grup negocjacyjnych i spotkania z przewodniczacymi i przyszłą Prezydencją COP.  Część środków Chile na pewno już skonsumowało, to będą sprawy sądowe na lata – uważa Wojtal. Sęk w tym, że Bonn może przyjąć 3-5 tysięcy ludzi, a na COP zwykle przyjeżdża ponad 10 tysięcy osób. Poza ty nie ma pewności, że infrastruktura w Bonn będzie wolna.

A Polska? Gościliśmy COP24 w ubiegłym roku w Katowicach. – Nie, nie widzę takiej możliwości. W 2018 roku była specustawa na ten cel, bo to dużo pieniędzy do wydania w krótkim czasie – ocenia Wojtal.

Jeśli nie będzie COP25 i wiążącego wyboru nowego szefa COP, to Michał Kurtyka, wiceminister środowiska, dotychczasowy prezydent COP najprawdopodobniej pozostanie na stanowisku. – Teoretycznie zostanę na stanowisku, bo nowego szefa COP wybiera się na szczycie. To sytuacja dla nas nowa i mimo wszystko nikt nie był na nią przygotowany – mówi nam Kurtyka.

– Szczyt klimatyczny ONZ, który ma zakończyć polską prezydencję międzynarodowych negocjacji, zdecydowanie nie ma szczęścia do lokalizacji. Na początku miał się odbyć w Brazylii, ale prezydent Jair Bolsonaro zdecydował, że nie chce być gospodarzem tych rozmów. Chile wzięło na siebie ten ciężar, ale dzisiaj, ze względu na trwające zamieszki, prezydent Pinera, z żalem, ogłosił, że COP25 nie może się odbyć zgodnie z planem w Santiago. Teraz Sekretariat UNFCCC, agendy ONZ odpowiedzialnej za negocjacje, zastanawia się nad alternatywami. Możliwe, że Szczyt odbędzie się z wielomiesięcznym opóźnieniem w innym kraju regionu, albo w Bonn, które jest siedzibą UNFCCC. Tak czy inaczej, wszyscy uczestnicy, który planowali udział i ponieśli w związku z tym koszty, będą mieli problem. Przesunięcie negocjacji w czasie, tak jak i jego przyczyny, są głęboko niepokojące w kontekście konieczności podejmowania szybkich i zdecydowanych decyzji w sprawie walki z kryzysem klimatycznym. Niestety, można założyć, że konsekwencje tej decyzji najbardziej dotkną państwa rozwijające się – komentuje Urszula Stefanowicz, ekspertka Koalicji Klimatycznej.